•  

    Tak wymyślono chrześcijaństwo (2003) – Leo Zen
    Ciekawa wyważona opinia z LC - autor Gracjan

    „Jedynie odczytanie zapisów Ewangelii między wierszami i pod światło umożliwia wydobycie na jaw wszelkich sprzeczności i dostrzeżenie możliwej prawdy historycznej” (str. 71).

    Treścią książki są dociekania o prawdziwej naturze zajść sprzed dwóch tysięcy lat, tj. żywocie i śmierci Joszue Ben Josefa, który przeszedł do historii jako Iesus Christus – Syn Boży, oraz tego co zrobił z tym św. Paweł (Szaul ha-Tarsi, Szaweł z Tarsu), a później jego następcy, klecąc atrakcyjne New Age tamtych czasów, które szybko podbiło serca i umysły maluczkich, a także tych którzy wiedzieli jak użyć nowego kultu do realizacji swoich celów.**

    W notce biograficznej na lewym skrzydełku pada, że Leo Zen przez czterdzieści lat był nauczycielem i wykładowcą – odbija się to na konstrukcji tekstu, który ma charakter prelekcji, wykładu, i ma bardzo edukacyjną rolę w sensie praktycznym, tj. nie jest to literatura o solidnie przemyślanej konstrukcji, nastawiona na zachwycenie czytelnika formą, a jedynie sposób na konkretne, zapadające w pamięć przekazanie określonej wiedzy (liczne powtórzenia, podkreślenia, przypomnienia****) – niemniej jest to język poprawny i przyjemny w odbiorze.

    Tłumaczenie wypadło dobrze, ale w samym tekście znajdziemy sporo drobnych błędów redaktorskich, drobiazgów które umknęły korekcie (błędne końcówki, luki po opuszczonych słowach, literówki)*****. Nie przeszkadza to w lekturze, ale można było się bardziej przyłożyć. (Tłumaczka to według informacji wydawcy Beata Badyńska, Google podpowiada że to Beata Badyńska-Lipowczan, tłumacz przysięgły z języka francuskiego i włoskiego, książkę oddano do rąk czytelników w 2019).

    Leo Zen nie tyle skłania do zadania sobie paru pytań, co raczej wykłada pewną wizję wprost, w gotowych kształcie, z niemałym (i niekiedy zaskakującym) przekonaniem o słuszności swoich dociekań. Niektóre wątki przedstawia z taką pewnością, jak gdyby nie były to spekulacje oparte na nie do końca jasno zarysowanych przesłankach, a treści odczytane z jakichś wiarygodnych źródeł. Niestety da się odczuć że nierzadko naciąga fakty na potrzeby swoich tez, a co gorsza, robi czasem przy tym błędy. Bywa że zdania autora mają zapalczywy charakter, podszyte są gniewem i w swej krytyce mogą wydawać się nieco przesadzone. Kąsa wtedy jak rozjuszony jamnik, kierując emocjami, a uzasadnienia merytoryczne stają się wówczas tylko pretekstem do wyrażenia niepochlebnych opinii. Lepiej wypada kiedy uderza seriami, niczym sprawny bokser, który nie daje przecinkowi chwili wytchnienia, kładzie na deski, a kiedy wstanie, konsekwentnie posyła na nie z powrotem. Włoch nie kryje swoich poglądów, i dobrze, ale wypadłby z nimi lepiej gdyby częściej uciekał się do ironii, ze świadomością że ludzi inteligentnych bardziej uwodzi humor i ciekawe, niestandardowe spojrzenie, intrygujące ujęcie, niż powiedzenie wprost że X albo Y jest matołem. Ogólny zamysł autora jest właściwy, wiarygodny i sensowny, i nie odstaje od tego co mówią uczciwe inni badacze Biblii, nawet ci związani niekiedy z KK czy kościołami protestanckimi – jednak w detalach bywa zbyt śmiały, co odrealnia jego dociekania (a co jest punktowane w polskich przypisach******).

    Dla osoby niewierzącej będzie to zapewne ciekawa lektura, kolejna próba odszukania ziarnka prawny w legendzie towarzyszącej nam od dwóch tysiącleci, doszukania się faktów rozmytych pod natłokiem przeinaczeń (czynionych z rozmysłem i nie).

