•  

      @EagleOfFreedom: Angielski to jest kretyński język, okropnie niejednoznaczny w porównaniu do Polskiego, niektóre słowa mogą mieć po kilkadziesiąt znaczeń (większości normalnie się nie używa, albo już się nie używa albo w poszczególnych regionach się używa tylko części z nich) ale pokaż mi słowa w języku polskim, które będzie miało tyle znaczeń. Co więcej można skonstruować takie zdanie, które bez kontekstu będzie mogło znaczyć kilkadziesiąt różnych rzeczy.

      Na wszystko są ścisłe reguły, wszystko jest uporządkowane, 16 czasów na każdą okazję, do póki nie zajdzie jakiś wyjątek. Tylko, 5 samogłosek dla ułatwienia, …które czyta się na około 30 sposobów.

    •  

      @r4do5: Akurat język polski jest bardzo bogaty jeśli chodzi o wulgaryzmy, gdzie pojedyncze słowo ma dziesiątki znaczeń w zależności od kontekstu. Zjebałem, zajebałem, podjebałem, wyjebałem, do tego dodaj krakowskie: zdupcyłem, zadupcyłem, wydupcyłem, przedupcyłem itd. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      @promateosz: No przecież ja nie zaprzeczam xd

    •  

      @r4do5: "smoke a fag" to slang. Slang rządzi sie swoimi wlasnymi nieokreślonymi zasadami i zazwyczaj ma niewiele wspólnego z metodyka jezyka, z ktorego sie wywodzi.

    •  

      Angielski to jest kretyński język

      @r4do5: prawda, do teraz mnie boli dupa, że to angielski jest najpopularniejszym językiem. Mogli mnie chociaż rodzice go nauczyć, żebym się z tym gównem nie musiał męczyć. Już kij z tymi idiomami, ale wymowa to jest pojebana https://www.youtube.com/watch?v=tfRSvTSY0d4&t

    •  

      @xVolR: Śmieją się z nas, że mamy problemy z angielskim ale mam wrażenie, że dla Polaków jest to szczególnie ciężki język. Gdy w szkołach puszczali nam nagrania, nigdy nie mogłem ich zrozumieć w pełni, nawet tych na niższym poziomie. Dopiero, gdy miałem więcej wolnego czasu, po 3 latach oglądania filmów i seriali praktycznie codziennie zacząłem rozumieć ze słuchu.

      Natomiast jak włączę sobie na youtube filmik o włoskiej kuchni od razu słyszę słowa po włosku, mimo że nigdy się nie uczyłem tego języka.

    •  

      @r4do5: Bo szkoła nie uczy języka tak jak się powinno to robić, tylko robisz zadania i wkuwasz gramatykę na pamięć, a gdy przyjdzie do rozmowy po ang, to leżysz, bo nigdy w tym języku się nie komunikowałeś, więc zamiast mówić normalnie to będziesz w głowie myślał jakiego czasu użyć i będziesz tłumaczył sobie zdanie z angielskiego na polski, a tak to sie nigdy nie dogadasz. Mówienie i słuchanie to podstawa w nauce języka, czego szkoła nie uczy. Ja się nauczyłem angielskiego tylko dzięki internetowi

    •  

      @promateosz: samo skurwilem można użyć na dziesiątki sposobów

    •  

      @wiem_wszystko: Podałem tylko przykłady. Opracowanie polskich wulgaryzmów w zależności od kontekstu to materiał na doktorat. I nie pisze tego z żadnym przekąsem.

    •  

      @r4do5: Polska za to ma swoją inną czarną stronę, a mianowicie odmiany i np. takie słowo "piec" (jako lemat w tej właśnie formie) może mieć około 140 różnych znaczeń. To sprawia, że takie rzeczy jak rozmowa z botem po polsku jest daleko poza naszym zasięgiem.

    •  

      @r4do5: w zasadzie to w języku angielskim mamy cztery czasy: zaprzeszły, przeszły, teraźniejszy i przyszły. Cztery czasy razy cztery aspekty każdego, daje 16 konstrukcji zwanych potocznie "czasami". Tylko że jeśli wliczamy aspekty do czasów, to w języku polskim musimy zrobić podobnie - cztery czasy razy dwa aspekty (dokonany i niedokonany) i wychodzi ich 8.

