•  

    Gdy chodziłem jeszcze do szkoły codziennie rano jadłem płatki z mlekiem. Ciężko mi było zjeść cokolwiek innego, więc zajadałem się nimi codziennie rano. Różne rodzaje: nesquik, chocapic, cookie crisp itp. Mogłem je jeść tylko rano, więc były dla mnie rzeczą dla której warto wstać i zjeść je sobie przed szkołą.

    Moja mama głośno narzekała na to. Niezdrowe, słodycze, tyje itd. Głośno dawała mi do zrozumienia że jej to nie pasuje, bo jedna paczka za pięć złotych, schodziła w trzy dni. Chodziło tylko o pieniądze i o to, że jej żal było kupować te płatki. Mniejsza z tym, że wypalała całą paczkę fajek dziennie. Płatki są be i już.

    Jednak któregoś dnia wymyśliła na to sposób i znalazła jakieś płatki w promocji w jakimś markecie. Nie pamiętam nazwy. W każdym razie kupiła kilogramowe zawinięte w tanią tekturę wybory płatkopodobne i dała mi je do jedzenia.

    Rano podekscytowany poleciałem spróbować nowych wyrobów, by zobaczyć jak smakują. Nie jadłem ich nigdy wcześniej, nawet o nich nie słyszałem, więc jako nieskażone myślą dziecko nasypałem je sobie do talerza z mlekiem i zacząłem jeść.

    Były to najgorsze płatki jakie jadłem w życiu. Smakowały jak tektura, serio. Myślę że więcej przyjemności bym miał z jedzenia tego opakowania niż z jedzenia tych płatków. Wyplułem je, zostawiłem i tego ranka nic już nie zjadłem. Wieczorem powiedziałem mamie o tym jakie te płatki są okropne i żeby mi kupiła inne. Niestety miała ona surowe zasady, nic się nie marnuje i trzeba jeść wszystko co jest. ,,Z chlybka plyśń to się zdrapie“ Póki obiad nie zostanie zjedzony to będziemy go jeść kilka dni itd. Jak zachciałem za dużo kanapek to potem musiałem je na siłę jeść, bo przecież się ich nie wyrzuci i pamiętam jak raz, musiałem siedzieć pół godziny przy stole, żebym w ogóle mógł w siebie wcisnąć obiad.

    W myśl tej zasady musiałem zjeść cały kilogram tych wyrobów płatkopodobnych i już! Po wszystkim miałem dostać już normalne płatki.

    Przez dwa tygodnie, dzień w dzień żarłem te płatki. Było mi niedobrze, zbierało na wymioty, ale musiałem je zjeść. Miałem do wyboru to, albo nie jeść rano w ogóle, bo póki te płatki były to nie dostałbym innych. Jadłem, jadłem i jadłem. Wyobraźcie sobie smak czegoś, czego nienawidzicie i wyobraźcie sobie, że musicie to jeść dzień w dzień. Jako dorosły bym na to nie pozwolił. Jako dziecko jadłem i jadłem. Nawet nie myślałem o tym, żeby je wyrzucić lub coś. Nie było takiej opcji. Gdyby rodzice to odkryli to dostałbym wpierdol tysiąclecia i jak zwykle kary na wszystko co lubię, więc mieliłem to i połykałem. Dwa tygodnie, ale zjadłem całe opakowanie.

    Uradowany poleciałem w końcu po tym wszystkim do mojej mamy i powiedziałem, żeby mi kupiła teraz normalne płatki, bo zjadłem te. Następnego dnia poszła do sklepu, ja wracam ze szkoły, patrzę, a tam... Te same płatki.

    Moja matka stwierdziła, że skoro zjadłem tamte płatki to znaczy że są dobre i kupiła mi znowu te same ignorując całkowicie to co jej powiedziałem.

    To była jedna z tych akcji, w których coś we mnie pękło, a to aż odcisnęło się w mojej psychice. Żarłem te płatki dwa tygodnie jak za karę, prosiłem o moje ulubione, moja rodzicielka mi to obiecała, wracam do domu, otwieram szafkę, a tam leżą te same płatki.

    Może to nic, może wy to olejecie i powiecie, że to nic takiego. Wtedy i dziś było to dla mnie bardzo dużo. Pamiętam, że się wtedy rozpłakałem, usiadłem na krześle i płakałem. Matka wpadła i spytała się o co chodzi i powiedziałem jej. To była jedna z niewielu sytuacji, kiedy coś do niej dotarło. Kupiła mi normalne płatki, a po tamtych zostały tylko złe wspomnienia i coś co wbiło mi się w pamięć tak bardzo, że pamiętam jakby to było wczoraj.

    PS. Płatki próbowałem dać psu, nie chciał ich jeść.


    #smiecizglowy epizod 22

    #zalesie #gorzkiezale #przegryw #depresja #anonimowemirkowyznania #ehhhhhhhhhhhhh

    źródło: s14-eu5.startpage.com

Gorące dyskusje ostatnie 12h