•  

    Zmęczył mnie już ten cały fakefriday, dlatego ogłaszam jedyne prawilne i prawdziwe blakfrajdejowe #rozdajo └[⚆ᴥ⚆]┘

    Do wygrania są trzy egzemplarze książki (za 0 zł, a nie jakieś kody rabatowe) Łowcy z kotłowni. Dziki świat finansowych naciągaczy autorstwa Mateusza Ratajczaka. Autor zatrudnił się w jednym z januszowych call-center, gdzie wszystkim marzy się kariera Jordana Belforta. Opisał cały chory szajs, jaki się tam odstawia - obrażanie klientów i szamańskie rytuały panów menadżerów (video niżej). Pozycja ciekawa i intrygująca. Są gołe baby, ale nie wiem nic o karłach.

    Warunki są proste - dajesz plusika i wklejasz w komentarzu swoją ulubioną pastę. Uważajcie, na sami wiecie którą pastę - platynki nie biorą udziału w zabawie. (╭☞σ ͜ʖσ)╭☞
    Wygrywają trzy, przy których najbardziej się uśmieję.

    Więcej okazji i sposobów na dorobienie sobie kilku stówek miesięcznie znajdziecie pod moim tagiem #kasazpromocji i na blogu.

    Ogłoszenie wyników we wtorek o 19:30.

    Wołam:

    pokaż spoiler @DzorDzoneRRo , @Straizo, @verth, @kumkumczyta, @Sllayer59, @MJToshi, @BoaKusiciel, @ZeT_, @robertx, @svatco, @peanut_whu, @DextError, @hejk4, @WyrewolwerowanyRewolwerowiec72, @Trucicel, @pokabroche, @Mato, @Blizz4rd, @Hoplophile, @panmimoskok, @tyberio, @Operator_z_przypadku, @RandomowyMirek, @radzioszym, @tasiu84, @Erik_Scriba, @Krakuski, @svenHan, @sirconrad, @mariusz5891, @KromkaMistrz, @whhiefvocjs, @punire, @Bust4, @kasperziom, @Wo0cash, @nocnyMark, @Szkarpet, @omgoogle, @Drzewunio, @Miletos, @DROPTABLEusers, @AleksWielki01, @gosvami, @Norkanerka, @Otworz, @ol3k, @Tigletpilezar, @borobro, @BeMyPenguin, @projaro, @FlameMan, @Tuptol, @Cancer84, @Pawcio_cukierek, @Bander22, @Precell


    pokaż spoiler #pieniadze #promocje #promocja #zarabianie #oszczedzanie #okazja #okazje #lubimyczytac #czytajzwykopem #callcenter

    źródło: youtube.com

    •  

      Zaplusuj ten komentarz, a zawołam Cię do następnych rozdajo i promocji.

    •  

      @JakDorobic_com: Mój stary to fanatyk wędkarstwa. Pół mieszkania zajebane wędkami najgorsze. Średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w szpitalu bo mają zadziory na końcu. W swoim 22 letnim życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. Tydzień temu poszedłem na jakieś losowe badania to baba z recepcji jak mnie tylko zobaczyła to kazała buta ściągać xD bo myślała, że znowu hak w nodze.

      Druga połowa mieszkania zajebana Wędkarzem Polskim, Światem Wędkarza, Super Karpiem xD itp. Co tydzień ojciec robi objazd po wszystkich kioskach w mieście, żeby skompletować wszystkie wędkarskie tygodniki. Byłem na tyle głupi, że nauczyłem go into internety bo myślałem, że trochę pieniędzy zaoszczędzimy na tych gazetkach ale teraz nie dosyć, że je kupuje to jeszcze siedzi na jakichś forach dla wędkarzy i kręci gównoburze z innymi wędkarzami o najlepsze zanęty itp. Potrafi drzeć mordę do monitora albo wypierdolić klawiaturę za okno. Kiedyś ojciec mnie wkurwił to założyłem tam konto i go trolowałem pisząc w jego tematach jakieś losowe głupoty typu karasie jedzo guwno. Matka nie nadążała z gotowaniem bigosu na uspokojenie. Aha, ma już na forum rangę SUM, za najebanie 10k postów."

      "Jak jest ciepło to co weekend zapierdala na ryby. Od jakichś 5 lat w każdą niedzielę jem rybę na obiad a ojciec pierdoli o zaletach jedzenia tego wodnego gówna. Jak się dostałem na studia to stary przez tydzień pie**olił że to dzięki temu, że jem dużo ryb bo zawierają fosfor i mózg mi lepiej pracuje.

      Co sobotę budzi ze swoim znajomym mirkiem całą rodzinę o 4 w nocy bo hałasują pakując wędki, robiąc kanapki itd.

      Przy jedzeniu zawsze pierdoli o rybach i za każdym razem temat schodzi w końcu na Polski Związek Wędkarski, ojciec sam się nakręca i dostaje strasznego bólu dupy durr niedostatecznie zarybiajo tylko kradno hurr, robi się przy tym cały czerwony i odchodzi od stołu klnąc i idzie czytać Wielką Encyklopedię Ryb Rzecznych żeby się uspokoić.

      W tym roku sam sobie kupił na święta ponton. Oczywiście do wigilii nie wytrzymał tylko już wczoraj go rozpakował i nadmuchał w dużym pokoju. Ubrał się w ten swój cały strój wędkarski i siedział cały dzień w tym pontonie na środku mieszkania. Obiad (karp) też w nim zjadł [cool][cześć]

      Gdybym mnie na długość ręki dopuścili do wszystkich ryb w polsce to bym wziął i zapierdolił.

      Jak któregoś razu, jeszcze w podbazie czy gimbazie, miałem urodziny to stary jako prezent wziął mnie ze sobą na ryby w drodze wyjątku. Super prezent kurwo.

      Pojechaliśmy gdzieś wpizdu za miasto, dochodzimy nad jezioro a ojcu już się oczy świecą i oblizuje wargi podniecony. Rozłożył cały sprzęt i siedzimy nad woda i patrzymy na spławiki. Po pięciu minutach mi się znudziło więc włączyłem discmana to mnie ojciec pierdolnął wędką po głowie, że ryby słyszą muzykę z moich słuchawek i się płoszą. Jak się chciałem podrapać po dupie to zaraz 'krzyczał szeptem', żebym się nie wiercił bo szeleszczę i ryby z wody widzą jak się ruszam i uciekają. 6 godzin musiałem siedzieć w bezruchu i patrzeć na wodę jak w jakimś jebanym Guantanamo. Urodziny mam w listopadzie więc jeszcze do tego było zimno jak sam skurwysyn. W pewnym momencie ojciec odszedł kilkanaście metrów w las i się spierdział. Wytłumaczył mi, że trzeba w lesie pierdzieć bo inaczej ryby słyszą i czują.

      Wspomniałem, że ojciec ma kolegę mirka, z którym jeździ na ryby. Kiedyś towarzyszem wypraw rybnych był hehe Zbyszek. Człowiek o kształcie piłki z wąsem i 365 dni w roku w kamizelce BOMBER. Byli z moim ojcem prawie jak bracia, przychodził z żoną Bożeną na wigilie do nas itd. Raz ojciec miał imieniny zbysio przyszedł na hehe kielicha. Najebali się i oczywiście cały czas gadali o wędkowaniu i rybach. Ja siedziałem u siebie w pokoju. W pewnym momencie zaczeli drzeć na siebie mordę, czy generalnie lepsze są szczupaki czy sumy.

      WEŹ MNIE NIE WKURWIAJ ZBYCHU, WIDZIAŁEŚ TY KIEDYŚ JAKIE SZCZUPAK MA ZĘBY? CHAPS I RĘKA UJEBANA!

      KURWA TADEK SUMY W POLSCE PO 80 KILO WAŻĄ, TWÓJ SZCZUPAK TO IM MOŻE NASKOCZYĆ

      CO TY MI O SUMACH PIERDOLISZ JAK LEDWO UKLEJĘ POTRAFISZ Z WODY WYCIĄGNĄĆ. SZCZUPAK TO JEST KRÓL WODY JAK LEW JEST KRÓL DŻUNGLI

      No i aż się zaczeli nakurwiać zapasy na dywanie w dużym pokoju a ja z matką musieliśmy ich rodzielać. Od tego czasu zupełnie zerwali kontakt. W zeszłym roku zadzwoniła żona zbysia, że zbysio spadł z rowerka i zaprasza na pogrzeb. Odebrała akurat matka, złożyła kondolencje, odkłada słuchawkę i mówi o tym ojcu, a ojciec

      I bardzo kurwa dobrze

      Tak go za tego suma znienawidził.

      Wspominałem też o arcywrogu mojego starego czyli Polskim Związku Wędkarskim. Stał się on kompletną obsesją ojca i jak np. w telewizji mówią, że gdzieś był trzęsienie ziemi to stary zawsze mamrocze pod nosem, że powinni w końcu coś o tych skurwysynach z PZW powiedzieć. Gazety niewędkarskie też przestał czytać bo miał ból dupy, że o wędkarstwie polskim ani aferach w PZW nic się nie pisze.

      Szefem koła PZW w mojej okolicy jest niejaki pan Adam. Jest on dla starego uosobieniem całego zła wyrządzonego polskim akwenom przez Związek i ojciec przez wiele lat toczył z nim wojnę. Raz poszedł na jakieś zebranie wędkarskie gdzie występował Adam i stary wrócił do domu z podartą koszulą bo siłą go usuwali z sali takie tam inby odpierdalał.

      Po klęsce w starciu fizycznym ze zbrojnym ramieniem PZW ojciec rozpoczął partyzantkę internetową polegającą na szkalowaniu PZW i Adama na forach lokalnych gazet. Napierdalał na niego jakieś głupoty typu, że Adam był tajnym współpracownikiem UB albo, że go widział na ulicy jak komuś gwoździem samochód rysował itd. Nie nauczyłem ojca into TOR więc skończyło się bagietami za szkalowanie i stary musiał zapłacić Adamowi 2000zł.

      Jak płacił to przez tydzień w domu się nie dało żyć, ojciec kurwił na przekupne sądy, PZW, Adama i w ogóle cały świat. Z jego pierdolenia wynikało, że PZW jak jacyś masoni rządzi całym krajem, pociąga za szurki i ma wszędzie układy. Przeliczał też te 2000 na wędki, haczyki czy łódki i dostawał strasznego bólu dupy, ile on by mógł np. zanęty waniliowej za te 2k kupić (kilkaset kilo).

      Stary jakoś w zeszłym roku stwierdził, że koniecznie musi mieć łódkę do połowów bo niby wypożyczanie za drogo wychodzi i wszyscy go chcą oszukać

      synek na wodzie to się prawdziwe okazy łapie! tam jest żywioł!

      ale nie było go stać ani nie miał jej gdzie trzymać a hehe frajerem to on nie jest żeby komuś płacić za przechowywanie więc zgadał się z jakimiś wędkarzami okolicy, że kupią łódkę na spółkę, ona będzie stała u jakiegoś janusza, który ma dom a nie mieszkanie w bloku jak my, na podjeździe na przyczepie, którą ten janusz ma i się będą tą łódką dzielili albo będą jeździć łowić razem.

      Na początku ta kooperatywa szła nawet nieźle ale w któryś weekend ojciec się rozchorował i nie mógł z nimi jechać i miał o to olbrzymi ból dupy. Jeszcze ci jego koledzy dzwonili, że ryby biorą jak pojebane więc mój ojciec tylko leżał czerwony ze złości na kanapie i sapał z wkurwienia. Sytuację jeszcze pogarszało to, że nie miał na kogo zwalić winy co zawsze robi. W końcu doszedł do wniosku, że to niesprawiedliwe, że oni łowią bez niego bo przecież po równo się zrzucali na łódkę i w niedzielę wieczorem, jak te janusze już wróciły z wyprawy, wyszedł nagle z domu.

      Po godzinie wraca i mówi do mnie, że muszę mu pomóc z czymś przed domem. Wychodzę na zewnątrz a tam nasz samochód z przyczepą i łódką xD Pytam skąd on ją wziął a on mówi, że januszowi zajebał z podjazdu przed domem bo oni go oszukali i żeby łapał z nim łódkę i wnosimy do mieszkania XD Na nic się zdało tłumaczenie, że zajmie cały duży pokój. Na szczęście łódka nie zmieściła się w drzwiach do klatki więc stary stwierdził, że on ją przed domem zostawi.

      Za pomocą jakichś łańcuchów co były na łódce i mojej kłódki od roweru przypiął ją do latarni i zadowolony chce iść wracać do mieszkania a tu nagle przyjeżdżają 2 samochody z januszami współwłaścicielami, którzy domyślili się gdzie ich własność może się znajdować xD Zaczęła się nieziemska inba bo janusze drą mordy dlaczego łódkę ukradł i że ma oddawać a ojciec się drze, że oni go oszukali i on 500zł się składał a nie pływał w ten weekend. Ja starałem się załagodzić sytuację żeby ojciec od nich nie dostał wpierdolu bo było blisko.

