•  

    Po co nam wolność słowa?
    Do czego potrzebna jest wolność słowa i czy da się pozbyć ze społeczeństwa niechcianych wypowiedzi bez jej naruszania? Znalezisko: https://www.wykop.pl/link/5084281/po-co-nam-wolnosc-slowa/

    #wojnaidei #kultura #ciekawostki #cenzura #internet

    źródło: youtube.com

    •  

      @wojna_idei temat ciekawy, ale wolałbym przeczytać niż oglądać

    •  

      @Oo-oO:

      Proszę bardzo:

      Wolność słowa co do zasady polega na prawie do publicznego wyrażania swoich opinii. Jednak nie ma żadnej praktycznej potrzeby ochrony prawa do wypowiadania opinii powszechnie akceptowalnych, gdyż naturalnie nie wzbudzają one istotnego sprzeciwu. Potencjalnej ochrony wymaga jedynie prawo do wypowiadania opinii, które chcianoby uciszyć, a więc przede wszystkim opinii których ludzie nie chcą słyszeć, również takich, które Ty sam uznałbyś za niewłaściwe, złe czy odrażające.

      Jest czymś zupełnie naturalnym, że społeczeństwie pojawiają się konflikty. Każdy problem dostrzeżony w otaczającej nas kulturze powoduje napięcie między dostrzegającymi go osobami a rzeczywistością społeczną.

      Dotyczy to zarówno chęci dokonania zmian w celu poprawienia obecnej kultury bądź panujących norm społecznych jak i chęci zatrzymania postępujących właśnie zmian, w których rozpoznano zagrożenie. Napięcie to, naturalnie połączone z chęcią działania i z rozpoznawaniem jego przyczyn skutkuje postawieniem się w opozycji do określonych poglądów, instytucji bądź ludzi je popierających, co jest potencjalnym zarzewiem społecznych niepokojów.

      Jedynym punktem od którego można w takiej sytuacji zacząć jest wyrażenie własnych obaw i zarzutów wobec problemu. Często może się okazać, że napotkamy po tym na przeciwne opinie, które wykażą nam, że nasze obawy były nieuzasadnione, lub że błędnie wyolbrzymialiśmy problem. Będzie to wtedy korzystne zarówno dla nas jak i dla innych osób, które mogły podzielać nasze obawy.

      Może się jednak okazać, że zwracamy uwagę na istotne zagrożenie, którego zażegnanie leży w interesie ogółu społeczeństwa. Wtedy jednak nazwanie i wytknięcie poważnego problemu dotykającego ważnych dla ludzi kwestii, nieuchronnie pociąga za sobą reakcję oburzenia sporej części społeczeństwa, a dodatkowo wiąże się z chęcią zagłuszenia naszej opinii, zwłaszcza jeśli stoi ona w sprzeczności ze stanowiskiem środowisk posiadających jakiś rodzaj władzy.

      Większość wielkich idei zaczynała jako całkowicie nieakceptowalna, a ludzie głoszący je poprzez historię, od Sokratesa czy Jezusa do Karola Darwina, czy Martina Luthera Kinga
      wypowiadali publicznie rzeczy oburzające dla sporej części społeczeństwa i niejednokrotnie ponosili za to konsekwencje. Chęć uciszenia takich głosów jest zupełnie naturalna, i pojawia się samorzutnie, zwłaszcza wśród ludzi i instytucji mających narzędzia umożliwiające cenzurę. A zapisy takie jak pierwsza poprawka do konstytucji Stanów Zjednoczonych zabraniająca rządowi ograniczać wolność słowa i wzorowane na niej przepisy innych krajów są unikatowe patrząc na historię świata i nie są czymś domyślnym, oczywistym, czy danym raz na zawsze. Można wręcz powiedzieć, że tak jak innych wiele norm kulturowych, stoją one w sprzeczności z naszymi naturalnymi odruchami i jeśli nie będziemy dbać o zachowanie tej wolności, to będzie ona erodować.


      Należy jednak w tym miejscu również zaznaczyć, że wolność słowa tak jak każda inna wolność naturalnie kończy się tam gdzie narusza cudzą wolność. Rzeczy takie jak nawoływanie do przemocy, oszustwo, fałszywe oskarżenie lub inne wypowiedzi jednoznacznie prowadzące do dających się obiektywnie zweryfikować szkód nie są i nie powinny być dozwolone, bo naruszają cudze prawa.

      Ograniczenie to nie może jednak dotykać wypowiedzi naruszających lub wzbudzających rzeczy subiektywne, takie jak uczucia. I dotyczy to zarówno obrazy jakichś uczuć, np. uczuć religijnych jak i nawoływania do pewnych uczuć, np. do uczucia nienawiści.

      Z uwagi na to, że są to rzeczy subiektywne, to różne osoby mogą je różnie interpretować, nie da się ich zweryfikować jednoznacznie, a próba ich regulacji prawnej np. w postaci występującej dziś w krajach takich jak Wlk. Brytania delegalizacji obraźliwych wypowiedzi siłą rzeczy prowadzi do skutków od kuriozalnych, do przerażających, których przykłady są bardziej szczegółowo opisane w odcinku o mowie nienawiści.

      I to oczywiście nie znaczy to, że takie wypowiedzi są właściwe, i można, a być może nawet należy je krytykować czy potępiać. Ale nawoływanie do ich delegalizacji lub do usuwania ich z platform posiadających monopol informacyjny narusza wolność do publicznego prezentowania własnych opinii, również tych niewłaściwych.

