Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Gdy miałem jakieś 13/14 lat poprosiłem mame żeby zamówiła mi na allegro Gta 4. Płatność była kurierem. Kwoty dokładnej już nie pamiętam, ale było tak, że było X zł i 89 groszy, zapłaciłem banknotami, kurier mówi dzięki i do widzenia, a mały Łukaszek na cały głos: ,,Ale mi Pan 11 groszy nie wydał'' kurier mina poker face i zaczyna szukać reszty, i mówi: ,, Mam niestety tylko 10 groszy, bez grosza'' a ja na to: ,,No dobra niech będzie, do widzenia'' Od małego byłem skąpy i miałem uwielbienie do pieniędzy. Dziś jest tak samo. Zły ze mnie człowiek.

    #przegryw #wspomnienia #takbylo #niebieskiepaski #rozowepaski #logikaniebieskichpaskow #gta #dziecinstwo #pieniadze #allegro
    pokaż całość

    odpowiedzi (25)

  • avatar

    Ten wiedźmin to eliksiry chyba dożylnie przyjmował xd
    #wiedzmin #netflix #seriale

    odpowiedzi (10)

  • avatar

    Kroniki Gothic II Noc Kruka – część XIX (Stan postaci poziom 51 – ŁOWCA SMOKÓW –KONIEC GRY)

    Jeśli chcesz być zawołany do podsumowania, plusuj komentarz na dole!

    Dla nieświadomych #gothickroniki to autorski tag, w którym dzielę się wrażeniami z gry Gothic (obecnie Gothic II), którą mnóstwo osób zna na pamięć, a je przechodzę ją pierwszy raz.

    DWÓR IRDORATH

    Dopłynięcie do brzegu Dworu irdorath raczej nie zachęcało, by prędko wyjść na pokład. Chciałem zostać w bezpiecznym statku, z przyjaciółmi, położyć się w łóżku z lampką wina i niczym dziecko w ramionach matki – usnąć.
    Niestety, owe marzenia pozostają tylko w sferze wyobrażeń, tak samo nierealne, jak fakt, że to już chyba koniec gry. Czeka mnie ostateczna potyczka od której zależy tak wiele. Czy jestem gotowy?
    Potrzebowałem rozmowy, dlatego też udałem się do mojej załogi celem wybadania sytuacji. I jak można było się tego spodziewać, moja sytuacja nie malowała się jasno. Praktycznie wszyscy pozostali na statku, by go pilnować. Vatras warzył mikstury (ale miał na sprzedaż użyteczne zioła), Milten dysponował wiedzą magiczną, Lester węszył podstęp u Mario, który zachowywał się dziwnie odkąd przypłynęliśmy, Lee miał złe przeczucia, Gorn krążył po statku jakby nie mógł się doczekać rozróby, Torlof natomiast spał w najlepsze (jak on może w tej chwili?). Wszyscy jednak mogli mnie nauczyć wszystkiego co mogą. Spędziłem tak dobre kilka minut przygotowując się do bitwy, która niebawem nastąpi. Z resztek ziół i kupionych dóbr uwarzyłem jeszcze mikstury siły oraz życia. Upewniłem się, że mam ze sobą wszystko co potrzeba: Miecze (Szpon Beliara i Miecz na smoki), Kusza, Bełty, czary przywołania oraz deszczu ognia, mikstury życia i many; i najważniejsze – odwagę. Z tym ostatnim był lekki kłopot, a problem polegał na tym, że nie dało się jej kupić u żadnego handlarza. Mogłem ruszać.

