•  

    19012 + 310 = 19322

    Moje włosy potargał wiatr...

    Niby wiedziałem że ma zacząć wiać... Niby wiem że pod wiatr ciężko się pedałuje... Ale to coś co się dziś stało to nawet nie katastrofa. To Ragnarok.

    Pobudka chwilkę po 3. Ale wydarzyło się "jeszcze tylko 5 minut" więc pobudka troszkę później niż chwila po 3. Na tyle że zamiast wyjechać jak planowałem,. punkt 4 (miało być punkt 3 ale nikomu się nie chciało) to wyjechałem... Troszkę później niż punkt 4:)

    Do Radzionkowa trasa przebiega całkiem przyzwoicie. Tam jednak łapię kapcia. Zmieniam dętkę pod Lidlem albo innym... Biedronkiem i ochoczo obracając zgrabnymi odnóżami cisnę ku Tarnowskim Górom.

    Gdzie zaczyna wiać.

    A właściwie to nawet WIAĆ.

    Przez ponad 150km dmucha tak epicko (z każdej możliwej strony za wyjątkiem du... od tyłu) że na płaskim muszę momentami walczyć albo o to żeby mnie nie wyrzuciło z planszy w jakieś krzaczory przy drodze (tudzież w rów, płot, samochód jeśli akurat dmuchnęło z prawej, a nawet momentami w cudne dziewczęta spacerujące względnie gęsiego gdzieśtam) albo o to żeby w ogóle utrzymać prędkość która oscyluje w granicach 10 - 16 km/h. No katastrofa panie kochany! I średnia też niestety katastrofalna.

    W takich oto okolicznościach przyrody dojeżdżam do (na) Górę św. Anny, oglądam co tam do zobaczenia jest (amfiteatr jest o wiele większy niż sądziłem). Zjadam co nieco i zbieram się w stronę Kędzierzyna Koźla. Z wiatrem jest nieco lepiej bo część trasy jest tak ustawiona że nawet lekko podmuchuje w plecy. Cała reszta to rzucanie pod nosem "personami non gratis".

    Za koźlem wiatr... Ucicha. Niemal zupełnie. Lekko pomaga wiejąc w plecy ale to już nie jest ta moc co wcześniej. Średniej już nie poprawię ale pedałuję ile wlecie bo i tak jestem w dupala z czasem (nieco ponad 2 godziny obsówy w stosunku do planu).

    Do Jaworzna dojeżdżam już w ciemnościach bez przygód. Ale żeby nie było zbyt kolorowo... W okolicach elektrowni omal nie zderzam się z sarną, która to wraz ze współplemieńcami postanowiła była czmychnąć przez drogę, ścieżkę rowerową (po której jadę jako przystało na poczciwego obywatela... Gdyż mijał mnie wcześniej radiowóz i nie wiedziałem czy się gdzieś panowie w czapkach nie przyczają). Wychamowuję, rzucam niecną madonną pod nosem i jadę do domu.

    Chyba mi pękną kolana.

    Jak nie będzie ulewy to jutro tylko ze sto.

    #rowerowyrownik #100km (10) #200km (3) #300km #szosa

    źródło: i.imgur.com