•  

    Kapitan Łysobrody - Król Piratów, poszukiwacz artefaktów, posiadacz czegoś o czym nikt nie wie oraz nabierający szacunku do duchów Mokebe

    Jakiś czas temu zostawiliśmy Hieny, Capricouse i pokonany galeon. Mamy nadzieję, że nikt tego nie spieprzy i Arnoult będzie mieć piracki galeon pod swoją komendą.

    W pełni zdrów Hattori znów z radości śmigał po olinowaniu Long Johna, spora część załogi pozbywała się wody ze środka statku. Doraźne naprawy spełniły swoje zadanie, ale każdy wiedział, że to tylko tymczasowo. Potrzebowali konkretnego postoju w porcie, albo...

    Kapitanie! Niezidentyfikowana Jednostka Pływająca na horyzoncie! - rozległo się z bocianiego gniazda

    Hattori widocznie podekscytowany zszedł na dół i podbiegł do kapitana. Kiedy tylko jego okrzyk dosedł do uszu Mokebe, który już nie musiał korzystać z dziwacznego wynalazlu braci piratów przechadzał się po pokładzie, susami doszkoczył on do miejsca gdzie już był Kapitan i Japończyk. Wszyscy wiedzieli czego mogą się spodziewać, Hieny przekazali im zdobyte informacje na temat konkretnych skarbów szalonego kapitana Jacka Wróbla. Nawiedzony okręt.

    To musi być on, mapa tak pokazuje, a jak dotąd mapa się nigdy nie myliła - powiedział Łysobrody - to musi być okręt Jacka Wróbla. Może jest nawiedzony, ale przecież my mu nic nie zrobiliśmy złego, chcemy tylko porozmawiać.

    Nagle głowa i ramiona Łysobrodego zaczęły dymić, dym gęsty jak smoła zaczął się snuć wokoło, głowa kapitańska zatonęła w nim jak w wodzie, po chwili już było widać tylko czubek jego butów. Zaskoczeni załoganci cofnęli się kilka kroków. Dym pełznął w ich kierunku i nie zamierzał się zatrzymać. WTEM! Z dymu zaczęły dobiegać ich dziwaczne dźwięki. Ni to pomruki grozy, ni to chrupanie kości

    Wrrr. Chramp. Wrrr. Chrup. Wrrrr!

    Mokebe! - Nagły okrzyk Kapitana oświecił każdego - Ja rozumiem, a nawet zacząłem lubić, te twoje kadzidełka, ale tym razem to chyba przesadziłeś. Tak gęstego to chyba jeszcze nigdy ci się nie udało zrobić. Co ty tam łamiesz? Kości meduzy? Przecież one nie mają kości, ktoś cię naciągnął bracie.

    Podmuch morskiego wiatru rozwiał całą dymną zasłonę i oczom załogi ukazał się Mokebe klęczący za kapitanem i majstrujący przy swojej szamańskiej kadzielnicy.
    Nerwowy śmiech przeszedł przez załogę, kiedy spostrzegli swoją pomyłkę

    No nic bracia! Otwieramy beczkę! Trzeba się kulturalnie przywitać z duchami tych mórz, Mokebe, będziesz przewodniczył ceremonii przywitania, Keanu, ty też się dołącz. Idę się ubrać porządnie, w końcu to jedyny okręt w swoim rodzaju.

    Kapitan Łysobrody w swoim odświętnym i przygotowanym tylko na specjalne okazje, stał na dziobie Long Johna, statek był specjalnie ozdobiony w różniste fetysze i znaki, o rogach baranich zapomnieć nie można. Powoli dopływali do Rorquala. Jego majestatyczna sylwetka przepuszczała promienie słońca przez dziurawy i zwęglony kadłub. Połamane maszty dumnie stały niczym maczuga Herkulesa, a strzępy żagli powiewały na wietrze jak włosy najpiękniejszych cór Posejdona, o ile takowe miał. Łysobrody z wypiętą dumnie piersią przyglądał się temu wszystkiemu. Gdy dopłynęli już na tyle blisko, że można było przełożyć trap na pokład sąsiada Łysobrody podszedł do Mokebe, wziął głęboki wdech z kadzidła które murzyn trzymał wysoko uniesione nad głową i klęcząc próbował przebłagać duchy.

    No to idę z wizytą! - trap opadł na sąsiedni pokład i pewnym krokiem piracki król przeszedł na Rorquala. Gdy tylko but jego dotknął desek okrętu Łysobrody zatrzymał się i w eleganckim stylu skłonił się, ściągając kapelusz. - Moje uszanowanie duchy Morza. Pozwoliłem sobie przypłynąć z wizytą.