    Już pierwsze kroki poza pokładem uświadomiły w jak wielkim sercu zła się znalazłem. Od razu rzuciło się na mnie stado orków z dwoma elitami na czele i jednym szamanem, który strategicznie spoza całej armii strzelał we mnie kulami ognia. Moja wzmocniona do granic możliwości postać była jednak na tyle silna, że z każdym pokonanym orkiem stopniowo zyskiwałem na pewności siebie uznając, że jeśli komitet powitalny obalony – to mogę ruszać dalej.
    Tutaj nie miałem liczyć na jakieś wilki, o nie. Tutaj rządzą orkowie. To taka górnicza dolina, z tą różnicą, że wybicie orków oblegających zamek jest opcjonalne. Tutaj to konieczność. Konieczne jest przebicie się przez orkową zaprawę!
    Dotarłem do ogromnej jaskini, gdzie musiałem przerzucić się na taktyczne myślenie i wybijanie stworów pojedynczo. Rzucanie się bezmyślne w paszczę lwa tylko dlatego, że ma się kask – nie jest rozsądne. Dlatego uznałem, że lepiej będzie wykorzystać wejście do jaskini jako bezpieczny winkiel zza którego mogę się w każdej chwili wychylić. Traktowałem to też jako potencjalne miejsce, dzięki któremu orkowie nie mają szans na próbę okrążenia mnie.
    Jaskinia wyczyszczona, ale to nie koniec przygód. Czekają mnie dwie drogi. W lewo, oraz w głąb jaskini. Wybrałem pierw w lewo. Trafiłem do pokoju, gdzie rzucił się na mnie ork dowódca – twardszy skurwiel, a jeszcze miał ze sobą dwóch orków-paziów-elitów. Kuźwa, to teraz elita ma swoją elitę? Walka z dowódcą okazała się jednak prostsza niż myślałem, a to za sprawą sprzyjającego mi rachunku prawdopodobieństwa, który uznał, że teraz ześle mi 3-4 pioruny pod rząd ubijając orka. Pozostałe elity to samo.
    Dowódca posiadał klucz. Ja jednak nie wiedziałem o co chodzi, a miejsce okazało się być ślepą uliczką. Pora wrócić do jaskini.
    I nagle patrzę a w jaskini TROLL. O kurde – ale nie z takimi trollami się walczyło. Szybki wymach szponem zakończył jego żywot, a ja zbierając jego skóre zastanawiałem się „po chuj to zbieram” xD

