•  

    Czy są tu #niebieskiepaski którzy nie lubią imprezować, mają alergię na taką muzykę i wolą spędzać czas w gronie najlepiej dwuosobowym? Bo mój niebieski taki jest, gdzie razem nie pójdziemy to "chodź już, jedziemy", potańczyć nie potańczy łatwo się męczy, ja jakoś mam wrażenie łatwiej się dostosowuje-on stawia na swoim. Myślałam że może tu chodzi o to że nie mógłby pić ale na swoich rodzinnych i innych takich też nie pije nawet gdy prowadzą inni... Sylwestra spędziliśmy dość oryginalnie bo tylko we dwoje oglądając filmy, gadając o niczym i pijąc odrobinę ruskiego szampana, siedząc trochę z moimi rodzicami. Z jednej strony się nawet cieszyłam bo nie jestem wielką fanką hałasu, ale z drugiej miałam wrażenie że z naszej dwójki to ja jestem trochę bardziej "przebojowa".
    #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow

    •  

      @madiksa: Poczekaj w życiu każdego faceta nadchodzi Dzień Przemiany.

      Wtedy codziennie będzie sam chodził na imprezy. Wypijał 10 piw albo butelkę mocnego alkoholu. Wyrywał wszystkie laski w okolicy. Wraz z kolegami uprawiał ekstremalne sporty. No wiesz, taki "prawdziwy"mężczyzna.

      Tylko wtedy nie żal się nam tu.

    •  

      @madiksa: może taką stateczność zostawcie sobie na emeryturkę ;) szkoda wieku!

    •  

      @MMARS: wtedy to już nie będzie moim niebieskim xD.

    •  

      @madiksa: no a czego się spodziewać po p0lce tylko po diskotekach by latał i skakała

    •  

      @madiksa: Czuje ze w koncu go zdradzisz... albo zostawisz

    •  

      @madiksa: to idz z kolezankami zostaw chlopa w spokoju w domu jak nie chce xd nic na sile po prostu taki jest ze nie lubi imprez i tyle. co kraj to obyczaj jak to mowio ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      @Harmonia: raz na ruski rok studniówka impreza 18tkowa kolegi i coś tam jeszcze to takie typowe dla p0lki( ͡° ͜ʖ ͡°)

      +: Sharq00
    •  

      @danzaxkuduro: tylko ze to byly takie wiesz konkretniejsze imprezy typu studniwka plus tylko może dwie osiemnastki a tak to nie chodzę w sumie;). Bardziej taka refleksja mnie wzięła i tyle ale też pretensji nie mam do niego;)

    •  

      @madiksa: no tłumacz się teraz tłumacz

    •  

      @madiksa: No to prawie jak ja, tyle że ja nie mam nic przeciwko piciu alkoholu. Ale na ogół i tak jestem kierowcą, bo najczęściej jeździ się gdzieś do rodziny, a jak widzę, jak ojciec prowadzi, to już wolę, żeby on zachlał, bo jeździ gorzej niż stara baba i mnie po prostu boli ten widok.

      pokaż spoiler klasycznie jakieś bordo skomentowało i takie bzdury wypisało że szkoda na to uwagę zwracać

      +: madiksa
    •  

      @madiksa: ja od zawsze wolę posiedzieć że znajomymi niż iść na jakąś imprezę z gówno-muzyką

    •  

      @Piottix: ja w sumie też fanką hałasu nie jestem, może we mnie jest większa ciekawość tego świata bo ja też nie chodzę nigdzie poza paroma okazjami specjalnymi, często z wyboru a często z przymusu a mój chłopak raczej z braku potrzeby

    •  

      @madiksa: W sumie ja ale jeżeli grupa gdzieś zdecydujemy się wyjść gdzieś to przeżyje.

