•  

    W końcu udało mi się przebić przez ostatnie tomiszcze Pana Lodowego Ogrodu. Jakby to powiedział wykopek: „gurwa, wziąłem zarzudke :DDD”, jaką okazał się pierwszy tom. Wszystko co po nim było zbyt przeciętne by usprawiedliwić stratę czasu. Jak to się stało, że nie spodobała mi się jedna z czołowych serii polskiej fantastyki?

    Ano tak - jest to profesjonalnie napisana, ale nijaka opowieść. Im dalej w las tym bardziej wchodzimy w wypracowany przez Grzędowicza schemat wydarzeń. Woje idą, załatwiają co mają załatwić, niby świetnie przeszkoleni i przygotowani, to zawsze coś idzie nie tak, ale to nie ważne bo i tak im się udaje. Bardzo często nie mogłem powstrzymać przewracania oczami, tak tam jest schematycznie. Odbiera to zupełnie możliwość głębszego zaangażowania się w losy bohaterów, a w dodatku zaczyna nieznośnie irytować, gdy dzieje się już w czwartym, grubym tomie z rzędu.
    Fabuła jest nieskomplikowana, choć bardzo logiczna i spójna, to zupełnie bezduszna. Dla wielu może to być zaleta, w końcu wielu twórców zachodniej kultury popularnej bardzo liberalnie traktuje te „przestarzałe” koncepcje. Ostatni sezon Gry o Tron bardzo ładnie ilustruje ten trend, oj boli mnie dupa nadal jakby ktoś pytał. Szkoda tylko, że na tych tysiącach stron autor zdaję się nie mieć nic do powiedzenia. Żadnego morału oprócz oczywistego i samoświadomego nawiązania do dzieła Conrada i paru nawiązań do komunizmu, które zresztą przy zakończeniu zostały sprowadzone do komicznej przesady. Uważam, że siłą dobrej fantastyki jest możliwość odważnego mówienia o świecie. Odrywając problemy naszej rzeczywistości z kontekstu i wsadzając je w inny świat pozwala nam spojrzeć na nie spokojniej, bez osobistego zacietrzewienia. Gdyby chociaż ta seria porywała wartką akcją...
    Niestety, zgodnie z jakąś żelazną zasadą tego cyklu Grzędowicz rwie swoją opowieść byle tylko nie pisać zbyt chronologicznie, byleby nie kontynuować, mimo wszystko, powoli wciągającej historii. Głowni bohaterowie dotąd dzielący między siebie uwagę czytelników wreszcie się spotykają. Wątki połączone, wreszcie przestaniemy skakać od jednego do drugiego. A takiego wała, cofamy się w czasie, teraz poczytamy o tym jak Filar szukał sobie roboty. Na tym wszystkim cierpi tempo historii, które jest trochę zbyt powolne jak na czysto przygodową, pustą literaturę.
    Głowni bohaterowie są dobrze napisani, rozwijani na przestrzeni całej opowieści, da się ich nawet lubić. Niestety nikt w plejadzie postaci drugoplanowych nie wyróżnia się oryginalnością, ale są zróżnicowani miedzy sobą, trochę tylko poupychani w upraszczające schematy. Największy zarzut to zmarnowanie wielkiego potencjału postaci Szkarłata który ostatecznie zostaje zmieniony w nudny element logicznej układanki Grzędowicza. Oprócz tych drobnych uwag uważam, że postacie wyszły Grzędowiczowi najlepiej, nawet się odrobinkę przywiązałem.
    Zakończenie, wreszcie, w końcu, porywa akcją, jest bardzo fajnie przez te ostatnie strony, tylko co z tego? Zrobiona trochę na odwal się końcowa ekspozycja, byleby fani się nie czepiali, że coś zostało niewyjaśnione. Komicznie prostackie ostatnie starcie ziemskich czyniących. Uroczy epilog. Bardzo to miałkie, zostawia w ustach posmak straconego czasu i kompletnego braku kreatywności.
    Oprócz wiejącej nudy czasem pojawia się w serii kawał dobrego opowiadania dość luźno zagnieżdżonego w reszcie opowieści. Te epizody są bardzo dobre, interesujące, porywające i nawet z jakimś przekazem - ty bardziej wystają kantem wyższego poziomu nad zaledwie wystarczający horyzont całej reszty. W tych momentach widać najmocniej ten ogromny potencjał, który wyrywał się autorowi spod pióra. Widać, że Grzędowicz umie, ale czegoś brakuje, czy chęci, woli, odwagi, a może czasu? Nie wiem, ale tym bardziej jestem na niego zły, zmarnował mój czas, ale co gorsza zmarnował też potencjał swojej opowieści.
    Przewodnią melodią tej minirecenzji jest poprawność - i trzeba przyznać, że książka jest postawiona na solidnej bazie pisarskich umiejętności. Jest też to mój osobisty zarzut do Grzędowicza, bo ta historia i świat miały ogromny potencjał, a on go trochę zmarnował. Napisać coś tak przeciętnego z takiego potencjału graniczy ze zbrodnią.