      Po kilkunastu minutach sytuacja wyglądała tak:

      -Mój ojciec leży na ziemi, kurczowo trzyma się przyczepy i krzyczy, że nie odda

      -Janusze krzyczą, że ma oddawać

      -Jeden janusz ma rozjebany nos bo próbował leżącego ojca odciągnąć od łódki za nogę i dostał drugą nogą z kopa

      -Dwóch policjantów ciągnie ojca za nogi i mówi, że jedzie z nimi na komisariat bo pobił człowieka

      -We wszystkich oknach dookoła stoją sąsiedzi

      -Moja stara płacze i błaga ojca żeby zostawił łódkę a policjantów żeby go nie aresztowali

      -Ja smutnazaba.psd

      W końcu policjanci oderwali starego od łodzi. Ja podałem januszom kod do kłódki rowerowej i zabrali łódkę, rzucając wcześniej staremu 500zł i mówiąc, że nie ma już do łódki żadnego prawa i lepiej dla niego, żeby się nigdy na rybach nie spotkali. Matka ubłagała policjantów, żeby nie aresztowali ojca. Janusz co dostał w mordę butem powiedział, że on się nie będzie pie**olił z łażeniem po komisariatach i ma to w dupie tylko ojca nie chce więcej widzieć.

      Stary do tej pory robi z januszami gównoburzę na forach dla wędkarzy bo założyli tam specjalny temat, gdzie przestrzegali przed robieniem jakichkolwiek interesów z moim ojcem. Obserwowałem ten temat i widziałem jak mój ojciec nieudolnie porobił trollkonta

      Szczepan54

      Liczba postów: 1

      Ten temat założyli jacyś idioci! Znam użytkownika stary_anona od dawna i to bardzo porządny człowiek i wspaniały wędkarz! Chcą go oczernić bo zazdroszczą złowionych okazów!

      Potem jeszcze używał tych trollkont do prześladowania niedawnych kolegów od łódki. Jak któryś z nich zakładał jakiś temat to ojciec się tam wpie**alał na trollkoncie i np. pisał, ze ch*jowe ryby łapie i widać, że nie umie łowić xD

      Z tych samych trollkont udzielał się w swoich tematach i jak na przykład wrzucał zdjęcia złapanych przez siebie ryb to sam sobie pisał

      Noooo gratuluję okazu! Widać, że doświadczony łowca!

      a potem się z tego cieszył i kazał oglądać mi i starej jak go chwalą na forum.

    •  

      Dzisiaj w moim korpo poruszenie, od rana awaria całego systemu, nic się nie da zrobić a deadline'y cisną mocno. Dział techniczny postawiony na nogi, walczy żeby ogarnąć ten burdel. Ja ( obsługa klienta ) staram się jak mogę, ale klientów przybywa. Przychodzi jakaś szycha z dużym zamówieniem a ja nie mam jak go obsłużyć bo inny dział ma opóźnienia. Patrzę przez ramie manager pokazuje mi żebym grał na czas, no to ja zaproponowałem klientowi kawę. Zgodził się, próbuję zagaić żeby przełamać ciszę, ale gość mnie ignoruje i w ciszy popija naszą zajebistą Arabicę. Ja czekam na te różowe z innego działu, słyszę tylko jak manager wydziera mordę żeby się pośpieszyły. W końcu jest produkt, pakuje cztery BigMaci i dwa McFlurry w torbę, dorzucam 2 puszki coli i podaje klientowi. Bałem się że pójdzie na skargę do szefa ale na szczęście darmowa kawa chyba go uspokoiła i wyszedł bez słowa. Chwilę potem technicy ogarnęli tę awarię dystrybutora do coli i wszystko wróciło do normy. Uff co za dzień, nienawidzę pracy w korpo.

      #pasta #heheszki #niemoje

    •  

      @JakDorobic_com: Mój ojciec załatwił mi pracę w dziale IT. Nie wiem za dużo o IT, poza grami.
      To moje opowieści z pracy.

      Dzień 1

      kobieta prosi mnie o zainstalowanie najnowszego adobe readera
      spoko, mam to
      ściągam program
      "Wow, jesteś w tym ekspertem"
      "No cóż..."
      komputer prosi o wpisanie hasła admina
      zapomniałem hasła admina
      próbuje: hasło
      nope.jpg
      "ehh... emm... cholera, chyba coś jest z serwerem, zaraz wracam"
      3 miesiące później, ona wciąż nie ma adobe readera


      Dzień 2

      wkurwiony koleś do mnie dzwoni, pyta o coś w programie domowym
      nie mam pojęcia co mówi
      pauza
      koleś czeka na odpowiedź
      przypominam sobie "IT Crowd"
      "Próbował pan wyłączyć go i włączyć na nowo?
      Zresetować znaczy się?"
      "Moment..."
      zadziałało


      Dzień 3

      laska ze sprzedaży przychodzi z laptopem, jakiś problem
      kocica 9/10
      flirtuje ze mną
      mówi, że potrzebuje ściągnąć jakąś aktualizacje
      jedyne co słyszę to jej cycki
      jej laptop pachnie truskawkami
      ściągam adobre reaera i oddaję jej laptopa


      Dzień 4

      nauczyłem się wyłączać serwery
      ludzie zaczynają prosić o pomoc, idę do serwerowni
      wyłączam serwery
      wychodzę zdezorientowany, zaczynam instalować adobe readera
      w końcu ludzie zaczynają się drzeć
      STRONA NIE DZIAŁA! STRONA NIE DZIAŁA!
      "biore się za to!"
      biegnę do serwerowni
      gram w Hotline Miami przez kilka godzin
      włączam serwery pod koniec dnia
      wychodzę z serwerowni
      wycieram pot z czoła
      "dałem rade..."
      ludzie chwalą mnie, mówią że uratowałem firmę
      tak naprawdę to uratowałem swoją dziewczynę w HM


      Dzień 5

      spotykam kocicę przy ekspresie do kawy
      zapytałem się co u niej, proste pytanie
      zaczyna opowiadać o problemach z jej komputerem
      nie widzi we mnie człowieka
      widzi we mnie IT
      mówię, żeby podrzuciła do mnie laptopa
      robi to
      upgrade'uję jej IE
      instaluje adobe reareda
      resetuje komputer
      wszystko śmiga
      zanoszę go jej
      poprawiam fryzurę
      sprawdzam oddech
      zachowuje się jak bym ją ocalił
      siedzi w swoim biurze, gada przez telefon
      ręką pokazuje, żebym położył laptopa na biurko
      robię to, i trochę się ociągam
      "To wszystko skarbie?"
      wychodzę
      słyszę jak mówi "oh, to był tylko IT"
      tylko IT
      teraz jestem tylko tym


      Dzień 6

      cholernie się nudzę
      postanowiłem ściągnąć emulator gameboya i pograć w pokemony
      filtry go blokują, więc je wyłączam, nie dodaje emulatora do listy, po prostu wyłączam filtry
      uruchomiłem stronę z emulatorem, ale muszę wyłączyć antywirusa
      używam konta admina, bo w końcu znam hasło
      wyłączyłem globalnie antywirusa na całym serwerze
      ściągnąłem emulator i pokemony
      gram sobie
      koleś przychodzi do mojego biura
      "chyba mam wirusa"
      ja: "złap je wszystkie"
      do czasu aż doszedłem do Misty, 4 osoby złapały wirusy


      Dzień 7

      ten sam koleś który darł się na mnie drugiego dnia znowu się na mnie drze
      nie może się zalogować, a ja właśnie wychodziłem do domu
      "wyłącz i uruchom ponownie i oddzwoń"
      idę do domu


      Dzień 8

      koleś z siódmego dnia znowu dzwoni
      jest wkurwiony
      mówi mi, że przez moją głupotę stracił klienta
      "zdarza się stary, ja przed chwilą przegrałem z zespołem r"
      "o czym ty kurwa mówisz?"
      click


      Dzień 9

      jedna z drukarek zużyła cały toner
      jakiś grubas każe mi go zmienić
      "to tylko toner stary, nie umiesz go sam zmienić? pracuję teraz nad jednym sporym problemem z serwerem"
      tak serio to ściągam steama
      "to zajmie tylko sekunde... boże, mam dużo do zrobienia, od tego ty jesteś"
      wzdycham i idę to zrobić
      nie potrafię otworzyć pieprzonej drukarki żeby dostać się do tonera
      zaczynam w nią walić jak w "zoolanderze"
      mówię nieco opóźnionemu kolesiowi w biurze że mam dla niego specjalną misje
      musi schować magiczne jajko w skrzyni Hewlett Packarda
      wracam do sprawy z serwerem
      pół godziny później grubas wchodzi do biura
      "ćoś ty kurwa zrobił z drukarką?"
      "zmieniłem tusz"
      zaczyna kręcić głową i coś mówi pod nosem
      idziemy do drukarki
      opóźniony koleś wcisnął kardridż w złą stronę i go zaklinował, połowa wystaje
      drukarka nawet się nie zamknie
      są czarne ślady dłoni na całej drukarce
      czuje że grubas mnie osądza, więc coś szybko wymyślam
      "chyba jest coś nie tak z siecią"
      drukarka nie działa przez miesiąc zanim się skapnąłem, że mamy numer do kolesia z serwisu HP


      Dzień 10

      muszę zamotntować projektor w biurze do prezentacji
      nie mogę znaleźć kable thunderbolt-hdmi, żeby go podpiąć, a nie chce mi się iść do sklepu
      nie mam nawet karty firmowej
      mówię kolesiowi który potrzebuje projektora, że jest problem kompatybilności z macbookiem
      może użyć della kogoś innego
      pliki z maca nie działają na dellu
      zadzwonili do mnie w trakcie zebrania
      wszyscy ci beznesmeni na mnie patrzą, jak losowo klikam i szybko ruszam myszką, wyglądając na profesjonalistę
      ściągam adobe readera
      otwieram plik
      działa
      "Dzięki Anon, ocaliłeś mnie"


      Dzień 11

      nowy pracownik w firmie
      nikt mnie nie poinformował
      opieprzyli mnie za to, że nie przygotowałem komputera dla nowej osoby
      idę do magazynu zobaczyć czy mamy tam coś
      jest kilka sztuk
      ale jest jakiś naprawdę stary komputer, z początku lat 90tych
      odpalam
      działa
      ustawiam go dla nowego kolesia
      wszystko laguje
      odpalasz adobe readera? masywny lag
      odsyłam komputer
      "sorry, ale tylko to udało mi się załatwić bez wcześniejszego powiadomienia"
      koleś ciągle prosi mnie o pomoc
      jest beznadziejny
      po tygodniu odszedł z firmy, twierdząc, że nie może pracować w takich warunkach


      Dzień 12

      czyiś komputer się spieprzył
      kurrrrr
      ustawiam
      przypominam sobie coś o profilach zapisywanych w wewnętrznej sieci
      idę do serwerowni
      patrzę się na serwery jak kompletny idiota, próbując się zorientować jak to działa
      wracam i mówię kolesiowi, że nie mogę z tym nic zrobić
      "a... ale mój projekt, muszę go pokazać zarządowi w piątek..."
      "sorry stary, ale nic się nie da z tym zrobić"
      gram sobie w sim theme park przez resztę dnia


      Dzień 13

      przychodzę do pracy godzinę spóźniony
      całe biuro w chaosie
      upadekrzymu.jpg
      "JEST TUTAJ!"
      odpalam komputer w swoim biurze, sprawdzam maila
      dziesiątki mailu w stylu:
      "coś jest nie tak z serwerem, nie mogę się zalogować do..."
      "wiesz czemu strona nie działa?"
      serwer faktycznie nie działa
      adobe reader mnie teraz nie ocali
      "po prostu idź tam i zrób to samo, co zrobiłeś ostatnio!"
      wszyscy myślą, że to tak łatwo naprawić
      roztrzęsiony wchodzę do serwerowni, bo nie wiem co mam robić
      ucinam sobie drzemkę przez cały dzień
      ludzie są wkurwieni, walą w drzwi do serwerowni
      terminy minięte
      wychodzę o 18:30
      manager widzi mnie na parkingu
      był na spotkaniu cały dzień, nie wie przez co przeszedłem
      "wciąż tutaj? podoba mi się twoje podejście!"


