•  

    Polecam ten tekst z fanpejdża "Neuropa". Jest to komentarz do artykułu Elizy Michalik.

    Fanpejdż:

    https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=2030580520420814&id=302566939888856

    Artykuł Elizy Michalik

    https://wyborcza.pl/7,75968,25594980,gorszy-i-lepszy-sort-polakow-wedlug-partii-razem.html?disableRedirects=true

    Cały tekst:

    Dzisiaj stara grafika ale z zupełnie nowym tekstem zainspirowanym twórczością polskich dziennikarzy liberalnych ekonomicznie, a szczególnie dzisiejszym tekstem Elizy Michalik [1 - odnośniki w komentarzach]. Postanowiłem nie odnosić się do uszczypliwości, bo nie widzę w tym sensu i skoncentrować się na kluczowych różnicach między dwoma wizjami Polski przedstawianymi przez obóz liberalny i obóz socjalistyczny na polskiej scenie politycznej.

    Dlaczego partia Razem (mimo, że o tym nie mówi wprost) nienawidzi bogatych pyta się dzisiaj w swoim felietonie red. Eliza Michalik [1]. Cóż, nie wiem, dlaczego Razem bezobjawowo chce ciemiężyć najbogatszych, którzy tak naprawdę są biedni, mimo, że utrzymują państwo (to tezy Michalik, nie moje). Ale wiem że cały spór opiera się na dwóch różnych wizjach sprawiedliwości. I na tym kto wg danej wizji powinien płacić za funkcjonowanie państwa. Czyli w skrócie - o podatki i redystrybucję.

    Podatki są po to, żeby zebrać pieniądze od obywateli i firm na funkcjonowanie podstawowych usług jakie zapewnia państwo. Ochrona zdrowia, edukacja, redystrybucja, pomoc rodzinom, infrastruktura - wszystkie te rzeczy to zdobycze epoki przemysłowej, które pozwoliły nam rozwijać się jako państwa do dzisiejszego kosmicznego poziomu. Ale system podatkowy może być zorganizowany na różne sposoby. Eliza Michalik i Razem reprezentują dwie wizje tego jak powinno działać państwo. I od tego, którą wizję państwo decyduje się wdrożyć - sporo zależy.

    Wizja liberalna tego jak funkcjonuje państwo opiera się na kilku ważnych dla jej zrozumienia założeniach: To wizja ludzi będących kowalami swojego losu - gdzie sukces zależy niemal wyłącznie od determinacji i wkładu pracy danej osoby. Dodatkowo zgodnie z ogólnymi założeniami tego typu myślenia, im wyższe zarobki, tym większy wkład danej osoby w społeczeństwo (patrz słowa Michalik o tym, że najbogatsi “utrzymują ten kraj”). Wysokie wynagrodzenie jest swojego rodzaju nagrodą za to, że pracowało się ciężej, uczyło pilniej niż inni. A może nie tyle nagrodą (bo tą się od kogoś dostaje) co zdobyczą. Bo - znowu odeślę do tekstu Michalik - najbogatsi “nic nie dostają” od państwa więc wszystko co mają zdobyli, wzięli sobie samemu.

    W takim systemie, jeżeli ktoś zarabia 4000 i płaci 20% podatku, to sprawiedliwym jest to, żeby ktoś kto zarabia 400 000 też płacił 20% podatku. Zgodnie z tą liberalną wizją, to, że od lepiej zarabiających wymagałoby się płacenia wyższych podatków jest rażącą niesprawiedliwością - wręcz karą bo przez to, że pracują (zgodnie z tą koncepcją) ciężej są obarczani większymi daninami, żeby pomóc tym, którzy pracowali w tym samym czasie (zgodnie z tą samą koncepcją) lżej.

