•  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani. Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu, klik. Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się zawsze na Facebooku, klik.

    • • •

    MATEUSZ. W., rocznik '91

    W. jako pierwszy ubiegał się o wypis z Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Publiczna lista przyczyniła się do jego obaw o własne życie, jak sam argumentował we wniosku przesłanym w 2018 r. do Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu. Uznał też, że upublicznienie jego danych osobowych może prowadzić do ujawnienia personaliów ofiary. Zarzekał się, że po skreśleniu z Rejestru chciałby dokonać zadośćuczynienia względem pokrzywdzonego.

    . . .

    W listopadzie 2010 r. 19-letni wówczas Mateusz W. zaatakował swojego 10-letniego kolegę i siłą zaciągnął w ustronne miejsce. Chłopcy wracali z mszy, na której wspólnie usługiwali. Starszy z ministrantów przemocą zmusił młodszego, by się rozebrał, następnie – dusząc go i uderzając pięściami w brzuch – wkładał mu swojego członka do ust. Gdy wielokrotne próby włożenia penisa w odbyt ofiary się nie powiodły, W. zgwałcił go za pomocą patyka. Sprawcę zatrzymano jeszcze tego samego dnia, a na jego komputerze została znaleziona dziecięca pornografia w postaci filmów i zdjęć. Materiały przedstawiały nie tylko dzieci w wyuzdanych pozach, ale także sceny krzywdzenia ich przez dorosłych. Swoją pokaźną kolekcję nastolatek zbierał od grudnia 2008 r., sam także fotografował najmłodszych na placach zabaw i w kościele. Ustalono też, że jesienią 2010 r. W. wybił szybę w Szkole Podstawowej w rodzinnej Nowej Dębie (woj. podkarpackie), gdzie wdarł się do budynku i zabrał z szatni w sumie czternaście worków z butami. Łączna wartość skradzionego obuwia wynosiła ok. 325 zł, a najdroższa ze skradzionych rzeczy zaledwie 30. Niestety, nie znalazłam motywu tego dziwnego zachowania, jednak media pisały, że gdy złodziej kładł się spać, układał buty na poduszce i przytulał się do nich.

    Początkowo biegli, którzy badali Mateusza W., nie byli zgodni co do jego skłonności seksualnych. Po przesłuchaniu kilku zespołów seksuologów i psychiatrów, na wniosek obrońcy oskarżonego został powołany znany seksuolog Zbigniew Lew-Starowicz, który stwierdził, że opiniowany to pedofil ze skłonnościami do sadyzmu seksualnego.

    Mateusz W. został poddany testowi fallograficznemu, zwanemu także prąciową pletyzmografią. Test ten polega na pokazywaniu badanemu różnorodnych obrazów przedstawiających akty seksualne z dorosłymi lub dziećmi, wymuszenia seksu czy przemocy. Do członka badanego podłącza się urządzenie badające erekcję. Zainteresowania seksualne, czy też orientacja stają się oczywiste, gdy okazuje się, czy badany jest bardziej pobudzony przy oglądaniu stosunku osób dorosłych (zachowanie normalne), z udziałem dzieci (dewiacja lub pedofilia), z udziałem dorosłych, ale przy użyciu przemocy (zainteresowanie gwałtem lub dewiacyjne). Badanie wykazało, że W. podniecały zarówno sceny z udziałem dorosłych, jak i dzieci.

    Wyrok zapadł 27 marca 2012 r. w Sądzie Okręgowym w Tarnobrzegu. Za zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem małoletniego poniżej 15 lat (art. 197 § 3 pkt 2 kk), Mateusz W. został skazany na 5 lat pozbawienia wolności. Za kradzież z włamaniem (art. 279 § 1 kk) na rok i dwa miesiące więzienia, a za posiadanie treści pornograficznych z udziałem małoletnich na 8 miesięcy. Orzeczona kara łączna za wszystkie przestępstwa wynosiła 5 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności. Po wyjściu z więzienia Mateusz W. miał zostać umieszczony w zakładzie zamkniętym (bez określonego terminu) w celu przeprowadzenia terapii zmierzającej do zapobieżenia ponownemu popełnieniu podobnego przestępstwa. Dodatkowo, po opuszczeniu zakładu karnego, skazany przez 8 lat nie może zbliżać się do pokrzywdzonego na odległość mniejszą niż 100 m oraz musi zapłacić zadośćuczynienie w kwocie 2000 zł. Nałożono także na niego obowiązek zgłaszania się raz w miesiącu do kuratora sądowego.

    Na skutek apelacji złożonej przez obrońcę Mateusza W. oraz pełnomocnika oskarżyciela posiłkowego, w czerwcu 2012 r. w Sądzie Apelacyjnym w Rzeszowie zapadł następny wyrok. Decyzją Sądu kara łączna została zamieniona na 4 lata pozbawienia wolności.

