•  

    Zmotywowany wpisem o Magdalence KLIK, który zebrał sporo zainteresowania postanowiłem utworzyć post o równie "ciekawym" i wstrząsającym wydarzeniu, mającym zresztą niedawno rocznicę, które miało miejsce w Polsce na początku lat 00'. Myślę, że nawet mniej znanym w społeczeństwie niż historia z Magdalenki.

    Poczwórne zabójstwo w Kredyt Banku

    Z jednej broni zabito 4 osoby - 3 kasjerki i ochroniarza. Skradziono równowartość około 105 tysięcy złotych. Nikt nie widział sprawcy lub sprawców. Kto mógł stać za tak przerażającą zbrodnią?

    Na początku lat 00" przy ulicy Żelaznej 67 w Warszawie mieściła się filia, nieistniejącego już zresztą, banku "Kredyt Bank". Wydawać się mogło, że miejsce bezpieczne, z wieloma procedurami, ochroną. Wszystko do 3 marca 2001 roku, kiedy doszło tam do jednego z najbardziej brutalnych, obrzydliwych i bezwzględnych przestępstw w historii współczesnej Polski.

    W sobotę 3 marca 2001 r. placówka była czynna do godz. 13. Pierwszy zaniepokoił się syn kierownika filii związany z jedną z kasjerek, bowiem umówili się na godzinę 14:00, jednak dziewczyna nie przyszła. Podjechał pod bank, było już zamknięte, w środku nie było nikogo. Zauważył za to włączoną maszynkę do liczenia pieniędzy i komputery. Wykonał telefon do ojca, a ten do zastępcy dyrektora oddziału. W centrali system tej filii nadal był włączony. Ściągnęli policjantów, którzy zbili szybę. Było około godziny 18:00.

    W banku panowała cisza. Pozornie nic nie wskazywało na masakrę, która działa się tu zaledwie kilka godzin wcześniej. Policjanci zeszli do skarbca, pomieszczenia gdzie były sejfy i tam odkryli zwłoki 3 młodych kobiet. Leżały w kałużach krwi, niedaleko siebie, odwrócone głowami do drzwi. Każda z nich została zabita jednym strzałem w tył głowy. Jak później ustalono kobiety zostały uśmiercone z jednej broni przez co 2 widziały śmierć swoich koleżanek. Po 4 godzinach zostało znalezione ciało ochroniarza. Było ono ukryte w studzience w szatni. Przykryte metalowym włazem. Ciało trzykrotnie postrzelone - raz w głowę, a dwa razy w plecy. Makabryczne odkrycie policjantów szybko przedarło się do wiadomości publicznej, a w poszukiwanie sprawców zaangażowano największą jak dotychczas liczbę policjantów z Wydziału Zabójstw. Każda doba oddalała policję od znalezienia mordercy lub morderców. A takich dób minęło sporo...

    Przesłuchano ponad 500 osób, na miejscu zabezpieczono ponad 1000 śladów, w tym jedną łuskę, którą sprawcy przeoczyli. Policja pytała swoich informatorów, wyznaczono nagrody za pomoc w sprawie, nagłaśniano wydarzenie w mediach jednak brakowało konkretów. Według ówczesnego naczelnika Wydziału Zabójstw - "Nazwisko sprawcy jej zazwyczaj w pierwszym tomie akt". I tak było. W końcu po prawie 4 miesiącach poszukiwań ujęto sprawców. Byli nimi 3 młodzi mężczyźni, pochodzący z niewielkiej miejscowości Łochów - Krzysztof Matusik, Marek Rafalik i Grzegorz Szelest. Okazało się, że plan napadu został wymyślony już miesiąc wcześniej. Matusik był pracownikiem ochrony właśnie w filii tego banku i specjalnie na potrzebny napadu zamienił się zmianą z Stanisławem Woltańskim - również strażnikiem. Pod pretekstem zostawienia swojego munduru około godziny 8:00 wszedł do banku, po czym wpuścił do niego Szelesta. Ten zabił pracownika ochrony trzykrotnie do niego strzelając. Przestępcy ukryli ślady zbrodni i umieścili ciało ochroniarza w studzience. Mężczyźni poczekali do godziny 9:00, bo wtedy kasjerki zaczynały pracę. Wpuścili je do filii i czekali, aż zejdą do skarbca. Wtedy też wpuścili do banku Rafalika, który miał "stać na czatach". Sterroryzowali kasjerki i żądali otworzenia sejfów używając słów "Nic wam się nie stanie, bądźcie cicho, weźmiemy tylko pieniądze". Kiedy mieli już dostęp do gotówki po kolei zaczęli zabijać kobiety. Broń, która została wykorzystana była przerobiona na ostrą amunicję z pistoletu gazowego. Zabrali równowartość 105 tysięcy złotych (około 75 tysięcy w złotówkach, resztę w innych walutach). Zapewne myśleli, że w banku jest o wiele większa suma. Drzwi do banku zamknęli na klucz i pojechali na przysięgę wojskową, by zapewnić sobie alibi. Mężczyźni szybko zabrali się do wydawania pieniędzy - "zainwestowali" w imprezy, dyskoteki, drogie ubrania, biżuterię, zegarki i samochód. Policja odzyskała tylko niewielką część łupu, który był ukryty u ojca narzeczonej Rafalika (później podobnie jak i córka został skazany).

