•  

    Serduszko do przeszczepu sztucznie dokarmiane. [x]

    #ciekawostki #medycyna

    źródło: heart.gif 18+ (1MB)

    •  

      A tutaj płuco:

      GIF

      źródło: lung.gif (1.83MB)

    •  

      @MK-Ultra daj 18+ bo zaraz Ci zgłoszą

      +: mull
    •  

      @jasmi_n: Przecież to nie jest obrzydliwe, powiedziałabym, że piękne raczej. W szkole się żaby kraja, a tu widoku ludzkiego narządu nie zdzierżą? (・へ・)

    •  

      @MK-Ultra Faktycznie, bardzo piękne ale dużo ludzi jest wrażliwych na takie widoki. Gdzie w Polsce kroją żaby? Widziałam tylko w amerykańskich filmach ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    •  

      @jasmi_n: Chciałam edytować, ale już za póxno. Na przyszłość zapamiętam, że Wykop to grono wrażliwców, dzięki. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      @MK-Ultra: Zastanawiam się jak to działa. Wiem, że np ludzkie serce po wyjęciu z klatki piersiowej bije jeszcze kilka sekund (np.: składanie ofiar przez azteków).
      Ale jak? Serce czy płuco to mięśnie tak? Mięśnie kurczą się pod wpływem impulsu elektrycznego od mózgu poprzez nerwy. Skoro serce lub płuco nie jest podpięte nerwami do mózgu to jak to możliwe, że się kurczą? O tyle co w wyżej wymienionym przypadku może cyklicznie wali je sztucznie wytworzony prąd (jakieś małe impulsy?) to jak takie serce świeżo wycięte nadal bije?

    •  

      @Pan_Jerzy: serce ma własny układ bodzcotworczy. Unerwienie eferentne służy jedynie do modulacji jego pracy.

    •  

      @hilton86: dziękuję <3 poczytam sobie

    •  

      @MK-Ultra: Jak na chwilę obecną niestety techniki normotermicznej zewnątrzustrojowej perfuzji narządów do przeszczepu średnio się sprawdzają. Np. dla serca są minimalnie gorsze wyniki od standardowego krótkoterminowego stanu hipotermicznego. Pomysł jest obiecujący w teorii, ale jeszcze nie do końca przynosi oczekiwane skutki. Jednak z pewnością jest to temat do rozwoju... i dość zjawiskowo wygląda :)

    •  

      @MK-Ultra: Ale śmiesznie dynda ta gąbka u góry

    •  

      @MK-Ultra Przydały by mi się takie plucka nowe ¯\(ツ)

    •  

      @MK-Ultra Dziwnie piękne i zabawne w tym samym momecie

    •  

      @MK-Ultra: nie wiem do jakiej szkoły chodziłaś ale w mojej się najwyżej kroiło frajerów

    •  

      @MK-Ultra: nie potrafię patrzeć na bijące serce/widoczny puls, ogólnie czuję się bardzo niekomfortowo gdy czuję swój/czyjść puls.

    •  

      @MK-Ultra jakie to piękne

      źródło: 1562264875301.jpg

    •  

      @MK-Ultra: żab się już nie kroi bo pojebani ekolodzy i bioetycy podnieśli larum. Nawet na studiach medycznych juz się nie podaje substancji żywym organizmom, żeby zobaczyć efekt

    •  

      @dobrepicko: @dorszcz: Typowa mentalność wyk0pka, nie wyniesie sensu z wypowiedzi, a stworzy absurd i doda jakąś niepotrzebną i oczywistą informację od siebie. Toż nie napisałam, że w polskiej szkole i że dzisiaj, teraz, w naszych bieda-oświatach, chodziło o fakt, że dzieciaki (gdzieś tam w krajach bogatszych i niewalczących o prawa zwierząt kiedyś/teraz) się biorą za żaby, a dorosłe, dojrzałe Wykopki się ludzkiego serduszka boją. Równie dobrze mogłam napisać, że Wykopki oglądają porno panie jedzące własne fekalia w kryształowych pucharkach, a jednocześnie brzydzą się własnej pompki. ¯\_(ツ)_/¯

    •  

      @MK-Ultra: nie powinnaś oceniać jakkolwiek strachu drugiej osoby. mnie od dziecka brzydzi wnętrze człowieka.