    Obrońca oskarżonego wnioskował o jego uniewinnienie, lecz Sąd nie zgodził się na to, argumentując swoją decyzję spowodowaniem u pokrzywdzonego "sporo cierpień fizycznych i psychicznych, mających charakter przeżyć traumatycznych, które z pewnością będą miały wpływ na jego psychikę i mogą odbić się na jego przyszłym życiu". Jako okoliczności łagodzące Sąd uznał młody wiek Mateusza W. oraz jego niski poziom rozwoju intelektualnego i wyraźne cechy niedojrzałości emocjonalnej i społecznej. W uzasadnieniu czytamy także:

    Zaburzenia osobowości występujące u oskarżonego mają charakter wrodzonej predyspozycji z jakimi przyszedł on na świat. Te właściwości osobiste oskarżonego z pewnością miały wpływ na jego zachowanie i powinny znaleźć odpowiednie odzwierciedlenie przy wymiarze kary. Istotny jest również fakt, że oskarżony przeprosił rodziców pokrzywdzonego, a przeprosiny te zostały przyjęte.

    Mateusz W. opuścił zakład karny 26 listopada 2014 r. Rok później został umieszczony w Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Starogardzie Gdańskim, gdzie przebywa do dzisiaj.

    26 stycznia 2018 r. Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu odrzucił wniosek Mateusza W. dotyczący usunięcia nazwiska z Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Zgodnie z ustawą ich [danych] wykreślenie jest możliwe wyłącznie w przypadkach wyjątkowych, a przesłanką może być wyłącznie dobro pokrzywdzonego. W tym przypadku takiej przesłanki nie było

    – tłumaczy Marek Nowak, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu.

    W. złożył więc zażalenie do sądu wyższej instancji, jednak i ten nie zgodził się z jego argumentacją.

    • • •

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK.

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam ze zanonimizowanego wyroku, który dostałam od Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu oraz wyroku i jego uzasadnienia Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie.

    Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd.

    • • •

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć mnie, bym mogła pozwolić sobie na poświęcenie większej ilości czasu na pisanie dla Was, to zapraszam na mój Patronite. Prowadzę tam także bloga z dodatkowymi informacjami o zbrodniach, których temat aktualnie poruszam.

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #morderstwo #patologiazewsi #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #nowadeba #pedofilia

    źródło: indekstttttttttt.jpg

Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Ostatnia cyferka żebroplusa = gdzie dotkniesz dziś kobitke
    #nsfw

    odpowiedzi (49)

  • avatar

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    odpowiedzi (18)

  • avatar

    Zaburzenia psychiczne.
    Widziałem wiele ciekawych sytuacji. Jedno z wezwań brzmiało: bije głową w chodnik. Na miejscu okazało się, że pacjentowi wydaje się, że radio mu gra w głowie i waląc głową w chodnik chciał je wyłączyć. Zabrany do szpitala.

    Kolejne wezwanie dotyczyło kobiety o dziwnym zachowaniu. Wchodzimy do mieszkania, a babka myje podłogę w łazience. WTF? Co my tu robimy? A mąż mówi, że ona tak od 3 dób non stop myje łazienkę. Zostawiona w domu.

    Wezwanie do TVN. Przyszedł gość i mówi na recepcji, że jest z Ewą Drzyzgą umówiony. Pokazywał nawet sms od niej. Ochrona nas wezwała, bo gość był dziwny, a pani Ewy nawet nie było w budynku. Sprawdzam telefon, a tam faktycznie sms-y od Drzyzgi. Tak były podpisane. Normalna korespondencja dwóch osób. Tylko, że sms przychodzące były wysyłane z bramki internetowej. Zabrany do szpitala.

    Inne wezwanie. Policja na miejscu. Na ulicy. Facet zadzwonił, że jest z wywiadu i został zdemaskowany i potrzebuję pomocy. Przyjeżdżamy, a gość opowiada bardzo logiczną historię o tym, że ścigają go wywiady innych państw, że jest w dużym niebezpieczeństwie. I żeby go gdzieś ukryć. Ukryliśmy go w szpitalu psychiatrycznym. Zabrany do szpitala.

    Często zdarzają się wezwania do kościołów lub w ich okolice. Raz zabraliśmy faceta, co ponad dobę klęczał i modlił się na ulicy obok kościoła. Innym razem starszą babkę, co w kaplicy w której była całodobowa adoracja sakramentu, spędziła prawie dwie doby.

    Albo facet, który ukręcił łeb kotu, bo go coś w głowie mu kazało to zrobić.

    Niby śmieszne ale każdy z tych przykładów to ludzka tragedia. Dla pacjenta i rodziny.

    #wejsciesilowe #999 #ratownikmedyczny
    pokaż całość

    odpowiedzi (62)

Advertisement