      Dzień 14

      serwery dalej nie działają
      wszyscy wkurwieni
      idę na wczesny lunch
      słyszę jak ktoś w jadalni gada o kupnie nowego modemu do biura
      dziekibogu.jpg
      "Hej, sorry że przeszkadzam, ale czy któryś z was jest IT?"
      zanim któryś z nich zareagował i pyta "jak śmię" mówię
      "też jestem IT"
      pokazuję im dłoń którą poobdzierałem kablami w serwerowni
      obaj kiwają głową
      "co byście zrobili, gdyby wasze serwery się całkowicie spieprzyły?"
      "próbowałeś go zrestartować?"
      wracam i restartuje serwer
      kurwa, działa!


      Dzień 15

      kocica chodzi po biurze poddenerwowana
      "Wszystko ok?"
      "Nie mogę się zalogować na maila. Możesz mi pomóc? Proszę"
      "Spoko"
      biorę laptopa
      reinstaluje office'a
      outlook znowu działa
      przeglądam maile, żeby upewnić się że działają
      wysyłam testowego maila
      czytam tytuły jej nowych maili
      "Rozwód"
      oddaje jej laptopa
      "Wygląda na to, że działa"
      "Dzięki..."
      "Wszystko ok?"
      "Cóż..."
      tak! wypłacz mi się na ramieniu i się rozkręcimy!
      "Mysz się chyba zepsuła, mogę dostać nową?"


      Dzień 16

      jeden z monitorów upośledzonego nie działa
      wyświetla się całkowicie na zielono
      na temat: dałem mu drugi monitor, bo myślałem że jak ktoś zasługuje na dwa, to właśnie ten biedak
      jedyne co robi to przegląda tapety na msn
      i używa jakiegoś programu fedexa
      jest miły, więc faktycznie próbuję mu to naprawić
      nic nie działa
      to nie sterownik
      to nie ustawienia
      to chyba coś z samym montorem
      cały czas ludzie do mnie przychodzą z prawdziwymi problemami, zbywam ich mówiąc "zaraz będę"
      po dwóch godzinach koleś mówi
      "może wtyczka jest zepsuta?"
      zmieniłem kabel hdmi na nowy
      zadziałało
      oficjalnie jestem gorszy w swoim zawodzie niż opóźniony umysłowo koleś


      Dzień 17

      miła staruszka narzeka, że jej się zepsuła klawiatura
      jest najstarszą osobą w biurze
      stara jak dinozaury
      mówię, że coś dla niej mam
      wracam do tyłu i odpakowywują nową klawiaturę dla programistów
      zanoszę ją jej
      "jesteś taki pomocny"
      sięgam do tyłu żeby podpiąć nową klawiaturę
      podnoszę się i otrzepuję spodnie
      staruszka wygląda jakby miała zawał
      patrze na ekran
      czarny
      wstając nacisnąłem przycisk power
      straciła 3 godziny pracy
      3 godziny których nigdy nie odzyska


      Dzień 18

      firmowe spotkanie
      przekroczyliśmy budżet
      było dużo wydatków
      straciliśmy dużo pieniędzy przez prawie cały ostatni miesiąc
      dzień 18
      prawie cały miesiąc
      wylecę na zbity pysk
      budżet departamentu IT zostaje poruszony
      są tylko dwa departamenty które nie przekroczyły budżetu
      "Dobra robota Anon, słyszałem o problemach z serwerem. Jesteś dobrym człowiekiem na dobrym miejscu"
      pod koniec spotkania kobieta, około 45 lat, podchodzi i pyta czy naprawiam komputery poza firmą
      "Niezbyt..."
      "Oh, bo mam jedną cholerną rzecz której nie mogę naprawić. Nie mógłbyś wpaść i tego naprawić?"
      gówno prawda
      dla jaj mówię "dobra, spoko, daj adres i podjadę po pracy"
      nie wiem czy będzie seks
      kupuje gumki
      nie jest taka ładna 6/10 góra
      nie będę kłamał
      mocno średnia
      podjeżdżam do jej domu
      dzwonię do drzwi, staram się wyglądać słodko
      mąż otwiera drzwi
      pokazuje mi konputer
      instaluje najnowszego adobe readera
      zarabiam 20$
      jadę do domu


      Dzień 19

      jakiś koleś zepsuł program, więc muszę ustawić wszystko na nowo
      sprawdzam ustawienia
      po dwóch godzinach
      "zepsułeś mój komputer... chcę żebyś naprawił mój cholerny komputer, ma być tak jak było, nie wiem co zrobiłeś, ale coś jest nie tak, moje usb bzyczy"
      wtf
      nie zrobiłem nic z kompem, tylko sprawdziłem program który odpalasz 20 razy dziennie
      wkurwiony wracam do serwerowni i gram w Thomas Was Alone
      pukanie do drzwi
      to ten koleś
      "hej, dzięki za naprawienie tego"
      "czego?"
      "mojego usb"
      nic nie zrobiłem
      "a, to... spoko"


      Dzień 20

      spędziłem cąły dzień sprzątająć serwerownię
      wygląda całkiem nieźle
      odpiąłem kable sieciowe żeby je oznaczać kolorami
      ludzie tracą swoje projekty
      losowo są wywalani z serwera
      mówię, że są problemy z isp
      staram się mówić ISP, bo nauczyłem się, że jak używam skrótów to brzmię jak bym wiedział o czy mówię
      pod koniec dnia serwerownia wygląda wręcz ślicznie
      niestety nie oznaczyłem nic i niektórzy ludzie nie są podpięci
      mówię im, że ISP naprawi to ASAP i wracam do domu


      Dzień 21

      teraz jak serwerownia jest uporządkowana, podpinam testowe jednostki
      8 komputerów podpiętych do jednej sieci
      próbuję połączyć monitory ze sobą, jak to czasami na forach można zobaczyć
      to są stare monitory i nie można tego zrobić
      wpadłem na pomysł użycia tych komputerów do kopania bitcoinów
      ustawiłem wszystko do południa
      po lunchu zaczynam kopanie
      okropnie powoli, ale zaczynam
      ludzie narzekają na lagi serwera
      obwiniam olimpiadę za lagi
      mówię, że całe buro musi je streamować
      banuję olimpiadę na filtrze systemowym
      biuro jest podzielone, widzę ten podział na swoim mailu
      ludzie wkurwieni, że nie mogą oglądać igrzysk
      i pozostali, którzy twierdzą, że praca to nie zabawa
      oficjalnie zyskałem władzę w firmie, ludzie wiedzą kto tu rządzi
      "To jest koleś którego ta firma potrzebowała"


      Dzień 22

      dzień urodzin
      całe biuro świętuje urodziny ludzi w danym miesiącu
      biorę ciasto
      podpinam n64 w jednym z biur
      wyzywam ludzi na partyjkę w goldeneye
      mówię "hej, mam 5 minut przerwy na ciasto... zagramy partyjkę?"
      skopałem im wszystkim dupy
      zdałem sobie sprawę, że cały dzień nie robiłem nic poza graniem i jedzeniem ciasta
      nikt nie zauważył


      Dzień 23

      kocica dzwoni z trasy
      ma problemy dostać się do jednej z ważniejszych aplikacji dla klienta na jej ipadzie
      mówi nazwę tej apki
      nie mam pojęcia co to jest
      staram się brzmieć jakbym rozumiał wszystko
      pytam, czy używa WIFI czy 3G
      "jak to sprawdzam?"
      "nieważne, czekaj, sprawdzę nasz główny system"
      googluję apke, ale nic się nie pojawia
      pytam kogoś ze sprzedaży
      "oh, to tylko infografika z naszej strony"
      mówię kocicy, że musi się wrócić do biura bo muszę jej wgrać zmiany do ipada
      jedzie 2 godziny do pracy tylko żebym mógł otworzyć Safari i dodać zakładkę do strony głównej


      Dzień 24

      45 latka wygadała się, że robię też poza pracą
      teraz idioci proszą o naprawę ich komputerów w domu, telefonów komórkowych, wszystkiego co techniczne
      mówię, że mogę to zrobić tylko po pracy, 20$ za małe rzeczy, 50$ za duże
      większość to proste naprawy
      aktualizowanie windowsa albo adobe readera wszystko naprawia
      ale wtedy trafił mi się on
      laptop z piekła rodem
      gruby indianin daje mi swojego laptopa w plastikowej reklamówce, nie torbie na laptopa, reklamówce
      "co z nim nie tak?"
      "ty mi powiedz, geniuszu"
      odpalam komputer, prosi o przywracanie systemu
      klikam enter
      naprawia to, ale prosi o uruchomienie chkdisk?
      wydaje mi się, że to coś z napędem cd
      otwieram napęd
      jest tam gruba warstwa okruchów
      przechylam laptopa na bok
      pieprzone okruchy wysypują się z laptopa
      resetuję laptopa
      wczytuje się bez problemu
      okazuje się, że koleś używał cd w swoim laptopie jako podkładki pod kanapki
      pieprzone laptopy

    •  

      bądź mną
      wyprowadź się od starych
      właściciel mieszkania wstawia ci zmywarkę
      kup kostki do zmywarki
      umyj naczynia
      zostają na nich zacieki
      dowiedz się, że musisz kupić też sól do zmywarki, żeby nie było tych śladów
      w sklepie tylko opakowania po 9000 kilo za 9000 złotych
      nie potrzebujesz aż tyle i nie chcesz wydawać hajsu
      pojedź do rodziców na obiad
      odsyp sobie od nich trochę soli do torebki, bo oni też mają zmywarkę
      wracaj do domu
      stój na przystanku
      pal szluga (sam skręcam)
      podjeżdżają bagiety nieoznakowanym samochodem
      CO PAN TAM PALI?
      SZLUGE
      bagieta wącha
      WSZYSTKO OK, ALE JAK JUŻ SIĘ ZATRZYMALIŚMY TO PAN JESZCZE KIESZENIE I PLECAK POKAŻE
      wyciągają ci z plecaka torebkę z solą do zmywarki
      OOOOOO
      UUUUUUUUUU
      OOOOOOOOOOOO
      UUUUUUUUUUUUUUUU
      NO TERAS TO MASZ MŁODY PRZEJEBANE
      W11 ODBIÓR PODEŚLIJCIE CHŁOPAKÓW NA JANA PAWŁA DRUGIEGO, MAMY TO ZDARZENIE
      tłumaczenie nic nie pomaga
      po 5 minutach trzy bagietowozy
      wszyscy ludzie na przystanku patrzą
      ty w kajdankach
      6 bagieciarzy stoi dookoła
      MARIUSZ WEŹ RZUĆ OKIEM BO TY NA TYM SZKOLENIU BYŁEŚ, ILE TEGO JEST?
      NO BOGDAN ZE 100 GRAMUW BENDZIE, AMFETAMINA ALBO MEFEDRON, ALBO NAWET KOKS
      IDZIESZ DO PIERDLA PROSTO, ROZUMIESZ SKURWYSYNU?
      PROKURATOR CI OD RAZU DA SANKI ZA COŚ TAKIEGO KUMASZ CHUJU? DO WRZEŚNIA W ARESZCIE POSIEDZISZ
      ALE PANIE BAGIETMAJSTRZE TO NA PRAWDĘ SÓL CZANÓW DO ZMYWARKI
      MNIE NIE OSZUKASZ, 10 LAT W POLICJI ROBIĘ GNOJU JEBANY
      jedziecie na komisariat
      całkowite przeszukanie
      te słynne przysiady (pozdro dla kumatych)
      przykuty do krzesła
      na wadze wychodzi 120 gram soli do zmywarki lub jak kto woli mefedronu
      ZNASZ ROBSONA?
      ZNASZ CYGANA?
      ZNASZ SIWEGO?
      DLA KOGO LATASZ?
      SKĄD TO KURWO MASZ?
      plaskuny na mordę
      kopanie po kostkach
      opowiadanie jak mi pod celą spreparują anus
      zebrało się pół komisariatu
      wszyscy opowiadają jaki zaraz wpierdol dostanę jak się nie przyznam do posiadania narkotyków i nie powiem skąd mam
      wszyscy grożą ile to lat będę siedział w więzieniu
      ja już kurwa łzy w oczach
      przychodzi jakiś komendant
      A CO TU SIĘ DZIEJE?
      ZŁAPALIŚMY WIELKIEGO HANDLARZA PANIE KOMENDANCIE
      drzyj mordę, że przyrzekasz, że to sól do zmywarki
      NO JAK DLA MNIE TO FAKTYCZNIE SÓL, KILKA DNI TEMU SAM DOSYPYWAŁEM, ALE TRZEBA DO BADAŃ DO LABORATORIUM
      perspektywa siedzenie w sztumie aż będą wyniki badań z laboratorium
      powiedz, że możecie pojechać do domu do starych i porównać
      komendant mówi żeby tak zrobić
      jedziesz komisyjnie z czterema bagietmajstrami do starych
      TY MARIUSZ TYLKO MUSIMY NA ORIENCIE BO MOŻE GNÓJ NAS CHCE W PUŁAPKIE WZIONŚĆ
      jak wchodzicie do starych to bagiety ręce mają na kaburach
      PANI GAŁECKA? PRZESZUKANIE! PANI POKAŻE SÓL DO ZMYWARKI xDDDDD
      starzy oszołomieni jakby się piwa napili
      matka pokazuje sól
      wygląda tak samo
      atmosfera się trochę uspokaja
      bagietmajstrzy myślą
      ALE SKĄD JA MOGĘ WIEDZIEĆ CZY PANI TEŻ TU KOKAINY NIE TRZYMA CZO?
      slodki_jezu.png
      jedziesz z matką, ojcem i czterema policjantami do sklepu
      komisyjnie kupujecie paczkę over soli 9000 kilo za 9000 złotych
      mandoliny ludzi przy kasie jak 7 osób w tym 3 bagiety kupują paczkę soli najlepsze xDDD
      bagiety wysypują trochę na maskę radiowozu
      takie same jak to z plecaka i to z domu
      HEHE SORY MŁODY, SAM ROZUMIESZ, ŻE TO PODEJRZANIE WYGLĄDAŁO NIE XD
      oddaj sól starym
      wróć do domu
      postanów zmywać ręcznie do końca życia

    •  

      @JakDorobic_com: moja ulubiona pasta to pasta jajeczna ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      źródło: 358247-v-1000x1000.jpg

    •  

      @JakDorobic_com: pasta z łososia

      źródło: codojedzenia.pl

    •  

      @JakDorobic_com:
      Jak wygląda umawianie się z ostrymi laskami przez internet
      Sytuacja jest typowa, tfu, przeklęty internet…

      Poznajesz jakąś dziewczynę on-line, albo po prostu piszesz z koleżanką ze studiów na fejsie i po jakimś czasie się zaczyna nakręcanie sprężyny damsko-męskiej błazenady w tej pieprzonej grze pozorów. Zaczyna się niewinnie, kiedy ona pisze ci

      "Wiesz Piotrek, fajny jesteś."