      +: madiksa
    •  

      Kurcze czy naprawde kobieta lubiaca sie bawic, tanczyc to od razu jakas latwa , ktora idzie tam z zamiarem zdradzic swojego partnera? Mam meza on nie lubi zbytnio imprez. Szanuje to i w sumie z jego powodu na balety nie chodze. Ostatnio jak bylam to same kurka zboczuchy tam chodza. Drodzy panowie, kobiety normalne majace swoich niebieskich ida sie po prostu odstresowac :)

    •  

      @madiksa: lol, jesteś mną, czy moj niebieski mnie z Tobą zdradza? xD nawet Sylwester się zgadza!

      +: madiksa
    •  

      @madiksa: No nie powiem, lubię imprezować (spotykać się ze znajomymi, ale bez takich baletów do 5 nad ranem), ale zawsze mogę przestać i zacząć nie lubić - to będzie nasza wspólna decyzja.

      +: madiksa
    •  

      @zaba34: hehe;P a to niebieski mój niedobry;P
      w sumie sylwester wspominam bardzo miło paradoksalnie choć trochę fakt mógł być bardziej szalony, ale wtedy narzekalabym ze nie mielismy czasu dla siebie xD
      Kochajmy swoich niebieskich za to jacy sa;)

    •  

      @madiksa: ja jestem niebieskim nie trawiącym imprez. Nie znoszę również wesel i innych popijaw podobnej kategorii. Dla mnie to żadna zabawa. Byłem łącznie w kilkunastu klubach w życiu, ale łączny czas tam to pewnie z 3 godziny xd

      Natomiast z twojego opisu wynika, jakby twój niebieski był strasznym nudziarzem. Też jestem typem człowieka, dla którego towarzystwo partnerki jest wystarczające, ale ogólnie ludzi lubię i kocham wychodzić w różne miejsca i doba ma za mało czasu dla mnie na to wszystko ( ͡° ʖ̯ ͡°)

      Pytanie czy masz zwykłego niebieskiego, który stroni od imprez, czy piwniczaka

    •  

      @LasagneBolognese: mój niebieski ogolnie malo imprezuje, jak ma jakas okazje to pojdzie ale tak to nie ma jakis wielu kumpli, raczej typ samotnika, za to świetnie odnajduje sie w swojej dużej rodzinie;) żaden piwniczak z niego, ale roznimy się może tym że on jest jednak z tych osób oczytanych, inteligentniejszych, lubiący inny typ rozrywki.

    •  

      @madiksa: to mam podobnie jak on, ale staram się czasem dać namówić na coś, czemu bliżej do imprezy niz dalej, żebym nie uchodził za freethinkera ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Jak dla mnie wszystko z wami dobrze, tylko się cieszyć takimi drobnymi różnicami między sobą ʕ•ᴥ•ʔ

      +: madiksa
    •  

      @madiksa: Jak nie chce iść to idź z koleżankami. Jak będzie zazdrosny to nawet się spyta czy może z wami iść. :)

    •  

      @LasagneBolognese: on też się da namówić ale czasami zdarza nam się zrezygnować obojgu
      A drobne różnice są zawsze fajne bo uczą tolerancji (。◕‿‿◕。)

    •  

      @madiksa: ja dla 99% ludzi jestem taki jak Twój niebieski. Mam alergię na większość muzyki współczesnej, na small talk, na głupotę, nie przepadam za hałasem, nawalonymi ludźmi, klubami bez klimatyzacji/wentylacji...
      ... ale z drugiej strony posiadówa u wujka na imieninach, rozmowy "takżetentego", o po czy pis a nawet wśród grupy wiekowej młodych matek w kółko o bachorach czy o najnowszej sprawie z tv kto kogo zamordował to już wolę pobawić się z psem czy z dziećmi bo wydają się mądrzejsze od rodziców ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Co nie znaczy, że nie zdarzało mi się robić rzeczy, z których bardziej lub mniej jestem dumny: tańczenie bez muzyki na rynku głównym w kilka osób, tańczenie na osiedlowym festynie niczym menele, pogo na koncertach, sikanie z dachu, śmianie się do rozpuku, wygłupianie w większej grupie, domówki w fajnym gronie zawsze lubiłem, siąść w knajpie czy w ogródku w wygodnych fotelach i podyskutować, pożartować itp itd.

