•  

    Prawdopodobnie ponad 90 procent polskich ateistów to byli katolicy. Katolikiem zostaje się po skropieniu niemowlęcia pobłogosławioną przez biskupa wodą, a przestaje się być katolikiem, kiedy dochodzi się do wniosku, że te kościelne opowieści o ulepieniu przez zabawnego staruszka człowieczka z gliny i tchnięciu w niego ducha, a następnie danie kukiełce do pomocy kobiety magicznie stworzonej z żebra, to chyba jednak bajeczki dla małych dzieci.

    Nie zauważyłem w Polsce Stowarzyszenia Eks-katolików, ale czasem wchodzę na stronę eks-muzułmanów. Istnienie stowarzyszenia eks-muzułmanów jest o tyle zrozumiałe, że bycie eks-katolikiem w Polsce to bułka z masłem, a eks-muzułmanie należą do gatunków zagrożonych (nawet w Ameryce) i odczuwają silną potrzebę wspierania się. Strona amerykańskich eks-muzułmanów informuje, że jej misją jest obrona prawa do krytykowania religii, promowanie świeckich wartości i dążenie do zmniejszenia dyskryminacji tych, którzy opuścili islam.

    Można być również eks-ateistą, ale nie widziałem, żeby eks-ateiści się zrzeszali. Stare powiedzenie głosi, że nie ma ateistów w okopach, czyli że niby „jak trwoga to do boga” i że ponoć w obliczu śmierci wielu powraca na łono religii. Historia rzekomego nawrócenia się Tadeusza Kotarbińskiego nie jest odosobniona. Jego syn stanowczo zaprzeczył opowieściom szpitalnego księdza i poinformował, że jak długo jego ojciec był świadomy, to o żadnym nawróceniu się nie wspominał. Kościół jak wiadomo gustuje w cudach (i w odróżnieniu od dóbr materialnych potrafi je produkować).

    Natknąłem się niedawno na wyznania prawdziwej eks-ateistki, kobiety w kwiecie wieku i przy zdrowym umyśle, z dyplomem w dziedzinie astrofizyki, twierdzącej z głębokim przekonaniem, że od ateizmu do wiary zaprowadziła ją nauka.

    To fascynujące, więc rzuciłem się na jej wyznania jak cham na sodową wodę, jako że niewiasta posiada formalne kwalifikacje do rozprawiania o nauce, czyli kto wie, może jednak coś nowego.
    Sara Salviander podaje, że przez 16 lat była zatrudniona na wydziale astronomii na University of Texas, z tego przez dziewięć lat była badaczką (a przez pozostałe 7 nie wiadomo czym), zrezygnowała z pracy naukowej w 2017 roku, żeby poświęcić się kapłaństwu. Określa się jako „chrześcijańska apologetka” (co samo w sobie jest pełne wdzięku), informuje nas, że wierzy w to, że Bóg stworzył wszechświat w sześć dni. Nasza eks-ateistka jest współzałożycielką blogu SixDayScience poświęconego rozwojowi „błogosławieństwa chrześcijaństwa – nowoczesnej nauki”. Celem jest informowanie chrześcijan i innych o najnowszych osiągnięciach nauki i debata o tym, jak te osiągnięcia mają się do wiary i filozofii. Autorzy blogu stwierdzają, że kierują się dwiema zasadami: że prawda nas wyzwoli i że nie mamy dawać fałszywego świadectwa. (Mam podobne zasady, czyli, uważam, iż prawda jest ciekawsza od fałszu i że świadome kłamstwa to chyba jakieś paskudztwo. Lubię również ludzi, którzy wyprowadzają mnie z błędu, bo po kiego rydzyka mam tkwić w jakimś błędzie.)

    Diabeł kryje się w szczegółach, zaś idąca z duchem czasu eks-ateistka ewangelizuje głównie przy pomocy Twittera. W jednym ze swoich imponujących ćwierknięć Sara Salviander orzekła, że ateizm cierpi na intelektualną nieuczciwość.

    Prawdę mówiąc, spotkałem intelektualnie mało uczciwych ateistów, ale nie byłem nawet tym zdziwiony, bo to też ludzie, a ateizm mówi o etyce tylko tyle, że nie musi opierać się na religii, co poniekąd eks-ateistka sama przyznaje.

    Ćwierka zatem Sara Salviander o tym, jak ateista buduje swoją filozofię. (Zainteresowało mnie to szczególnie, ponieważ niedawno ukazała się moja książka pod tytułem Ateista, gdzie próbowałem odpowiedzieć na to samo pytanie.) Jej zdaniem ateista robi to w pięciu krokach:

    1/ Zaczyna od założenia, że nie ma Boga.