      "Masz świetne podejście do życia Piotrek."

      albo jeszcze to moje ulubione

      "Hi hi hi, zawsze potrafisz mnie rozbawić, naprawdę nie wiem jak Ty to robisz, nikt inny tak na mnie nie działa."

      Drugi stopnień to zawody w potwierdzaniu. Śmieszny trik. Kiedyś raz powiedziałeś na przykład, że podobają ci się gwanako andyjskie, albo że pojechałbyś do Urugwaju i po jakimś czasie ni stąd ni zowąd ona wyskakuje do ciebie z tekstem

      "Wiesz Piotrek, ostatnio byłam w IKEI i widziałam taką śliczną makatkę w gwanako, ale bym ją chciała mieć."

      A ze dwa tygodnie później:

      "Tak sobie myślałam, że strasznie bym chciała pojechać do Urugwaju, pogłaskać sobie takiego gwanako. Uwielbiam Urugwaj, a gwanako są takie słodkie."

      I to nieuchronnie nadciągające

      "Może pojedziemy tam kiedyś razem?"

      Jeśli jesteś już w tym miejscu znajomości, a jeszcze nie zamoczyłeś, to wiedz, że masz już przeje*ane. Zaczyna się oczywiście niewinnie:

      "Lubisz pieseł? O! Ja też! hi hi, je*ać koty, zapchlone szony bez uczuć, hi hi."

      "Wolisz klucze nasadowe od oczkowych? Ja też je uwielbiam Piotrek, hi hi, tyle rzeczy nas łączy."

      Nie wierz w ani jedno słowo - wystarczy, że przejrzysz jej zdjęcia na Instagramie i zobaczysz, że na co drugim zdjęciu jest z kotem z dopiskiem Mój Bulbuleciek kochany, na co trzecim ma w ręku klucz oczkowy, a na co piątym widać, że ma na ścianie makatkę z pieprzonymi lamami, a nie z gwanako! Żeby to chociaż alpaka była, z alpaki można robić fajne koce, ale nie, tfu, pieprzone lamy. It’s a trap! To pułapka! Jeśli tu jesteś to uciekaj póki Mojżesz, Piotrek!

      Trzeci stopień to już bardzo skomplikowany atak na twój mentalny penis, ale nie, nie powie tego normalnie. To wygląda tak, że zacznie w końcu poruszać jakieś tematy, które będą powoli nakierowywać rozmowy na tematy łóżkowe. Będzie robić wszystko, żebyś sobie wyobrażał różne rzeczy. Przy okazji zacznie się reklamować tekstami typu:

      "Wiesz, do tego trzeba mieć, mmm... wyczucie."

      "To trzeba dobrze, rozumisz Piotrek, się rozgrzać i wtedy wszystko można mmm... zrobić."

      "Seks jest bardzo ważny i potrzebny, żeby związek był dobry. Bez dobrego seksu nie ma związku."

      "Oj Piotrek, ale to przecież oczywiste, że trzeba połykać, tak jest zdrowiej, praktyczniej i czyściej."

      WTF!? Co tu się właśnie? Tak! Powiedziała ci, że po skończonym lodziku trzeba połykać. Niby nie powiedziała, że sama by chętnie i że łykałaby twojego zaganiacza gwanako jak arab naftę, ale powiedziała, że trzeba połykać. Twój mózg wchodzi w mindfuck mode. Tysiące pytań bez odpowiedzi! A może to tylko halucynacje z nieporuchania? Co to znaczy?
      Tak, to znaczy, że właśnie ci powiedziała, że połyka. No gratuluję, teraz sobie wyobrażaj pod kocykiem z alpaki to i tamto.

      Czwarty stopień to kolejne potwierdzenie tego co sobie wyobrażasz. Zaczyna się niewinnie. Ona wstawia na swoją tablicę na fejsie rzeczy, które w zasadzie kierowane są TYLKO DO CIEBIE. Zaczęła postować piosenki twoich ulubionych zespołów, twoje ulubione memy "hari pota zwal mi kutas", a do tego najważniejsze - te złote myśli z jakichś fanpejdży typu Suki bez serca, czy W dzień jestem dobrą kobietą, ale nocą rucham się jak szalona w rytmach Behemota.

      To jest coś takiego np. jak

      "Tam, gdzie warto dotrzeć nie ma dróg na skróty"

      No i co Ty sobie masz myśleć o tym? Oczywiście, że myślisz o ruchaniu. Jasne, dobra, nie można tak pochopnie osądzać. Bardzo możliwe, że zdjęcie jest przypadkowe, a tekst to cytat z Karola Wojtyły, jeden z tych słynnych cytatów o chodzeniu po górach.

      Zresztą... w tej chwili nawet autentyk z Wojtyły by Cię nakręcił tak, że penisem przebiłbyś biurko.

      "Droga do celu to nie połowa przyjemności, to cała przyjemność" - K.W.

      Twój mózg dostaje totalnego kociokwiku i, cytując kolejnego klasyka polskiej sceny gangsta-rapu, krzyczy do penisa "Co?", a ten mu odpowiada "Co? Je*ać mi się chce!".

      Stopień piąty tu zaczyna się robić ostro - zaczęliście rozmawiać już o seksie. Ona potwierdza tylko to, czego wcześniej się domyśliłeś - jest naprawdę ostrą laseczką lubiącą porządnie się chędożyć, ale to tak, że nie trzeba pod łóżkiem zamiatać, bo co wieczór różnice ciśnień spowodowane przez ruch materaca powodują wypchnięcie cząsteczek kurzu spod tego szalonego łoża hardkoru. Co ja mówię, co wieczór, co północ i dwa razy na śniadanie. W sypialni, w jadalni, pod prysznicem i w kuchni - jak się do ciebie przeprowadzi to w ogóle nie trzeba będzie odkurzać, co najwyżej wygłuszyć trochę ściany makatkami z IKEI. W tej chwili to już je*ać, mogą być nawet w lamy.

      Umawialiście się w międzyczasie już kilka razy, ale jeszcze bez seksów, więc nawet będąc w towarzystwie ona dawała ci sygnały, puszczała oczko, uchylała usta, przygryzała wargi, układała rękę tak, niby zupełnym przypadkiem akurat w ten sposób, że twój wewnętrzny Szekspirowski Hamlet widział już tam okiem wyobraźni swojego nabrzmiałego pytonga w jej dłoni. Czizys jasny, a w dodatku przecież lubi na ostro i łyka jak Moby Dick (dick, he he, teraz to już wszystko kojarzy ci się z seksem).

      Przy tym natłoku połączonych faktów teraz to mózg krzyczy do penisa "JE, JE, JE, JE*AĆ MI SIĘ CHCE" i już absolutnie wszystko w wykonaniu tej dziewczyny jest seksowne.

      Miałem jedną taką koleżankę w pracy kiedyś. Ja pie*dole, mówię wam, uhhh... jak ona kserowała...

      Na ale oddychaj głęboko - na uspokojenie chciałeś wieczorem usiąść do jakiejś spokojnej lektury, padło akurat na Harrego Pottera, czas dzieciństwa. Niestety, przypomniałeś sobie w ułamku sekundy taką głupią internetową zabawę, żeby za każdym razem zamiast "różdżka" czytać "penis". Otwierasz na chybił-trafił Zakon Feniksa.

      "Różdżka nadal w dżinsach? Oba pośladki jeszcze całe? W porządku, idziemy. Locomotor kufer."

      Ch*j, to może Książę Półkrwi:

      "- Przepraszam, panie profesorze - powiedział Harry, wymawiając z naciskiem dwa ostatnie słowa, po czym schował różdżkę za pazuchę."

      Dobra. Książka to nie był dobry pomysł

      [plimp]

      Dostałeś powiadomienie z mesendżera na telefonie. Twoja łania właśnie ci napisała, że nigdy nie próbowała analu, ale bardzo by chciała.

      Dobra, wróć, książka to jednak nie był taki zły pomysł.

      Lem, Stanisław Lem, tam nie może być nic strasznego, sięgasz po Bajki Robotów:

      "Nauka nie zajmuje się takimi własnościami bytu..."

      Jasne, że przeczytałeś "odbytu". Odkładasz Bajki Robotów i sięgasz po Głos Pana.

      "Najłatwiej jest, dla zachowania czystych rąk, metodą strusi..."

      KUR*A! No nie uwolnisz się już od tego. W Twojej głowie tylko seks, seks, seks, a laseczka jest naprawdę ostra!

      Stopień szósty czyli jesteś już z nią umówiony na wieczór u siebie w domu, więc skaczesz szybko do sklepu po jakieś składniki na kolację. Wracasz do domu, na blat w kuchni kładziesz swoją parcianą torbę na zakupy z nadrukowanym wizerunkiem gwanako i wyciągasz ze środka... szampana i prezerwatywy. No tak, coś ci się popieprzyło z zakupami, ale po chwili stwierdzasz, że to w sumie wystarczy. Dlaczego szampana a nie wino? Bo bąbelki szybciej rozbierają laseczki, dobrze o tym wiesz.

      [dryń] - dzwonek do drzwi

      Pawłow byłby z ciebie w tej chwili dumny, bo na ten dźwięk ci stanął. Przypominasz sobie kawał z przyklejaniem penisa do uda za pomocą taśmy klejącej, więc kiedy ona wchodzi masz na twarzy głupkowatą minę ekstazy, a w spodniach twój Renegat burczy i skacze tam jakby właśnie odpalał z kopa swojego Harleya. On już wie, że za chwilę będzie na tym Harleyu odjeżdżał w stronę zachodzącego słońca wychylającego się szparką zza chmur...

      " Na litość boską, myśl o czymś innym Piotrek!" - mówisz sam do siebie w myślach i patrzysz wzrokiem pożądającym ratunku na swoją półkę z książkami, bingo - Władca Pierścieni - tam nie ma nic, co by się...

      ...no i brawo, teraz Twój mały Renegat odjeżdża w kierunku Oka Saurona. Świetnie.

      Udaje Ci się uspokoić, laseczka wchodzi, zdejmujesz jej płaszcz i odwieszasz na wieszak, z tego wszystkiego chciałeś być tak dżentelmeński, że z rozpędu klęknąłeś, żeby rozwiązać i zdjąć jej też buty. Tak, to było głupie, ale ona się śmieje, więc jest dobrze.

      Siadacie do stołu, po chwili przyjeżdża dostawca z sushi. Nalewasz szampana. Jest trochę niezręcznie, bo w głowie masz te wszystkie hardkorowe rozmowy, które prowadziliście nocami, a teraz jest zupełnie spokojnie, normalnie, zachowawczo i grzecznie, żadnych ostrych podtekstów, żadnego gadania o podróży na Harleyu do Oka Saurona metodą strusi, ale wiecie, że seks ciągle wisi w powietrzu.