    W jaskini znalazłem dwa pomieszczenia. Jedno z miksturami, drugie z więźniem. Którym to więźniem okazał się PEDRO ( ten co ukradł oko innosa). Cóż, mimo iż jestem w stanie uwierzyć, że mógł mieć zmącony umysł, albo został zmuszony, ale mimo to nie czułem się pewnie zapewniając mu transport do naszego statku, w sensie, maiłem wrażenie że coś zaraz odwali.
    Pedro ładnie szedł za mną. Kiedy jednak dotarliśmy do statku tak zobaczyłem, że armia orków atakuje nasz statek!! O kurwa kurwa, nie na mojej zmianie chuje!
    Szybko porozpierdalałem wszystkich orków upewniając się, że żaden z członków załogi nie ucierpiał. Kuźwa, to nie dość, że muszę martwić się własnym życiem, to jeszcze zapewniają mi stresa, że im dalej od statku tym potencjalnie mogę po powrocie zastać załogę martwą bo ich orkowie pozabijali? O nieee… tak nie może być.
    Pedro w zamian za uratowanie jego życia wspomniał o tym, że w pokoju orka pułkownika jest tajemne przejście i trzeba znaleźć ukryty mechanizm. Okej, to mi pomoże, dzięki, Milten zajmij się nim! I pilnujcie się, kurwa nie chcę tu zastać kolejnej szarży.
    Udałem się do sali tronowej orka pułkownika i trzeba było pociągnąć za pochodnie, w nich był uruchomiony ukryty mechanizm. No i dobra, przejście otwarte! A zaraz za przejście, KURWA-ZAWAŁ-POSZUKIWACZ. Schował się za winklem skubany. Taaa, że Pan już jest blisko, że nie przejdę, bla bla, zejdź mi z drogi kurwiu.
    Tutaj następna ogromna jaskinia z wydrążonymi otworami, w których składowane były smocze jaja. A pilnowały ich jaszczuroludy. Tym razem rzucili się na mnie. Kurde, chyba z 10 naraz. Niczym szturm na strefę 51, tylko, że ja jestem strefą, a armia jaszczuroludów mnie napada. Postanowiłem jednak zrobić małą zabawę. Zebrałem większość jaszczuroludów w jedno miejsce i wszystkich (no dobra nie wszystkich, a większość) rozwaliłem deszczem ognia! Resztę podobijałem mieczem, bo nie miałem ochoty bawić się w jakieś pojedyncze wybijanie. Zebrałem wszystkie smocze jaja (po chuj mają mi się tu zaraz powykluwać jakieś małe dragony), oraz pootwierałem tamtejsze skrzynie. Ciekawe po co jaszczuroludom ser oraz gin? xD
    Na samym końcu jaskini jednak czekał na mnie SMOK! Kurwa to już? Już końcowa walka?
    Jak się okazało nie, to ktoś w rodzaju strażnika, brat tego ognistego smoka z górniczej doliny, który po prostu „nie zamierza pozwolić mi przejść”. No cóż, ja zamierzam przejść i dlatego zaraz go rozwalę.
    Moje płonne nadzieje zostały jednak szybko rozmyte przez znaczącego buga. Otóż za każdym razem kiedy smok mnie atakował i odrzucał do tyłu, tak lądowałem pod teksturami i spadałem w jakąś przepaść ;(( ZA KAŻDYM razem. Dlatego też jedyny sposób jaki na niego znalazłem to przyzwanie jakiegoś ożywieńca do pomocy, celem odwrócenia uwagi smoka ode mnie. Dzięki czemu szpon beliara mógł dokończyć sprawę i dobić okrutnego gada. Zebrałem fanty ze smoka. Cholera.. jeśli teraz mają mi na drodze prócz orków i trolli stawać smoki.. to ja tu wykituję xD Poza tym aż musiałem sprawdzić – tak, Oko Innosa się wyczerpało. Z każdym kolejnym smokiem będę musiał porozmawiać, więc musiałem polecieć z powrotem na statek celem doładowania Oka. Była to tez dodatkowa motywacja dla mnie by dowiedzieć się co u załogi.
    Ufff… załoga cała, żyje. Ale ma dla mnie ciekawe rady! Otóż Milten sądzi, że ze smoczych jaj da radę wyprodukować jakąś potężną miksturę, niestety Vatras nie miał pojęcia nic na ten temat, Lester stwierdził, że Mario spierdolił ze statku po ostatnim ataku orków, Diego dał mi radę, że dalekie przełączniki mogę dosięgnąć z broni dystansowej i tak dalej! Nooo najważniejsze, że żyjecie. Jedyna postać, której nie znalazłem był Gorn. Jak się okazało jakimś kurwa cudem spierdolił się z pokładu do wody i zaczął pływać wokół statku xD Jebany, nawet od morskich potworów nas broni, oby tylko mógł jakoś wejść… w sumie tym się bardziej martwiłem, że jak będzie potrzebny to on nie wejdzie.

