•  

    Ciekawy fragment. Z góry przepraszam za zrobienie zdjęcia stron, zdaje sobie sprawę jak niewygodnie to się czyta, niemniej chciałam się z wami podzielić i mam nadzieję że wyszło przyzwoicie.
    Rozmnażanie jako mały cud, ciąża jako stan błogosławiony a to że ktoś ma swoje dziecko to już całkowicie magiczne wydarzenie, do niczego nie porównywalne. Prawda jest taka, że człowiek jest zwierzęciem, lubimy romantyczne rzeczy to cyk i najprymitywniejsza część tego gówno planu matki natury wydaje się piękna i wyjątkowa.
    Taka wiedza też pośrednio kwestionuje naszą wyjątkowość, wartość, sens życie. Bo jak sensem można nazwać koło które się toczy żeby się toczyć?
    A już całkiem bezpośrednio kwestionuje cud rodzicielstwa, niemal mistykę tego zajścia. O rodzicielstwie mówimy dobrze albo wcale, swoiste sacrum mające swoje miejsce nawet w dekalogu. Jednocześnie dosyć ciasna klamra spajającą gatunek do tego stopnia że jak wymrzemy to "my". Nie ma rozróżnienia na przodków, są tylko urojone przyszłe pokolenia mające być niewiadomo czym. Dlaczego tak usilnie złapaliśmy się i nie chcemy puścić idei ludzkiego rodu, która w sumie istnieje tylko dla naszej wygody, daliśmy sobie ją wmówić religią, książką i filmem. A prawda jest taka że nasz świat i nasz Bóg umrą razem z nami.
    Często to widać gdy ktoś na jakąkolwiek dyskusje antynatalistyczną reaguje ale bez tego wymrzemy!. Bez żadnego uzasadnienia, przecież to niemal aksjomat, wartość sama w sobie XD. Dopiero pytanie "no i co z tego?" budzi coś więcej. Zazwyczaj agresję.
    Jeszcze dwa zdjęcia w komentarzu. W stosownym czasie dodam jeszcze bardzo ciekawy fragment o ssakach, który nawet bardziej mi się podoba i prowadzić może do jeszcze innych wniosków.
    Może potrzebujemy, w imię tej dyskusji o którą proszą obie strony, czytać jak najwięcej takich rzeczy. Bo dopóki narodziny będą traktowane jako coś mistycznego i niemal boskiego, tak długo nie będzie miejsca na prawdziwą dyskusję o ich sensowności bądź braku. Sacrum rodzicielstwa trzeba się pozbyć nawet nie dla triumfu antynatalizmu, ale do zdrowszej rozmowy
    #antynatalizm #ciaza #biologia #seks #natalizm

    źródło: IMG_20191229_164145.jpg

    +: Tylko_szczera_prawda, SarahC +16 innych
    •  

      :

      źródło: IMG_20191229_164324.jpg

    •  

      Komentarz usunięty przez autora

    •  

      @MPXD: btw mogły się wkraść błędy i literówki, już nie mogę edytować więc przepraszam

    •  

      @MPXD:

      Co to za książka?
      Wiedza odziera ze złudzeń i nie wiem, jak trzeba się nagimnastykować, żeby dostrzec w tym piękno, czy boskie tchnienie. xD

      Matrifagia (zjadanie matek) – jeden z wielu niezwykłych terminów, określających sposób odżywiania owadów i biologii rozwoju. Zaobserwowano u muchówek z rodziny popstruchowatych (Athericdae), u popstruchy ibiskiej. Po kopulacji samice popstruchy latają rojem nad umieszczonym nad wodą przedmiocie (gałęzie, przęsła mostów). Zaczyna się od jednej samicy, która siada i składa jaja w postaci lepkiego pakietu. Substancja, znajdująca się w pakiecie z jajami, działa jak lep i samica się do niego przykleja. Kolejne samice dołączają i składają jaja w tym samym miejscu, sukcesywnie przyklejając się i powiększając tę lepką bryłę. Po pewnym czasie tworzy się bryła, przypominająca trochę osiadły na spoczynek rój pszczół. Samice giną, tworząc swoistą ochronę z własnych ciał dla swojego potomstwa. Po kilku dniach z jaj wylęgają się larwy, które za swój pierwszy posiłek mają ciała swoich matek.

    •  

      @kruszon_: "Druga płeć" Simone bouvoir