    Druga wizja (z którą się zgadzam, zaznaczę na wstępie, żeby czytelnik mógł wziąć to pod uwagę) jest nieco bardziej skomplikowana. Nie zakłada, że osoba na stanowisku kierowniczym firmy pracuje kilka tysięcy razy ciężej niż pielęgniarka czy pielęgniarz - po prostu jej zakres umiejętności jest na tyle rzadki, że może przekonać kogoś do tego, żeby zapłacić mu kilka tysięcy razy więcej. Ale w tej wizji zauważa się też to, że pielęgniarki czy nauczyciele jako zawód są znacznie bardziej istotne dla funkcjonowania społeczeństwa niż prezesi firm. Wiadomo, że w ochronie zdrowia czy oświacie nie zarobi się tyle co na stanowisku prezesa. Ale potrzeba dużo osób na nisko płatnych pozycjach w tych sektorach. Jak to zapewnić w taki sposób, żeby było to utrzymywane na dłuższą metę? Najlepiej bez twierdzenia, że nauczyciel najwyraźniej nie pracuje ciężko skoro nie zarabia tyle co analityk rynku czy specjalistka od IT.

    Wszystko opiera się na tym, że podatek powinien się odnosić do tego co dana osoba zarabia minus podstawowe potrzeby - nie do suchej sumy brutto przychodów. Dzieje się tak z kilku powodów. Pierwszy to taki, że niższe płace powodują, że znacznie większy % zarobków jest wydawany na bieżącą konsumpcję - w Polsce widać to porównując to jaki % VAT płacą osoby z różnych decyli przychodów. 10% najbiedniejszych płaci 14% swojego dochodu w VAT, 10% najbogatszych - tylko 9% [2]. W praktyce oznacza to, że biedniejsi wydają wszystko co zarobią po to, żeby przeżyć. Obciążanie ich podatkiem od tego powoduje, że części z nich nie zostanie nic na koniec miesiąca. Z kolei najbogatsi inwestują, oszczędzają i bogacą się, również dzięki temu, że tego typu wydatki nie są pokryte VATem.

    Nie mam problemu z tym, żeby najbogatsi się bogacili. Ba, będę im w tym kibicował. Dlatego, że w dobrze skonstruowanym systemie to, że najbogatsi stają się bogatsi zaowocuje również tym, że moja zamożność wzrośnie. To logiczne, że skoro dzięki swojej ciężkiej pracy najbogatsi zwiększają gospodarkę to również osoby, które im to umożliwiają, a więc pracownicy i budżet państwa, skorzystają na tym wzroście. Tylko niestety w obecnym systemie to po prostu nie działa.

    Jak pisaliśmy już jakiś czas temu [3] na podstawie badań Bukowskiego i Novokmeta [4], od czasów transformacji ustrojowej wzrost przychodów jest bardzo nierównomierny. Przychody osób w okolicach mediany wzrosły w porównaniu z 1989 o 47%, ale w tym samym czasie przychody górnego 1% skoczyły o 458%. To oznacza, że najlepiej zarabiający pobierają “premię” za swoją działalność - korzystają znacznie bardziej niż inni z wzrostu gospodarczego. I im ktoś bogatszy - tym ta premia większa. Górny promil zarabiał ponad 1000% więcej niż górny promil w 1989.

    Tu wkracza druga wizja tego jak powinno działać państwo. Zamiast koncentrować się na tym ile kto płaci podatków, koncentrować się na tym, żeby owoce wzrostu gospodarczego wypracowanego przez całe społeczeństwo rozkładać bardziej sprawiedliwie. Nie, nie chodzi o to, żeby wszyscy zarabiali tyle samo, tylko o to, żeby system podatkowy był ułożony tak, żeby najmniej zarabiający płacili procentowo znacznie mniej niż najlepiej zarabiający. To oznacza wysoką kwotę wolną od podatku, progresję PIT i zwalczenie plagi jaka trapi polski rynek pracy jaką jest ucieczka najlepiej zarabiających w fikcyjną działalność gospodarczą. W ten sposób przychody rosną bardziej równomiernie co przekłada się na mniejsze nierówności.

    Tak, najbogatsi na tym początkowo stracą. Bo będą mieli niższe przychody po podatkach. Stać ich będzie na mniej. Ale z czasem korzyści z tego, że żyją w lepiej funkcjonującym społeczeństwie zrekompensują te straty. Mniejsze nierówności przekładają się na szybszy wzrost PKB [5]. Lepiej funkcjonujące społeczeństwo jest stabilniejsze, otwiera nowe rynki zbytu wewnątrz kraju, bo nagle okazuje się, że mniej zarabiających stać na coś więcej niż przetrwanie od pierwszego do pierwszego. Stabilne finansowo gospodarstwa domowe mogą inwestować w lepsze wykształcenie [6], mobilność gospodarczą [7]. To z kolei powoduje, że pracodawcy mają wybór ze znacznie większej puli pracowników, co umożliwia im rekrutację najlepszych, których teraz tracą przez to, że nierówności blokują mobilność społeczną.