      Niby mniej... Ale każdy czasownik odmienia się przez czasy, tryby, osoby, liczby, aspekty oraz formy czynną i bierną. To daje 68 form fleksyjnych. Więc naprawdę, angielski przy tym to pikuś i wzór sensowności i zwięzłości. Jedyny problem to faktycznie niespójność w wymowie, to jest koszmar.

    •  

      @xVolR: pierdolenie nieuków. Oczywiste, że jak ktoś się dobrze uczył to będzie mówić tysiąc razy lepiej od tych co nie. A czasy się przydają, chyba, że chcesz gadać jak jakiś lud plemienny. Czego kiedyś brakowało w nauce angielskiego to wymowy, ale w dzisiejszych czasach to nadrobiono. Jak znasz dobrze czasy, to uczysz się ich używać też w mowie.

    •  

      Oczywiste, że jak ktoś się dobrze uczył to będzie mówić tysiąc razy lepiej od tych co nie

      @Everything_is_a_social_conspect: to zależy, jak kto był uczony. Co z tego, że na papierze potrafiłem pisać skomplikowane elaboraty z perfekcyjnym wykorzystaniem conditionali a czasowniki nieregularne miałem w małym paluszku, skoro w najprostszej konwersacji nie byłem w stanie wydukać jednego zdania? Prawie osiem lat uczyłem się języka, zanim nie zapisałem się do bardziej renomowanej szkoły, gdzie stawia się na konwersację, i po jednym semestrze już byłem w stanie uczestniczyć w dyskusji - różnica była kolosalna.

    •  

      @Everything_is_a_social_conspect: czy ja wiem czy @xVolR: pierdoli jak nieuk, ja uważam że nie, uczyłem się angielskiego kupe lat, praktycznie sztywna nauka gramatyki a aktualnie pracuje w międzynarodowej korpo gdzie w sumie są hindusi, turcy, włosi itp i powiem Ci że praktycznie się używa 3-4 czasów i wszyscy się dogadują, nikt się nie pierdoli że zamiast i have never suck dick before powie i never suck dick czy cokolwiek, dlatego polska szkoła IMO okaleczyła nauke języków bo praktycznie w 90% nauka w szkole wygląda na kucie kiedy uzyć jakiego czasu, też tak myślałem dopóki nie trafiłem w międzynarodowe środowisko gdzie każdy się raczej dogaduje. Gorszy jest brak słownictwa niż to że źle czasu użyłeś, a nawet jeśli nie znasz słowa tylko wytłumaczysz o co chodzi to i tak nikomu to nie przeszkadza i wszystko gra, także nauka nauką a życie życiem

      Może jakbym pracował w ambasadzie USA/UK i miał do czynienia z wysokimi rangą urzędnikami to może inaczej to wygląda, ale na chwile obecną nie ma sensu się aż tak brandzlować co do gramatyki itp

    •  

      @AtoMan: ja jak byłem za granicą, to mówiłem dużo lepiej od Polaków tam mieszkających i pracujących nawet z angolami, a po prostu pilnie uczyłem się w szkole i nie mieszkałem za granicą. Może obaj mamy rację i nie ma zasady

    •  

      @lets_gou_tnijmy_wuosy: miałem w życiu nieraz sytuację, w której mówiłem, że nigdy czegoś nie zrobiłem, albo że coś właśnie robiłem, albo gdyby. Ja takich formuł używam na co dzień i bolałoby mnie gdybym ich nie umiał i musiał mówić typu kali jeść kali pić

    •  

      @Everything_is_a_social_conspect: no i takie formuły OK, bardziej się zastanawiałem czy używasz wszystkich 16 czasów, tymbardziej past perfect continuous itp?

    •  

      @xVolR: dla mnie najważniejsze w nauce angielskiego u dzieci są wymowa i gramatyka, bo budują mocną bazę na przyszłość.
      Na komunikacji warto się skupić w przypadku dorosłych, którzy po kilkumiesięcznym kursie od zera mają już rozmawiać z native'ami.

      Natomiast jak włączę sobie na youtube filmik o włoskiej kuchni od razu słyszę słowa po włosku, mimo że nigdy się nie uczyłem tego języka.