    •  

      @dobrepicko: Przepraszam, nie pomyślałam, że coś tak uroczego, pięknego, przypominającego ruchy frykcyjne, obrzydzi Wykopków, francuskie pieski z was. Następnym razem oznakuję treść odpowiednio. ʕ•ᴥ•ʔ

    •  

      @MK-Ultra Piękne to, obrzydliwe a jednocześnie magiczne. A czy hipotetycznie; zakładając zgodność tkanek, grupy krwi itd i zakładając ze byłaby technologia do odczytywania myśli czy jakichś reakcji mózgu, dałoby się złożyć „człowieka” z serca, płuc i mózgu kilku różnych osób? Można by „dożylnie” dokarmiać organy i podtrzymywać funkcje życiowe, jednocześnie nie posiadając ciała jako takiego, tylko byłby mózg z jakimiś elektrodami co by pozwalały na komunikacje ze świadomością, albo chociaż monitorowanie poszczególnych funkcji mózgu

    •  

      @MK-Ultra: xD mentalność karyny, ktoś dał dygr się w temacie zamiast się podlizac i problem xD

    •  

      @MuchomorSromotnikowy: To ciekawe zagadnienie, bo dowiedzielibyśmy się tak naprawę czy człowiek posiada "duszę", swoje jestestwo, własne "ja" zapisane w mózgu właśnie. Kiedyś myśleliśmy, że serce skrywa ludzką tożsamość, teraz wiemy, że umysł wszystkim steruje, więc co stanie się z nim poza organizmem? Czy informacja zachowana w mózgu zostaje utracona, gdy odłączy się go od całej aparatury jaką jest ciało? Czy jeśli przeniesiemy mózg człowieka A do maszyno-człowieka B, to człowiek B zachowa wszystkie wspomnienia i cechy człowieka A, jeśli tak, to czy nadal będzie człowiekiem A? To już pytanie dla naszych potomnych, my pewnie nie dożyjemy takich przełomów naukowych.

      W Chinach pewnie już wiedzą, ale nie powiedzą, bo etyka, a także... można wiele poczynić z takimi badaniami i wnioskami. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      @MK-Ultra Nie żebym był jakimś sadysta, czy coś, ale uważam ze powinno się intensywnie zacząć prowadzić takie badania. To bardzo ważne, zwłaszcza w dobie takiej technologii jaka mamy dzisiaj i jej gwałtownego postępu.
      Jeśli miałbym zgadnąć, to myśle, ze jest możliwe podtrzymanie mózgu i świadomości przy życiu poza ciałem i nowe badania naukowe na mózgu świni zdają się przychylać tej tezie. Pytanie, co czuje człowiek który nie ma fizycznego ciała? Ból? Strach? A może jest ja jakimś haju jak po narkotykach? To jest strasznie ciekawe zagadnienie. Myśle ze byłby możliwy przeszczep mózgu do innego ciała, w tym przypadku raczej świadomość nam by się niezbyt zmieniła, ale zdaje się ze jest takie coś jak pamięć komórkowa, tj być może cześć nawyków by nam się zmieniła. Ale co by się stało gdybyśmy wsadzili mózg do ciała robota? Cholera wie! Czy to w ogóle nastąpi? Nawet jeśli byłoby to możliwe, to należałoby zadać pytanie, czy to ma sens. Teoretycznie byłoby to dobre dla planety, bo nie mając biologicznego ciała musielibyśmy podtrzymywać przy życiu wyłącznie mózg, dzięki czemu nie mielibyśmy zapotrzebowania na jedzenie jako takie. Ale mózg jest tez ograniczony jakimś czasem życia, wiec z czasem byśmy umierali podobnie jak w przypadku fizycznego ciała. Dlatego wydaje mi się, ze bardziej prawdopodobnym scenariuszem jest dojście do momentu, w którym jesteśmy w stanie wydrukować poszczególne organy z żywych komórek na drukarce 3D (zważywszy na problemy z zapadaniem się pod wpływem ciężaru, obstawiam ze całość odbywałaby się w kosmosie w warunkach mikrograwitacji). To, być może, otworzyłoby nam drzwi do stworzenia jakiegoś własnego organizmu. Co mam na myśli - życie wydaje się być we wszechświecie powszechne, wiec teoretycznie powinnismy być w stanie odtworzyć procesy, które się za tym kryją. Wtedy, zamiast wysyłać w kosmos roboty z metalu i kompozytów, wysylalibysmy biologiczne istoty, które sami stworzyliśmy - w końcu ich największa zaleta jest reprodukcja, wiec nie ma obaw o wyginiecie i można zapewnić ciągłość bardzo długich misji kosmicznych. Stwarza to jednak takie same problemy jak z człowiekiem - radiacja, zapotrzebowanie na jedzenie, uczenie kolejnych pokoleń, podczas gdy AI na krzemie wymaga jedynie prądu i mocy obliczeniowej.
      Podsumowując, strasznie ciekawy temat. Każde kolejne odkrycie z zakresu biol/chem, tego jak sie formuje życie, jak działa człowiek, wszystko to przybliża nas coraz bardziej do.... no właśnie, do czego?