    No dobra, na wszelki wypadek zapisałem i udałem się znowu do miejsca, gdzie leżał martwy smok (uprzednio naładowując oko innosa). Tutaj napotkałem przejście z ogromnym spadem po środku. Szybko jakoś skojarzyłem fakty, że pewnie chodzi przełączniki o których wspominał Diego. I miałem (razem z nim) rację! Po wyciągnięciu kuszy wycelowałem w przełącznik po drugiej stronie. Uruchomiłem most, który wysunął się umożliwiając mi przejście na drugą stronę.
    Tutaj wydrążona w skale świątynia była pilnowana przez dwóch poszukiwaczy oraz ukrytych za skałami szkieletów. Szybko się z nimi rozprawiłem, znalazłem też ukrytą skrzynię za jedną ze skał i wszedłem do środka grobowca.
    Tutaj klimat był mniej więcej podobny co do grobowca z farmy Onara. Ba, nawet ten sam szkielet w zbroi mnie zaatakował. Archol, bo tak owy strażnik się nazywał, posiadał klucz do zamkniętego pokoju. Pokoju w którym znalazłem wszystko co potrzebne dla wprawionego alchemika. Czyli stół alchemiczny, stół runiczny ( z którego notabene ani razu w tej grze nie skorzystałem xD), łózko, skrzynie oraz kartkę/notatkę. Notatka okazał się być recepturą na niezwykle silną miksturę w której wykorzystywane są smocze jaja! Oo, czyli to o tym mówił Milten! 10 smoczych jaj, czarna perła oraz siarka!
    mam akurat przy sobie stół alchemiczny, no to szybko warzę miksturę (na wszelki wypadek zapisałem). Wynikiem był napój o dziwnej nazwie. Którego wypicie zwiększyło mi siłę o 15 punktów! O kuuuruwa. I nagle skumałem… na chuj dawałem te jaja Bennetowi… No ale skąd miałem wiedzieć w sumie xD I tak jestem mocny, a ta mikstura tylko to spotęguje. Co jednak dało mi trochę do myślenia, bo jednak świątynia śniącego też oferowała wzmocnienia, po czym rzucała w ciebie coraz mocniejszymi przeciwnikami. Ta rozkmina sprawiła, że się jednak zestresowałem, ale dam radę. Musze dać…
    Znalazłem również dziennik ucznia czarnego maga, który wspominał o jakimś przejściu do świątyni oraz przełącznikach i ich kombinacji. Kuźwa.. czyli znowu zagadki.
    W następnym korytarzu znalazłem jednak MARIO! Czyli jednak zdradził nas… niby do przewidzenia, ale niesmak pozostał. Nie miałem jednak żadnych skrupułów by z nim walczyć. Z nim oraz jego armią szkieletów. Mario jednak okazał się być twardym przeciwnikiem. W każdym razie, po tych wszystkich orkach ten strażnik miał dużo hp, stosował śmiercionośne kombosy i moja walka z nim nawet sprawiła, że lekko spociły mi się ręce. W jego zwłokach znalazłem jakiś dziennik, alamanach opętanych, którego niestety nie mogłem przeczytać bo od razu rzuciło się na mnie jakieś brązowe światło i nagle mnie opętało… ;( W ten sposób co poszukiwacze. Dobrze że miałem ze sobą jeszcze jedną miksturę od Pyrokara.

    Następne pomieszczenie okazało się być jedną wielką łamigłówką. Cztery korytarze – każde z nich z zamkniętym przejściem oraz dodatkowymi drzwiami z dźwignią. Żeby otworzyć przejście należało uruchomić dźwignie w każdym z pokoi, stosując różną kolejność. Otwarte przejścia symbolizowały zapalone świetliki po bokach przejścia. Nie ukrywam, spędziłem w tym miejscu trochę czasu próbując rozkminić co tu się właściwie dzieje i jak działa ten cały mechanizm.

    W każdym razie. Główne drzwi otwierały 4 przyciski. Przyciski były umieszczone na kolumnach wysuwanych z ziemi. By wysunąć jedną z kolumn należało ją uruchomić przyciskając przyciski ukryte na końcach danych korytarzy. Część z nich była zamknięta. A żeby się do nich dostać trzeba było pociągnąć za dźwignie ukryte w małych pokoikach. Pojebane, ale szło do rozkminić. Za każdym razem w każdym korytarzu pojawiały się różne potwory – czy to cieniostwór-ożywienieć, czy szkielety w zbrojach, czy szkielety-magowie, czy orkowie. Czy nawet klucznik posiadający klucz do jednych z drzwi.