    To i tak jest nic przy oburzającym fakcie, że ostatni tom jest najgrubszy, bardzo nieelegancka zagrywka i jak dla mnie niewybaczalne faux pas. Ostrzegam więc, nie warto sięgać po pierwszy tom bez poważnego nadmiaru wolnego czasu.
    #recenzja #ksiazki #mikrorecenzja #panlodowegoogrodu

    źródło: ostatniatawerna.pl

    •  

      @Another_One mi się podobało i to bardzo, chętnie wrócę za jakiś czas:)

    •  

      @PuchatyKuba: jakby co ja też pozwalam się ze mną nie zgadzać

    •  

      @Another_One miałem dokładnie to samo! Pierwszy Tom kończy się świetnym cliffhangerem i robi taki apetyt na resztę historii... Entuzjazm spadł mi jednak tak w połowie drugiego tomu. Gdyby się nad tym zastanowić to Piekara robi coś podobnego. Znaczy u niego to pierwsze 3 książki A w tym momencie cykl inkwizytorski to cholerna telenowela którą czytam już chyba z przyzwyczajenia.

    •  

      @PuchatyKuba: Mi się nie spodobała nawet pierwsza część, ale nie mówię o tym głośno, bo jednak książka ma sporo fanów, więc to pewnie mój gust tylko.

    •  

      @Another_One: trochę odbiegając od tematu (pana lodowego ogrodu też przeczytałem) polecasz jakaś fantastykę? Do wydania kolejnego tomu archiwum burzowego światła jeszcze troche, a z chęcią wróciłbym to tych klimatów(⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    •  

      @kapel908 Zawsze i wszędzie polecam Dukaja, choć to sci-fi raczej. Poza tym, nic nie polecę poza klasykami bo za mało dobrej fantastyki przeczytałem :p

    •  

      @CloudCloud a co ci się w pierwszej nie spodobało?

    •  

      @Another_One: Ja tę książkę czytałem bardzo dawno temu. Szczerze mało już z niej pamiętam. Pierwsza jednak myśl co mi przychodzi do głowy to, że Grzędowicz nie ma najmniejszego pojęcia o sportach i sztukach walki, a mimo to nie przeszkadzało mu to w umieszczaniu wątków walk w powieści. Na domiar złego za styl bazowy Vuko uczynił aikido, które t-o-t-a-l-n-i-e nie jest przystosowane do jakiejkolwiek realnej walki. Okej, osobie, która nie ma nic wspólnego ze sportami i sztukami walki takie coś nawet nie rzuciło się w oczy, ale osobiście akurat jestem bardzo mocno związany z tą dziedziną, mam stopień instruktorski oraz lata trenowałem pełnokontaktowe sporty walki. I naprawdę, uwierz mi, że aż zęby zgrzytały gdy czytałem o wywijasach z Aikido, jakimi Vuko pokonywał jakichś tam opryszków. Totalna głupota bez nawet poświęcenia 5 minut na to by zweryfikować fakty lub zasięgnąć opinii kogoś, kto się na tym zna. I jasne, można mi zarzucić, że się czepiam rzeczy nieistotnej, ale to tak jakby w książce przygodowej autor opisywał, że najlepszą metodą połowu ryb jest rzucanie w nie dzidą. Pewnie którąś trafisz, ale ktoś, kto choć raz w życiu miał wędkę w rękach, będzie się drapał po głowie. Ja wiem, że to jest fikcja literacka, ale jeśli bierzemy do tej fikcji rzeczy, które istnieją w świecie rzeczywistym i staramy się je przedstawić tak jak działają w świecie prawdziwym, to mam prawo zweryfikować to i nazwać bullshitem. Przed wrzuceniem czegoś do książki wypada jednak się znać na temacie aby osoby, które w nim siedzą, nie łapały się za głowę.

      Pamiętam, że o wiele bardziej podobała mi się ta pustynna saga od przygód głównego bohatera. Pamiętam wciskanie czytelnikowi na siłę tego, że wszystko jest inspirowane obrazami Bosha i aż chciało się powiedzieć "okej, kapujemy, wszystko ma być tak poskręcane jak tam! Dżizas fucking krajst! Enough already". Dla mnie powieść była dobrze napisana, ale z nieciekawą historią. Nie zatrzymała mnie na tyle bym przeczytał tom drugi, który niestety kupiłem w komplecie. Nie uważam, że to zła książka. Oceniłem ją w miarę dobrze bo na aż 6/10, ale nie zaciekawiła mnie kompletnie niczym. Takie generyczne sci-fi, jakich na pęczki.

    •  

      @Another_One: mam bardzo podobne przemyślenia, choć nie uważam tego czasu za zmarnowany. Pierwsza książka zdecydowanie najlepsza. Przede wszystkim, co dla mnie jest najważniejsze, bardzo przyjemnie się ją czyta. Cała Reszta to równina pochyła w dół i
      I nie ma co się z tym kłócić. Też uważam, że ogólnie świat wykreowany i historia mocno zmarnowane jak na swój potencjał.

      A jeśli chodzi o Piekare, którego ktoś wyżej wspomniał, to ja też czytam nowe tomy tylko z przyzwyczajenia.( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      @CloudCloud dzięki za odp, bo o tym, że Grzedowicz bajdurzył tak mocno odnośnie walk nie wiedziałem

Gorące dyskusje ostatnie 12h