    2/ Jednakże zaczyna również od chrześcijańskiej moralności.

    3/ Usuwa z niej to, czego osobiście nie znosi.

    4/ Ogłasza, że to jest oczywiste.

    5/ Ignoruje bezsens istnienia Wszechświata bez Boga.

    Obawiam się, że nasza eks-ateistka grzeszy okrutnie przeciw semantyce. Twierdzi bowiem, że ateista „zakłada”, iż nie ma Boga. Nie jest to jednak dogmatyczne założenie, a wniosek oparty na braku empirycznych dowodów istnienia i stąd częste przywoływanie prawdopodobieństwa. Jak powtarzało wielu ateistów – dowody na istnienie boga lub innych istot nadprzyrodzonych są tak słabe, iż bez obawy popełnienia błędu możemy sobie wiarę w boga lub bogów między bajki włożyć. Tak więc ateista nie zakłada, ateista dochodzi do wniosku, który może ulec korekcie, gdyby przypadkiem pani Sara lub ktoś inny przedstawił dowody, które taki wniosek podważają. Konsekwencją tego wniosku jest konieczność poszukiwania etyki świeckiej, etyki, która nie jest oparta na religii.

    Amerykańska eks-ateistka twierdzi następnie, że ateista zaczyna od zaakceptowania chrześcijańskiej moralności. Oczywiście nie definiuje chrześcijańskiej moralności. Nie wiemy zatem, czy chodzi jej o to, żeby nie mieć cudzych bogów przed własnym, czy żeby nie rzeźbić posągów, czy żeby nie pożądać ani domu bliźniego, ani żony, ani jego wołu, ani jego niewolnicy, czy może stosuje etyczną wolną amerykankę i ogranicza sobie „chrześcijańską moralność” do nakazów: nie zabijaj, nie kłam, nie kradnij. Pewnie nie, jeśli sama zarzuca ateistom, iż wybierają sobie z chrześcijańskiej moralności tylko to, co im odpowiada.

    A co im odpowiada? A to już różnie, zależy od ateisty. Ateizm bowiem mówi tylko, że nie musisz opierać swojej etyki na religijnych dogmatach. Część ateistów zatem (całkiem spora), szuka podstaw etyki w filozofii i szeroko pojętej humanistyce. Normy etyczne piętnujące zabijanie, kłamstwo i kradzież są nieco starsze od chrześcijaństwa, są obecne praktycznie we wszystkich religiach i były obecne w dziełach starożytnych pogańskich filozofów. Więc chyba coś się naszej eks-ateistce pomyliło, albo skorzystała z podszeptów równie ignoranckiego Douglasa Wilsona, który podobnie głupio krytykował Christophera Hitchensa. Nie tylko ateiści akceptują pewne normy, które zaakceptowało chrześcijaństwo z judaizmu, a judaizm z pogaństwa, ale chrześcijańska moralność ewoluowała.

    Chrześcijanie od początku wybierali sobie z moralności chrześcijańskiej to, co im odpowiadało. (Jedni jedno, a inni drugie.) Norma „nie zabijaj” była przez jednych interpretowana jako norma „nie zabijaj swoich współwyznawców, ale Bóg nie ma nic przeciwko zabijaniu niewiernych lub heretyków”, a przez nielicznych chrześcijan jako norma uniwersalna. Niewolnictwo jedni uważali za dozwolone przez Boga, nieliczni za sprzeczne z jego nakazami. Lista zażartych sporów o to, czego chce Bóg, jest długa (ostatnio spory wśród chrześcijan toczą się o środki antykoncepcyjne - diabli wiedzą, czy Bóg lubi prezerwatywy, czy wręcz przeciwnie, jedni kapłani mówią tak, a drudzy inaczej), jedni chrześcijańscy etycy dopuszczają in vitro inni zgoła przeciwnie, ale wszyscy zgodnie twierdzą, że tylko przekazują zdanie Pana Boga.

    Ateiści istotnie z niektórymi twierdzeniami chrześcijańskich moralistów się zgadzają, a z innymi nie, ale podejrzewają, że chrześcijańscy moraliści albo mają złudzenia, albo dają fałszywe świadectwo w kwestii tego, że im Bóg coś mówił.