    •  

      @MK-Ultra: Znasz którąś placówkę edukacyjną, w któej kroją żaby?

    •  

      @MuchomorSromotnikowy: Nie mam kompetencji by oceniać czy się powinno czy nie, natomiast jestem zdania, że takie badania mogłyby namieszać, nie do końca jest to moralne, a i wcale nie musiałoby być wykorzystywane w zbożnym celu, wręcz przeciwnie. Ale może uważam tak ze zwykłego strachu przed nieznanym, może to kolejny krok w ludzkiej ewolucji.

      Roboty z ludzkim mózgiem to już byłby nowy gatunek, miałoby to sens jeśli chcielibyśmy żyć dłużej niż 100 lat. Nasuwa się jednak pytanie, które postawiłeś na końcu, czy to kolejny krok w rozwoju, czy może przesadne władanie naturą i przekraczanie granicy. A może technologia jest w stanie całkowicie zastąpić naturę.

    •  

      @SkrajnieZdegustowany: Osobiście nie, ale pomijając, że takie istniały/istnieją (przecież widziałam w amełykańskim filmie ( ͡° ͜ʖ ͡°)), nie taki był sens mojej wypowiedzi, co wytłumaczyłam wyżej.

    •  

      @MK-Ultra: Tu już wchodzimy w kwestie osobistego postrzegania świata i moralności. Osobiście uważam, że to jest właśnie prawdziwy postęp, a nie jakieś polityczne wojenki. Jeśli jako gatunek mamy ewoluować, wykorzystać naszą inteligencję, to właśnie to o czym mówiłem jest naturalnym kierunkiem rozwoju. Również nie mam kompetencji, żeby mówić czy coś się uda czy nie, natomiast przyglądając się tematowi jako inżynier dostrzegam tu raz że możliwości, a dwa, schematy które wydają się być do przeskoczenia – choć jeszcze nie na etapie technologicznym na którym jesteśmy w chwili obecnej. Jeśli chodzi o naukę, to nie ma czegoś takiego jak przesadne władanie naturą – my jesteśmy naturą, składamy się z tych samych pierwiastków co cala reszta Wszechświata. Jedyne co, to kwestia etyki i religii – te obawy wynikają głównie z tego, że boimy się reakcji istoty wyższej, której – jeśli istnieje – mogłoby się to nie spodobać i mógłby nas ukarać (ale równie dobrze może być wręcz przeciwnie, może nasz stworzyciel, w jakiejkolwiek postaci on istnieje, tylko czeka aż dojdziemy do pewnego stopnia zaawansowania?), albo tego, że politycy/korporacje/ludzie źli kierujący się własnymi pobudkami wykorzystają takie technologie w złym celu. Faktem jest, że w sumie nie trudno o to, by pojedyncza jednostka zniszczyła całą cywilizację – wszak mamy dziś broń jądrową, broń chemiczną, biologiczną... A co dopiero jakby była taka technologia. Dlatego tak ważne byłoby ustanowienie betonowego prawa, paktu zawartego jako całe społeczeństwo i ludzka rasa, a jakiekolwiek nadużycia musiałyby być karane śmiercią, tj. usunięciem wszelakiej świadomości i informacji zawartych w takim "zbuntowanym" człowieku. Bardzo ciekawe tematy, bardzo. Aż żal, że nie doczekam takich czasów by się przekonać w jaki sposób to wszystko zostało rozwiązane i stało się możliwe.

