•  

    Co jakiś czas napiszę sobie jakiś wpisik pokazujący akrobacje i gimnastyki mentalne teologów mające jakoś pogodzić niepogodzone, ale co mogę ja- skromny żuczek z ograniczonym czasem, wiedzą i intelektem. Lepiej sięgnąć po kogoś kto robi to full-time. Panie i Panowie, przed państwem co smakowitsze kąski z tekstu Tadeusza Zatorskiego (wszystkie cytaty stąd) pokazujące jak daleko są w stanie posunąć się teologowie w przypadku kiedy fakty mówią jedno, ale przywiązanie do historii i strach przed przyznaniem się samemu przed sobą do niewiary biorą górę:

    Paul Tillich:

    „Bóg nie istnieje. Jest byciem-samym-w-sobie poza esencją i egzystencją. Dlatego dowodzenie, że Bóg istnieje, to przeczenie mu”.

    Johann Salomo Semler

    „Cuda i znaki są tedy podług historii rzeczywiste, a więc opisane proprie – umysł współczesnych oczekiwał bowiem takich cudów i znaków. Skłonność ta należy wszakże jeszcze do świata żydowskiego i pogańskiego, nie ma w sobie nawet zaczątków duchowego doświadczenia i wiedzy, bardziej więc przynależy do powszechnej psychologii niż do istoty właściwej religii chrześcijańskiej. Ludzie, którym zdarzają się owe cuda, sami nie są jeszcze chrześcijanami w duchu. Dlatego przytrafiają się one tym, którzy pozostają jeszcze niechrześcijanami”

    Karl Rahner

    Jeśli bowiem „jako tacy i w pierwszej kolejności byliby przedmiotem poznania naturalnego” oraz de facto jego produktem, to oznaczałoby to, że można je wyłączyć poza nawias „dziejów Objawienia”, albowiem „poznanie naturalne” powstaje poza nim i niezależnie od niego, a zatem „nie ma gwarancji” związanych z objawieniem go przez samego Boga[17], co sprawia, że kwestia ich istnienia traci swą pierwotną religijną wagę. Oczywiście Rahnerowi znane są wypowiedzi IV Soboru Laterańskiego oraz stanowisko Pawła VI w tej materii, zawarte w dokumencie z 15 listopada 1972 r., ale przecież nie przesądza to jeszcze wszystkiego. Jego zdaniem, choć Nowy Testament istnienie aniołów i demonów zakłada jako „oczywiste”, to przecież koncentruje się nie na tymże „istnieniu”, lecz na „ostatecznym pozbawieniu mocy owych »Zwierzchności« i » Władz« przez Jezusa Chrystusa i jego ducha”

    w toku jego rozumowania: aniołowie to siły napędzające i porządkujące procesy kosmiczne, ale zarazem „produkt końcowy pewnej ewolucji świata”, istoty o charakterze raczej „eschatologicznym” niż „protologicznym” – autor zaznacza jednak, że „istnieją tu z pewnością niejakie trudności oraz niejasności”[23] i niełatwo się oprzeć wrażeniu, że najchętniej odstąpiłby temat teologom przyszłych wieków, ograniczając się jedynie do mgławicowych „napomnień”, skierowanych z jednej strony do fundamentalistów, z drugiej zaś do zwolenników „prymitywnego racjonalizmu”[24]. Uderzająca jest przy tym – granicząca wręcz z natręctwem – częstotliwość, z jaką autor posługuje się w odniesieniu do aniołów zdaniem warunkowym: „jeśli istnieją”

    Charles Meyer

    „dzisiejsi teologowie skłaniają się coraz bardziej ku temu, by postrzegać diabła raczej jako personifikację (…) zła niż czynnik osobowy, odpowiedzialny za nie w dużej części”[28], ale – opierając się na publikacjach Ericha von Dänikena (!) i niejakiego Duncana Lunana, głoszącego pogląd, jakoby w pobliżu Ziemi znalazł się na początku XX w. pojazd kosmiczny obcej cywilizacji, który przesłał Ziemianom zakodowany komunikat – daje także do zrozumienia, że można by rozważyć możliwość uznania aniołów za pasażerów UFO[29], co w jego przekonaniu mogłoby przydać im współcześnie więcej wiarygodności.