      Boże będzie bosko - to przecież najostrzejsza laska z jaką się spotykałeś. Pieprzysz więc tam jakieś farmazony, że koty w sumie też lubisz i nawet klucze oczkowe ostatnio tolerujesz, a lamy jednak też są spoko, a w ogóle, to masz taki kocyk z alpaki w sypialni...

      Bingo! Przeniesienie akcji do sypialni w iście mistrzowskim stylu. W końcu obsypujecie się pocałunkami, rozbieracie się nawzajem, gwanako na makatce jakby odwrócił wzrok, żeby wam nie przeszkadzać. Wskakujecie pod alpakę i nie wiesz nawet od czego zacząć, przez głowę przelatuje Ci wszystko to o czym mówiła ostatnio, że lubi jak ją ktoś mocno trzyma za włosy, że anal, ze do kaloryfera , że biczem, że pejczem, że z zawiązanymi oczami, że odgrywanie ról, że z klemami od akumulatora na sutkach, że z brokatem w cipce, że bez gumki, że w butach. Od czego zacząć!? PANIKUJ STARY!

      Oczywiście, że najlepiej byłoby zacząć od wszystkiego, ale najpierw przystawiasz do jej twarzy swojego małego zaganiacza urugwajskiego bydła i czekasz, aż zacznie go chapać jakby to była jej ostatnia w życiu chwila i jedyna szansa na przyjęcie do ust świętej relikwii i niniejszym odkupienie za wszystkie grzechy poczynione w życiu. Zamykasz więc oczy i odchylasz się do tyłu czekając na to błogie uczucie ust zamykających się na twoim... no dobra, to nie jest kobiece porno, czekasz po prostu aż zacznie ciągnąć.

      Ale nic się nie dzieje.

      Otwierasz oczy i patrzysz na nią, a ona patrzy Ci w oczy, pokazuje palcem na twój nabrzmiały przyrząd i się zaczyna:

      - Hi hi, Piotrek, mam dotknąć twój penis?
      - O taaak, bierz go do buzi.
      - Hi, ale... ja trochę się wstydzę... może zaczniemy od czegoś innego.
      - Dobra.

      Jasne, że przystajesz na propozycję, bo w tej chwili jesteś nabuzowany jak 26. kwietnia 1986 o godzinie 1:23 reaktor numer 4. Tak się rozpędziłeś, że wiesz, że jak w końcu pie*dolniesz swoje grande finale to w ościennych krajach będą o tym w dziennikach pisać, a wpis w encyklopedii na ten temat zajmie ze 3 strony.

      No ale koniec końców każda rzecz jaką próbujesz z nią zrobić, nawet najmniej zboczona i tak soft, że nawet w 5-10-15 by to puścili, kończy się tym "o joj" i zawstydzoną/zdziwioną miną.

      Kurza stopa no! Wczoraj w nocy chciała FLUGENGEKHEIMEN w swoich czekoladowych wrotach, a dziś przy cmoknięciu w cycek oblewa się rumieńcem zawstydzenia.

      No katastrofa, cały nastrój siada.

      Stopień ostatni - najlepsze, że przez internet ona dalej chce wszystkiego tu i teraz, a w rzeczywistości nawet po pół roku się wstydzi porządnie dziabnąć prącie i chwycić za jaja, że wpuszczeniu palca grzebalca nie wspomnę.

      "Ostre" laski z internetów takie są, mówię Wam, zero zaufania, strata czasu, nie polecam 2/10.

      A trzeba było słuchać babci jak mówiła:

      "Krowa, która dużo ryczy, mało mleka daje"

    •  

      @JakDorobic_com

      Spierdon 29lvl here tutaj, właściciel małego studia muzycznego na obrzeżach Warszawy. Biznes rodzinny, fucha po ojcu, jednakże nie mogę narzekać, gdyż lubię tę robotę. Niestety od lat kilku w biznesie jest coraz ciężej i nie mam pojęcia dlaczego. Wiem jednak jedno - ja i mój portfel nie zapomnimy przebiegu wydarzeń pewnego wiosennego dnia z 2009 roku.
      Siedziałem w studiu tak jak zwykle, testując sprawność swojego sprzętu i ton wątpliwej jakości kabli Made In China. Kurwa, mówię wam, te jebane grube czarne skurwysyny kiedyś mnie wykończą. Niby kilka centymetrów średnicy, a i tak się zaplączą czy połamią w środku. Ale do rzeczy - dostałem telefon od jakiegoś młodego gnojka, na ucho tak z 17 lat, mówi, że chce z kumplami nagrać kilka kawałków w ramach mixtape'a dla koleżanki na urodziny. Mówię no im jacha wbijajcie, studio dzisiaj wolne calutki dzień. Na to on że hehehe no oki to wpadniemy za trzy godzinki. Cieszyłem się jak pojebany, bo od dwóch dni nie miałem żadnego klienta. Odłożyłem słuchawkę od stacjonarnego. Wtedy właśnie zdarzyło się coś kompletnie niespodziewanego. Idealnie w momencie położenia jej usłyszałem pukanie do drzwi. Pewien dziwnie znajomy niski głos zapytał zza drzwi:

      Otwarte? Jest tam kto?
      Podbiegłem więc aby przywitać niespodziewanego gościa i dowiedzieć się, skąd do cholery wydaje się on tak dziwnie bliski. Otworzyłem drzwi. Z promieni oślepiającego światła wyłoniła mi się wysoka, potężnie zbudowana sylwetka w okularach przeciwsłonecznych, cierpiąca na absolutny brak włosów. TO BYŁ ON!…
      Tak! To był on! Przez moje skromne, niemalże amatorskie progi przeszedł artysta wielu pokoleń, ikona polskiej popkulury - STACHURSKY!
      Pytam go więc, czemu zawdzięczam wizytę tak znanej osobowości w moim studiu. A on do mnie, że spierdolił reszcie grupy bo chce nagrać kilka tanecznych kawałków solo a oni mieli o to srogi ból dupy, bo w końcu inny podział pieniążkami - sprawa typowa dla komercyjnych zespołów. Cała jego historia delikatnie mnie zdziwiła, ale klient nasz pan. Zaprowadziłem go do wyizolowanej sali nagraniowej. Gwiazdor zasiadł przy mikrofonie i dał znak, że mogę już nagrywać. Upewniając się, że poziomy głośności są w normie, kliknąłem duży, stereotypowy wręcz przycisk RECORD. Oczekiwałem, że zacznie śpiewać swoje miłosne ballady od razu, on jednak wyciągnął jakieś małe płaskie pudełeczko i kartkę. „Taki poważny muzyk a z kartki śpiewa?” - pomyślałem, jednak srogo się myliłem. W pudełeczku znajdował się jakiś biały proszek. Kartka zaś została zwinięta w rulonik i posłużyła jako narzędzie do wciągania owego proszku. Moje zdziwienie sięgnęło apogeum, a przynajmniej tak w tamtym momencie uważałem. Jestem jednak świadomy tego, że artyści wiele rzeczy robią pod wpływem, więc przymknąłem na to oko i kontynuowałem oczekiwanie na partię wokalną. Widziałem, jak mój dawny idol otworzył usta i zaczął śpiewać:
      KURWAAAA!
      Momentalnie podskoczyłem z krzesła przy moim mikserze. Zamurowało mnie. Czas zatrzymał się, a ja patrzyłem jak na idiotę. Jaki był powód tak srogiego i tłusto brzmiącego zamiennika przecinka w naszym ojczystym języku? Myślałem, że coś go zirytowało, jednak chwilę potem stało się dla mnie jasne, że to jednak tekst piosenki…
      JAZDAAA!
      AMOOK!
      CHŁOSTA!
      Nie wiedziałem kompletnie co się dzieje. Czy on zwariował? Pojebało go do reszty? Co on tam kurwa wciągnął, lek na paradontozę? Nagle skurwysyn zaczął się telepać, upadł na ziemię i dostał ataku przypominającego padaczkę. Rzuciłem swoje studyjne słuchawki w kąt i pobiegłem do sali. Trzymam go za ramiona widząc pianę pojawiającą się na jego ustach. „Jaceeek! Wszystko w porządku!?? Jaaaceeek!” On jednak otworzył oczy, ostatkami sił złapał mikrofon i zaczął śpiewać dalej:
      I DOSKO SIĘ CZUJĘ
      I WSZYSTKO KAPUJĘ
      I NA LEKKIEJ FAZIE
      WCIĄŻ TRYBIĘ I JARZĘ!
      Chciałem podać mu wody, którą przygotowuję w szklankach dla wokalistów w celu oczyszczenia gardła przed wykonywaniem partii wokalnych, jednak nie było takowej nigdzie w pobliżu, gdyż jak już wspomniałem klientów jak na lekarstwo. Miałem przy sobie jednak trochę Coli Original z biedro. „Jacek? Chcesz kolę?”
      O JA CIĘ PINDOLĘ
      Spanikowałem, zalany zimnym potem. Puściły mi nerwy i krzyknąłem - „Kurwa Jacek pij tę kolę!” On jednak odpierdał bonanzę dalej:
      A JA CHCE NERWOSOOOL!
      Były to jego ostatnie słowa przed zapadnięciem w krótki, aczkolwiek głęboki sen. Nie wiem co działo się ze mną przez kolejne piętnaście minut. Wiem natomiast, że zdążył w tym czasie obudzić się i wstać. Rzucił mi z portfela pięć tysięcy i mówi, żebym mu ten wokal wypalił na płytkę.
      ”Kurwa Jacek, prawie umarłeś, jakie ty wokale chcesz?”
      ”Nagrywaj nie pierdol”
      Wypaliłem mu więc płytkę z jękami niczym z otchłani piekieł. Uśmiechnął się, podziękował i wyszedł, mówiąc „Jam jest Czterysta Czterdzieści… i Cztery.”. A ja przez dwie kolejne godziny próbowałem zrozumieć, co właściwie się stało. Tych młodych od mixtape’a nie wpuściłem. Bałem się otwierać drzwi do studia przez kolejny tydzień. Tak było