    Kiedy już po uruchamiałem wszystkie mechanizmy, droga do głównej sali dworu Irdorath stała przede mną otworem.
    Znalazłem się w ogromnej sali pokrytej ciemnym kamieniem. Wielka sala, której sklepienie podtrzymywały dwa rzędy filarów rozstawionych po bokach.
    A w tej wielkiej sali ja oraz czekający na mnie poszukiwacze. Dużo poszukiwaczy. Gdy tylko skapnąłem się, gdzie się znajduję tak zobaczyłem 6 błysków światła zmierzających w moją stronę. To były kule ognia. Akrobatyko działaj!
    Odskoczyłem w bok i zaatakowałem pierwszego Poszukiwacza, który skrył się w rogu sali, idealnie zlewając się z ciemnym wykończeniem sali. To co mnie martwiło, to wielkie czerwone ślepia patrzące na mnie na końcu sali. Nie chciałem tam iść, Poszukiwaczy rozjebię w strefie komfortu.
    Sala posiadała swoje własne odnogi prowadzące do pokoi, w których… ehh.. odbywały się najwyraźniej tortury. Krzesła z przypięciami, wiszące klatki, stoły z kolcami… jeszcze psychodeli dodawała ściana pokryta jakimś dziwnym pismem. Nie miałem ochoty zostawać tam ani chwili dłużej. Upewniłem się, ze poszukiwacze zostali pokonani i przeszedłem na koniec sali i patrzę.. znajoma szata. Zaraz.. nie…
    XARDAS?!
    A nie kurwa, to nie Xardas, tylko czarny mag, ale w tej samej szacie co Xardas. A wielkie ślepia patrzące na mnie to w rzeczywistości wrota z wygrawerowaną mordą jakiegoś demona. I to te ślepia tak spoglądały na mnie.
    Czarny mag okazał się być strażnikiem Dworu Irdorath, a wielka brama za nim prowadzi do komnaty wybrańca beliara (i tym razem serio pomyślałem o Xardasie). Przypominał mi z wyglądu jednego z tych apokaliptycznych strażników Śniącego z Gothica 1. Jego przerysowany monolog o tym, że zaraz zginę został jednak przerwany przeze mnie. Czarny Mag rzucił na mnie zaklęcie które odebrało mi aż połowę HP! O ja pierdole! Dalej Dalej Szponie Beliara! Kuźwa i jak na złość tym razem Szpon się uparł. A Czarny mag rzucił we mnie jakąś czachą zabijając mnie! O kurwa.. tak się nie będziemy bawić.
    Następną z nim walkę stoczyłem uprzednio dobywając miecz na smoki! I tym razem nie zdążył we mnie rzucić żadnym zaklęciem bo ogromne bazowe obrażenia miecza na smoki wygrały :D Cholera, ale że Szpon nie zadziałał? Może się wyczerpał?
    Sprawdziłem zwłoki maga, klucz do kufra i jakiś list. A w liście instrukcja jak otworzyć tą w kurwe wielką bramę. Udałem się więc do pomieszczenia obok, gdzie schował się jeszcze jeden Poszukiwacz! O ty cwańcyś! Ale wiecie co? Zmieniłem na szybko na szpon beliara bo musiałem się upewnić. I teraz za pierwszym razem, Szpon wyjebał piorunem wprost w poszukiwacza zabijając go. Czyli ten Czarny mag w takim razie był odporny na działanie Szponu! Albo miałem pecha i ani razu po prostu piorun się nie wygenerował. Obydwa rozwiązania mnie przerażały…
    W kufrze znalazłem oko mocy, które według listu ma pomóc otworzyć przejście.