    Publicyści liberalni piszą dużo o tym, że druga wizja jaką przedstawiłem to karanie za zaradność. Tylko dane są dość bezlitosne dla tej tezy. Jak to możliwe, że duże nierówności przychodów wpływają niekorzystnie na mobilność ekonomiczną czy na stopień wykształcenia jeżeli zaradność jest kluczowym czynnikiem? Czyżby nagle znikali biedniejsi zaradni czy może nierówności przychodów powodują powstawanie systemu, w którym zaradność to owszem, cenna umiejętność, ale pochodzenie z dobrze usytuowanej rodziny daje przewagę w osiągnięciu sukcesu przy tym samym poziomie zaradności?

    Red. Michalik słusznie pisze, że najlepiej jest pomóc biedniejszym w tym, żeby mogli samemu stanąć na nogi. Zgadzam się z tym jak najbardziej. Tylko uważam - i potwierdzają to dane - że najlepszym sposobem na taką pomoc jest stworzenie systemu, który promuje mobilność ekonomiczną. I tu najlepiej wypadają kraje w których nierówności są jak najmniejsze [8]. Tylko te kraje charakteryzują się właśnie bardzo progresywnymi systemami podatkowymi połączonymi z redystrybucją. Właśnie po to, żeby dać szansę na rynku pracy tym, którzy nie mogli liczyć na liczne i często niewidzialne dla nich samych źródła zyskiwania przewagi nad swoimi rówieśnikami.

    Inna kwestia, w której muszę się zgodzić z red. Michalik - państwo powinno pomagać osobom prowadzącym działalność gospodarczą. Ułatwiać im to na każdym kroku. Mniej biurokracji, administracja państwowa ukierunkowana na to, żeby firmy traktować jako klienta a nie wroga, bezwzględne ściganie nieuczciwej konkurencji, która zatrudnia ludzi na czarno czy na fikcyjnej działalności jednoosobowej i w ten sposób może oferować tańsze usługi - to postulaty które jakakolwiek lewica powinna bezwzględnie realizować. Bo dla drugiej wizji o której piszę zdrowie małych firm i większych przedsiębiorstw jest kluczowe. Jeżeli będą w złej kondycji, nie będą w stanie finansować egalitarnego społeczeństwa i cały wysiłek na nic.

    Tylko pomaganie najbogatszym niekoniecznie oznacza pozwalanie im na to, żeby większość owoców wzrostu gospodarczego trafiało do ich kieszeni. A do tej pory - tak się w Polsce działo. Patrząc na dane Bukowskiego i Novokmeta - najbogatsze 10% zjadło od 1989 ponad 70% wzrostu, podczas gdy pozostałym 90% przypadło bić się o pozostałe 30%. W tych dolnych 90% panie redaktor znajdzie zarówno nauczycieli, pielęgniarki i urzędników nad którymi się pochyla. Dobrze przemyślany system podatków i ulg spowoduje, że te grupy nie powinny ucierpieć - z prostego powodu - jeżeli są w dolnych 90% - nie są w żadnej mierze wśród najbogatszych. Dlatego to, żeby owoce wzrostu były redystrybuowane w bardziej sprawiedliwy sposób jest również w ich interesie. Może czas na to, żeby ta grupa zaczęła to rozumieć?

    To, że zdają się nie rozumieć zawsze mnie dziwiło. Przecież już Adam Smith był w stanie ogarnąć, że redukcja nierówności czy progresja podatkowa są logicznie i moralnie uzasadnione [9]. Niestety środowiska liberalne zdają się korzystać z twórczości Smitha a la carte.

