•  

    82039 + 370 = 82409

    Wzorując się na najlepszych - wzorem @metaxy - postanowiłem w swoje urodziny pojechać jakaś dłuższą trasę.
    Tydzień wcześniej zerknąłem na prognozy pogody i miało nie padać, więc nie pozostało nic innego jak wypisać urlop i zaplanować trasę. Prognozy różniły się co do kierunku wiatru, więc na wszelki wypadek przygotowałem dwa warianty.
    W poniedziałek prognozy wskazywały na środę w większości Polski wiatr z południa, więc nie pozostało nic innego jak jechać nad morze.

    We wtorek normalny dzień w pracy, a wyjazd planowałem około 22-23 by mieć zapas czasu na jedyny bezpośredni pociąg z #gdansk do #lodz więc skończyło się nawet bez krótkiej drzemki. Oczywiście pakowanie na ostatnią chwilę, więc nie do końca przemyślane i jak zawsze zabieram za dużo rzeczy - tak mi się przynajmniej wydawało wtedy.
    Wyruszam ostatecznie o 22.30 i kieruję się w stronę Zgierza, gdzie mam wjechać na DK91 na której spędzę większość ze swojej podróży. Swoją drogą bardzo polecam tę drogę bo po otwarciu autostrady A1 ruch na niej jest stosunkowo mały, szczególnie jak porównać co się na niej działo z 10 lat temu w wakacje, praktycznie cały czas ma szerokie pobocze i poza krótkimi fragmentami nawierzchnia jest bardzo dobrej jakości.

    Już w Łodzi czuć chłód, ale jak wyjeżdżam poza aglomerację łódzką robi się naprawdę zimno i będąc na 20 kilometrze mój licznik zaczął pokazywać temperatury ujemne. I w tym momencie miałem chwilę zwątpienia czy nie zawrócić do domu, bo miałem w perspektywie kolejne 8 godzin jazdy do momentu jak zacznie się robić cieplej. Ale ostatecznie postanawiam dociągnąć do Łęczycy, gdzie zmieniam nogawki na długie spodnie, zakładam ochraniacze na buty i wiatrówkę. Komfort termiczny znacznie się poprawia i jadę dalej. Czasami jednak dobrze zabierać więcej rzeczy.

    Jedzie się całkiem przyjemnie, co prawda jest zimno i wiatr wieje minimalnie w twarz, ale kilometry ładnie wpadają, a ja docieram do Włocławka. Ruch minimalny, większość sygnalizacji wyłączona, więc przejazd przez miasto idzie całkiem sprawnie. Planowałem wstępnie zrobić sobie przerwę w McDonaldzie, ale w tych godzinach czynny jest tylko McDrive, więc postanawiam zatrzymać się na Orlenie na końcu Włocławka, żeby się trochę ogrzać. Niestety okazuje się, że stacja również jest zamknięta i można tylko zrobić zakupy przez okienko. Trudno, zjadam banana i knoppersa zabranego z domu i ruszam dalej w poszukiwaniu jakiejś stacji. Niestety okazuje się, że mniejszy ruch na DK91 po otwarciu autostrady spowodował to, że kolejne stacje benzynowe też są pozamykane i dopiero na wysokości Ciechocinka znajduje czynnego Orlena. Niestety okazuje się, że można wejść do środka, jednak nic na ciepło nie da się zjeść o tej porze, więc zadowalam się kawą i kanapką - przynajmniej jest ciepło w środku, a na zewnątrz zaczyna się robić widno.

    Po krótkiej przerwie jadę dalej i około 6 rano docieram do Torunia. Podobnie jak we Włocławku ruch minimalny, więc sprawnie udaje się dostać do centrum. Najpierw wizyta na platformie widokowej po zdjęcie panoramy starówki, a później już sama starówka. Wyjechać z Torunia również udaje się sprawnie i również nie udaje się zjeść w McDonaldzie ;)
    Jadę dalej DK91 z małym odbiciem na Chełmżę - jeżdżąc kiedyś samochodem nad morze nigdy nie było czasu, żeby zobaczyć to miasteczko, a teraz nadarzyła się okazja. Miasteczko malutkie, ale ma całkiem ładną starówkę z dwoma ładnymi gotyckimi kościołami. Po powrocie na krajówkę wybija 200 km, więc postanawiam sobie zrobić krótką przerwę na Knoppersa, zdjęcie wiatrówki i kolejną fotkę z rzepakiem, a trzeba przyznać, że w tych rejonach pola z rzepakiem są konkretne - ciągną się aż po horyzont. Przed Wisła bardzo fajny zjazd w dół przez kilka kilometrów i odbijam z krajówki na Grudziądz boczną drogą. Pewnym zaskoczeniem jest DDR przy tej drodze - cały czas asfaltowa, co prawda od czasu do czasu zmienia strony, ale nie jest źle.