      I to oczywiście nie znaczy, że każda opinia jest wartościowa. Nie wszyscy mają rację, istnieją opinie lepsze i gorsze i nie brakuje ludzi chcących szerzyć opinie wręcz patologiczne. Jednak żeby móc je ocenić trzeba najpierw zezwolić na możliwość ich swobodnego wyrażenia.

      I naturalnie można również powiedzieć, że tego typu słowa potrafią ranić, znieważać, czy urągać rozumowi i godności człowieka i to jak najbardziej prawda. Należy jednak zdać sobie sprawę, że zakaz wypowiadania ich publicznie wcale nie sprawi, że one znikną. Będą się po prostu rozwijać poza naszym wzrokiem. A jeśli rzeczywiście jakieś opinie są patologiczne, to zezwolenie na otwarte ich wyrażanie daje okazję do publicznego skonfrontowania i obalenia ich ukazując wszystkim błąd takich opinii.

      A gdyby nie dało się ich obalić, to być może osoba je wypowiadająca ma rację, nawet jeśli nam się to nie podoba.

      Tymczasem, tak często dziś występujące próby usunięcia pewnych opinii z przestrzeni publicznej, nawet jeśli motywowane szczytnymi pobudkami może w praktyce niesie ze sobą więcej zagrożeń niż korzyści. Zgoda na zakazanie pewnych, nawet odrażających poglądów skutkuje nie tylko zakazaniem tych konkretnych opinii, ale też zgodą na to, że można zakazywać wyrażania pewnych opinii. A jeśli tak, to nie ma żadnego powodu dla którego zakaz ten nie mógłby być rozszerzany

      Jeśli uznamy, że instytucje posiadające narzędzia umożliwiające cenzurę mają prawo regulować to jakie opinie wolno, a jakich nie wolno wygłaszać, to jedynym tego ograniczeniem jest ilość władzy którą zdolne są one wyegzekwować.

      Nawet jeśli ktoś ma dobre motywacje, to zgoda na to, że można cenzurować opinie z którymi się nie zgadzamy daje legitymizację do cenzury w drugą stronę gdy tylko zmienią się interesy ośrodków władzy, a te wcześniej czy później zawsze się zmieniają.

      A dodatkowo spychanie niechcianych treści poza przestrzeń publiczną wcale nie sprawi, że one znikną, a jedynie będzie prowadzić do dalszej ich radykalizacji i polaryzacji społeczeństwa.

      I naturalnie patologiczne czy krzywdzące wypowiedzi oczywiście są pewnym problemem. Ale próba usunięcia ich siłą z przestrzeni publicznej kosztem wolności słowa, nawet jeśli podszyta dobrymi chęciami grozi utraceniem narzędzia kluczowego do odnoszenia się do istniejących lub nadchodzących problemów. Gdyż jak pisał George Orwell

      „Jeśli wolność słowa w ogóle coś oznacza, to oznacza prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć.”
      George Orwell, The Freedom of the Press, „The Times Literary Supplement”, 15 września 1972

    •  

      Sam się ostatnio zastanawiałem nad pokrewną kwestią. Jak pogodzić wolność wypowiedzi, kulturę wypowiedzi, prawo do oceniania i wyrażania własnej opinii. Kilka przykładów:

      - nie podoba ci się zakład xyz i mówisz/piszesz że życzyłbyś im upadku i plajty
      - ktoś wrzuca zdjęcie na pokaż buzię czy inne koksy, czy dyskusja dotyczy ludzi nieżyjących - "nie znasz nie oceniaj", "o martwych tylko dobrze lub wcale". Ogólnie, krytyczny udział w dyskusji gdy wątek powieszmy chwali film/muzykę - a powstrzymanie się od wypowiedzi, gdy nie jest to dyskusja a po prostu grupowe wspólne wyrażanie zachwytów.

      Ale wracając do artykłu w/w.
      Nie w pełni zgodzę sie że

      "jednak nie ma żadnej praktycznej potrzeby ochrony prawa do wypowiadania opinii powszechnie akceptowalnych"

      Żyjemy w dynamicznym środowisku, kiedyś posiadanie służby i wypowiedzi o biciu dzieci były powszechnie akceptowalne, dziś są be.

      Często może się okazać, że napotkamy po tym na przeciwne opinie, które wykażą nam, że nasze obawy były nieuzasadnione, lub że błędnie wyolbrzymialiśmy problem

      No właśnie, wszystkie opinie mają ten sam problem. W jaki sposób ta druga opinia jest lepsza? Przedstawia inny punk widzenia, a jak wiadomo tych jest tyle co siedzeń ;) więc równie dobrze cudza opinia może wprowadzić nas w błąd (vide G.Shaw "nie wymieniam poglądów bo na tym tracę"). W sumie o tym po trochu jest kolejny akapit...
      Ciekawe stwierdzenie odnośnie nawoływania do przemocy. Obawiam się, że dalej nie w pełni obejmuje dobrze definicję wolności wypowiedzi i jej ograniczeń. Przykład, więźniowie niesłusznie pozbawieni wolności - czy nawoływanie do przemocy w ich przypadku nie byłoby uzasadnione?
      Ogólnie fajny artykuł, ciekawy dla mnie temat, dzięki.

    •  

      @wojna_idei no i skrajności: Lgbt dla jednych gorszenie ludzi i podważanie tradycyjnych wartości, dla drugich ucisk i ograniczenie ich praw do bycia jakimi chcą

    •  

      Albo strefy bez dzieci. Z jednej strony hałas dla jednych a z drugiej ograniczenie możliwości wyjścia młodym rodzicom do xyz. Publiczne karmienie i mnóstwo innych.