      Ale gdybym miał z z obcymi ludźmi skakać jak małpa do umcy umcy na zatłoczonym dancefloorze, zalany potem w smrodzie potu, perfum i taniego piwa - nie, o kurwa nie. Jak miałem 19 lat i chciałem być cool to robiłem to co robią inni, teraz robię to co lubię :)

      Zapytaj się siebie tak szczerze, choć wątpię czy jesteś w stanie sobie szczerze odpowiedzieć - po co chcesz iść imprezować. Odstresować się? Puść sobei techno i skacz przez godzinę, możesz się wystroić nawet. W przeważającej większości "imprezować" u dziewczyn żeby się pokazać, poplotkować, poczuć atrakcyjnie, bo w klubie niemal każda czuje się atrakcyjnie. Pokazać się w stadzie i gdzie w hierarchii tego stada jesteś (względem grupy swoich psiapsiółek i ich facetów i względem szerszego otoczenia).

    •  

      @madiksa: Jestem dokładnie taki jak twój niebieski

      +: madiksa
    •  

      @JimNH777: Moj niebieski jest racEj człowiekiem bardzo takim statecznym, co nie znaczy że nie żartuje itp ale na wybryki w miejscach publicznych sobie nie pozwala;)
      Natomiast co do tych imprez to sama nir wiem... Może po prostu byłam ograniczana przez całe życie głównie przez znajomych i patrząc na ten świat trochę mogło go brakować, ale z drugiej strony umiem sobie zorganizować czas bez głośniej muzy itp

    •  

      @madiksa depresja czy inny huj niestety

    •  

      @madiksa no ja mam generalnie tak, że lubię potańczyć, wyjść na imprezę itp. Ale broń borze nie do klubu gdzie dudni wszędzie aż przykro i ścisk jak w autobusie o 8 rano, no po prostu no nie

      +: madiksa
    •  

      @madiksa: są, większość klubów wg mnie polega na tym, że napierdalamy jak najgłośniejszą muzyką, na przester wyjebane i elo, krecimy się. Alergii na muzykę nie mam i bardzo lubię trance czy dnb, ale na pewno nie jako jazgot, jaki serwują kluby. Cisza mnie generalnie interesuje chciałbym na starość coś słyszeć, a chodzenie do klubów raczej mi tego nie ułatwi. No i inna sprawa, że dobór muzyki jest ram wg mnie taki sobie, a ceny zbyt wysokie.

    •  

      @madiksa: Twój facet to mój ideał. Zamień się

    •  

      @Akinom88: Też mnie dziwi ten pogląd. Mój facet kiedyś lubił się bawić, nawet poznaliśmy się na imprezie ale z biegiem czasu się tym znudził i woli wyjść z kumplami wypić do baru niż na tańce. Zaś ja nadal lubię iść do klubu się wyszalec, więc po prostu chodzę z koleżankami i nie ma problemu. Mamy tylko zasadę, że bawię się w swoim gronie, zadnych tańców z obcymi i nie tylko u nas tak to funkcjonuje. Chociaż z tymi "napalencami" Prawda, często nie rozumieją słowa nie i są nachalni i to ogromny minus wychodzenia samej na miasto. Ja zawsze mówię, że mąż poszedł po drinka i zaraz wróci ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      @buczubuczu: ja tego nie wyjaśniłam na początku za co przepraszam- my nie chodzimy do klubów a jedynie na imprezy okolicznościowe- 18tki, studniowka i parę takich. Do klubu chłopaka bym raczej nie zabrała- nie jego klimaty;), moje zresztą ciężko powiedzieć- największa impreza oprócz studniwki i wesel na jakiej byłam była w remizie oczywiście zalewana alkoholem.
      On ogólnie nie lubi takiej imprezowej muzyki, może poza disco polo (toleruje ale woli rock , klimaty a'la studio accantus) ale jeżeli chodzi o electronic, dance czy coś w tyn stylu to nie znosi, tańczyć tez nie lubi xD. Na studniówce mało z nim tańczyłam a też nie chciałam go zostawiać ciągle to byłam lekko pasywna.