    Około 25 kilometrów przed Grudziądzem dopada mnie mały kryzys, zaczyna brakować sił i spada tempo. Mijam jakieś małe sklepy, ale postanawiam dociągnąć do McDonalda. Grudziądz wita znakiem zakazu ruch rowerów oraz ścieżkę z całym przekrojem rodzajów kostki. Sił brakuje i robi się ciepło, więc zatrzymuję się, żeby się rozebrać - pozbywam się długich spodni i o ile krótkie spodenki są OK na tą temperaturę to na krótki rękaw się nie decyduję. Ruszam w stronę centrum i docieram do upragnionego McDonalda. I tutaj kolejna niemiła niespodzianka - przez to, że nie spałem i jechałem całą noc odczuwałem, że jest już środek dnia, a tu się załapałem na ofertę śniadaniową - najgorzej, ale trzeba było coś zjeść.

    Po przekroczeniu Wisły odbijam na boczną drogę wzdłuż Wisły i na DK91 wracam w Nowych. Zmienia się znacząco ukształtowanie terenu i zaczynają się całkiem przyjemne podjazdy. Nie ma co narzekać bo lubię takie pagórki, a jazda po nich nie jest taka monotonna jak po płaskim. Jeszcze krótka wizyta w sklepie po kolejne banany, knoppersy i picie i ruszam już praktycznie z górki i dodatkowo z wiatrem w plecy ku Gdańskowi. Tempo zdecydowanie rośnie, ale niestety odkrywam, że padł mi powerbank (chyba przez te niskie temperatury) i telefon już też nie ma za wysokiego poziomu baterii, więc rozpoczynam poszukiwania ładowarki na stacjach benzynowych - niestety na większości mają tylko ładowarki samochodowe. Wjazd do Gdańska również odbywa się w miarę sprawnie - na szczęście DK91 prowadzi pod sam dworzec i nie trzeba marnować czasu na nawigowanie. Udaje się też kupić ładowarkę na BP, więc jest szansa, że nie umrę z nudów podczas powrotu pociągiem. Na dworzec docieram po 16 i mam jeszcze ponad godzinę do pociągu, więc postanawiam się jeszcze udać nad morze, bo co to byłby za wyjazd bez zdjęcia roweru na plaży ;)

    Wracam z powrotem na dworzec i próbuję kupić w kasie bilet - niestety przez internet nie dało się kupić biletu i w sumie całą drogę jechałem z pewną obawą, że może być problem z powrotem, a następnego dnia musiałem być w pracy. Niestety pani w kasie mi nie pomogła, i tu porada dla innych - w kasach korzystają z tego samego systemu co jest w internecie i ogólnie szkoda marnować czasu na stanie w kolejce. Pół godziny do pociągu postanawiam wykorzystać na zjedzenie w McDonaldzie bo czeka mnie ponad 5 godzin w pociągu. Na szczęście pan kierownik pociągu nie widział problemu z zabraniem mnie i roweru i nawet był zdziwiony, że nie można było kupić biletu na rower. Jak się okazało przez całą drogę byłem jedynym rowerzystą, a jechałem praktycznie całą trasę. Ach ten system PKP... gdybym się nie stresował tym pociągiem to zahaczyłbym jeszcze o starówkę w Gdańsku i pewnie skromnie, bo skromnie, ale pobiłbym życiówkę. Ale i tak coś mi mówi, że długo się ona nie utrzyma ;)

    Pod koniec trasy pociąg łapie jeszcze opóźnienie z powodu remontu torów koło Kutna i Łowicza i ostatecznie dociera do Łodzi o 0.15, a ja do domu o godzinie 0.30, więc cała podróż zajęła mi równo 26 godzin. Jestem zadowolony, ale mocno zmęczony, ale głównie z powodu braku snu.
    Ciekawe czy ktoś to w ogóle czyta i czy jest sens się tak rozpisywać :)

    I na koniec podziękowania dla bandy Metaxy'ego za doping na trasie oraz dla @Wyrewolwerowanyrewolwer za wskazówki i porady dotyczące poruszania się po Gdańsku - szkoda tylko, że nie udało się poznać osobiście.

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz #wykoptribanclub #rowerowetrojmiasto #100km #200km #300km (nr 3) #zaliczgmine (+20)

    źródło: IMG_20190508_163440-EFFECTS.jpg