    •  

      @JakDorobic_com: ja, 17 lat
      w domu u kumpla, gramy w gry i gadamy
      nagle łapie mnie potrzeba żeby walnąć klocka
      to jeden z tych post-meksykańskich klocków, do których zużywasz 4 metry papieru toaletowego, a i tak nadal zostają smugi z kału
      mówię, że zaraz wracam i idę do łazienki
      zaczynam wypuszczać jelitowego Cthulu w chwili gdy moje spocone pośladki dotykają deski klozetowej
      słodziutka ulga
      sięgam po papier, widzę, że cała rolka jest zużyta
      rozglądam się, nigdzie nie ma papietu
      uwięziony na 1 piętrze bez czegokolwiek do podtarcia dupy
      zbyt dziwnie żeby wołać teraz o pomoc
      rozglądam się za amunicją alternatywną
      2 rzeczy
      nowe czasopismo samochodowe jego ojca
      i biblia jego mamy
      mam przed sobą ultimatum
      tatuś jest wielki, uwielbia auta i jest skłonny do agresji
      mama to typowa miła kobieta, malutka i flegmatyczna, czułaby się bardzo źle gdybym jej to zrobił
      tato mógłby skopać mi dupę
      no i jestem ateistą
      odrywam kilka stron ze środka starego testamentu
      Chrześcijanie i tak nie czytają tego gówna
      papier jest cienki, robią mi się ranki na odbycie
      10 stron później, jestem czyściutki
      podciągam spodnie, gdy uderza 2 fala
      nie mam nawet czasu spłukać wody, siadam i robię swoje
      po 3ciej rundzie, siedzę przez 20 minut żeby upewnić się, że wszystko już wyszło
      w tym momencie kumpel stoi pod drzwiami i pyta czy wszystko ok
      mówię, że za chwilę wyjdę bo złapała mnie sraka
      wycieram dupsko po raz czwarty i ostatni
      zużyłem jakieś 1/4 starego testamentu
      w toalecie jest więcej papieru niż instalacja wodociągowa może zmieścić
      musze działać szybko, bo kumpel stoi pod drzwiami
      próbowałem to przepchać babką klozetową, bez rezultatu
      upewniam się, że ma jakieś antybakteryjne mydło przy zlewie
      ręce mogą zostać umyte
      podwijam rekawy i sięgam do toalety przepychając ręką zbitą papkę
      gdy jestem na kolanach zauważam całą rolkę papieru która leżała na zbiorniku z wodą
      cojakurwazrobiłem
      spłukuję toaletę łokciem, zaczyna się wylewać
      kartki pisma świętego pokryte gównem rozprzestrzeniają się po podłodze
      zdzieram wieko zbiornika desperacko próbując odłączyć tanią instalację
      zbiornik się opróżnia i zaczyna wydawać głośne odgłosy piły mechanicznej
      kumpel dobija się do drzwi i pyta co ja kurwa robię
      w przeciągu 40 sekund, odgłosy stają się coraz głośniejsze i głębsze
      nagle ustaje
      cały czas jestem w szoku, ręce pokryte gównem opieram z przyzwyczajenia na czole
      kumpel otwiera drzwi od zewnątrz (fikuśny zamek który można przekręcić monetą) i wparowuje do środka
      patrzy na mnie i zamiera
      moje oczy są wytrzeszczone, gówno rozmazane na moich rękach i twarzy
      biblia mamy leży zapomniana na ziemi pokryta mazią z toalety
      słyszę, że jego rodzice idą na górę
      kumpel stoi i nie ma pojęcia co robić
      jego mama wchodzi i zszokowana zaczyna łkać
      "Moja prababcia dała mi tą biblię miesiąc przed tym jak zmarła na raka"
      jego tato wchodzi po kilku sekundach
      zszokowany, zauważa biblię i zaczyna się śmiać
      odwraca się, idzie w kierunku schodów i śmiejąc się mówi "masz przejebane"
      jego mama zaczyna płakac coraz mocniej
      "Dlaczego to zrobiłeś?"
      powtarza to w kółko i to bardzo histerycznie
      zaczynam płakać, ale gdy płaczę to wyglądam jak wkurwiony pawian
      jego mama myśli, że ją przedrzeźniam i wychodzi płacząc jeszcze bardziej
      odwracam się do kumpla i mówię "słuchaj, mogę to wszystko--"
      uderza mnie w twarz, łapie za kaptur i wypierdala z jego domu
      zostaję na ulicy przed domem, 1,5km od domu, bez podwózki i umazany fekaliami
      zaczynam iść w stronę domu
      chwilę później jakaś pani podjeżdza i pyta czy chcę podwózkę
      wsiadam, kobieta zaczyna jechać
      uświadamiam sobie że moje ekstrementy właśnie zasychają mi na twarzy
      ona próbuje nawiązać rozmowę
      minutę później wyczuwa odór i patrzy na mnie
      zatrzymuje się na poboczu, każe mi wypiealać
      dochodzę do domu, przekradam się obok rodziców i biorę prychę
      próbuję dodzwonić się do kumpla żeby się wytłumaczyć, nie odbiera
      4ta próba, odebrał i krzyknął żebym przestał dzwonić, rozłączył się
      przez kolejny tydzień zauważyłem, że sąsiedzi i koledzy z klasy dużo na mnie patrzą
      zaczynam słyszeć jakieś głupie przezwiska, "dziecko szatana", "odbytowy testament" itd
      ksywki rozprzestrzeniają się po szkole jak pożar w lesie
      młodsze dzieciaki z którymi nigdy nie gadałem podchodzą do mnie i mówią mi te przezwiska w twarz
      jedna z moich bliższych przyjaciółek która jest chrześcijanką nabrała do mnie dystansu i w końcu przestała się do mnie odzywać
      historia sięgnęła nauczycieli, parę dni później dostałem wezwanie na dywanik
      dyrektor mówi, że wyrzucają mnie za "obrzydliwą zniewagę religijnych wierzeń"
      mama i tata się dowiadują
      mama dziwnie się przy mnie zachowuje, patrzy na mnie z niesmakiem
      czuję jakby myślała, że mnie w ogóle nie zna
      mój tato mówi, że jestem jakimś pojebem i potrzebuję resocjalizacji
      2 godziny później, rozmawia z rekrutującym do wojska i zapisuje mnie na obóz dla rekrutów
      przewinę historię do obozu
      na początku jest spoko
      pierwsze dni były trochę ciężkie ale się przyzwyczajam
      pewnego dnia dostaję paczkę od ziomka z dawnej szkoły
      były to wydrukowane zdjęcia na których jestem, przerobione tak, że wyglądam na nich jakbym wycierał dupsko biblią
      na tyle każdego zdjęcia jest jedno z tych chjowych przezwisk
      nazbyt ciekawski kolega podchodzi i mi je zabiera
      parę minut później całe baraczki wymieniają się fotami i się śmieją a ja bezradny siedzę na łóżku i udaję, że czytam książkę
      jeden z nich obczaja moich znajomych na facebooku i pyta jednego z nich o całą historię
      jakiś czas później, zauważam że jeden z rekrutów patrzy na mnie bardzo dużo
      dowiaduję się, że pochodzi on z ultra-konserwatywnej rodziny i nienawidzi mnie za to co zrobiłem
      wpada na mnie jakiś czas później i próbuję nawiązać rozmowę
      gdy nikt nas nie słyszał, powiedział mi, że gdybyśmy byli na froncie to dostałbym od niego kulkę, a on powiedziałby ,że to ciapaki mnie kropnęły
      2 dni później rozpoczynamy treningi z ostrą amunicją
      wstaję rano, idę do łazienki
      zauważam, że wszyscy się na mnie gapią
      idę się wysrać, dostrzegam, że nie ma w ogóle papieru, a w kabinie jest jedynie biblia
      zaczynam się drzeć, w odpowiedzi dostaję śmiech
      wszyscy idą na trening, zostawiają mnie tam
      wkurwiam się, zaczynam drzeć kartki z tego skurwysyna i podcieram się nimi jakby nie było jutra
      mój odbyt krwawi
      krew kapie wszędzie, nie mogę założyć nawet munduru żeby go nie poplamić
      odrywam kupkę kartek, zwijam je i wsadzam sobie w szczelinę jak paróweczkę w hotdoga
      dopełniam dzieło jeszcze paroma kartkami robiąc sobie w gaciach prowizoryczną pieluszkę
      zakładam mundur
      jak chodzę to słychać gniecione kartki
      czuję się upokorzony i wiem, że spóźnię się na trening
      wychodząc mam nadzieję, że zaczniemy od strzelania
      okazuje się, że najpierw będziemy maszerować w formacji zanim będziemy strzelać
      maszerujemy 10 minut, sierżant słyszy szelest kartek
      każe nam się zatrzymać i pyta kto ma przy sobie gazetę
      rekruci na mnie patrzą
      sierżant każe mi truchtać w miejscu
      głośne szelesty
      pyta co to za dźwięk
      krtań mi się zamyka, nie moge odpowiedzieć
      sierzant rozkazuje mi ściągnąć spodnie
      moja pielucha widzi światło dzienne
      sierżant klnie pod nosem i każe mi przebiegnąć 200 okrążeń wokół obozu
      nie mam wyjście, zaczynam
      pół godziny później biegnę przez mniej widoczną część obozu
      nikt inny jak pan Jezusowy Mściciel, który mówił, że zabiłby mnie na polu bitwy wyskakuje zza krzaka
      w jednej ręce dzierży butelkę Jacka Danielsa, w drugiej pistolet
      uderza mnie w twarz butelką i strzela mi w stopę
      wylewa zawartość butelki na moją twarz gdy ja krzyczę z bólu
      ucieka
      sierżant znajduje mnie leżącego i wykrwawiającego się jakiś czas później
      incydent zostaje odnotowany i jest wszczęte dochodzenie
      okazuje się że Jezusowy chłopiec sprzedał im jakąś historię wyssaną z palca
      mówi, że szkalowałem go na tle religijnym i poniżyłem go podcierając się jego biblią
      zostaję wypierdolony z obozu za religijną nietolerancję, picie i lekkomyślność
      wracam do domu
      tato jest mną zawiedziony a mama się nie odzywa
      zaczynam wysyłać CV
      moje nazwisko i historia się rozprzestrzeniła po mieście i żaden pracodawca nie chce mnie przyjąć
      miesiąc później tato myśli, że jestem żulem i nie szukałem pracy
      wywala mnie z domu
      zostaję bezdomny
      to był prawdopodobnie najgorszy moment w moim życiu, ale od teraz się polepsza
      zostałem włóczęgą na 2 lata
      dostawałem jedzenie z programów pomocy dla bezdomnych za dnia
      gdy byłem głodny w nocy, szukałem resztek w śmietnikach
      pierwsza zima, spotkałem i zaprzyjaźniłem się z 2 innymi włóczęgami
      jeden z nich przedstawił się jako Drżący, drugi jako Adam
      Drżący ma taką ksywkę, bo pił tyle, że spoliły się jego funkcje motoryczne
      dziewczyna Adama przedawkowała heroinę 3 miesiące wcześniej
      spotkałem ich pod mostem na obrzeżach miasta
      włóczyliśmy się razem i dotrzymywaliśmy sobie towarzystwa
      jednej nocy budzi mnie dziwny odgłos
      zobaczyłem, że ssają oni sobie wzajemnie kuasy
      niemitooceniać
      idę dalej spać
      miesiąc później, próbowali mnie zabić
      Adam, Drżący i ja szliśmy przez miasto
      zobaczyłem na ulicy banknot 50zł
      podnoszę go
      kumple żule zgodnie myślą o alkoholu
      żądam, żeby kupić jakieś żarcie bo dawno nic nie jadłem ale Drżący to alkoholik
      chce kupić jak najwięcej tanich winiaczy na ile pozwoli mu to 5 dych
      "pierdol się, ja to znalazłem"
      Adam rzuca się na mnie z nożyczkami
      nie spodziewałem się
      dźga mnie w nogę dwa razy, bierze hajs
      pierdolone pedały uciekają
      nigdy więcej ich nie widzę
      3 dni później dostaje gorączki od infekcji
      zalegam na czyimś podjeździe
      posoka z ran przemokła już dawno przez moje dżinsy
      policjant zatrzymuje się, każe mi wstać i sobie iść
      próbuję wstać, noga boli za bardzo
      policjant wysiada, podnosi mnie na nogi
      krzyczy "ruszaj się"
      popycha mnie do przodu, łapię się za nogę bo tak kurewsko boli
      rano się otwierają i znów zaczynają krwawić
      policjant w końcu dostrzega mój stan
      zabiera mnie do schroniska dla bezdomnych w mieście 20km dalej
      nic nie mówi przez całą drogę
      w schronisku ładniusia czerwonowłosa podchodzi z apteczką i pudełkiem z gumowymi rękawiczkami
      wygląda jakby mi współczuła
      po raz pierwszy jestem traktowany jak człowiek przez kobietę od dłuższego czasu
      dostaję erekcji, przebija mi przez bokserki
      ona to dostrzega, wyraz obrzydzenia przyozdabia jej twarz
      czuję się źle i przepraszam
      ona nerwowo się śmieje i opatrza moje rany
      daje mi pudełko z antybiotykami
      mówi, że nie można się tym sćpać i jest warte pare złotych
      tymi słowami skończyło się traktowanie mnie jak człowieka
      po paru dniach rany się goją
      schronisko daje mi kopa i wracam do szwędania się
      parę miesięcy później
      kolejna zima
      krążę po jakimś nowym mieście, jest 1 nad ranem
      drogi są puste
      znajduję zimową kurtkę mojego rozmiaru w pojemniku PCK
      idę dalej i widzę panią przy rogu
      wiem, że jest kurwą ale ona praktycznie nic na sobie nie ma
      jest zimno, ona się trzęsie
      podbijam i mówię "cześć"
      pyta czy mam pieniądze, mówię, że nie
      każe mi spierdalać, brzmi zmęczona
      oferuję jej kurtkę, patrzy na mnie dziwnie przez kilka sekund
      mówi, że nie może się zakrywać w pracy
      dziękuje mi i się uśmiecha
      nie wygląda tak kurewsko jak inne kurwy
      jest trochę zużyta ale widać iskierkę godności
      zostałem i trochę z nią pogadałem
      opędzam jej myśli od zimna
      około 3 nad ranem brudny kombiak podjeżdża
      wielki koleś woła do auta Izę
      jej imię to Iza
      gościu patrzy na mnie i pyta czy jestem klientem
      mówię, że nie, on każe mi spieralać
      gdy odchodzę, on zaczyna ją bić i pytać kim jestem
      wrzuca ją do auta
      myślę o niej cały kolejny dzień
      następnej nocy, przychodzę w to samo miejsce i ona tam była
      miałą podbite oko i liczyła na szybko banknoty
      podchodzę a ona mówi, że jej alfons nas pokroi jesli znów nas razem zobaczy
      mówię, że tylko przechodzę
      siadam za pudełkiem w alejce tak, że mnie nie widać
      gadamy całą noc pomiędzy klientami
      jest już prawie 3cia i każe mi się zmywać
      robię to, co każe i sytuacja powtarza się przez miesiąc
      formujemy swego rodzaju więź, jesteśmy przyjaciółmi
      włóczęga i prostytutka
      ona sobie żartuje, że powinni zrobić taki program w telewizji
      pewnego dnia jej alfons podjeżdża kombiakiem parę godzin wcześniej
      przyciska mnie do ściany i mierzy we mnie spluwą
      spokojnie pyta kim jestem
      odpowiadam, że tylko włóczęgą i że jestem przyjacielem Izy
      dwóch jego kumpli wysiada z auta i przetrzepują mnie szukając pieniędzy
      nie ma żadych
      rzuca mnie na ziemie, kopie mnie i każe mi spierdalać
      mówi, że psuję mu produkt, cokolwiek to znaczy
      oznajmia, że jeśli jeszcze raz mnie tu zobaczy to mnie zastrzeli
      następnej nocy wpadłem do Izy tylko na 20 sekund
      pożegnałem się i odszedłem
      już nigdy jej nie zobaczyłem
      tydzień później jestem na skraju miasta jedząc puszkę tuńczyka
      widzę kombiaka podjeżdżającego do mnie
      wbiegam w alejkę a on zatrzymuje auto
      słyszę, że goni mnie parę osób
      doganiają mnie i mnie przewracają
      alfonsik na mnie patrzy i oddycha ciężko
      wyciaga gnata i siada na skrzynce
      zapala szluga i uspokaja oddech
      kontakt wzrokowy nieprzerwany
      w końcu przemawia
      "Iza to jedyny powód dla którego Cię dziś nie zabiję"
      okazuje się, że nazmyślała sporo rzeczy tylko po to, żeby jej alfons mnie nie zabił
      w tych rzeczach była informacja, że jestem zaawansowanym przemytnikiem szukającym pracy
      mówię, że przez cały ten miesiąc przychodziłem z nią gadać i jestem taki sprytny
      zamieram, gdy on proponuje mi zarobienie 5 koła
      oczywiście że tak
      daje mi teczkę zawiniętą w folię bąbelkową i każe mi ją zanieść na drugą stronę miasta
      mówi, że zabije mnie na miejscu jeśli odmówię
      oczywiście zgadzam się
      on mówi, że zabije Izę jeśli tego nie zrobię
      przytakuję i mówię, że to zrobię
      daje mi złożoną serwetkę z adresem i napisem "Żółty garbus"
      idę
      docieram do adresu i 2 skośnych siedzi w garbusie
      podbijam do okna
      jeden mnie zauważa, wyciąga spluwę
      wyciągam powoli teczkę
      okno się opuszcza
      daję mu paczkę i odchodzę
      parę ulic dalej słyszę pisk opon i krzyki
      garbus jedzie prosto na mnie
      pasażer celuje we mnie pistoletem
      rzucam się na ziemie i czołgam do rowu
      po chwili ich gubię
      przechodzę przez most nad rzeką, będę się chować aż znikną całkowicie
      w połowie mostu garbus nadjeżdża
      próbuję uciekać, dostaję kulkę w nogę
      auto się zatrzymuje, azjata wysiada
      nikogo nie ma w pobliżu
      łapie mnie za kołnierz
      wrzuca mnie do wody
      pamiętam jak płynąłem w dół z prądem wody prosto w dzicz otaczającą zurbanizowane miasto
      desperacko próbuję zostać na powierzchni
      zmęczyłem się i zasłabłem, straciłem czucie w rękach i nogach obijając się o kamienie
      ostatnia rzecz jaką widziałem to kropka światła przy brzegu
      budzę się
      jestem przykryty czarnym kocem i leżę obok ogniska
      wstaję, moje znoszone ciuchy wiszą na patyku i schną
      rozglądam się, dostrzegam tipi pod kasztanowcem
      pierdolony indianin stoi i pali trawę
      wstaję, a on mówi, żebym lezał i się ogrzał lub umrę
      kładę się i zasypiam z wycieńczenia
      parę sekund później on mną potrząsa i mnie budzi
      mówi, że to niebezpieczne spać gdy jest tak zimno
      okazuje się, że indianin, łysiejący w okolicach 40ki ma na imię Hektor
      mówi, że on jest właśnie w spirytualnej drodze do Częstochowy
      jest jakimś przodkiem Nawaho i chce spotkać dusze swoich krewnych w każdym świętym miejscu na świecie, a miał tu rodzinę czy coś
      pyta czy chcę dołączyć
      mówię, że spoko, darmowa trawa
      spędzamy kolejne miesiące idąc z buta do Częstochowy prosto z północy
      dogadujemy się, nauczył mnie łowić i polować i dbać o siebie w dziczy
      nauczył mnie wytwarzać swoje własne ciuchy i zasoby z darów natury
      podrózując jakąś puszczą, pyta czy chciałbym spirytualego przebudzenia od jego ludzi
      myślę, że nic mi nie szkodzi
      obydwoje jesteśmy najarani jakimś dziwnym gównem, nazywał to "pejotl" czy cos takiego i mógłbym przysiąc, że widziałem dźwięki
      czas i przestrzeń przewlekają się przez siebie
      widzę świątynię zbudowaną z gałek ocznych
      lis trąca mój bark i wbiega do środka
      idę za nim
      mijam figurę człowieka stworzoną z wody
      na podeście, na samym środku świątyni jest rolka papieu toaletowego
      mój umysł wpadł w tą dziwną, percepcyjną pętlę
      dziwny moment olśnienia w tej całej irracjonalności wokół mnie
      w tej chwili uświadamiam sobie dziwaczną naturę życia
      spirale ciągów wydarzeń, zapoczątkowane brakującą rolką papieru
      to jest niedorzecze
      jaram jakiś pejotl z uzależnionym od narkotyków indianinem przez rolkę papieru
      co się kurwa stało
      reszta fazy to jakieś oceany i rozmazane obrazy
      zapomniałem o swoim olśnieniu gdy faza minęła
      następnego dnia docieramy do Częstochowy
      wcześniej był tam indiański rezerwat ale Hektor spodziewał się czegoś innego
      chciał natury i mistycyzmu ale wszystko teraz poszło do przodu
      w rezerwacie były obrazy Nawaho, jedzenie, historie, ale były tam też kablówka, internet i kanalizacja
      był zawiedziony ale i tak szczęśliwy
      mówi mi "jeśli chcesz gonić marzenia, musisz być przygotowany na rozczarowanie"
      ludzie w rezerwacie są spoko
      pozwalają nam zostać
      dostaję pracę, call center
      zaczynam studiować informatykę przez internet
      zdaję liczne certyfikaty
      dostaję robotę w firmie komputerowej, 40 tysi rocznie na start
      podczas pobytu w rezerwacie przykułem uwagę pewnej dziewczyny w moim wieku
      ma na imię Marisa
      odłożyłem trochę kasy, czas wyjechać
      ofiarowałem parę tysi dla rezerwatu w ramach podziękowania
      zabookowałem bilet do domu, gdzie ja i Marisa mieliśmy razem mieszkać
      cieszę się na spotkanie z rodzicami
      planuję wizytę niespodziankę
      patrzę przez okno, widząc cały mój kraj pod sobą
      czyste niebo
      pamiętam jak przemierzałem na piechotę przez te wszystkie drogi
      szczęśliwy i zdumiony, jak wszystko wyszło na prostą
      wprowadzamy się do mieszkania
      fryzjer, ciuchy, odpierdalam się jak nigdy
      idę do starego domu rodzinnego
      mama otwiera drzwi, patrzy na mnie przez kilka sekund
      mdleje
      gdy do siebie dochodzi, płacze i mnie przytula
      mój tato nie mógł uwierzyć, że jestem spowrotem
      po raz pierwszy w życiu widziałem, jak uronił łzy
      milion przeprosin i wymówek
      powiedział, że parę dni po tym jak mnie wywalił, zmienił zdanie
      nie mógł mnie znaleźć
      2 lata później, myślał, że nie żyję
      jeden z najszczęśliwszych momentów życia
      kolejny z takich szczęśliwszych miałem 3 tygodnie później w pracy
      naprawiałem właśnie komputery
      zauważyłem, że jeden z nich ma karteczkę "zepsuta pamięć RAM" a właścicielem jest mój stary kumpel u którego cała akcja się zaczęła
      wymieniam RAM, włączam peceta
      przypominam sobie że przez tego skurwiela dostałem z 2 kulki i byłem dźgany nożyczkami
      ściągam na jego komputer w pzdu dziecięcej pornografii, bestialstwa i innego zdeprawowania
      chowam folder, wyłączam kompa i pakuję
      szperam trochę w necie i okazuje się, że kumpel jest ministrem w lokalnym kościele
      dzwonię do właścicieli kościoła informując o tym, co znalazłem na jego komputerze
      następnego dnia widzę jego zdjęcia w gazecie
      idzie do więzienia, wyjebali go z kościoła a jego żona i dzieci go zostawiają
      dzieci idą do psychologa żeby zobaczyć czy je dotykał
      jego życie się psuje
      on nigdy nie dowiaduje się, kto go właściwie wrobił, program ochrony świadków
      natura zycia zatacza pełen okrąg, dziwko