    •  

      @MuchomorSromotnikowy: Po powstaniu takiego "nowego gatunku" cyborgów, polityka ot tak by nie zniknęła, wojny by nie ustały, a mogłyby się nasilić w szczególności te na tle rasowym, stworzenie nowej generacji ludzi niezniszczalnych i żyjących kilkaset lat mogłoby implikować wybuch niemoralnych zachowań, gdzie ludzie generacji naturalnej byliby gorsi od tych z generacji technologicznej - konflikt i faszyzm murowany. Uważam, że kwestie moralności w inżynierii ludzkiej są priorytetem, a nie kwestią do pominięcia. Mówisz o ewolucji, ja też wspominałam, że może być to ewolucja... ale może to być też regresja i dążenie do zagłady gatunku. Zauważ jak wiele to zmieni w życiu codziennym. Stworzymy świat zrobotyzowany, świat maszyn i zimnego metalu, wybijemy człowieka miękkiego, bo gorszy, słabszy, nie ma dla niego części wymiennych, zdycha szybko. Być może z czasem staniemy się też jedynymi właścicielami Ziemi. Człowiek straci swoją pierwotną rolę, przestanie być czynnym reproduktorem, znikną cechy czyniące nas moralnymi jak empatia, uczuciowość, potomni (jakkolwiek byśmy się rozmnażali) przestaną powstawać in vivo, nie ma współżycia, nie ma relacji międzyludzkich, przyjemności, odżywianie mózgu wyglądałoby pewnie zupełnie inaczej niż całego organizmu, więc zapewne przyjemność z odżywiania też by odpadła, większość dóbr materialnych przestałaby być nam potrzebna, brak chorób, potrzeb, dyskomfortu, by przetrwać wystarczyłoby jedynie odżywiać mózg. Tak jak dzisiaj wiele ról przejmowanych jest przez maszyny, tak w świecie cyborgów role przestałyby istnieć i obawiam się, że to wcale nie spowoduje, że będziemy się czuć jak bogowie, może to spowodować gatunkowy kryzys egzystencjalny, bo jak nie ma ról to celu też za bardzo nie ma. Ale taki rodzaj ewolucji może też uczynić z nas nieczułe, wolne od popędów, bezemocjonalne byty prawie idealne, coraz bardziej inteligentne, stopniowo eksplorujące i przejmujące cały wszechświat, co jest tak samo fascynujące jak i przerażające, co będzie na końcu, może odkrycia będą miały swój koniec, co wtedy?

      Jeśli chodzi o naukę, to nie ma czegoś takiego jak przesadne władanie naturą

      Przesadne władanie naturą jest np. wtedy, gdy zamiast władający bronić własnego terytorium, próbuje przechwycić cały świat kosztem istnienia gatunku własnego i pozostałych, żaden gatunek nie ma takiej władzy i pierwiastka szaleństwa jak my. Władanie naturą to taki rak. Jeśli z nią współżyjemy jest w porządku, ale zbytnie rozhulanie może mieć marne skutki.

      te obawy wynikają głównie z tego, że boimy się reakcji istoty wyższej, której – jeśli istnieje – mogłoby się to nie spodobać i mógłby nas ukarać (ale równie dobrze może być wręcz przeciwnie, może nasz stworzyciel, w jakiejkolwiek postaci on istnieje, tylko czeka aż dojdziemy do pewnego stopnia zaawansowania?)

      Moim zdaniem to nie obawy, a mechanizm przetrwania chroniący gatunek przed autodestrukcją - nie prawo, nie dekalog, przykazania, a zwykle naturalne ustalenia mające zapewnić spokój, porządek i możliwie jak najmniej konfliktów. Dlaczego jakiemuś Stwórcy miałoby się nie spodobać, że technologicznie się rozwijamy, dlaczego miałoby być to złe? Tu już niech główkują kapłani pod jakie przykazanie to podciągnąć, ale obstawiam nr 1 jeśli chodzi o dekalog mojżeszowy. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Dlatego tak ważne byłoby ustanowienie betonowego prawa, paktu zawartego jako całe społeczeństwo i ludzka rasa, a jakiekolwiek nadużycia musiałyby być karane śmiercią, tj. usunięciem wszelakiej świadomości i informacji zawartych w takim "zbuntowanym" człowieku.

