•  

    z wywiadu z psycholog Małgorzatą Szewczyk-Nowak, żoną prawnika Artura Nowaka, oboje wystąpili w #tylkoniemownikomu

    Kiedy mąż pani powiedział?
    – Byliśmy już od dawna małżeństwem. Zdecydował się w trakcie własnej terapii, gdy zrozumiał, że wiele złych rzeczy, które mu się w życiu przytrafiają, ma źródło w tamtych zdarzeniach z dzieciństwa.
    Jego rodzina była bardzo religijna. Ojciec umarł, gdy Artur miał dwa lata, w domu nigdy się nie przelewało. Księża byli stawiani na piedestale. Kiedy ksiądz przychodził z kolędą, na stół wystawiało się wszystko, czego brakowało na co dzień. Dzieci cieszyły się z tych wizyt, bo gdy wyszedł, mogły pozjadać to, co zostało.
    O tym, że jeden z tych księży go molestował, Artur opowiedział mi niespełna dwa lata temu. Swojej mamie nigdy. Wiedział, że tego nie zrozumie. Nawet moja rodzina dowiedziała się dopiero z filmu.
    Dla niego „Tylko nie mów nikomu” było formą oczyszczenia. Nie wiem, jak zareaguje Kościół, ale dla mnie największą wartością tego filmu jest to, że ludzie wykorzystani seksualnie przez księży wreszcie wyraźnie usłyszą, że to, co im robili oprawcy, było złe. Że nie muszą się wstydzić.
    Jak długo milczał Artur Nowak?
    – Ponad 30 lat. Po drodze były alkohol, narkotyki, lata autodestrukcji.
    W książce, którą razem napisaliście, „Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos”, jedna z osób wykorzystanych przez księży stwierdza, że psychika ofiar molestowania dojrzewa dopiero po 40. roku życia.
    – Trzeba czasu, by ofiary zdały sobie sprawę z rozmiaru swojej krzywdy. Nie radzą sobie z normalnym życiem, popadają w uzależnienia. Przytrafiają im się próby samobójcze, depresje, zespół stresu pourazowego, zaburzenia odżywiania, zaburzenia lękowe. Cała gama. I wcale nie jest tak, że wchodzą do gabinetu psychologa i oznajmiają: „Molestował mnie ksiądz”. Zanim zdobędą się na wyznanie, muszą zbudować z drugim człowiekiem silną relację opartą na zaufaniu. A mają z tym gigantyczny problem, bo w dzieciństwie ich zaufanie zostało solidnie nadszarpnięte.
    A potem trzeba otworzyć ranę i pogrzebać w niej, żeby zabliźniła się na nowo. To trudne i bolesne. Wielu pacjentów, gdy zaczynamy zbliżać się do sedna, odchodzi z terapii. Wracają dopiero po jakimś czasie, bardziej świadomi i zdeterminowani.
    (...)

    http://gazetawyborcza.newspaperdirect.com/epaper/viewer.aspx

    #bekazkatoli #kosciol #religia #polska #psychologia #psychiatria

    źródło: tylko.jpg