    #neuropapolska

    Odnośniki:

    [1] https://wyborcza.pl/7,75968,25594980,gorszy-i-lepszy-sort-polakow-wedlug-partii-razem.html
    [2] https://oko.press/regresywne-podatki-w-polsce-biedni-obciazeni-mocniej-niz-bogaci-i-prawie-nikt-nie-chce-tego-zmienic/
    [3] https://www.facebook.com/neuropa/photos/a.818479011630977/1549868081825396/?type=3&theater
    [4] http://www.lse.ac.uk/International-Inequalities/Assets/Documents/Working-Papers/Working-Paper-17-Top-Incomes-during-Wars-Communism-and-Capitalism-Poland-1892-2015-Pawel-Bukowski-and-Filip-Novokmet.pdf
    [5] https://www.oecd.org/newsroom/inequality-hurts-economic-growth.htm
    [6] https://www.brookings.edu/wp-content/uploads/2016/03/kearneytextspring16bpea.pdf
    [7] https://www.nber.org/papers/w19843
    [8] https://www.cbe.anu.edu.au/researchpapers/cepr/DP566.pdf
    [9] https://blogs.lse.ac.uk/europpblog/2014/02/19/contrary-to-popular-belief-adam-smith-did-not-accept-inequality-as-a-necessary-trade-off-for-a-more-prosperous-economy/

    #neuropa #ekonomia #podatkiprogresywne #razem #elizamichalik #podatki

    źródło: FB_IMG_1579024626074.jpg

    •  

      Komentarz usunięty przez autora

    •  

      @Krupniokk: Jest sens podawać jak zmieniły się przychody 0,01% społeczeństwa? To jest mniej niż 4000 osób.

    •  

      @Krupniokk: Pisałem to już kilkakrotnie. Razem to korwinowcy lewicy. Pod przykrywką "socjalizmu na wzór Szwecji" (który tak na prawdę jest jednym z najbadziej liberalnych gospodarczo krajów na świecie) chcą wprowadzać pomysły prosto z Wenezueli. To było już testowane i nie wyszło.

    •  

      @chanelzeg: które to pomysły z wenezueli chcą zainstalować w polsce?

    •  

      @rothen: Chociażby nacjonalizacja przedsiębiorstw i budowa panstwowych firm, skokowy wzrost wydatków socjalnych, które juz teraz należą do jednych z najwyższychw krajach OECD. Do tego chcą wprowadzić najwyższe na świecie podatki dla bogatych (zniesienie limitu ZUS + 75% dochodowy) oraz podniesienie podatków nawet dla zarabiających 3500 zł.

    •  

      @chanelzeg: progresja podatkowa i uslugi publiczne realizowane przez panstwo. czyli wszystko co realizuje ta turbo liberalna szwecja

    •  

      @rothen: No, ale oni nie chcą kopiować Szwecji, która jest najbardziej sprywatyzowaną gospodarką na świecie i jedną z najbardziej przyjaznych dla "prywaciarzy", ale chcą skopiować Wenezuelę. Rozumiesz?

    •  

      Pisałem to już kilkakrotnie. Razem to korwinowcy lewicy. Pod przykrywką "socjalizmu na wzór Szwecji" (który tak na prawdę jest jednym z najbadziej liberalnych gospodarczo krajów na świecie) chcą wprowadzać pomysły prosto z Wenezueli. To było już testowane i nie wyszło.

      @chanelzeg: Akurat pomysły prosto z Wenezueli zostały dawno wprowadzone w całej Europie. Pokaż mi przykład programu socjalnego z Wenezueli(nie licząc dotacji benzyny), który nie został wprowadzony u nas.
      Bo ten wielki socjal to po prostu szpitale w mniejszych miastach czy powszechna edukacja.

    •  

      Akurat pomysły prosto z Wenezueli zostały dawno wprowadzone w całej Europie. Pokaż mi przykład programu socjalnego z Wenezueli(nie licząc dotacji benzyny), który nie został wprowadzony u nas.

      @Fan_Morawieckiego: To jakie firmy znacjonalizowała abo uruchomiła ostatnio ta Szwecja? i Jaki kraj wprowadził podatki ~90% dla najbogatszych?

    •  

      To jakie firmy znacjonalizowała abo uruchomiła ostatnio ta Szwecja?

      @chanelzeg: Razem mówi, że chce skandywnawski czyli taki jak np. w Norwegii. Norwegia znacjonalizowała gaz i ropę, Statoil jest państwowy.