      Widzisz, i tak mógłby powstać nowy toksyczny pakt, nowa religia, nowa polityka, nowa władza zwana "technologią", ścinałoby się "zbuntowanych" czyli np. wybiłoby się wszystkich miękkich ludzi, a potem wszystkich tych, którzy chcą wrócić do pięknych czasów natury, gdzie człowiek żył obok niej i z nią, pełnią szczęścia. Ja uważam, że człowiek bez natury zdechnie, że jesteśmy zbyt od niej zależni, takie eksperymenty są kuszące, ale niosą za sobą ryzyko. Być może za duże ryzyko.

    •  

      @MK-Ultra:

      Być może z czasem staniemy się też jedynymi właścicielami Ziemi. Człowiek straci swoją pierwotną rolę, przestanie być czynnym reproduktorem, znikną cechy czyniące nas moralnymi jak empatia, uczuciowość, potomni (jakkolwiek byśmy się rozmnażali) przestaną powstawać in vivo, nie ma współżycia, nie ma relacji międzyludzkich, przyjemności, odżywianie mózgu wyglądałoby pewnie zupełnie inaczej niż całego organizmu, więc zapewne przyjemność z odżywiania też by odpadła, większość dóbr materialnych przestałaby być nam potrzebna, brak chorób, potrzeb, dyskomfortu, by przetrwać wystarczyłoby jedynie odżywiać mózg.

      Dokładnie tak. Wtedy nie będzie nam to już po prostu potrzebne. To tylko wydaje się straszne, bo w tej chwili wokół tego skupia się nasze życie. Co do przyjemności – uważam inaczej. Relacje międzyludzkie i przyjemności by pozostały, bo nadal nasz mózg to chemia i odpowiednie substancje w połączeniu z rażeniem prądem powodują u nas odczuwanie przyjemności. Nie mielibyśmy przyjemności cielesnych, ale nasz mózg odczuwałby to inaczej psychicznie.

      Przesadne władanie naturą jest np. wtedy, gdy zamiast władający bronić własnego terytorium, próbuje przechwycić cały świat kosztem istnienia gatunku własnego i pozostałych, żaden gatunek nie ma takiej władzy i pierwiastka szaleństwa jak my. Władanie naturą to taki rak. Jeśli z nią współżyjemy jest w porządku, ale zbytnie rozhulanie może mieć marne skutki.

      Zbytnie rozhulanie raczej nie, po prostu człowiek jest jeszcze głupi i nie umie przewidzieć wszystkiego. Ale kiedyś się to zmieni, będziemy mądrzejsi i wtedy może się okazać, że natura nie jest nam do niczego potrzebna ( ͡° ͜ʖ ͡°) zauważ, że już tworzymy nowy gatunek – gatunek technologii. Robimy komputery, nasze życie toczy się w internecie, mamy sztuczną inteligencję... Kwestia czasu, zanim maszyny staną się na tyle inteligentne, by uczyć siebie same – a wtedy człowiek przestanie być już potrzebny. Naturalnie wyginiemy, tylko że nastąpi chaos, bo nie lubimy jak ktoś nam przypomina o naszej śmiertelnej naturze robaka. Nie lubimy o tym myśleć.

      Moim zdaniem to nie obawy, a mechanizm przetrwania chroniący gatunek przed autodestrukcją - nie prawo, nie dekalog, przykazania, a zwykle naturalne ustalenia mające zapewnić spokój, porządek i możliwie jak najmniej konfliktów. Dlaczego jakiemuś Stwórcy miałoby się nie spodobać, że technologicznie się rozwijamy, dlaczego miałoby być to złe? Tu już niech główkują kapłani pod jakie przykazanie to podciągnąć, ale obstawiam nr 1 jeśli chodzi o dekalog mojżeszowy. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Możesz mieć rację, podciągneliby to jako określenie że technologia na pewnym etapie stałaby się wszechwiedząca, czyli wg KK można byłoby to chyba określić jako stanie się bogiem. Ale do tego czasu, zanim to faktycznie stanie się możliwe, to raczej KK nie powinien mieć nic przeciwko rozwojowi technologii. Chyba, że z czysto samolubnych pobudek.