    Dla osoby wierzącej płytko („wierzącej-niepraktykującej”) – będzie to solidny bodziec do porzucenia krępującego fałszu który zniekształca postrzeganie samego siebie i innych.

    Zadeklarowany katolik-papista raczej tego nie przeczyta. A jak przeczyta, to wyprze ze świadomości, zignoruje, albo wyszydzi. A najpewniej nie zrozumie.

    * L’invenzione del cristianesimo – pierwsze skojarzenie polskiego ucha: inwencja, innowacja chrześcijaństwa/innowacja-chrześcijaństwo; Google Translator proponuje kaleczący uszy „Wynalazek chrześcijaństwa”. Raczej nie w znaczeniu innowacyjnej idei wyrosłej w ramach myśli chrześcijańskiej, ale wykreowania, wydumania tego zestawu norm i obyczajów – zatem polski tytuł jest jak najbardziej na miejscu.
    ** Joszue syn Józefa – Jehoszua/Joszue/Jozue/Jeszua/Iesus, później Christos (mesjasz). Warto zaznaczyć że imię Jezus było i jest zwyczajnym imieniem, bardzo popularnym w Izraelu i żydowskiej diasporze, na Półwyspie Iberyjskim i w całej Ameryce Łacińskiej. Oznacza Jahwe jest zbawieniem – jest więc konstrukcyjnie podobne do naszego Bogumiła, Czesława itd. Nie ma w nim nic oryginalnego. Zatem jest to dobre imię dla proroka, którego Bóg sobie szczególnie umiłował, kogoś naznaczonego szczególną łaską spośród ogółu, ale nie dla Syna Bożego, któremu wypadałoby mieć jakieś wyjątkowe miano. Na końcu książki autor twierdzi że legendę o Jezusie zainspirował żywot Jana z Gamli.
    *** W pierwszym stuleciu naszej ery na Ziemi żyło ogółem jakieś 250 000 000 (250 milionów) ludzi, dziś to 7000 000 000 (7 miliardów). A zatem wtedy znacznie mniejszych procent populacji musiał zachłysnąć się wiara w Chrystusa aby było to uważane za zjawisko masowe. Warto też zauważyć że kultyści którzy mają dzieci, od razu, hurtem, „produkują” nowych wyznawców. Jeśli ktoś zastanawia się nad sukcesem tej religii, nie powinien pomijać tych faktów.
    **** Autor dosyć często wraca do już przedłożonych informacji, ale w natłoku zagadnień można uznać to za plus, zwłaszcza jeśli potraktujemy książkę jako tekst użytkowy. Jeżeli książkę Leo Zena czytamy bardziej rekreacyjnie, chcemy poobcować z kulturą wysoką, która uwiedzie nas stylem, metaforą, zaskoczy narracyjnie i będzie stymulować do dalszego zgłębiania podobnych tworów, możemy poczuć się zawiedzeni.