    #piracifabularnie

    źródło: img.freepik.com

    •  

      Komentarz usunięty przez moderatora

    •  

      @Kroomka: pożyczyliśmy jedno ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      @Queltas:

      Mokebe już od jakiegoś czasu czuł się lepiej, choć nie był jeszcze w pełni sprawny. Odpoczywał, tak jak mu kapitan kazał. Był trochę zły, że ominęła go akcja z galeonem, ale rozkaz to rozkaz.
      Kiedy usłyszał o dziwnym znalezisku, od razu połączył fakty z legendami.
      “Statek-widmo” - pomyślał i zaczął naprędce szykować swoje najmocniejsze kadzidło. Dla efektu dorzucił do niego trochę prochu z dział. Proch wprawdzie nie ma właściwości magicznych, ale dym i trzask robią wrażenie na tych niedowiarkach z załogi.

      “(...) Mokebe, będziesz przewodniczył ceremonii przywitania (...)” - tak powiedział kapitan. Mokebe zważając na swoją ranę rozpoczął przygotowania. Nie odzywał się słowem, ale w jego głowie przelatywał mu tylko ciąg nie powiązanych ze sobą myśli: “Statek-widmo, duchy, uciekać! Nie. Kapitan dobra, nie bać duchy. Ofiara! Duchy chcieć ofiara! Statek-widmo! Ten z legend! AAA! Uciekajmy! Nie, nie, kapitan być silna czarownik, nie uciekać! Ale ofiara! Trzeba mieć ofiara! Dla Statku-Widmo! AAA! Statek-Widmo!!”.

      ***
      Kiedy znaleźli się już w pobliżu Rorquala, Mokebe na tą specjalną okazję wyciągnął WSZYSTKIE swoje amulety. Obwieszony naszyjnikami i branzoletami na rękach, nogach, większość z nich porozwieszał na pokładzie i na innych, niezbyt z tego zadowolonych, załogantach. Gdy Kapitan przechodził po trapie na Rorquala, Mokebe odłożył kadzidło, którym przed chwilą zaciągnął się Kapitan. Wyciągnął następnie koguta z worka i zanim Keanu zdążył powiedzieć: “Ejże! To na obiad!”, skręcił mu kark, po czym odgryzł głowę i opryskał krwią kurczaka wszystkich dookoła, Long Johna, trap, oraz Rorquala (na tyle na ile był w stanie dosięgnąć).

      -OOO! DUCHY! MY SKŁADAĆ OFIARA! WY MIEĆ LITOŚĆ, A MY SŁUŻYĆ! WY NAM SPRZYJAĆ, A MY ZMIAŻDŻYĆ WROGA! WY NIE DAWAĆ NAM SRACZKA, A MY PIĆ RUM! WY…
      -Dość już negritenok! Kapitan już przeszedł na tamten statek!

      Wszyscy w skupieniu obserwowali, co się stanie dalej...

    •  

      @Queltas:

      Keanu stał w niemym podziwie, dostrzegając coraz więcej upiornych szczegółów statku, w miarę jak się do niego zbliżali.
      - Santo padre - szepnął Kanu do siebie. Popatrzył na emanującego pewnością siebie kapitana oraz obwieszonego w amulety jak stragan z pamiątkami, Mokabe - Jesteśmy albo bardzo lolo, albo kapitan ma tak dużo mana, że nic mu nie straszne.
      Kapitan wszedł na Rorquala. Pokłonił się. Keanu wypuścił wstrzymywane od dłuższego czasu powietrze i poszedł w ślady kapitana kłaniając się po czym głośno intonując, zwrócił się w stronę koszmarnego statku:
      - Aloha - zwrócił się do potencjalnych mieszkańców dziwnego statku w języku matki. W języku wszechoceanu. Po czym śpiewnym tonem zaśpiewał -
      Hoi e, hoi la
      Ho’i e ka `ohu e
      I ka ua lehua
      A w myslach dodał "jak wyjdziemy z tego cało to należy mi się nowy nóż".

    •  

      @Queltas:
      Vincent nie był na tyle odważny by pchać się tam zaraz za kapitanem.
      Przyglądał się jak powoli i dumnie kapitan przechodzi na drugi pokład, zastanawiał się skąd ma tyle odwagi, przecież tam mogą być klątwy albo coś gorszego.
      Nagle zobaczył jak Mokebe wpada z kurczakiem i odgryzając mu głowę we wściekłym szale rozbryzgał krew na wszystkie strony.

      -CHOLERA! Mają już Mokebe ! - wykrzyczał przerażony Vince i wycelował muszkiet w Mokebe. Duch kontroluje Mokebe ! - krzyczał dalej.

      Mokebe obwieszczony w jakieś graty na środku naszego statku dalej wydzierał się jak poparzony wykrzykując jakieś bzdury.

      Nie zbliżaj się bo Cię odstrzelę porąbany murzynie ! - krzyczał dalej Vince.
      Nagle zobaczył jak Flint zbliżył się pewnie do Mokebe i zdzielił go w tył głowy.
      -Dość już negritenok! Kapitan już przeszedł na tamten statek! - powiedział poważnie Flint.
      A ty odłóż ten muszkiet tchórzu i milcz. - dokończył spokojnie i z przekonaniem.
      Vincent odłożył muszkiet i w milczeniu czekał co dalej się wydarzy.

Gorące dyskusje ostatnie 12h

Advertisement