      Ale abstrahując od tematów naszej wiary, poruszyłaś bardzo dobry punkt. W tym momencie mając kryzys egzystencjalny, ktory na pewno by nastąpił, zaczynamy masowo kolonizować inne, mniej rozwinięte światy i edukujemy ich pod kątem tworzenia dobrej cywilizacji, być może im pomagamy technologicznie. Generalnie powtórka z rozrywki, tylko z innej pozycji – wtedy my bylibyśmy bogami dla innych.

      Widzisz, i tak mógłby powstać nowy toksyczny pakt, nowa religia, nowa polityka, nowa władza zwana "technologią", ścinałoby się "zbuntowanych" czyli np. wybiłoby się wszystkich miękkich ludzi, a potem wszystkich tych, którzy chcą wrócić do pięknych czasów natury, gdzie człowiek żył obok niej i z nią, pełnią szczęścia. Ja uważam, że człowiek bez natury zdechnie, że jesteśmy zbyt od niej zależni, takie eksperymenty są kuszące, ale niosą za sobą ryzyko. Być może za duże ryzyko.

      Ja bym raczej powiedział, że wtedy właśnie upada cywilizacja. To chyba właśnie dopiero ten moment można uznać za ostateczny upadek cywilizacji. Wtedy cała ta nauka idzie w zapomnienie, człowiek osiedliłby się na jakiejś swojej planecie i zaczął żyć od nowa, bez technologii. It's a circle of life. I kto wie, być może już tak właśnie było? Może to my właśnie jesteśmy potomkami tych, którzy mieli dość technologii i przenieśli się na jakąś spokojną planetę, mając za życiowe motto "a może by tak pierdolnąć to wszystko i wyjechać w Bieszczady?".

      Fajna dyskusja. Czuję przyjemne mrowienie moich fałd mózgowych ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      Wtedy nie będzie nam to już po prostu potrzebne.

      Teraz jest nam to potrzebne do przeżycia - jemy, śpimy, wydalamy, spółkujemy, powoli szukamy nowych miejsc do zasiedlenia poza Ziemią (nasza niebieska kulka jest już dość wyeksploatowana, może zacznie umierać, a i Słonko wiecznie żyć nie będzie), bo musimy przetrwać czy tego chcemy czy nie. Wykastrowanie się z popędu (a raczej z narzędzi do zaspokojenia popędu np. ciała, konstruktu społecznego, uczuć) moim zdaniem równa się z brakiem celu zwierzęcia i jego śmiercią (szaleństwem, autodestrukcją), trochę inna wersja mysiej utopii Calhouna, bo w tym wypadku nacisk położony jest nie na małą powierzchnię życia, a na samowystarczalność i nadludzkość, ale nadal istotą problemu doprowadzającego do zguby jest brak ról społecznych, przestaniemy być zależni od siebie, co nie musi oznaczać wolności, może być śmiercionośną prawdą dla człowieka od wieków patrzącego z nudów w gwiazdy, szukającego w nich odpowiedzi i czującego się wyjątkowym. Jako zwierzęta nie mamy innego celu niż przetrwanie czyśmy z mięsa czy z metalu, utopia byłaby paskudztwem obnażającym egoizm człowieka i jego ubzdurane pojęcia wolności, wyjątkowości, dobra, zła. Najprawdopodobniej wybilibyśmy się z rozpaczy, że naszym jedynym zadaniem było rozmnażanie, a jako metalowi bogowie odeszlibyśmy przecież od cielesnych uciech i ról (kochanka, rodzica), więc to byłaby kastracja w chuj. Tak jak większość kobiet rodzi naturalnie decydując się na brzemienność, na bolesny poród, tak można przypuszczać, że kiedyś będziemy mogli odebrać nasze własne dziecko w sklepie, pewnie tak będzie, płód będzie się rozwijał w worku jak to płuco wyżej, ale nadal rola ojca i matki pozostanie zachowana, a w twoim świecie metalowych istot popęd i główna rola człowieka (a przede wszystkim - zwierzęcia) niby ot tak sobie zaniknie i będziemy sobie wolnymi, niezależnymi jednostkami. Otóż wątpię. Uważam, że zadamy sobie wtedy pytanie - ale po co? A nie mając dziecka, rodziny, przyjaciół, pracy, ciepłego obiadu, orgazmu, urojonych ze strachu i nadziei bożków, uzależnień, wiedząc o świecie wszystko, nie mając roli - odpowiemy sobie, że po nic. I chyba nie myślisz, że będziemy sobie wtedy jako oświeceni nadludzie w spokoju medytować, odkrywać nowe galaktyki, rewolucjonizować światy, czuć się panami swego losu, w dodatku żyjąc setki lat. A dlaczego nie? Bo zniknie główna motywacja jaką jest zapładnianie i odchowanie małych paskud, to jest i będzie nasza misja w grze. Dam ci taką grę, gdzie chodzisz sobie metalowym robotem po jakiejś planecie, masz tam wszystko - rakiety, wehikuły czasu, reaktory jądrowe, dmuchane zjeżdżalnie, nie dano ci jednak żadnych wskazówek, wytycznych czy misji. Będziesz szukał, badał, obserwował ale prędzej czy później (zapewne prędzej) będziesz sfrustrowany i grę wyłączysz i nigdy do niej nie wrócisz, bo człowiek nigdy sam sobie celów nie wytyczał.