    •  

      @JakDorobic_com Zima idzie a ja w starych adidasach już miałem dziurę taką, że można było 2 palce wsadzić więc po miesiącu wyrzeczeń dzięki którym zaoszczędziłem pieniądze, poszedłem wczoraj do galerii handlowej kupić sobie porządne buty na zimę.
      W sklepie CCC znalazłem, solidne wykonanie, przystępna cena, modny wygląd- nie zastanawiałem się długo. Wróciłem z butami do domu, pochodziłem w nich po pokoju, poprzeglądałem się w lustrze i czułem dobrze. Jeszcze je solidnie zaimpregnowałem, żeby nie przepuszczały wody i się nie niszczyły.

      Dzisiaj poszedłem w swoich nowych butach na uniwersytet. Czułem się dzięki nim bardziej pewny siebie, jak siedziałem na korytarzu to nogi wyciągałem daleko, żeby ludzie lepiej widzieli jakie mam eleganckie buty.
      Po zajęciach czekam na przystanku na Krakowskim Przedmieściu na autobus a tu z kawiarni wychodzi znany podróżnik katolicki Wojciech Cejrowski. Elegancko ubrany a nie w jakąś tam koszulę hawajską, z egzotycznych motywów to miał tylko w ręce taki kubeczek na yerba mate.

      Popatrzył się na mnie, na moje buty i podchodzi i zagaduje, czy te buty to są te z CCC za 139,00zł.
      Ja mu zadowolony mówię, że tak panie Wojtku, te same dokładnie, i że miło, że pan zauważył.
      Cejrowski na to powiedział tylko

      Śmieć
      Mi szczęka opadła i nie wiem o co chodzi. Cejrowski pyta, którego wyrazu nie rozumiem "śmieć" czy "śmieć". No to ja mówię, że obydwa rozumiem tylko nie wiem dlaczego tak mówi. Cejrowski mówi, że dlatego, że tylko śmieć może nosić takie chujowe, biedackie buty. Że on do dzikich krajów jeździł i tam ONZ i Czerwony Krzyż takie buty przysyłał dla biednych ludzi za darmo i nawet oni nie chcieli w nich chodzić tylko wyrzucali. I że nawet było specjalne posiedzenie komisji UNICEF, że nie wolno głodnym dzieciom takich gównianych butów dawać, więc tam przestali wysyłać tylko do sklepów do Polski.

      Ludzie na przystanku śmiechają pod nosami i się patrzą na moje buty, ja już gula w gardle i staram się jakoś jeden za drugim schować ale to nic nie daje. Ale jednak pomyślałem, że nie dam sobą pomiatać nawet znanemu człowiekowi i krzyczę na Wojciecha, że on sam przecież boso przez świat chodzi więc nie ma prawa się do moich butów przypierdalać.

      Cejrowski w śmiech i mówi, że boso to on chodzi w eleganckich krajach zagranicznych a nie w Polsce gdzie co 5 metrów można w psie gówno wejść albo jakąś strzykawkę z HIV, i że po Polsce to on chodzi w porządnych butach i pokazuje mi swoje buty z jakimiś frendzlami, paskami, dolce&gabana i że nawet taki guzik mają, że jak go lawina przysypie w tych butach to on ten guzik naciska i go wtedy można znaleźć pod śniegiem.

      Ja nie daję za wygraną i krzyczę, że przecież on jest człowiekiem wierzącym gorliwie i że Pan Jezus chodził boso albo w jakichś rozpadających się sandałach więc dlaczego on mnie obraża. Cejrowski na to, że z tymi sandałami Jezusa to lewacka propaganda II Soboru Watykańskiego i Jezus obuwie dobierał bardzo starannie, i jakby teraz zszedł na ziemię znowu i mnie w takich butach zobaczył to by mi w mordę przypierdolił.

      Ja cały czerwony, nie wiem co powiedzieć, ludzie ryczą ze śmiechu a Wojtek Cejrowski mówi, żebym się zachował jak biały człowiek honoru i te buty zdejmował i wypierdolił. No to ściągam te buty, cały już zaryczany bo tak mi było ich szkoda i odkładam do kosza na śmieci na przystanku delikatnie, bo je chciałem wyjąć jak Cejrowski pójdzie.