    •  

      @chanelzeg: piszesz tak jakby usługi publiczne (szkoły - nawet te prywatne mają dotacje państowe, służba zdrowia) czy np energetyka (vattenfall) byly w szwecji w rekach prywatnych, a pociągami wcale nie zajmuje się państwowa spółka SJAB. lol tam sie prawie w ogole nie buduje prywatnych mieszkan. no raj dla neolibków.

      Jaki kraj wprowadził podatki ~90% dla najbogatszych?
      90% to chyba w usa było. w polsce ktos postuluje?

    •  

      Jaki kraj wprowadził podatki ~90% dla najbogatszych?

      @chanelzeg: USA miało 93%.

    •  

      http://taxsummaries.pwc.com/ID/Venezuela-Individual-Taxes-on-personal-income
      Najwyższa stawka podatkowa dla mieszkańców do 34%.

      Przed kryzysem w 2013 podatki stanowiły 25% PKB, mniej niż w USA, dwa razy mniej niż w Szwecji.

    •  

      @Krupniokk:

      Według szacunków Bukowskiego i Novokmeta Słowacja jest krajem o najbardziej wyrównanym rozkładzie dochodów w UE, a Polska o najbardziej nierównym. Ponieważ średni dochód na Słowacji jest w sile nabywczej nieco wyższy niż w Polsce, to tym samym mediana dochodów na Słowacji powinna bić medianę w Polsce na głowę, przewyższać ją o 30-40%, a może i więcej. Pytanie jakie inne dane poza tymi szacunkami mogłoby potwierdzić, że większość Słowaków rzeczywiście żyje na znacznie wyższym poziomie niż większość Polaków?

    •  

      Najwyższa stawka podatkowa dla mieszkańców do 34%.

      @Fan_Morawieckiego: Ale ja nic nie pisałem o podatkach w Wenezueli, ale o czymś innym.

    •  

      USA miało 93%.

      @Fan_Morawieckiego: No miało, ale nie ma bo żaden cywilizowany kraj dzisiaj takiego podatku nie wprowadzi. Zreszta, nawet wtedy gdy obowiązywały te wysokie podatki to nikt ich nie płacił gdyż system podatkowy był dość skomplikowany i umożliwiał stosunkowo łatwo jego omijanie.

    •  

      @Krupniokk

      W latach 1988-1989 średnia płaca w Polsce wzrosła realnie o ok. 25%, ale z szacunków Conference Board wynika, że ten wzrost płac nie miał w ogóle oparcia we wzroście PKB, co można porównać na poniższym wykresie więc prawdopodobnie płace wcześniej czy później załamałaby się tak jak w 1982 bez względu na system gospodarczy. Dlatego według mnie rok 1989 nie jest reprezentatywny dla poziomu dochodów na jakim kończyła się PRL i tym samym nie jest obiektywnym punktem do określenia tempa wzrostu mediany czy średniej płacy w późniejszym okresie.

      źródło: wykop.pl

    •  

      Razem mówi, że chce skandywnawski czyli taki jak np. w Norwegii. Norwegia znacjonalizowała gaz i ropę, Statoil jest państwowy.

      @Fan_Morawieckiego: A jak skopiują, jedne z najwyższych zasobów ropy na świecie do Polski? Poza tym Norwegia również jest bardziej przyjazna dla biznesu niż Polska, a Zandberg mówi, że w Polsce jest za dobrze biznesmenom.

    •  

      @yeron: i te 4000 osób decyduje o twoim życiu i śmierci.

