•  

    Drogie dzieci, usiądźcie wygodnie i wysłuchajcie niedługiej opowieści, jak to pracuje się ze śmieciami.

    Jako kierowca śmieciarki, pracowałem prawie dwa lata. Przed tą pracą, nigdy nie jeździłem autami ciężarowymi - nie wliczając w to samej szkółki jazdy - więc przyszedłem tam jako totalny jeleń. Obawiałem się, że manewrowanie taką kobyłą, będzie dla mnie po prostu za trudne, a sama praca niemożliwa, więc będę musiał z niej zrezygnować.
    Nic bardziej mylnego..
    Okazało się, że mam do tego niemały dryg. Sama jazda sprawiała mi ogromną przyjemność, a każdy skomplikowany wjazd tyłem powodował, że jeszcze bardziej podobała mi się ta praca. Szybko stało się jasne, że FurTemporis za kółkiem, to prawdziwy majstersztyk. Nie było wjazdu, w który nie potrafiłbym wjechać, nawet, kiedy pomocniki machali rękoma, abym nie męczył się z wjazdem, bo przytachają sami śmieci, ja i tak wjeżdżałem, dosłownie na milimetry. Reakcje ludzi na to były różne: "Stój! ROZWALISZ AUTO!", aby po krótkiej chwili skwitować ten płynny wjazd aplauzem, uśmiechem i niedowierzaniem w oczach. To było zawsze miłe. Bardzo!
    Systematyczność takich wjazdów sprawiała, że mógłbym w nie wjeżdżać o każdej porze dnia, o każdej godzinie. Jedynym mankamentem było zmęczenie. A w tej firmie, zmęczenie było ogromne, ale to przychodziło wraz z czasem.
    Ale od początku. Jak wygląda początek dnia takiego śmieciarza jakim byłem ja?
    Na bazie byłem (Kiedy wyjeżdżałem o 6. rano) około 5:30. Zimą czasem i wcześniej, wiadomo, przygotowania pojazdu. Wpierw klasyczne działania w pojeździe. Oleje, płyny. Następnie zerknięcie na smary w prowadnicach, czasem w ośkach kół. Po tym przechodziłem do sprawdzenia działania urządzeń. Odpalałem silnik, włączałem pompę i wspomaganie obrotów, aby następnie udać się za pojazd bajecznym krokiem, szczęśliwym i płynnym. Nie zważałem na hektolitry błota pod moimi butami. Plac mieścił się w takim miejscu, że jedyne co towarzyszyło, to dziesiątki aut ciężarowych i tysiące metrów kwadratowych błota. Zdarzało się, że i na samym placu ktoś potrafił się zakopać - a o taki stan rzeczy nie było trudno. Kiedy całe urządzenie już chodziło, sprawdzało się wpierw stan urządzeń podnoszących śmieci. Góra-dół-góra-dół. Działa! Zimą trwało to około 5 minut, zanim płynnie zaczęły posuwać się na siłownikach urządzenia, bo jednak olej w nich zawarty był tak zmarznięty, że za cholipkę nie chciał ruszyć. Kiedy już wszystko płynnie chodziło, następowało zwolnienie blokad.. hehe.. następowało sprawdzenie łyżki/prasy (Tej głównej części, która zagarnia śmieci dalej do komory). Gdy i ona już miała w sobie pełną grację, wracałem do pojazdu, wyłączałem pompę i mogłem ruszać. Tutaj wspomnę o tym, że starsze pojazdy miały pompę i wspomaganie włączane ręcznie. Nic nie załączało się z automatu. Po prostu zatrzymywało się w miejscu, wciskało sprzęgło, następnie przycisk odpowiadający za pompę, chwilę się czekało i delikatnie odpuszczało sprzęgło, aby pompa załapała. W nowszych śmieciarkach nie trzeba już w ten sposób wykonywać całego systemu uruchamiania pompy. Tam wystarczy odpalenie silnika, z systemu przełączenie na system zbierania śmieci, następnie aktywowanie stopek - w skrócie, JEB JEB po stopkach, aby odpaliło, hehe. Nie trzeba było też wyłączać tego podczas jazdy, wszystko działo się samo, ale to głównie w automatach.
