•  

    Wczoraj nic nie pisałem, bo trochę mi się nie chciało, poza tym nie było za bardzo o czym, bo niedzielna zmiana była tak nudna, że ciężko byłoby napisać coś konstruktywnego na ten temat. Jeden kurs na Malawę i godzina przerwy. I tak powtórzyć trzy razy, na końcu tylko jedzie się od razu po powrocie na dworzec znowu na Malawę i bezkursowo wraca na bazę. Zważywszy na to, że w tę i z powrotem jedzie się jakieś 45-50 minut, trudno byłoby się chociażby spocić. Jedziesz, słuchasz se radyjka, jak pasażer coś zagada, to można parę słów zamienić. Było w czym wybierać, więc postanowiłem podarować sobie odrobinę luksusu w postaci pokierowania niskopodłogowym Solbusem – poza tym, że dwa razy mi zgasł na bazie, przejechałem bez problemu. A zgasł dlatego, bo w nim akurat jeszcze działa hamulec przystankowy, który mi blokował koła, gdy chciałem ruszyć z otwartymi drzwiami, jako że i tak miałem zamiar tylko podjechać bliżej bramy i przenieść graty ze swojego samochodu do autobusu.
    W poniedziałek mocowałem się z MAN-em, bo wylądowałem jako zmiennik na 220 i już nie miałem za bardzo wyboru. Ponownie nie przekonałem się do tych aut, chociażby z tego względu, że już na samym starcie nie mogłem spuścić hamulca postojowego i dopiero po prawie 10 minut szarpania się z dźwignią w końcu odpuścił, chociaż o mało co jej nie wyłamałem z deski. Ot, niemiecka myśl technologiczna. W każdym cywilizowanym pojeździe jest coś na wzór małej zapadki, która odblokowuje dźwignię – łapie się za nią między środkowym i serdecznym palcem, ciągnie do góry i dźwignia idzie lekko. Tu nie, drze się na siłę. Super rozwiązanie kurwo. Pedały są rozmieszczone tak wąsko, że z moimi płetwami rozmiar 45 o mało co nie spowodowałem karambolu na rondzie JPII, bo nie mogłem trafić w hamulec. Z kolei po lewej stronie nie przyszło nikomu do głowy, żeby zrobić trochę więcej miejsca na nogę, a cały rejon pod kolumną kierowniczą jest jedną wielką podpórką (taką, jak w każdym samochodzie jest obok sprzęgła) – w efekcie po 4 godzinach kolano tak mi zesztywniało, że z autobusu dosłownie wykuśtykałem do kibla w Tesco, chodem przypominając trochę majora Suchodolskiego, który równie naturalnie nie zgina kolan. Fotel można sobie odsunąć, ale kierownica jest na szytwno, więc trzeba by albo być szympansem, albo mieć wzrost typowego przegrywa, niestety moje 190 cm wzrostu nie pozwala na rozsądne usadzenie się na fotelu, więc zmianę skończyłem z bólem pleców. I jeszcze zrobiłem małe pobojowisko, bo drzwiczki zamykające dostęp do miejsca kierowcy nie chciały mi się zamknąć (ponownie) i jebnąłem nimi z całej siły (ponownie), z tym że wcześniej miałem tam poupychane swoje graty, a wieczorem już nie i w efekcie stłukłem butelkę z wodą znajdującą się w schowku. Ogółem auto dla starych dziadków, przegrywów i niepełnosprawnych. No i ten konkretny egzemplarz ma wyjebany któryś drążek kierowniczy, bo powyżej 35 km/h kierownica wpadła w drgania, a powyżej 50 przód zaczynał żyć własnym życiem i bałem się, że na jakimś wyboju wylecę z drogi, więc cały dzień wlekłem się z prędkością w okolicach 40 km/h.
    O, dwie godziny temu dzwoniłem na dyspozytornię, bo miałem wypisaną rezerwę na popołudnie. Dowiedziałem się, że mam wolne, a teraz mi dzwonią, że jednak nie i żebym przyjechał na bazę ¯\_(ツ)_/¯ Założę się, że po prostu nikt tego w grafiku nie zmienił, trudno, pojedzie i się wyjaśni.

    #autobusy #rzeszow #pracbaza #jakbedziewpksie

    źródło: IMG_0785.JPG

Gorące dyskusje ostatnie 12h