      Kwestia czasu, zanim maszyny staną się na tyle inteligentne, by uczyć siebie same – a wtedy człowiek przestanie być już potrzebny.

      Czy sztuczna inteligencja kiedykolwiek będzie dla nas zagrożeniem, tego nie wiemy, ale ja uważam, że najbardziej głupawy kreator nie dałby sobą pomiatać i się strącić z tronu, pamiętajmy, że to on zaczął i on może skończyć, bogowie mają naturę skurwysyna (Chrystus to taki wyjątek, dlatego jest taki popularny, ale to już wynik desperacji Boga ze Starego Testamentu... albo wyobraźni bajkopisarzy), nie da dzieciom wolności - tak samo i my nie damy naszym metalowym przyjaciołom zbyt dużego pola do manewrów, bo aż tacy głupi znowuż nie jesteśmy.

      Chyba, że z czysto samolubnych pobudek.

      Chyba nie sugerujesz, że instytucja Kościoła miała przez większą część swojej działalności pobudki głównie szlachetne, a nie głównie samolubne? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      W tym momencie mając kryzys egzystencjalny, który na pewno by nastąpił, zaczynamy masowo kolonizować inne, mniej rozwinięte światy i edukujemy ich pod kątem tworzenia dobrej cywilizacji, być może im pomagamy technologicznie. Generalnie powtórka z rozrywki, tylko z innej pozycji – wtedy my bylibyśmy bogami dla innych.

      To jest jakiś plan, brzmi bajecznie, takie szczęśliwe zakończenia tylko w baśniach znaleźć można. Po pierwsze - to, że nie jesteśmy sami jest tak samo pewne, że jesteśmy sami. Jeśli nie jesteśmy sami to występują dwie opcje - znajdujemy istoty mniej inteligentne od nas bądź inteligentniejsze od nas, pierwszy rodzaj zabijamy by kolumbowskim zwyczajem nie zmieszać się ze słabszymi i wziąć to, co się przyda: ziemię, surowce, dorobek cywilizacji itd. Drugi rodzaj albo nas zabija, albo wykorzystuje nas do jakichś badań, albo wspaniałomyślnie i bezinteresownie dzieli się z nami wiedzą.W ogóle dlaczego założyłeś, że mając kryzys egzystencjalny będziemy mieć siłę, motywację i optymizm do podróży galaktycznych, ja tam obstawiałabym prędzej masowe harakiri - jakiś wariat zacząłby krzyczeć że kto nie dozna goryczy ni razu ten nie dozna słodyczy w niebie, że życie jest za idealne i nie ma sensu, więc ci co zadyndają na drzewie, ci doświadczą spokoju w lepszym, pośmiertnym świecie. W obliczu strachu, samotności, nudy, bezsensu, myślenie magiczne pojawiłoby się na pewno, a powstanie religii to znowu władza, ostatecznie albo byśmy się zabili, albo byśmy wrócili do tego samego poziomu co wcześniej, znowu władza, wojny, zwierzęcość, agresja, śmierć i... rzeczywiście może "It's a circle of life". Tak niniejszym możemy zatytułować naszą dyskusję, tytułem roboczym był "Bullshit".

      Ech, nie mogę spać. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Gorące dyskusje ostatnie 12h