      @r4do5: kwestia fonemów. W angielskim żadna samogłoska nie brzmi tak jak w polskim.

    •  

      @NieRozumiemIronii: No właśnie o tym mówię. Chyba łatwiej zacząć naukę języka, gdzie od razu prawie wszystko się słyszy, niż takiego gdzie wiele miesięcy i setki godzin zajmuje osłuchanie się, żeby cokolwiek zacząć słyszeć?

      dla mnie najważniejsze w nauce angielskiego u dzieci są wymowa i gramatyka, bo budują mocną bazę na przyszłość.

      Ja tego tak nie widzę. Uważam, że ćwiczenia gramatyki są bez sensu, może co najwyżej warto zasygnalizować, że jakaś konstrukcja gramatyczna albo czas istnieje ale nie ma sensu tego ćwiczyć. Jak się słucha języka to człowiek słyszy te konstrukcje i się zastanawia dlaczego właśnie tak jest. Później można powtarzać, modyfikować i wcale nie trzeba klepać uzupełniane z książki.

      +: kzw
    •  

      Chyba łatwiej zacząć naukę języka, gdzie od razu prawie wszystko się słyszy, niż takiego gdzie wiele miesięcy i setki godzin zajmuje osłuchanie się, żeby cokolwiek zacząć słyszeć?

      @r4do5: nie chyba, ale na pewno :D. Z popularnych języków pod tym względem najtrudniejsze będą dla Polaka tonalne jak język wietnamski czy chińskie.
      Najłatwiejszy imo hiszpański w odmianach latynoskich, portugalski i ukraiński.

      A i tak warto się uczyć takiego jakiego potrzebujemy albo jaki nam się spodoba, tylko być przygotowanym, że po pół roku nauki jednego można na luzie udzielać wywiadu przed kamerą w lokalnej telewizji, a po tym samym czasie nauki trudnego tłumaczyć przy kasie, że chcesz kupić grejpfruta a nie kutasa :).

    •  

      @NieRozumiemIronii: Właśnie zacząłem naukę hiszpańskiego i niby jest spoko ale problem mam taki, że oni praktycznie nie oddzielają słów. Chociaż w angielskim mówcy potrafią sylaby łączyć między słowami to jest jakiś rytm a w hiszpańskim mam problem z wykminieniem tego.

      W szkole uczyłem się niemieckiego i myślałem, żeby wrócić do niego ale ten język to horror a Niemieckiej kultury nie trawię. Wszystkie ich filmy są albo o wojnie albo o jakichś zboczeniach, soft porno. Natomiast nie dawno zobaczyłem kilka seriali hiszpańskich, bardzo mi się spodobały i w ogóle ich kultura wydaje mi się ciekawa, więc chcę mieć możliwość jej poznawania w oryginale.

    •  

      @Everything_is_a_social_conspect: no chyba nie xD możesz mieć zdane egzaminy, idealnie pisać, a słowa nie powiesz. Uczyć się trzeba gramatyki, ale przede wszystkim dużo mówić i słuchać. Nawet nauczyciele języka (native) o tym mówią
      @xVolR: @r4do5: szkoły mają chujowy system nauczani, też się zawsze bałem w sumie Anglika i go nie używałem, od czasu, gdy uczę się sam jest inaczej. Nie skupiam się na gramatyce, a w szczególności dużo mówię i słucham.

    •  

      @papierowy_ludzik: przecież na poważnych egzaminach masz mówienie xd Nawet na fce

    •  

      @lets_gou_tnijmy_wuosy: nikt ich nie używa, nawet jak oglądam filmy to 90% dialogów jest właśnie w 4 czasach. Mało kiedy używa się tych całych prefektów.

    •  

      @papierowy_ludzik: chyba zartujesz, present perfect jest czesciej uzywany w filmach z usa niz past simple

    •  

      @papierowy_ludzik: no dokładnie o to mi chodziło, present simple, continuous, past simple, present perfect i dziękuje, tyle jest w praktyce używanych języków,

    •  

      @theystalkedmeb4: true, napisałem wyżej do kolegi, dość często się słyszy present perfect

    •  

      problem mam taki, że oni praktycznie nie oddzielają słów.