      Stoję na śniegu w samych skarpetkach, nogi aż pieką od zimna, autobus powoli nadjeżdża, chciałem szybko buty złapać i wskoczyć do środka ale jak się rzuciłem do śmietnika to Wojciech mi zagrodził drogę i powiedział, żebym miał trochę godności. Wsiadłem bosy do autobusu, przejechałem jeden przystanek, wysiadłem i biegiem lecę z powrotem buty zabrać. Grzebię w śmietniku, wszystko wyrzucam z niego ale butów nie ma. Pytam ludzi co stali na przystanku, czy butów ktoś ze śmietnika nie zabrał a oni mówią, że tak, że znany podróżnik Wojciech Cejrowski tutaj był i wziął buty i powiedział, że jedzie na ryzykowną wyprawę do Nepalu i w sam raz będzie miał buty eleganckie i niezawodne.
      A ja będę całą zimę zapierdalał w starych adidasach. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      @JakDorobic_com: #pasta #coolstory

      W czasach podbazy miałem sasiąda, który nazywał się Pszemek i był kilka lat młodszy ode mnie. Ogólnie całkiem spoko ziomek, pomimo, że z rodziny trochę patologicznej. Często harataliśmy sobie w gałencję, sami albo z koleżkami z osiedla. Któregoś jesiennego dnia matula Pszemka, a Grażyna było jej na imię, zaprosiła mnie na obiad, bo w końcu ja taki przyjaciel domowego ogniska i hehe autorytet dla Pszemysława. Jej wygląd nie zachęcał do przyjścia, posiadała bardzo bujny jak na kobietę zarost i głos Tomasza Knapika, więc wszyscy na osiedlu bali się Grażyny, chodziły nawet ploty, że odsiedziała kilka lat za pobicie policjanta xD Zgodziłem się, bo Pszemek zachwalał, że jego stara robi uber dobre kotlety mielone.

      Rodzina Pszemka (ojciec-Janusz, matka-Grażyna i syn) mieszkała w dwupiętrowym domu, który miał około 15 lat, ale z powodu biedy, patologii i zaniedbania wyglądał na przedwojenny. Wchodzę do środka i już w progu wita mnie jakaś zasłona na drzwi zrobiona z oczojebnych tasiemek i koralików, a w korytarzu rozbrzmiewa "JOMAHAAA, JOMASOOOŁ" zespołu modern talking. Podsumowując, skansen lat 80. W salonie (dywany na ścianie itp.) siedzi samiec alfa rodziny - ojciec Janusz, pod wąsem tli się szlug, a noga potupuje w rytm muzyki. Razem z żoną ogląda familiadę, ale Grażyna widząc mnie od razu zabiera się do robienia kotletów. Witam się z głową rodziny, a on uśmiecha się dumnie i mówi:

      Ehehe, Pszemek pokaż gościowi moją kolekcje hehe

      Kolekcją okazał się być zbiór butelek po piwie, poustawianych na kuchennych szafkach obok doniczek z paprotkami. Wyglądało to trochę żenująco, ale Pszemek od razu zadeklarował, że kiedy dorośnie będzie miał taką samą kolekcje. Ojciec-Janusz trochę się wzruszył, chlipnął nosem, poklepał syna po głowie i powiedział:

      Noo Przemysław bedo z ciebie ludzie noo moja krew

      Czekając na obiad zaczęliśmy grać z Pszemkiem w pokemony. Słyszałem jak matka-Grażyna smażąc kotlety śpiewała tym swoim barytonem pod nosem:

      Ale bendo smaczne kotleciiiikiiii

      W pokemony wygrywałem miażdząco, aż zrobiło mi się troche szkoda kolegi, dałem mu ze dwa razy wygrać po czym Grażyna zawołała nas na obiad. Kiedy zobaczyłem te kotlety, strachłem srogo, wyglądały jak bezkształtne bulwy w kolorze gówna, a pachniały jeszcze gorzej. Jakimś cudem zmęczyłem pół mielonego i ziemniaki, w tym czasie rodzina Pszemka zdążyła ich zjeść ze 12, wpierdalali jak jakaś rodzina dzików xD Janusz widząc, że nie zjadłem kotleta skwitował to mówiąc, że co to za amerykańskie zwyczaje żeby mięso zostawiać, a kartofle zjadać. Podziękowałem za posiłek, a na odchodne Grażyna wepchnęła mi jakiegoś starego batona za 89 groszy w formie deseru. Nie wiem z czego Grażyna robiła swe przysmaki ale kotlety podziałały na Pszemka niczym narkotyk. Źrenice powiększone, oddech przyspieszony a wargi drgają.

      Pierwszy raz widziałem, żeby ktoś najebał się kotletem xD.

      Po obiedzie mieliśmy pograć w nogę, szybko zebraliśmy skład złożony z różnej maści tubylczych Sebiksów, Mateuszy i Mirków. Rozpoczęliśmy mecz, Pszemek grał jak w transie, dryblował, strzelał i podawał. Rozochocony zaczął wrzeszczeć:

      MAAATIIII DAWAJ NA WOLEEEEJAAAA!!!

      Mati, lokalny Ronaldinio, zagrał bardzo celnie, a Pszemek uderzył potężnie z czuba. Nie trafił, piłka leciała bardzo szybko
      i wleciała do kuchnii przez okno, niestety było zamknięte. Wtedy zaczęła się inba xD Matka-Grażyna drze się z domu:

      ŁOOOLA BOOGAA!! PSZEMEK TY SKURWESYNU!! ŁOOJCIEC LEŻY!!

      Po czym wybiegła z domu ze szpadlem i zaczęła gonić Pszemka. Wszystkie Sebiksy, łącznie ze mną, wystraszyły się nie na
      żarty, każdy nogi za pas i taktyczny odwrót. Grażyna była w formie, złapała naprutego Pszemka i zaprowadziła do domu
      trzymając go za ucho. Poźniej okazało się, że wolej Pszemka był celny i zniszczył całą kolekcję butelek ojca-Janusza xD
      Ojciec-Janusz dostał z tego powodu palpitacji serca i musiał przeleżeć w szpitalu ze dwa tygodnie. Niestety Pszemek dostał bana na kolegów i nie widzieliśmy go przez całą zimę.

    •  

      @JakDorobic_com

      Kiedyś obudziłem się w nocy, była zima... mieszkam na osiedlu w bloku na 4 piętrze. Leżałem bez ruchu, światło latarni odbijało się od pokrytej śniegiem ulicy, wszędzie było tak biało, ale uświadomiłem sobie, jaki to dźwięk mnie obudził, dobiegał jakby ze śmietnika, taki skrzek ptaka i drapanie, ten dźwięk był tak głośny, że pomyślałem, że zaraz jakiś starszy frustrat wyjdzie na balkon i coś ryknie.. albo zadzwoni na policję, ale nic takiego się nie stało. Ten dźwięk kraczenia połączonego ze skowytem i drapaniem był jednostajny i miarowy, doprowadzał mnie do takiej skrajności, że mówiłem sobie tylko: przecież to się nie może dziać naprawdę, to nie jest horror tylko prawdziwe życie, serio miałem już łzy w oczach , nie wiem ile leżałem bez ruchu, ale gdy kraczenie trochę ucichło, zebrałem się w sobie i delikatnie podszedłem do okna.

      Na śmietniku nic się nie działo, postanowiłem więc, że uchylę trochę firankę i zobaczę dokładniej. Chwyciłem lekko za krawędź... JEEEBBBBB! KRAAAAAA! Jak coś nie pierdolnie w szybę, chwyci mnie za rękę, patrzę a tu Człowiek Małpa, największy zbrodniarz wojenny! "Skurwysynie zostaw mnie!!!" darłem się jak pojebany, a on tylko: KRAAAAAA! KRAAAAAA! UUUUUU...! Wjebałem się do pokoju, a on stanął przede mną na parapecie w całej okazałości, szybko wybiegłem z mieszkania, otworzyłem szafkę na bezpieczniki na korytarzu, chcąc urwać drzwiczki, aby mieć czym się bronię, ale Cowiek już był za mną... KRAAAAAAAAAAA! Odskoczyłem... a on jak nie pierdolnie w te bezpieczniki, w całym bloku zamigotało światło, a ja korzystając z okazji, zamknąłem drzwiczki i zakleiłem je gumą do żucia... A on tylko wył i prychał, po czym się uspokoił, a ja wróciłem do swojego łóżka... Cowiek Maupa siedzi już w budce na bezpieczniki drugi rok... A ja tylko modlę się, żeby nie było jakiejś awarii w bloku...

    •  

      @JakDorobic_com: o taka o do zębów

      źródło: komputronik.pl

    •  

      idziesz ulicą
      jakaś laska 9/10 ci macha
      nie wiesz skąd ją znasz, ale jest ładna
      więc odmachujesz
      za kilka sekund ogarniasz, że macha typowi, który stoi za tobą
      aby jakoś wyjść z niezręcznej sytuacji nadal machasz
      możesz udawać, że łapiesz taksówkę
      taksówka podjeżdża, więc wsiadasz
      kierowca pyta gdzie jedziemy
      pierwsze co ci przychodzi do głowy
      lotnisko
      taksówkarz wiezie cię na lotnisko
      wysiada razem z tobą, bo chce zapalić
      musisz udawać, że na kogoś czekasz
      stoicie obok siebie, czujesz jego wzrok
      bez walizeczki na lotnisko? na kogoś pan czeka?
      nie odzywasz się
      na kogo? no kurwa na nikogo, zapłaciłeś właśnie trzy dychy, żeby nie wyjść na debila
      ale teraz wyszedłeś na niego podwójnie
      aby temu zaradzić wpadasz na pomysł
      więc odpowiadasz
      a no bo ja tak podróżuje po świecie, spontaniczne wyjazdy, przygody, szukam wrażeń, wróciłem tydzień temu z belize
      głupi taksówkarz nawet nie wie co to
      ooooo uuuuu panie
      gasi papierosa i odpala kolejnego, skurwysyn
      a tera gdzie?
      dostajesz już kurwicy, ale ze stoickim spokojem odpowiadasz
      tam gdzie wiatr poniesie
      taksówkarz kiwa ze zrozumieniem głową udając, że rozumie i wyrzuca świeżo odpalonego peta
      podaje mi rękę
      jestem sławuś. Panie, pan mi z nieba spadł
      co tym kurwa razem
      niech mnie pan zabierze ze sobą w świat, ja chce coś zmienić w życiu, żona i tak mnie nie kocha, bachory na studiach i mają mnie w dupie
      w innej sytuacji zrobiłoby ci się przykro, ale teraz jesteś do granic możliwości wkurwiony
      bo najdalej od domu to byłeś w Łebie na zielonej szkole
      ale nie możesz się już wycofać
      wzdychasz ciężko i sprawdzasz najbliższe loty
      Paryż
      no dobra, w sumie nie jest tak źle
      razem ze sławusiem kupujecie bilety na samolot i lecicie, mając przy sobie tylko najważniejsze rzeczy
      i kilkanaście paczek najtańszych petów sławusia, jest nałogowym palaczem i nawet tobie wcisnął kilka na przechowanie
      w Paryżu jest zajebiście
      nie wierzysz, że taka życiowa przygoda trafiła ci się tylko dlatego, że chciałeś nie wyjść na debila przed jakąś laską
      i nigdy byś nie pomyślał, że pięćdziesięcioletni taksówkarz może być takim świetnym towarzyszem
      tylko to jego nałogowe palenie i fakt, że często zasypia w trakcie tej czynności
      trochę się obawiasz, że sławuś kiedyś wznieci pożar
      mniejsza o to
      jutro idziecie zobaczyć katedrę notre dame, to będzie dopiero coś!

    •  

      Nie wiem jak pasta może cie rozbawić ale ta jest najlepsza w mojej opinii. Dej te książkę człowieku bo nie czytam książek ale ta będzie czytana ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      źródło: IMG_4919.PNG

      +: Brzozq
    •  

      załóż organizację non profit
      brak profitu

      +: Brzozq
    •  

      @JakDorobic_com: wypisz mnie z wołajo proszę :)

      +: Brzozq
    •  

      Co się nawypuszczałem powietrze nosem to moje ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Najgłośniej jednak ryknąłem czytając klasyki. Zwycięzcami są:

      @vladek
      @Yuutsu
      @Momento83

      Brawo Wy (✌ ゚ ∀ ゚)☞
      Napiszcie do mnie na PW.

      +: vladek
    •  

      @JakDorobic_com: Losuj dalej, wkleiłem tą pastę bo bylem pewien że wygra (jak widać słusznie ( ͡° ͜ʖ ͡°)) a chciałem utrudnić ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°).

    •  

      @Yuutsu: Skoro zrzekasz się nagrody, to następny w kolejce był (╭☞σ ͜ʖσ)╭☞ @mackiy

      +: mackiy