    •  

      @Krupniokk: Jak ja kurwa nie trawię tej biczy. To jest takie typowe, spóźnione dziecko okresu transformacji, w którym po eksperymencie PRL-u sytuacja ułożyła się w ten sposób, że świat podzielił się na "tych drapieżnych i nowoczesnych w jednym" oraz "tych szukających jakiegokolwiek stabilnego gruntu i tradycjonalistycznych w jednym", tą całą "Polskę liberalną" i "Polskę solidarną". I nikomu z takich nie przyjdzie do głowy, że to jest kompletne postawienie na głowie porządku, który jest fundamentem, na bazie którego ukształtowana jest mentalnosć i scena polityczna demokratycznych społeczeństw zachodnich, tych stanowiących większość w rodzinie, do której polskie społeczeństwo dołączyło i tych dyktujących warunki, rozwijających się po tej normalnej stronie żelaznej kurtyny. Porządek ten, który sobie ewoluował w ciągu dojrzewania tych społeczeństw (w czym brało przecież udział nawet to bidne społeczeństwo polskie do roku 1939), miał to do siebie, że drapieżność jednostki w pewnym rewolucyjnym momencie uzyskania świadomości przez masy traktowana być zaczęła właśnie jako atawizm coś, co trzeba jednak w często też temperować, a postępem i nowoczesnością było właśnie to co ją okiełznywało, wspólnotowość, współpraca, konspiracyjność, empatia itp. To jest naturalny stan rzeczy w społeczeństwie rynkowym i być może u nas okienko dla triumfów różnych Eliz Michalik właśnie po woli zaczyna się kończyć, bo jakiś czas temu minęło właśnie jedno pokolenie od upadku PRL-u i zdążyliśmy już trochę pożyć w tej rzeczywistości przypominającej zachodnią i o to właśnie jest ten ból dupy Michalik, Lisów i wielu innych, którzy zatrzymali się na etapie polskiego yuppie agresywnie wchodzącego na rynek w latach 90 i jak tylko wyczuwają jakiekolwiek oznaki sypania się takiej rzeczywistości i przeformowywania jej to pęka im dupa.

    •  

      @Krupniokk:
      Wielkie dzięki za wrzucenie tego ciekawego tekstu i grafiki. Właśnie niedawno przeglądałem sobie wzrost dochodu poszczególnych grup w USA (https://www.commondreams.org/news/2019/12/09/staggering-new-data-shows-income-top-1-has-grown-100-times-faster-bottom-50-1970 ) i byłem ciekaw jak to wygląda w przypadku Polski.

    •  

      @kult_cwaniaka: Mnie się wydaje, że tzw. wolnorynkowcy, postulujący wręcz darwinizm społeczny pod płaszczykiem dogmatu, że każdy jest kowalem własnego losu, nie wiedzą, że raz: istnieje coś takiego jak krańcowa użyteczność pieniądza, dwa: że początkowy wzrost kosztu (wyższe podatki przez wzrost progresji) w dłuższym okresie zwiększy siłę nabywczą rynku (ludności) co przełoży się na wyższe zyski, trzy: że ograniczenie nierówności jest w ich interesie, jako że nie było w historii ludzkości takiej sytuacji, że nierówności nie powodowały po jakimś czasie rewolucji, która pożerała wręcz tych na świeczniku (czy to dochodowym, czy w dostępie do dóbr wszelakich). Niektórzy ekonomiści twierdzą, że I Rzeczpospolita musiała upaść, bo zakonserwował się skutecznie układ systemowy, gdzie szlachta miała i mogła wszystko, a pozostały lud - nie miał nic. Gdzie panowało niewolnictwo, siła nabywcza ludności (pozamieszczańskiej, ale miasta stanowiły tylko ułamek procenta wszystkich mieszkańców) chłopskiej była tak niska (dzięki niedzieleniu się bogactwem przez szlachtę) i dzięki temu układowi nie rosła, że ościenne kraje szybko nas pod tym względem wyprzedziły i umożliwiły rozwój swoich gospodarek m.in.dzięki zwiększeniu siły nabywczej poprzez monetyzowanie pracy (vs. niewolnictwo, czyli pańszczyzna w I RP) co doprowadziło do rewolucji przemysłowej.

      NSDAP zdobyło władzę, bo ci obiecali między innymi ograniczenie biedy (państwo stało się podmiotem na rynku). Tzw. biedota zawsze wybiera tych, którzy mogą im coś dać. I teraz albo mamy taką sytuację, że jest win-win: zawarta jest niepisana umowa społeczna, że bogatsi dobrowolnie z dobrotliwym przymusem państwa progresywnie do swojego dochodu płacą podatki (oczywiście progresję trzeba tak dobrać, by to nie było złodziejstwo w ramach prawa; 75% podatku od dochodu jest dla mnie i większości społeczeństw rozwiniętych poziomem kuriozalnym i ci co proponują takie podatki powinni wziąć koło i pierdolnąć się w czoło), albo też po jakimś czasie biedota sama, bez białych rękawiczek (państwo i podatki) przychodzi "po ich". Ale wtedy leje już się krew.