    O historyczności Ewangelii

    Ten historyczny charakter relacji ewangelicznych podkreśla również nowy Katechizm: „(…) Nie można interpretować Zmartwychwstania Chrystusa poza porządkiem fizycznym i nie uznawać go za fakt historyczny”[33]. W swoim gronie, to znaczy na łamach niskonakładowych pism fachowych, teologowie bywają już znacznie mniej kategoryczni: „Zmartwychwstanie Jezusa przekracza granice naszego świata – w tym różni się od zmysłowo dostrzegalnego cudu. Nie można go określić jako faktu czy wydarzenia historycznego w potocznym tego słowa znaczeniu. Możemy mówić o wydarzeniu historycznym w znaczeniu szerszym, tzn. zmartwychwstanie jest wydarzeniem na przestrzeni historii, dotyczy historycznej postaci Jezusa z Nazaretu i jest dopełnieniem całej historii. Takie wydarzenie jest dostępne tylko przez wiarę”[34].

    Zdarzenia relacjonowane przez Ewangelistów są więc wydarzeniami historycznymi, ale jakby historycznymi inaczej. Wymagają powołania do życia jakiegoś nowego rodzaju historyczności. Można go nazwać na przykład „nadhistorycznością”[35]. Ewangelie nie tracą zatem swego charakteru „historycznego”, ale jednocześnie wymykają się falsyfikującym narzędziom historyka, fizyka czy biologa, niesięgającym już oczywiście żadnej „nadhistoryczności”.

    Paul Schutz

    Sam problem nie był zresztą nowy, bo już pierwsze gminy chrześcijańskie stanęły przed koniecznością uporania się z pytaniem, dlaczego paruzja tak bardzo się opóźnia. [...] konstruuje pojęcie takiego „alternatywnego” czasu, nietożsamego z linearnym „kauzalnym” czasem historii, w którym – jak wiadomo – paruzja nie nastąpiła. To, jak go nazywa, czas „paruzjalny”, „drugi, inny sposób bycia w czasie (…). Ten czas istnieje tam, gdzie się wierzy. Zapadł się tylko gdzieś pod ciśnieniem świadomości, która ze wszystkich sił pragnie być świadomością naukową. To czas niezauważany, czas milczący, ale czas, który jest. Czas, który (…) »przebija« za sprawą jakiejś ‘mutacji’ każdy moment czasu kauzalnego; czas, w którym człowiek przeżywa w wierze całą swoją egzystencję, tak przed 2 000 lat, jak i teraz i w każdej innej epoce; czas, w którym wszystkie czasy zrzucone zostały ‘na jeden stos’(…)”

    Alfred Loisy

    „Pan von Hügel, który tak odważnie mnie broni, w przeciwieństwie do mnie wierzy w boskość Jezusa Chrystusa. To co prawda częściowo metafizyczna logomachia, jednak ja rzeczywiście w boskość Jezusa nie wierzę bardziej niż Harnack czy Jean Réville, a Wcielenie uważam za mit filozoficzny. W mojej religii Chrystus zajmuje miejsce pomniejsze niż u liberalnych protestantów; do Objawienia Boga Ojca, które przypisują oni Jezusowi, przykładam bowiem wagę mniejszą niż oni. Jeśli pod względem religijnym zajmuję jeszcze jakieś stanowisko, to ma ono raczej charakter panteistyczny, pozytywistyczny i humanitarny niż chrześcijański”

    Eugen Drewmann

    „Wierzę w Boga na dwa sposoby. Wierzę po pierwsze w to, że nauki przyrodnicze bliskie są naszkicowania nowego obrazu także myślenia teologicznego. Oczywistą czynią one konieczność respektu dla pewnego samoorganizującego się systemu. Nie możemy już o duchu i o materii mówić w taki sposób, jak przyzwyczailiśmy się do tego na chrześcijańskim Zachodzie. Odkrywamy, że duch jest strukturalną właściwością wszystkich złożonych systemów. Myśl wytwarza sama siebie na drodze ewolucji. Bóg jest w tym sensie czymś, co rozwija się samo w świecie i wraz ze światem. To koncepcja o wielkim ładunku poezji i twórczej siły, także mądrości, budząca skojarzenia z panteizmem, która w nowy sposób pojmuje koegzystencję człowieka z żyjącymi obok niego stworzeniami. (…) Drugi punkt: lęku, wyzwolonego przez to, że ludzie stali się indywidualnościami, nie da się już nigdy odegnać. Należy on do nas, jest częścią naszej osobowości i wolności, naszej zdolności do autorefleksji. Uważam wiarę w Boga osobowego za pilny postulat będący odpowiedzią na ludzki lęk. Sądzę, że to miał na myśli Jezus, pragnąc dodać nam odwagi i zachęcić, abyśmy postawili stopę na lustrze wody i poczuli, że otchłań nas unosi, jeśli się tylko zaufa. Oba te obrazy Boga (…) są antytetyczne. Ale uważam za możliwe, że chrześcijańska nauka o Trójcy okaże się zdolna do połączenia ze sobą tych biegunów”

    #religia #chrzescijanstwo #bekazkatoli