    •  

      @salsecon: no ja mialam ostatnio niemila sytuacje.... chociaz szczerze nie mialabym kiedy nawet.... chociazby dzisiaj. On wiecznie w pracy, a ja siedze z dziecmi.... a on raz na jakis czas tez wyjdzie na piwo, ale szkoda mu kasy, wiec czesciej w domu niz z kolegami, a teraz non stop w pracy od rana do wueczora i od poniedzialku praktycznie do niedzieli :) ja kocham tanczyc, moglabym co tydzien chodzic :) nawet bez zadnych drinkow, bo kiepsko sie z nimi tanczy;)

    •  

      Komentarz usunięty przez autora

    •  

      @madiksa: tzn nie zrozum mnie źle - ludzie uwielbiają być "w blasku fleszy" a kobiety szczególnie. I po znalezieniu sobie kochanego faceta, ale takiego statecznego trochę brakuje bycia "kobietą". (tu się zaraz mogą przegrywy zlecieć uwaga :) ). Tego, że uderzasz w miasto, jesteście młode, piękne, jest impreza, są chłopaki, jest robienie głupot itd. To zrozumiałe, ale facet tak o imprezach nie myśli/nie czuje (chyba, że sam jest facetem, który uderzał w miasto, był młody piekny, jest impreza są dziewczyny, wita się z barmanem, zna promotorów - ale takich jest garstka i zazwyczaj nie wchodzą w związki na stałe ;) )

    •  

      @madiksa: disco polo największy rak na muzyce, fuj fuj fuj. Ja od siebie powiem tak - kilka osiemnastek zaliczyłem, wszystkie były wiadomo, że z alkoholem. Większość odchorowałem, bo jak człowiek był młody, to był i naiwny, że hehe jeden kielon wincyj nic mi nie zrobi. Na studiach też miałem w grupie kilku takich, co jak przychodził piątek, to musieli opróżnić kilka butelek czystej, bo inaczej byli chorzy. Wytrzymałem semestr w takim towarzystwie, imprezę na zakończenie pierwszej sesji (wiadomo, chlanie ile wlezie) olałem, zostałem w akademiku i wolałem w spokoju grać na kompie, tym bardziej, że wcześniej Ci sami imprezowicze się do mnie dosrali, że udało mi się wszystko zaliczyć od razu i to w ogóle jest skandal, jak tak można. I się chlanie skończyło, chodziłem sobie na zajęcia, ale miałem już większość pseudo rozrywkowych ludzi w poważaniu. I tak zostało do końca studiów. Nawiązałem sporo normalniejszych znajomości, poznałem sporo ludzi którzy nie muszą walić do odcinki, żeby było spoko, większość z tego nie przetrwała próby czasu i wyjazdu z Krakowa (no zdarza się), kilka tych co bardziej wartościowych zostawiłem i o nie dbam. Teraz, już jako dorosłe chłopy w małżeństwach i z dziećmi jest ciężko umówić się na opijanie moczymord, ale po pierwsze, ja się przez studia już nauczyłem, ile i w jakim tempie mogę pić, żeby się nie poskładać dnia następnego, a po drugie - ci goście też nie są zainteresowani waleniem w palnik do porzygu. Więc jak się już spotykamy, to siedzimy, rozmawiamy, gdzieś tam się ten alkohol wiadomo pojawia, ale ani nie wybieramy miejsc, gdzie trzeba się ciągle drzeć do siebie, ani nie pijemy kto szybciej. I choć moje wyjścia na takie imprezy się skończyły (kuzynostwo jest już dorosłe, kumple po ślubach, wesele moje zaliczone, na pępkowe i chrzciny niespecjalnie mam ochotę na picie do odcinki), to wiem że jak nas spotka okazja to możemy się znowu spotkać i kulturalnie posiedzieć.
      A mnie osobiście, wychodzenie i wciskanie się na imprezy nie kręci. Tańczyć nie umiem, chociaż chciałem się nauczyć, ale ani nam na ślubie się nie udało, ani żona nie jest specjalnie zainteresowana szkołą tańca (nad czym ubolewam, ja chodziłem i wspominam dobrze, choć partnerka do tańca wystawiła mnie do wiatru po 2 miesiącach). Perspektywa wychodzenia w inne miejsca także spoko, ale mieszkamy w takim miejscu że wszędzie trzeba autem. Teatru nie chcemy, bo to nie ten poziom, jaki był kiedyś, w kinach też jest niewiele dobrych filmów, najczęściej naszym łupem padają muzea i wystawy z oprowadzaniem.