      @r4do5: możesz zacząć od słuchania Meksykanów, Peruwian, Boliwijsczyków. Z reguły mówią wolno, z polack-friendly akcentem.

    •  

      @NieRozumiemIronii: Dzięki, a może miałbyś jeszcze jakąś wskazówkę na temat ćwiczenia mówienia (nie tylko do hiszpańskiego ale też do angielskiego)? Jak z kimś rozmawiam sam na sam to nie za bardzo mam coś do powiedzenia, nawet po polsku. Lepiej mi się ćwiczy w grupie, bo wtedy zawsze coś wymyślę do wtrącenia albo coś skomentuję.

    •  

      @r4do5: pytasz o umiejętności komunikacyjne czy wymowę?

    •  

      @NieRozumiemIronii: O umiejętności komunikacyjne, wymowę można ćwiczyć całkowicie samemu.

    •  

      @r4do5: Bez przesady, brytyjski jest pojebany, ale w amerykańskim używa się max 3 czasów

    •  

      @r4do5:
      Kilka ćwiczeń na mówienie w samotności:
      1. Zacznij od nauki opisywania obrazków. Jeśli nie masz żadnego podręcznika to można ściągnąć i wydrukować, albo poprostu korzystać z książek dla dzieci. Ładnie boostuje to słownictwo i automatyzuje formy opisujące. W internecie są przykłady jak opisywać od poziomu 0 ("To jest pies. Pies jest duży i brązowy".) do rozbudowanych opisów.
      2. Naucz się mówić o sobie - znowu, od prostego przedstawienia się po historię swojego życia z losowymi anegdotkami.
      3. Opowiadanie - bierzesz kilka obrazków z tymi samymi postaciami, bez napisów i opisujesz historię na ich podstawie. Mogą być zabawne, straszne, chore - mózg lepiej zapamiętuje gdy uczysz się podczas takiego twórczego procesu.
      4. Jak mieszkasz w dużym mieście to są grupki na facebooku "Latinos en Varsovia", "Expats in Cracow" itp. gdzie nejtiwi z chęcią spotkają się na piwo i możesz poćwiczyć umiejętności praktyczne.

      Jak z kimś rozmawiam sam na sam to nie za bardzo mam coś do powiedzenia, nawet po polsku.
      Nic nie stoi na przeszkodzie spotkać się w większej grupie.

      wymowę można ćwiczyć całkowicie samemu.

      @r4do5: imo to najtrudniejsza część nauki języka, bo ćwiczenie wymowy jest bardzo żmudne i nawet z nauczycielem powtarzanie godzinę sylab i głosek się zajebiście dłuży.

    •  

      @NieRozumiemIronii: W sumie intuicyjnie mniej więcej stosowałem te sposoby. Po prostu zadania z podręcznika do angielskiego robię sam ze sobą, albo jestem dwoma stronami dialogu na raz albo sobie wyobrażam co mogłaby powiedzieć druga osoba i tylko odpowiadam tej wyimaginowanej osobie.

      Uczenie się na jakimś kursie albo w szkole ma taki plus, że daje regularność a z tym mam jednak największy problem, porobię coś przez 2 tygodnie a potem miesiąc albo 2 nic nie robię i w ten sposób mój angielski utrzymuje się mniej więcej na stałym poziomie.

    •  

      @theystalkedmeb4: mój błąd - present tak, w sunie często sam go używam, ale perfecty future/past? Naprawdę rzadko, tak samo rzadko ktoś ich uzywa w podcastach

    •  

      @promateosz: to, ze jakies slowo ma wiele znaczen oznacza, ze jezyk jest ubogi - bo brakuje w nim slow i trzeba odmieniac obecne

      To, ze jezyk mamy wulgarny to inna sprawa

    •  

      @darvd29: z tym zaprzeszłym w języku polskim to tak różnie, bo jest on u nas tak rzadko używany, że powoli staje się archaizmem. Co do liczby i rodzaju to jako, że polski jest tak zwany językiem "pro-drop" to ich potrzebujemy, żeby móc między innymi omijać właśnie zaimki osobowe.
      Według mnie język polski jest bardziej przejrzysty jeśli chodzi o komunikacje oraz w pewnym sensie łatwiejszy w wymowie.