•  

    Trochę deszczu i obwodnica już kawałkami stoi. Powodem dwie stłuczki, które są praktycznie w tym samym miejscu tylko w przeciwnych kierunkach. Kurde, zmieniłbym przepisy i na drogach S i A za stłuczki/wypadki karałbym dużo bardziej niż jakiś tam mandat 300/400 zł. Może chociaż kilka osób by się ogarnęło.
    #gdansk

    •  

      @krootki: powinni stać i gnoić jadących na zderzaku. 120km/h a tacy potrafią jechać 5m za sobą (╯°□°)╯︵ ┻━┻

    •  

      @krootki:
      Do tego możliwość występowania z roszczeniem do sprawcy wypadku o rekompensatę za utracone korzyści związane ze staniem w korku wywołanym przez ten wypadek.

    •  

      @Polinik: Tutaj czasami ciężko bo akurat dzisiejsze stłuczki w żaden sposób nie blokowały drogi - wszystkie auta stały na pasach rozbiegowych/zjazdowych. Co z tego - każdy musi zwolnić i obejrzeć i robią się korki.

    •  

      @krootki:
      Jakby nie było wypadku to by nie było korków.
      I te korki nie są dlatego, że każdy zwalnia, żeby popatrzeć. Każdy zwalnia bo jest korek.
      Wystarczy, że przez chwilę kilku kierowców zwolni (bo trudno nie zwolnić, jak widzisz przed sobą, jak jedna fura wjeżdża w dupę drugiej a po chwili kierowcy wysiadają zobaczyć co się stało), zaraz za nimi zwolnią kolejni i kolejni -- i tak korek trwa godzinami, mimo, że droga przejezdna.

      https://www.youtube.com/watch?v=Suugn-p5C1M
      https://traffic-simulation.de/ring.html

      Oczywiście nie piszę tu o korkach w przeciwną stronę, chociaż tu ta sama zasada -- mimo, że jezdnia oddzielona barierką, to jak widzi się wypadek, to się odruchowo zwalnia, dla bezpieczeństwa.

    •  

      @Nie_znany: z dwa tygodnie temu na obwodnicy samochód dhl trzymał mi się na dupie może 30cm.... przy 130km/h

    •  

      @Polinik: wierzę, że po dokładniejszym przemyśleniu, zdajesz sobie sprawę, że taka konstrukcja w prawie, przyniosłaby więcej złego niż dobrego i dlatego jej nie ma :)

    •  

      @Profil_Internetowy:
      Wiem, wiem.
      Niemniej dla jakichś skrajnych przypadków przydałaby się taka możliwość.
      Np. Jeśli debil rażąco narusza zasady ruchu drogowego (np. ten durny Niemiec ostatnio co wpierdolił się przez 3 pasy ruchu pod tramwaj), korkuje miasto, przez co ktoś jadący na lotnisko stoi 2h w korku, przez co przepada mu wart parę tysięcy przelot.

      Nie mówię tu o jakiejś automatycznej procedurze, tylko na jakieś skrajne wypadki, kiedy ktoś ponosi naprawdę dużą stratę przez rażącą bezmyślność jakiegoś kretyna -- i jest w stanie udowodnić zarówno swoją stratę jak i bezsprzeczną winę tego drugiego. Bo w końcu w wypadku poszkodowani są nie tylko uczestnicy kolizji ale też tysiące kierowców, którzy stoją w rozlewającym się po całym mieście zatorze.

    •  

      @Polinik: takich należy karać bezwzględnym pozbawianiem praw do prowadzenia pojazdów i ew. więzieniem. Tylko niezwykle trudno jest udowodnić rażącą bezmyślność, zaniechanie, naruszenie itp. w "wypadku" który jest nieprzewidziany z definicji.

      A takie loty, nie wiem czy da się ubezpieczyć, ale nie bez powodu odprawy zaczynają się tak wcześnie i należy być na lotnisku nie za pięć dwunasta. Równie dobrze, starszy pan może mieć zawał i przepuszczając karetkę na akcje reanimacyjną, a potem trafiając na zamknięty przejazd opóźnionego pociągu, nie będziesz skarżył dziadka i pkp.

    •  

      @Profil_Internetowy:
      Owszem, dlatego pisałem, że ktoś stoi 2h w korku. Wystarczyłoby, żeby udowodnił, że zachował rozsądną rezerwę na wypadki losowe. Ale podróż 3h na lotnisko zamiast 0,5h to już nie jest rozsądna rezerwa.
      A co do dziadka i karetki -- to to jest przecież wypadek losowy, siła wyższa, dobro wyższego rzędu, które siłą rzeczy jest ważniejsze od dobra materialnego. I nie da się tam wskazać winnego. W przeciwieństwie do spowodowania wypadku bezmyślnością.

      Tylko niezwykle trudno jest udowodnić rażącą bezmyślność, zaniechanie, naruszenie itp. w "wypadku" który jest nieprzewidziany z definicji.
      Ale jak po takim wypadku będzie śledztwo, akt oskarżenia i wyrok stwierdzający rażące naruszenie -- to już mógłby być dość silny argument w ewentualnym pozwie cywilnym.

      Ogólnie to mnie boli, że poszkodowanymi w kolizjach są nie tylko uczestnicy kolizji, ale też tysiące innych ludzi, którzy nie mogą w żaden sposób dochodzić zadośćuczynienia, jeżeli w wyniku korka poniosą dość dotkliwe straty.

    •  

      @cubexxx: mnie dobry rok temu rozśmieszyła przez wkurwienie karetka, której w lusterku widziałem tylko maskę, nawet bez świateł. I nie, nie jechała na sygnale. Niech mi ktoś drogę zajedzie, to on nawet nie zauważy. A to wszystko przy 140.

    •  

      @Polinik: ja Cię rozumiem doskonale, ale to jest niewykonalne. Serio. Nie ma takiego śledztwa by to ogarnąć, musiałby być pijany, albo mieć nagraną bardzo agresywną i nieprzepisową jazdę.

      Zobacz.

      Jadę sobie normalnie i nagle przed zielonym światłem hamuję i jest kolizja. I po to jest ta zasada, że ten co wjechał jest winny, bo nawet jak on ma kamerę i powie, że ja bez powodu zahamowałem, to ja powiem, że mnie serce zabolało i zachowałem należytą ostrożność, albo byłem przekonany, że dziecko mi wybiega i wolałem nie ryzykować, ale zwolnić i się upewnić. I tyle, nara. Nie da się udowodnić takiej straty. Papuga powie że powinieneś wziąć taksówkę zamiast własnego auta (co jest ekonomicznie uzasadnione) i ją zmienić i jechać na około. Taki przykład daje tylko, bo ja też nie nie znam na prawie, ale na chłopski rozum, nie do wygrania sprawy.