    •  

      A jak skopiują, jedne z najwyższych zasobów ropy na świecie do Polski? Poza tym Norwegia również jest bardziej przyjazna dla biznesu niż Polska, a Zandberg mówi, że w Polsce jest za dobrze biznesmenom.

      @chanelzeg: To teraz wracamy do tematu Wenezueli i socjalizmu - jakie w Wenezueli są programy socjalistyczne, jakich nie ma w Europie?

    •  

      @kult_cwaniaka:

      świat podzielił się na "tych drapieżnych i nowoczesnych w jednym" oraz "tych szukających jakiegokolwiek stabilnego gruntu i tradycjonalistycznych w jednym

      Niby tak ale nie do końca. Ci drudzy są nie mniej "drapieżni" niż pierwsi, tylko objawia się to na nieco inne sposoby. Ten tradycjonalizm u nich sprowadza się przecież do niczego innego niż chęci trzymania innych pod butem. Przecież to nie młodzi, wykształceni i obrotni z wielkich miast rzucali kamieniami i butelkami w Marsz Równości w faszystoku.

    •  

      @Kraker245: Ale to się kumulowało i wykształcało po woli i nie dotyczy to nawet typowych, młodych faszoli (bo to jest jeszcze nieco inna brocha), ale takiego typowego, pisowskiego bogoojczyźnianego betonu składającego się w dużej mierze z ludzi, którzy nie nadążyli za zmianami, zostali gdzieś tam z tyłu kiedy "peleton" się oddalał (pomijam już, że peleton wchodził w transformację już i tak ze znacznie wyższym kapitałem kulturowym, bynajmniej nie tylko dlatego, że składał się z "kowali własnego losu"). To się kumulowało, aby w końcu wybuchnąć. Chodzi mi tu bardziej o taką drapieżność życia codziennego w dążeniu do zajmowania pozycji na drabinie społecznej i nadawania tempa temu wyścigowi oraz przede wszystkim kształtowania tej hierarchii, tego jak ma ona wyglądać. A tu wchodzą Michaliki i mówią, że ten system wartości jest zajebisty przecież! Ludzie o co wam chodzi?
      Jest wielu ludzi, którzy spokojnie z Michalikimi mogliby nawiązać rozmowę i nawet "kobietę sukcesu" gasić jak peta, ale są pariasami w systemie, który wcale nie premiuje tych najbardziej inteligentnych, tylko tych, którzy mają najtwardsze dupy i najsilniejsze łokcie. Skąd to idiotyczne przekonanie, że zamożność jest kryterium wyznaczającym elity (na które chcą dybać źli komuniści)? Ano stąd, że Michaliki to zwykli atawistyczni, darwinistyczni korwinowcy, tylko dupa im pęknie jeśli spojrzą w lustro i zobaczą siebie w ten sposób, bo maja się za szpicę nowoczesności, oświecenia i postępu, a nie za polskich rednecków. Oświecenie zaś z założenia miało być systemem ludzkim działającym często wbrew naturze, a nie zwierzęcym prawem dżungli.
      To jest taka mentalność, która drenuje jakikolwiek potencjał do dążenia do stworzenia tu jakiekolwiek państwa, które nie będzie z papieru (i nie chodzi mi tu absolutnie o pis jego łopatologiczne, zamordystyczne zawłaszczanie władzy), bo stoi w sprzeczności z systemem wartości, który musi zaistnieć, aby taką strukturę stworzyć, bo tam nie może być miejsca na najbardziej drapieżnego na piedestale (weźmy choćby tych nauczycieli i zjawisko wyśmiewania się z tego zawodu jako frajerskiego, bo "normalny człowiek nie siedziałby i nie uczył dzieci matmy tylko robił własny biznes"; to jest typowy objaw wschodnioeuropejskiego, dorobkiewiczowskiego państwa z papieru; w którym normalnym, cywilizowanym kraju występuje coś takiego? chyba nawet w Stanach takiego czegoś nie ma). Na zachodzie Michalik byłaby dla wszystkich po prostu zwykłą konserwą, ale w Polsce gdzie całe te ramy polityczno światopoglądowe są zwichrowane i przesunięte dość mocno w stosunku do tego jak wyglądają w normalnym kraju "białego człowieka" Michalik uchodzi sobie za panią nowcześniaczkę (no bo przecież wystarczy popierać małżeństwa jednopłciowe i używać feminatywów i sprawa załatwiona) i lubi to i będzie się tej fajnej wygodnej pozycji kurczowo trzymać, tak samo jak całe te masy rozpaczających sierot po japiszońskiej Nowoczesnej (swoją drogą zawsze lałem jak słyszałem nazwę tej partii, bo to jest dokładne odzwierciedlenie tego zjawiska, o którym pisałem).

Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Taka prawda ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

    #cdprojekt #cdpr #cyberpunk2077 #gry

    odpowiedzi (23)

  • avatar

    Dlaczego w Polsce jest brzydko?

    Temat nie jest ważny. Politycy umieszczają go na ostatnim miejscu listy swoich priorytetów. Przeszkadza w robieniu interesów przedsiębiorcom. Nie rozpala umysłów. Można zapytać przechodnia na ulicy:
    - Nie przeszkadza to panu?
    i pokazać palcem. Człowiek machnie ręką.


    - Nie, nie przeszkadza. Mogłoby być trochę ładniejsze, ale ja się na tym nie znam - odpowie, a w gorszym wypadku rzuci:
    - Ludzie nie mają czego do garnka włożyć, a wy się bzdurami zajmujecie.

    Wanna z Kolumnadą, Filip Springer

    Zapewne każdy z nas kojarzy ten moment, gdy dziennikarze rzucają się na jakąś zagraniczną gwiazdę która kładzie stopę na polskiej ziemi i z ich ust wreszcie pada pytanie: A JAK SIĘ PANU PODOBA W POLSCE. Oni oczywiście biedni odpowiadają kurtuazyjnie że Polska to piękny kraj - mimo że widzieli go tylko zza szyby taksówki w drodze z lotniska do hotelu. A my sobie w tym czasie łechtamy narodowe ego, bo ZAGRANICA chwali wielką Polskę.

    Tymczasem tutaj było i jest obleśnie. Polska przestrzeń zmaga się z bardzo wieloma problemami z których sobie często nie zdajemy sprawy.

    Jednym z nich jest brak jakakolwiek kontroli nad wszechobecną szyldozą Januszexów i reklamozą, która zalewa polskie miasta (i nie tylko), szpecąc je obrzydlwie. Coś, co jest nie do pomyślenia za zachodnią granicą. Coś co wciśnięto nam na siłę - bo nikt tego gówna w sumie tu nie chciał, a my sobie trwamy w tym bagnie przestrzennym zupełnie bez żadnej refleksji.

    Na szczęście, dzięki wieloletnim wysiłkom grupki ludzi, prawdopodobnie zacznie się to wreszcie zmieniać. Dziś Warszawa przyjęła uchwałę krajobrazową która prawdopodobnie zrobi wreszcie porządek w miastach. Taka ustawa przeszła pod koniec roku w Poznaniu. Nad taką ustawą (długo bo długo ale jednak) pracuje też Kraków. Za nimi pójdą prawdopodobnie też wkrótce inne miasta.

    Serio, niedługo Polska może zmienić się nie do poznania. Ustawy krajobrazowe to pierwszy krok do lepszego wyglądu naszego kraju i odJanuszania Polski.

    Chciałbym bardzo stworzyć film na Youtube na temat brzydoty polskiej przestrzeni. Bo temat serio nie jest głośny, a dotyka każdego z nas - a większość nie dostrzega żadnego problemu - zupełnie jakbyśmy byli krajem trzeciego świata, gdzie to, że ktoś nasrał na środku w ogóle nie wzbudza refleksji. Jesteśmy w sumie niewiele lepsi w tej kwestii.

    #architektura #warszawa #poznan #krakow #polska #ciekawostki #prawo #gruparatowaniapoziomu #polskiyoutube
    pokaż całość

    odpowiedzi (63)

  • avatar

    Polskie media w pigułce ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #paskigrozy #tvpis

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    odpowiedzi (25)