    Jest to typowe dla książek wydawanych w małych oficynach.Błędy i uwagi: str. 19 – lub co? przypis się urywa; str. 22 – błąd w składzie tekstu; str. 24 – 6 linijka od końca, przyimek „w” do skasowania; str. 26 – mirze (mirrze); str. 29 – który (które); str. 38 – stylu (styl); str. 45 – że banita?; str. 62 – po „w 70 roku” nie ma kropki (a to koniec zadania); str. 72 – wsparcie ze strony kogo? (to nie pada); str. 84 – w 4 linijce „zjedzono” PRZED; str. 89 – Pomacaniec (pomazaniec); str. 93 – pogrzeby (pogrzebu); str. 99 – potwierdzone (potwierdzonych); str. 102 – „poprzez zjedzenie jej ciała” – do usunięcia, oczywistość dublująca to co zakomunikowano kilka wyrazów wcześniej w tym samym zdaniu; str. 111 – podżeganie (podżegani); str. 116 – a co z koncepcją Szeolu?; str. 117; str. 127 – przez (wobec); str. 130 – powstałych (powstających); str. 132 – nie kościoła włoskiego a italskiego – Włochy to nazwa która pojawił się dopiero w średniowieczu, podobnie jak sami Włosi (a mająca korzenie w prasłowiańskim określaniu ludności rzymskiej, ogółu ludów romańskich); Italia jako zbiorcze określenie ziem Półwyspu Apenińskiego jest nierozerwalnie związana ze starożytnością, tak samo jak Germania, którą potem zastąpił termin Niemcy; str. 171 – a nie 21? W dniu przesilenia zimowego (co było zbieżne z kilkudniowymi saturnaliami), a potem wraz reformą kalendarza, uległo przesunięciu?; str. 173 – zwykle mówi się o chrześcijańskim motłochu, klimat tamtych czasów dobrze oddaje film „Agora” (2009) – miejscami film rozmija się z prawdą, ale ogólnie jest tam pokazane to co w pewnym momencie zaczęło się dziać w basenie Morza Śródziemnego, a o czym współcześni chrześcijanie woleliby nie pamiętać; str. 176 – sposób (sporów); str. 182 – jak (jako); str. 198 – chcieli (chciał) + zjedzone NIE w tym zdaniu; str. 199 – „gwałt setek kobiet” (gwałty na setkach kobiet?); str. 200 – waldensi raz pisani z małej, raz z dużej litery (powinno być oczywiście z małej); str. 212 – syndrom Downa (syndrome w wersji angielskiej, w polskiej zespół); str. 216 – kiepsko wypadające powtórzenie odnośnie ampułek z mlekiem matki, fakt że za drugim razem są „aż” trzy nie brzmi wcale zaskakująco, mimo że z kontekstu wynika że tak miało brzmieć; str. 248 – w ostatnim zdaniu brakuje czasownika MA; str. 249 – w 14 linijce brakuje przecinka; str. 280 – brak kropki przed słowem „Senat”; str. 283 – Inie?; str. 288 – rokuratora (prokuratora); str. 297 – w zdaniu drugiego akapitu zjedzono słowo INNE + uznane (uznano); str. 306 – w przypisie nie uzupełniono numeru strony (z tej książki!).

    Polskie wydanie, obok bardzo przydatnych przypisów, posiada także kilka słów wstępnych od tłumaczki, wydawcy i posłowie autorki przypisów.

    „Słowo od tłumaczki” wypada troszkę słabo, nie zapowiada dobrego przekładu, na szczęście tak nie jest.

    „Słowo od wydawcy” – napisane jest natomiast bardzo zgrabnie. Bezsprzecznie zachęca do lektury – jednak kiedy pada tam, że „Książkę, pomimo jej popularnonaukowego charakteru, czyta się lekko” (str.9) – można się zdziwić, bo przecież właśnie po to pisze się książki popularnonaukowe (a nie stricte naukowe: opracowania branżowe, specjalistyczne, akademickie) aby były przystępne i ciekawe dla ogółu.

    Posłowie od WK – która jest religioznawcą – jest zbędne i w zasadzie niczego nie wnosi (w przeciwieństwie do jej przypisów).

    ****** Przypisy kontestujące treści przedkładane w publikacji: str. 32 – czy aby na pewno oni mieli taką wiedzę, tak szeroki ogląd na te kwestię i przyszyły wymiar tego co tworzą, czy byli aż tak wyrachowani?; str. 61 – ale w listach apostolskich już pojawia się zachęta do celibatu, że nie ma sensu pakować się w małżeństwo bo koniec świata i tak już jest bliski, że może warto się przemęczyć „w czystości” (oczywiście rzekome słowa Jezua i jego wyznawców z Imperium Romanum to dwa różne stanowiska); str. 62 – tutaj autor stawia pewną tezę, ale zaraz potem ją prostuje, i słusznie – pacyfista Gandhi czy Lenon jednak zostali zamordowani; to co Autor pisze nt. Łazarza na str. 59-60 i utrzymuje na kolejnych, wydaje się solidną nadinterpretacją; przypis 62 (str.91) – ale jeśli wziąć pod uwagę że o tym wszystkim (w tym o domniemanych współuczestniczkach) opowiedziała Maria Magdalena – wtedy teza autora ma sens; przypis 63 – słuszne uwagi, autor po raz kolejny mocno się zagalopował; przypis 65 – !!!; str. 168, przypis 145 – świetny przykład tego jak autor przeinacza to co zapisano źródłach; str. 175 – autor mówi o katolikach, w przypisie zaś wyjaśnienie że tekst źródłowy odnosi się do jednej z sekt; str. 192, przypis 172 – kolejny sprostowujący przeinaczanie faktów; str. 286 – przypis 240! Brawo dla KW która zwróciła uwagę na te kwestie.