    OSTATECZNA WALKA

    Cholera… czy to tu? Czy to tutaj przyjdzie mi stoczyć pojedynek? Kto to będzie? Kurwa, obawiałem się Xardasa, bo jak mi wyjebie armię demonów to nie będzie za wesoło. Ale haha… ja też mam zwoje przywołania. Zobaczymy kto jest z nas siln... kurwa, ja nadal nie wiem co się tam znajduje, a już kminie coś o Xardasie…
    Otworzyłem ogromną bramę i za ogromną ścianą znajdowały się schody. Schody prowadzące do … Smoka! Smoka Ożywieńca! Czyli to nie Xardas.
    Smok Ożywieniec, smok nie mający imienia, tak jak… JA nie mam imienia? Cholera, ten przeciwnik rozmawiał zagadkami. Tak jakby wychodziło na to, że jestem wybrańcem Innosa, a smok ożywieniec wybrańcem Beliara. A więc walka bogów… Walka przeznaczenia. WALKA NA ŚMIERĆ I ŻYCIE!
    Szybko ruszyłem na smoka celem odebrania mu jak najwięcej życia. Tutaj ZNOWu… szpon beliara okazał się nieskuteczny przeciw avatarowi Beliara. Fuck… czyli to prawda… musze pokonać go suchą bronią, tutaj bóg ciemności nie pomoże mi w walce przeciw niemu samemu. O nie! Szybko uciekłem w głąb ogromnej sali by uleczyć się i dobyć miecz. I naglę słyszę szelest wyciąganego miecza. Co? Orkowie-ożywieńcy? TUTAJ? Bez jaj…
    No to super, moja walka z avatararem Beliara na razie wygląda tak, że ja, odważny wysłannik Innosa spierdala po całej sali na miksturze szybkości xD Ale nie poddam się, skoro smok stosuje się do sztuczek związanych z armią, to ja przywołam swoją. W końcu po to się przygotowałem co nie?
    O nie, w dupie mam, że kolejni nacierają we mnie. Ja tu przywołuję demona, drugiego demona, trzeciego demona, golema, goblina-szkielet. KURWA WSZYSTKICH!
    Moja mała armio, do boju, rozwalcie orków, ja się zajmę smokiem!
    Ten jednak stał i czekał na mnie. Szybko więc do niego podbiegłem i rzuciłem się z mieczem. Smok jednak był wytrzymały i strącał mnie swoim ogniem odbierając mi znacznie dużo życia. Cholera.. Zacząłem więc krążyć wokół jak cyrkiel zataczając istne koło, koło które dało mi do myślenia. A gdyby tak…
    Lodowa fala! Tak to jest to! Dobyłem czar z ekwipunku i rzuciłem nim w smoka. No i chuj! Wyczuł mnie bo odleciał kiedy tylko ładowałem czar. A tymczasem widziałem jak jeden z moich golemów rzucił się na smoka :D A za nim dwóch orkowych ożywieńców. O tak golemie, właśnie tak.. napierdalaj smoka, odwróć jego uwagę, a ja przebiję go mieczem.
    Nadzieja zgasła szybko. Orkowie dopadli mojego golema i rozbili go w drobny mak, a smok znowu skupił swoją uwagę na mnie. A jego życie cały czas się odnawiało. Cholera… w porównaniu z nim smoki z górniczej doliny to pikuś. Albo mam wyjątkowego pecha.
    No… mam pecha. W czasie gdy zastanawiałem się jak tu podejść smoka to orkowe ożywieńce porozwalały część moich przywołańców i zaczęły biec w moją stronę. A więc to koniec…
    Został czar, którego znowu nigdy nie miałem okazji użyć, a który zawsze chciałem. Trzymałem go pod „0”. Armia Ciemności!
    Szkielety – do ataku! Ha, i jak się okazało to wystarczyło by rozproszyć uwagę nacierających na mnie orków z różnych stron. Mogę więc znowu zająć się smokiem.
    Widzicie, do tej pory smoki były łatwe, na tyle łatwe, że nie musiałem uczyć się przed nimi broń, od zawsze odciągał uwagę jakiś golem, demon, albo ja ze szponem beliara robiłem taki rozpierdol, że mogłem bez problemu ubić gada. Tutaj tak nie było. Musiałem w ciągu tej chwili czasu która mi została, nauczyć się szybko unikać ciosów smoka, tego odrzucającego ognia. I udawało się.. wyczułem kiedy zaczyna się animacja, a ja odskakiwałem. To pozwoliło mi na kontrolę walki, która już pozostała do końca. Zwykła prosta taktyka… jakie tam armie ciemności, jakie tam demony napierdalające się z orkami. Tak jak mówił trener pana śrubki. DOSKOCZ -- > PRZYPIEPRZ --- > Odskocz. BARDZO ważne jest ODSKOCZ.

