•  

    17379 + 204 = 17583

    Pierwsze #200km w tym roku, czyli rowerem wokół Tatr.

    Miały być narty, ale jako że pogoda bardziej pasowała pod rowerek, więc wziąłem ze sobą gravela. Wahałem się czy wybrać szosę, ale dostałem info że w lasach na drodze jeszcze trochę śniegu, woda, itd. A w szosie tarczówek brak, do tego twardsze przełożenia.

    Rano decyduję się zdjąć błotniki, żeby jechało się pod wiatr ciut lżej, w zasadzie nie wiem dlaczego nie zdjąłem ich już w domu. Śniadanie i ruszam około 8. Postanawiam okrążyć Tatry przeciwnie do wskazówek zegara, czyli chyba tego bardziej polecanego wariantu. Na początek kieruję się na Nowy Targ (parę km więcej, ale mniej przewyższeń hehe). Głównie z górki. Za Nowym Targiem zaczyna się walka z halnym, a na Słowacji i z drogą. Okazuje się w lasach sporo wody połączonej ze słowackim sposobem odśnieżaniem (masą kamyczków). O ile podjazd przed Zubercem i przed Liptowskim Mikulaszem jest jeszcze znośny, to ten do Szczyrbskiego Jeziora obfituje w płynącą wodę śladami samochodów, a pomiędzy koleiny śniegowo-kamyczkowe, czasem takie z wysokością 15 cm.

    Za Liptowskim Mikulaszem przerwa na obiad, w odpowiednim wyborze drugiego dania nie pomogła mi znajomość słowackiego, ale coś tam pojadłem. Później zajeżdżam na potraviny :D, kupić Kofolę i drożdżówki, po czym zaczynam najdłuższy, ale łagodny podjazd do Szczyrbskiego Jeziora (no troszkę się dłużył). Jak już się udało wczłapać, było głównie z „górki” i wiedziałem że śmieciarka będzie zbędna. Pod koniec trasy czekał mnie ostatni poważniejszy podjazd po skręceniu na drogę krajową, który pokonałem już po zmierzchu. Zostaje jeszcze parę kilometrów i dojeżdżam do punktu startowego.

    #rowerowyrownik #tatry

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: wokol-tatr.jpg