•  

    Według mnie teologia jest antytezą nauki. Rzucałem teologom wyzwanie, żeby podali mi jakiś przykład tego, że w ciągu ostatnich 500 lat teologia wniosła jakikolwiek wkład do wiedzy. Odpowiedź, jakiej zazwyczaj udzielają, jest w formie pytania do mnie: A co pan rozumie przez wiedzę?, co oznacza, że faktycznie żadnej odpowiedzi nie mają.(…) Można zapytać o każdą inną dziedzinę nauki i na ogół da się znaleźć jakiś wkład wniesiony do wiedzy, ale teologia zawsze była chodzeniem w kółko wewnątrz innych kółek aż do znudzenia… Jest prawie nieprzyzwoitością, że w ogóle traktuje się ją z jakimkolwiek szacunkiem. To prawda, że istnieją działy teologii, które mogą być użyteczne, ale są one aspektami innych dyscyplin naukowych, na przykład historia religii jest fascynująca, ale ją można studiować na wydziałach historycznych; tak samo gdy chodzi o filozoficzne zagadnienia teologii czy archeologię. Jednakże jej funkcjonowanie jako jedynej w swoim rodzaju dyscypliny naukowej usiłującej zrozumieć i przydać wagi świętym pismom, jak gdyby miały one jakieś znaczenie poza tym, że są historycznymi dokumentami z epoki żelaza lub czasów wcześniejszych, jest groteskowe i niedorzeczne.

    Doznawałem olśnienia w czasie publicznych debat z teologami, poważnymi teologami, gdy zdawałem sobie sprawę z tego, jak trudne jest dla ludzi inteligentnych, bo oni są ludźmi inteligentnymi, usiłowanie wydobycia jakiegoś sensu z tego, co sensu nie ma. Zdumiewające są te ścieżki logiki i wnioskowania, po których się poruszają kręcąc się w kółko… Było dla mnie objawieniem obserwowanie, jak zręczni w oszukiwaniu siebie i innych potrafią być ludzie, gdy są inteligentni. Myślę tu o tych przyzwoitych, uczciwych, którzy naprawdę się starają. Kłopot jednak polega na tym, że oni mają gotową odpowiedź zanim w ogóle zadadzą jakieś pytanie, co właśnie stanowi antytezę nauki. Mówią, OK., te święte pisma mają boskie pochodzenie, no to teraz spróbujmy zrozumieć w jaki sposób wszystko tam opisane się dzieje i jaki ma sens. Przyjmują takie założenie, ale oczywiście jest to założenie, które powinno być doświadczalnie sprawdzone, a wszystkie możliwe doświadczenia wykażą, że jest ono fałszywe. Zatem problemem, który ja tu mam jest przyjmowanie niedorzecznego wniosku, a potem próby znalezienia racjonalnej drogi do tego wniosku.
    Lawrence Krauss
    #religia #teologia #pseudonauka #przemyslenia #cytaty #neuropa #dzbanywiary

    źródło: 2.bp.blogspot.com

    •  

      @robert5502: Nauka z definicji jest empiryczna i falsyfikowalna (za Popperem) więc teologia (czy filozofia jako taka) zajmująca się rzeczami niefalsyfikowalnymi i niesprawdzalnymi empirycznie nie jest nauką [w znaczeniu science] w związku z tym nie ma w niej żadnej 'wiedzy' w zrozumieniu naukowym.
      Ludzie próbujący traktować filozofię jak naukę zawsze mnie bawią.

    •  

      @TotalDisaster: Teza o falsyfikowalności tez naukowych sama jest niefalsyfikowalna. Popperowi wykazano kardynalne błędy niemalże sto lat temu. Nie twierdzę, że teologia jest nauką, daleko mi do tego, ale - litości - powoływanie się na leciwe banialuki nie pomaga.
      Nadrabiaj, bo sporo się wydarzyło w międzyczasie.

    •  

      @biliard: Niestety rzuciłem studia w międzyczasie ( ͡° ͜ʖ ͡°) ale w sumie z ciekawości możesz mi polecić dobrą krytykę Poppera albo lepszą teorię epistemologiczną, bo osobiście pogląd Poppera mi podszedł po prostu

    •  

      @TotalDisaster: Dla przeciwwagi koła wiedeńskiego oraz współpracowników dobrze jest sięgnąć po Strukturę rewolucji naukowych Kuhna, w szczególności do koncepcji paradygmatu. Ujęcie to co prawda nie stawia aż tak wyraźnej lini demarkacyjnej, oddzielajacej naukę od metafizyki (co niegdyś zdawało się być kluczowe), ale za to ukazuje złożoność zjawisk wiedzotwórczych bez uproszczeń, sprowadzania nauki do banalnych schematów.
      Trzeba tylko uważać, by nie przesunąć się zbytnio w stronę socjologii wiedzy... ( ͡° ͜ʖ ͡°)