      +: madiksa
    •  

      Komentarz usunięty przez moderatora

    •  

      @Panzworkiemkamieni: o znalazł się znawca co nie umie czytać komentarzy, jeszcze ci bordo dokleić przegrywie

Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Mój kolega typowy Seba niedawno zapodał niezłą rozkminę. Ogólnie gość jest stereotypowym osiedlanym Sebkiem bez wykształcenia, piwko z kolegami w środku dnia podczas dyskusji z kolegami w bramie, mieszkanie socjalne, czwórka bombelków, żona typowa Karynka.

    Tak z dupy zapytał się czy wiem kim gardzi najgorzej. Spytałem kim a on na to, że takimi frajerami, co się budzą o piątej czy tam szóstej i lecą do roboty, potem wraca taki wieczorem i nie ma na nic siły. Dzień w dzień, są tacy co nawet w sobotę tak robią, sześć dni w tygodniu jak jakiś niewolnik, potem w niedzielę nawet nie da rady odpocząć bo to jest tak jak z mega kacem, że co to za odpoczynek jak następnego dnia taki pajac musi już znowu gonić.

    Zastanowiłem się chwilę nad tym, i pomyślałem, że w sumie to Seba ma rację. Ludzie często się śmieją z typków jak Seba że to niby podludzie bez perspektyw, ale jak tak sobie porównam kolegów, którzy zostali "Sebami" i tych, którzy wybrali życie w kołchozie, nawet jeśli mają z tego dużo kasy, to taki Seba jest dużo mądrzejszy (nie mylić z inteligencją) i żyje na dużo wyższym standardzie.

    Weźmy na przykład spotkanie z kolegami sprzed lat. Ludzie podobni do Seby są prawie zawsze radośni, uśmiechnięci, mają masę tematów do obgadania, multum zainteresowań, są na bieżąco z nowymi produkcjami, mają kiedy pograć w gry, czynnie uprawiają jakiś sport (czy to siłka czy zwyczajnie co kilka dni gra w kosza pod blokiem), nie bajdurzą o polityce, nie narzekają na wszystko wokół. Są panami swojego losu.

    A taki yuppie? Jak go spotkasz po latach to się zmusi na uśmiech, ale myślami gdzieś daleko. Zupełnie inny człowiek niż dawny dynamiczny chłopak z marzeniami, klasowy śmieszek, z masą hobby. Chcesz z takim pogadać a nie masz o czym. Ględzi o tym jaki to pieprznik w pracy, jak to nie ma czasu na nic. Grasz jeszcze na gitarze? "Od 10 lat nie dotykałem strun." Czytałeś może tę nową książkę [tytuł]? "Zazdroszczę tym co mają czas czytać". Niedługo wychodzi Cyberpunk 2077, ale to będzie petarda! "Za duży jestem na gierki. Ja to teraz nie mam czasu na głupoty."

    I porównaj sobie kolegów z podbazy czy szkoły średniej którzy poszli drogą Seby i tych, którzy pobrali kredyty, spłacają drogie ale reprezentacyjne auta których nie potrzebują, srajfony żeby nie odstawać od kolegi z pracy, 10-12 godzin w pracy bo terminy, 6 dni w tygodniu - porównaj z takim Sebą, który jest bon vivantem naszych czasów. Pełen życia, werwy, pomocny, uśmiechnięty. Bez stresu podchodzi do dnia. Z nim możesz pogadać na wiele tematów, bo nadąża za nowymi produkcjami, gada z ciekawymi ludźmi, w gierki ma czas pograć. Jak chcesz się spotkać na wódeczkę, to i zaraz od tak zaprosi do siebie nawet jak jest środek dnia a ty go spotkasz przypadkowo np. w markecie.