    Prawdę mówiąc ewolucją chrześcijańskiej moralności interesowałem się od dawna i jeszcze na studiach pisałem referat o koncepcji Maxa Webera o protestantyzmie jako etyce kapitalizmu. Istotnie protestantyzm od początku wzywał do przyjęcia odpowiedzialności za życie własne i swoich dzieci, w protestanckiej moralności bieda jest grzechem, a zaradność cnotą cenioną przez Pana Boga, krótko mówiąc protestantyzm jest religią głoszącą normę moralną, którą najlepiej wyraża się angielskim zwrotem „on your bike”. Ja jak to ja, w połowie referatu znudziłem się protestantyzmem i przeskoczyłem na etykę katolicką, która jest roszczeniowa, każe ludziom czekać na łaskę pańską lub zmiłowanie boskie, z pokorą akceptować swój los i wierzyć, że jak Bóg dał dzieci, to da i na dzieci, a jak nie, to trudno, Bóg tak chciał, bo jakby chciał inaczej, to by coś w tej sprawie zrobił.

    Miałem wówczas dylemat, czy etyka katolicka ma charakter socjalistyczny, czy też etyka socjalistyczna jest katolicka? Coś mnie jednak powstrzymywało przed publiczną prezentacją tego dylematu.

    Sara Salviander jest chrześcijanką reformowaną (chociaż nie udało mi się dojść jakiego sznytu), więc wybrała sobie z chrześcijańskiej moralności jakąś jej szczególną odmianę i uznała ją za oczywistą oczywistość i jedyną możliwą chrześcijańską moralność. Zrozumiałe zatem, że mając takie doświadczenie, domyśliła się (w pewnym sensie poprawnie), że my ateiści wywodzący się z chrześcijańskiej kultury, wzięliśmy sobie z chrześcijańskiej moralności tylko to, co nam się podobało i odrzuciliśmy to, co nam się wydawało obrzydliwe.

    Co nas doprowadza do ostatniego już punktu informacji o tym, jak ateiści budują swoją filozofię – czyli że ignorują bezsens istnienia Wszechświata bez Boga. Aczkolwiek nie wiemy o jakim sensie autorka prawi, możemy zaledwie spekulować, iż idzie jej o celowość, czyli Wszechświat rozumiany jako coś w rodzaju serialu telewizyjnego starszego pana, który miał serdecznie dość intelektualnych zabaw w totalnej samotności. Istotnie, z punktu widzenia ludzkiego życia trudno się dopatrzyć celowości istnienia Wszechświata, jeśli nikt go sobie nie stworzył. Wszechświat jest, co więcej, dzięki ewolucji pojawiło się życie i istoty świadome, które odczuwają potrzebę nadania sensu swojemu życiu. Można próbować tej sztuki przez wiarę w bajki, można również przestać się oszukiwać i szukać tego sensu bez odwoływania się do religii.

    Zastanawiałem się, jak też nauka zaprowadziła panią Sarę od ateizmu do religii, Bóg mi świadkiem, że nie umiała tego wyjaśnić.

    Korzystam zatem z okazji, by przypomnieć o moich skromnych próbach opowiedzenia o podróży w drugą stronę.

    #ateizm #religia #chrzescijanstwo #ksiazki #przemyslenia #ciekawostki #nauka

    http://www.listyznaszegosadu.pl/m/nowy-ateizm-i-krytyka-religii/eks-ateistka-obnaza-nedze-ateizmu

Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Naszła mnie taka myśl filozoficzna, a co myślicie o takim pomyśle aby każdy kto chciał otrzymywać social jednocześnie musiał zrezygnować z praw wyborczych? ( ͡° ͜ʖ ͡°) Taki tradeoff, żeby nie można było kupować głosów ludzi obiecując im góry złota ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    odpowiedzi (57)

  • avatar

    Co mogę z tym zrobić? Zająłem 3. miejsce w konkursie, gdzie za pierwsze nagrodą było 10k złotych i 3-miesięczne praktyki w bardzo dobrej formie, a za trzecie miejsce zegarek warty 500 zł.

    Finałowa trójka zwycięzców miała:

    1. 150 punktów
    2. 147 punktów
    3. 138 punktów (ja)

    Problem jest taki, że pierwsze i drugie miejsce zajęły #rozowepaski, które za sam fakt bycia kobietą dostawały 15 punktów. Organizatorzy nic z tym nie chcą zrobić i mówią, że regulamin był znany jeszcze przed zaczęciem konkursu.

    #studbaza #feels #przegryw #prawo
    pokaż całość

    odpowiedzi (83)

  • avatar

    Plusują ci którzy dostali kiedyś taką piłką prosto w ryj.

    odpowiedzi (83)