    Przełomowym momentem w sprawie było zeznanie świadka, brata jednego ze sprawców, który widział jak Szelest palił swoje ubrania. Policja zareagowała momentalnie i na przesłuchanie wezwano Rafalika - zdaniem psychologa najsłabszego psychicznie z całej trójki. Seria szybko zadawanych pytań i w końcu się udało. Na pytanie "Co zrobiliście z walkmanem i komórkami kasjerek?" Rafalik odparł odruchowo "Wyrzuciliśmy do Bugu". Po tej rozmowie do pozostałej dwójki pojechały oddziały antyterrorystyczne, które miały pokazać, że policja już wie kto jest sprawcami. Niemały wstrząs u osób badających sprawę wywołała wizja lokalna. Przestępcy opowiadali o wydarzeniu jakby byli dumni z dobrze wykonanej pracy. Szczególnie w momencie, gdy Grzegorz Szelest opowiadał, jak zabijał. Celował w głowy, z odległości około metra. - Marek powiedział: "No to strzelaj". Tak strzeliłem: pach, pach, pach. I wtedy doznałem takiego szoku, że do każdej podszedłem i każdą walnąłem w głowę pistoletem. Tę walnąłem i tę walnąłem, i tę - pokazywał na policjantki, które odgrywały rolę ofiar.

    Proces ruszył w marcu 2002 roku. Oskarżeni nie mieli wiele na swoją obronę.

    Szelest: - Nie mam nic do powiedzenia.

    Rafalik: - Bardzo żałuję tego, co się stało, chciałbym przeprosić rodziny ofiar i ich najbliższych.

    Matusik: - Chciałem przeprosić, nie szedłem tam z zamiarem zabicia, nie jestem mordercą, proszę o łagodny wymiar kary.

    Wszyscy trzej usłyszeli wyroki dożywocia dożywocia za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Szelest, który strzelał będzie mógł się ubiegać o warunkowe zwolnienie po 40 latach odsiadki, Matusik - pomysłodawca planu po 35 latach, natomiast Rafalik po 25. Sąd zgodził się na opublikowanie wizerunków oraz nazwisk sprawców w mediach. W wyroku nakreślił też sylwetki zabójców:

    - Szelest: porzuciła go matka, nie znał swego ojca, ale losu wychowanka domu dziecka oszczędzili mu dziadkowie - dorastał u nich. Miał gdzie mieszkać, miał szanse na pracę. "Dobrze, że dziadkowie już nie żyją, pewnie przewracają się w grobie" - mówił biegłym psychiatrom. "W wojsku deklarował niechęć do broni - dziś, gdy właściwie wykonał egzekucję na czterech osobach, to brzmi jak ironia; żył bez ojca, ale nie miał skrupułów, by odebrać życie matce innych dzieci" - mówił sąd.

    - Rafalik: po szkole, odbył służbę wojskową, miał pracę, chciał się ożenić, miał gdzie mieszkać. "Jako jedyny przepraszał rodziny zabitych i wykazał skruchę, ale mamy wątpliwości, czy jest ona szczera" - mówiła sędzia Radomińska.

    - Matusik: pracował w Warszawie, w ochronie Kredyt Banku, najstarszy z zabójców (ma 28 lat, Szelest i Rafalik są 24-latkami), ma rodzinę, mieszkanie. "Czy planując ten napad, chciał się z kolegami ustawić na całe życie? Chyba nie, bo pieniądze przetrwonili na alkohol i zabawę. Dla sławy? Jeśli tak, to sławy haniebnej. Przysporzył jej sobie, swoim bliskim i miejscowości, która jeszcze długo będzie naznaczona piętnem tej zbrodni" - wyliczał sąd.

    Sprawa, podobnie jak ta z Magdalenki została odtworzona (nie do końca z prawdą) w serialu Pitbull, polecam ze względu na fragmenty z wizji lokalnej:
    Pitbull

    Chyba najciekawszy materiał jaki znalazłem o sprawie na YouTube:
    KLIK

    Inny dość ciekawy materiał na YouTube:
    KLIK

    #ciekawostki #policja #kryminalne #gruparatowaniapoziomu #wydarzenia #historia #przestepczosc

    źródło: kredytbank.jpg

Gorące dyskusje ostatnie 12h