    Seba powiedział dosyć ciekawe zdanie "Ty, mi teść wczoraj powiedział że mam znaleźć robotę na umowę i cały etat to wtedy będę dla tego kraju wartościowy. Kumasz, wartościowy dla kraju mi powiedział. Ale jaką wartość ma taki śmieć co nic tylko tyra, dla jakiegoś obcokrajowca czasami, jak jakiś niewolnik faraona, potem nawet nie ma siły się rozerwać, ryj ma taki smutny bo go nic nie cieszy, na weekend na obiad do teściów bo wypada, ma tam jedno dziecko bo na więcej nie ma czasu a ja mam cztery które będą przyszłością kraju. Będą temu karierowiczowi niewolnikowi i jego żonie się zrzucać na emerytury."

    Miałem bekę z jego słów, co próbowałem ukryć kiwając z uśmiechem głową, ale jak chwilę pomyślałem to on faktycznie miał rację mimo że przekazał ją w mega głupi sposób. Taki mentalny niewolnik ma jedno dziecko, Seba czwórkę. Bierze na wszystkie 500+, ale potem one będą płaciły podatki jak dorosną. Karierowicz często propaguje zimny chów, jest stale zdala od domu, nie ma czasu na dzieci. Seba i Karyna o swoje dbają. Mają z nimi bliski kontakt. Ich związek jest zdrowszy niż takiego niewolniko-karierowicza i jego wybranki. Pójdź w odwiedziny do kolegów i porównaj ich zachowanie w odniesieniu do partnerek. Seba z reguły będzie chwalił żonę, prawił komplementy, okazywał czułość i atencję, widać tę iskrę i uczucie. Gościowi pokazuje że ją ceni i jest z niej dumny. Karierowicz w odniesieniu do żony z reguły zachowuje się w stonowany sposób, bardziej jak chłodny partner, w jej towarzystwie rozmawia na tematy pracy i nudnych pierdół.

    Odnośnie tej "wartościowości" człowieka. Robisz remont, albo samochód ci się zepsuł, a Seba się na tym zna? Wystarczy że powiesz magiczne słowa "nie wiesz ile takie coś będzie mnie kosztowało?" a Seba z reguły odpowie "Mordeczko, zadzwonię po Matiego i ci za darmo zrobimy." Po czym jeszcze tego samego dnia się zjawiają obejrzeć co jest do zrobienia. Jeśli chodzi o "wartościowość" to taki typowy Seba jest bardzo wartościowym, pomocnym człowiekiem, z którym się napijesz, pograsz, powygłupiasz, pomoże ci bezinteresownie.

    Nabrałem niesamowitego szacunku do ludzi których można skwitować określeniem typowy Seba. Zdałem sobie sprawę, że gdy taki pracuś krytykuje faceta jak Seba nazywając patusem, to robi to z zazdrości. Seba pozostał sobą, jest kowalem swojego losu. Nie jest niewolnikiem swojego pracodawcy. Nie musi się stresować, że jak nie będzie robił niczym wół, to znajdą kogoś na jego miejsce i wtedy zostanie z kredytami, opłatami za leasingi i ratami za srajfona.

    Wtedy zdałem sobie sprawę, że patologia to jest taki typek, co zagubił siebie po drodze. Taki truteń, co robi dzień w dzień coś czego nienawidzi, żeby opłacić przedmioty których na dłuższą metę nie potrzebuje. To jest smutne.

    #przemyslenia #gruparatowaniapoziomu #coolstory #bekazpodludzi #praca #pracbaza
    pokaż całość

    odpowiedzi (105)

  • odpowiedzi (6)

  • odpowiedzi (31)