    No i co.. można ruszać! A, wspomnę tylko, że są urządzenia z prasami, jak i z bębnem, który kręci się jak w betonomieszarce. One już pomału odchodzą do lamusa, bo w miastach jednak są przepisy odnoszące się do poziomu hałasu generowanego przez pojazdy komunalne. Prasa jest zdecydowanie cichsza, no i nie działa cały czas, tylko wtedy, kiedy chcemy - czyli w momencie pełnego leja śmieci, aby prasa je zagarnęła do środka.
    W nowych pojazdach są wszelakie czujniki. Te pomocne dla śmieciarzy, jak i te, które kojarzą się tylko ze zgrozą. Z tych pierwszych, są na przykład czujniki położenia pojemnika. Kiedy tylko podjedziemy pojemnikiem na kółeczkach do grzebienia/ramienia, na którym go zaczepimy, czujnik wyłapie to i specjalnie dla nas wyreguluje wysokość położenia, abyśmy mogli płynnie umiejscowić na nim pojemnik. Są wszelakie wagi, które ważą śmieci przed wrzuceniem. Są czujniki, które wyłapują odpowiednią wielkość pojemników, 120,240, 700, 1200l, itd.
    Co trzeba zrobić, kiedy jakimś cudem pojemnik wyskoczy z "łap" i wpadnie pod prasę, która w danym momencie zagarnia śmieci?
    No, tutaj to trzeba wykazać się niemałym refleksem i zwinnym przeskokiem do kontrolera bocznego przemieścić się w jedną chwilę, aby od razu nacisnąć czerwonego grzybka, którego chyba każdy kojarzy w prawie wszystkich większych urządzeniach. Jeśli nam się poszczęściło, pojemnik nie zdążył wpaść pod prasę - kiedy jednak tak się zdarzy, raczej już nie ma czego zbierać, prasa ma ogromną moc, mieli wszystko. Lodówki pod sobą niszczy jak wykałaczki. To jest aż fajny widok!
    Wracając do czujników, najczęstszym, upierdliwym czujnikiem jest ten zamontowany w stopkach, na których stoją pomocnicy. Bardzo często zdarza się, że wpada w sworznie je aktywujące piasek, brud, błoto. To wszystko tam się kotłuje, co kończy się tym, iż takowy czujnik wiecznie będzie wyłapywał osobę na stopce - której w danym momencie nie ma. To kończy się tym, iż kiedy stopka jest aktywowana, nie można odpalić prasy/mielenia śmieci. No i zaczynają się schody. W głównej części takich przypadków, nie jest to problemem. Parę zwinnych ruchów, może WD40, parę patentów i znów wszystko działa. A czasem... nie. I wtedy trzeba wracać na warsztat. Rozkręcić wszystko i działać dalej.
    Jesteście pewnie ciekawi, ile taki kierowca może zarobić? Wbrew w pozorom, nie najgorzej.
    Mój pierwszy miesiąc pracy. Około 10h dziennie. 6:00-16:00 najczęściej. Wypłata 4500. Szybko doszedłem do wypłaty oscylującej wokół 5000-5300pln na rękę. Ale to też wiązało się z większą ilością godzin. A w niedalekim czasie, firma przejęła dwa bardzo ważne finansowo rejony do odbioru śmieci. Więc.. pracowaliśmy wpierw od 5:00, do.. no czasem niektórzy i do 21:30. To był horror godzinowy. Wracałem i szedłem spać. Mnie osobiście wyszło godzin około 300h. Dostałem 7500 złotych wypłaty. Rekordziści sięgali po 8500zł. Ale jakim kosztem... dla mnie było to osobiście za dużo, za dużo pracy. Zrezygnowałem po półtora miesiąca. Oczywiście wszystko związane było z pieniędzmi na czarno. Najniższa krajowa na umowie, reszta w kopercie. Chciałem wrócić do zawodu, ale już w firmie państwowej. Tam jednak zaoferowano mi 2400-2600pln na miesiąc, 8h dziennie. Stwierdziłem, że za takie pieniądze szkoda wsiadać za kółko.
    Więc teraz siedzę sobie, relaksuję się w domku i delikatnie, pomalutku szukam sobie czegoś ciekawego. Jakiejś fajnej, miłej pracy.
    Jeśli więc jesteś z Warszawy, szukasz rewelacyjnego pracownika do swojej firmy, zgłaszam się. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #bekaztransa #smieci #warszawa #pracbaza #oswiadczenie #praca #pokazauto (poniekąd, hehe)

    źródło: 65921358_729131477507428_496448930372911104_n.jpg