    Aby zrozumieć jak duże mamy zapotrzebowanie na tego typu książki, warto poczytać co piszą na temat zbiorczego wydania ST i NT użytkownicy naszego serwisu:

    https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4803408/pismo-swiete-starego-i-nowego-testamentu-biblia-tysiaclecia

    Pośród nielicznych trzeźwych wypowiedzi i zabawnych komentarzy, większość umieszczonych tam opinii stanowi smutne świadectwo intelektualnego rozkładu trawiącego nasze społeczeństwo, potwornej ignorancji i zwykłej głupoty. Ciężko powiedzieć co bardziej przykro czytać, egzaltowane pochwały pozbawione jakiejkolwiek argumentacji, czy też bzdurne wywody rozmijające się z prawdą?

    Jeśli ktoś naprawdę zapoznał się z całością, i jednocześnie twierdzi że zbiór starożytnych praw, mitów i legend oraz wielokrotnie przeredagowywane New Age autorstwa św. Pawła i ludzi skupionych wokół jego nauk reprezentuje jego osobistą, prywatną duchowość i stanowi zarazem jej opokę, to:

    a) nie umie czytać ze zrozumieniem
    b) jest niespełna rozumu
    c) nie przeczytał całości albo zna tylko fragmenty (które i tak powinny wzbudzić jego niepokój), ergo: jest nie tylko ignorantem, ale i kompromitującym się kłamczuchem

    Książka autora ukrywającego się pod pseudonimem Leo Zen powstała oczywiście z myślą o czytelnikach włoskich, ale Polacy, którzy podobnie jak Włosi deklarują się w miażdżącej większości jako katolicy jadą na tym samym wózku. Mimo iż autor odwołuje się do historii swojego kraju, z uwagi na fakt że i nas Rzym trzymał trochę za mordę, że i my zależeliśmy od kaprysów kolejnych papieży (aczkolwiek z racji odległości nieco mniej) – nie czujemy się podczas lektury jak osoby spoza grupy docelowej.

    Szereg myśli i faktów omawianych w książce można odnaleźć na Wikipedii, w hasłach poświęconych bohaterom Nowego Testamentu (i okołotematycznych) a także między innymi w takich książkach jak „Prawda i fikcja w Kodzie Leonarda da Vinci” czy „Tajemnice Nowego Testamentu” (oraz zapewne szeregu poważniejszych, specjalistycznych opracowań, na które potrzeba nieco więcej czasu). Obie w sposób bardzo przystępny, i jednocześnie mniej pochopny niż Lao Zen, wskazują że chrześcijaństwo ma nieco inne korzenie, naturę i charakter niż w wersji którą serwuje swoim wiernym Kościół. Jeśli ktoś zada sobie minimum trudu aby zapoznać się z tym o czym piszą autorzy wspomnianych tytułów, przestudiuje Stary i Nowy Testament oraz będzie dysponował jakąś minimalną wiedzą historyczną, choćby i nawet tą wyniesioną ze szkoły, wspomaganą doczytywaniem z leksykonu/encyklopedii, szybko dojdzie do wniosku że wiara w chrześcijańskiego boga burzy i ognia, jego syna, kochankę oraz całe zastępy świętych które zastąpiły tabuny pomniejszych bogów (niezależnie od tego czy to płytka, czy głęboka) wynika (w różnych proporcjach i kombinacjach): z niewiedzy, ignorancji, strachu, źle ukierunkowanych pragnień duchowych, nieumiejętności spojrzenia na świat takim jaki on jest (pogodzenia się z nim). A w najmniejszym nawet stopniu nie jest to tzw. „łaska wiary”

    https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4895804/tak-wymyslono-chrzescijanstwo
    #ksiazki #literatura #religia #chrzescijanstwo #ciekawostki #historia #przemyslenia #neuropa #kultura #ateizm

    źródło: s.lubimyczytac.pl

Gorące dyskusje ostatnie 12h