Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Kolejny głupi, nieudany żart Strasburgera i inba w komentarzach xD. Ja rozumiem, że nie na miejscu jest nabijanie się z czyichś przywar (i to w dodatku na wizji), ale komentarze typu: "otyłość ma często podłoże psychiczne", albo "to jej wcale nie da kopa żeby się wziąć za siebie, prędzej zaje smutki przez niego będzie grubsza" mnie niesamowicie bawią xD. Potępianie kogoś za chamskie zachowanie to jedno, ale robienie z otyłości nieuleczalnej choroby i wielkiego nieszczęścia to już zupełnie co innego. Ja sam mam "brzuszek piwny" i w życiu się nie obrażam jak ktoś z niego się śmieje. Wiecie czemu? Bo mam go z własnej winy - sporo niezdrowego jedzenia, piwo i mało ruchu. Na dodatek znam co najmniej kilka sposobów by się go pozbyć - jeden z nich to liczenie kalorii i nieprzekraczanie dziennego ich limitu. Dzięki takiemu sposobowi mój 140-kilowy kuzyn w rok zrzucił 40kg, kumpel w niecały rok zrzucił 20kg, a i pewien czas moja różowa stosowała tą metodę, więc byłem świadkiem, że to działa. I najlepsze w tym sposobie jest to, że wcale nie trzeba przy tym ćwiczyć, więc w połączeniu ze sportem jeszcze szybciej można by się uporać z otyłością ( ͡° ͜ʖ ͡°). Tak, więc obrońcy grubasów i grubasek nie pieprzcie bzdur i ich nie brońcie bo otyłość genetyczna to rzadkość, a ludzie są grubi, bo są leniwi i za dużo żreją. Koniec, kropka.
    #bekazgrubasow #rakcontent #bekazpodludzi #heheszki #familiada
    pokaż całość

    odpowiedzi (89)

  • avatar

    Publikuję tutaj moje najlepsze #hanuszki, enjoy ( ͡° ͜ʖ ͡°) reszta w komentarzach

    #heheszki #humorobrazkowy

    odpowiedzi (69)

  • avatar

    Tak się czasami zastanawiam ile talentów więcej rozwinąłbym w swoim życiu, gdyby otoczenie i mentalność ludzi dookoła była inna.

    Za dzieciaka uczyłem się grać na skrzypcach. Cholernie to lubiłem, ale trzeba przyznać, że utalentowany raczej nie byłem. Niemniej takim wyrobnikiem mógłbym zostać.

    W szkole podstawowej pojechaliśmy na dwutygodniowe ferie do Niemiec. W naszym "hotelu" były też wycieczki z innych krajów, no i większość dzieci z Niemiec. No taka krótka integracja po prostu, łączona z nauką języka. No i była tam sala do jakichś przedstawień i te cholerne skrzypce. Nieśmiało raz coś zagrałem i... wszyscy tańczą, śpiewają, nagabują żeby grać. Co chwilę do pokoju wpadał jakiś młody Hans, bo podkradli te skrzypce i żebym im coś zagrał. Czy umiem to, a jak nie to żebym spróbował. Tak mi było przyjemnie, że mi się śniło jak zagrać jakiś popularny wówczas kawałek, żeby było chociaż podobnie. Byłem "tym zajebistym od skrzypiec".

    W Polsce za to byłem "tym zjebem od skrzypiec". Jak już ktoś chciał żebym coś zagrał to na jego miejsce było dwudziestu mówiących, że się popisuję, czterdziestu że przeszkadzam i dwustu, że nie umiem grać. Rodzina? A na chuj ci te skrzypce, nimi rodziny nie wyżywisz. Nauczyłbyś się czegoś pożytecznego.

    Tam dzieciaki biegały do swoich wychowawców mówiąc, że tam chłopak super gra i żeby posłuchali. Moi wychowawcy dzwonili do moich rodziców, że jestem złodziejem i podwędziłem sprzęt, oraz zakłócam porządek. Chłopaki z Niemiec i Hiszpanii grali na byle czym, grzebieniach, wymyślonych perkusjach zrobionych z butelek i mebli i było zabawnie. Nasi byli oburzeni, bo dziewczęta miały maślane oczka na te śmieszne granie.

    I tak dupa, bo dzień po dniu było mi to wybijane z głowy. Rób coś pożyteczniejszego, idź spać, bo nie wstaniesz, nie graj bo kabarety leco i nie słyszymy. Znowu ten głąb ze skrzypcami. I zawsze gdy tylko wyjechałem z tego kurwidołka, to było inaczej, było wesoło, sympatycznie. Ludzie się bawili, a nie patrzyli spode łba. Ehh... mentalność "musisz zrobić studia, żeby mieć pracę" wiele rzeczy we mnie zabiła. #zalesie #oswiadczeniezdupy
    pokaż całość

    odpowiedzi (71)