    Ta właśnie taktyka doprowadziła do śmierci smoka ożywieńca. Zjechałem mu całe hp. Pojawiła się klimatyczna cutscenka, na której wbija miecz w serce smoka i pojawia się XARDAS! I patrzę a on wciąga dusze smoka w siebie. Jak jakiś kurwa Dovahkin!
    I zostałem znowu sam w jaskini, ale tym razem to nie był koniec. Jeszcze mogłem grać! Gdzie jest ten nekromanta? Żądam wyjaśnień…
    Aaa czyli powrót na statek. Orkowie o dziwo zniknęli, moje szkielety również. Czyżby to nie koniec bitwy?
    Nagle zrobiła się dziwna cisza. Z końcowej komnaty schodziłem słysząc tylko echo moich kroków. Nie docierało do mnie co się stało. Pokonałem go… ale czy na pewno? Niee… to chyba jeszcze nie koniec. Xardas…
    Po drodze do zamku spotkałem jednak przyjaciół. Diego, Lestera, Miltena i resztę. W każdym punkcie zaczepiali mnie i pytali jak się sprawy mają, zapewniając mnie o swoich planach. Tu jeden wyruszy na kontynent, Lee ma dawne porachunki z królem, Gorn chce się upić do nieprzytomności, Milten zachodzi w głowę „jak ty to wszystko robisz?” xD
    To jednak powoli sprawiało, że opuszczało mnie napięcie. Wracałem, chyba nic tu po mnie. Zło zniszczone, walka ze smokiem zaliczona. Avatar Beliara zabity… albo i nie?

    EPILOG
    Każdy na statku dziękował mi i gratulował pokonania zła, a Torlof aż nie mógł się doczekać kiedy w końcu podniesiemy kotwicę. Haha spoko chłopie, podnoś kotwicę i wypływamy stąd..
    Jednakże to co zdziwiło mnie najmocniej to wydarzenie, które miało miejsce chwilę później. Pojawił się Xardas który wyjaśnił, że od samego początku planował stać się awatarem Beliara! Przejąć moc smoka ożywieńca, tak jak kiedyś próbował przejąć moc Śniącego. Ale dał mi przy okazji do zrozumienia, że jest w takim samym stopniu sługą Beliara, jakim ja sługą Innosa. Czyli kroczy własną ścieżką, pragnął jedynie potęgi. Po tym wszystkim zniknął zostawiają mnie z pytaniami, które wisiały w powietrzu, ale morska bryza rozwiała je wraz z zachodzącym słońcem, na tle którego płynęła po morzu Esmeralda. Pora odłożyć ciężką zbroję, miecz powiesić na haku i położyć się na ciepłym łóżku, nie będąc dręczonym przez koszmary, które narzucili mi Poszukiwacze. Pora ochłodzić swoje ciało od gorącego jak rozgrzana stal ognia smoków. Pora zaznać snu…Kto wie gdzie następnym razem otworzę oczy?

    Dziękuję Ci, że przeżyłeś ze mną tę historię czytelniku,
    Do zobaczenia,
    Dziuzeppe

    Ogłoszenie
    Myślę, że tak jak przy gothicu 1 zrobię małe podsumowanie całości kronik z drugiej części, gdzie wspólnie zastanowimy się co dalej. Tam też zawrę opinię na temat gry Gothic II Noc Kruka. Nie piszę jednak opinii na temat tej walki oraz rozwiązania fabularnego, bo tę kwestię poruszę w podsumowaniu. Tymczasem trzymajcie się ;)

    #gothickroniki #gothic #gothic2 #gry
    pokaż całość

    odpowiedzi (51)