Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Oddział Leczenia Nerwic – Day 13

    Na początek oświadczenie (TL:DR – robie przerwe na kilka dni od raportów)
    Miruny, dzisiaj sobie tak głęboko pomyślałem o sensowności dalszego prowadzenia tych raportów przez komentarz jednej bardzo mądrej mirabelki. Zainteresowanie nimi jest spore, niektórzy w nie wierzą niektórzy nie. Jednak w tym wszystkim nie chodzi mi o plusiki i atencje, tylko by pomóc/zachęcić inne osoby z zaburzeniami do odwiedzenia rzeczonego oddziału i leczenia się/wzięcia się za siebie.

    Niektórzy jednak zaczęli to traktować jak serious buisness, dopierdalając się że chujowe historie, że nieprawda itd. Napiszę tak – gówno mnie obchodzi Wasze zdanie. Opisuje zawsze prawdę, praktycznie wszystko to co mi się na oddziale przydarzyło. Nikogo nie zmuszam do czytania i plusowania – nie podoba się to nie czytaj/nie plusuj. Ja nie będę nadstawiał karku żeby jakimś randomom z wypoku cokolwiek udowadniać. Wyciągam do Was pomocną dłoń i próbuję uświadomić Wam jak wygląda terapia mająca na celu wyleczyć spierdolenie, ale nie, przecież nawiązywanie jakichkolwiek kontaktów międzyludzkich i pocałunek z laską w policzek to mit!!!111 Sam sporo ryzykuję ogólnie tymi raportami, bo jeśli ktoś ze środowiska szpitalnego się dowie to wylatuję na ryło. A na same raporty poświęcam bądź co bądź +/- godzinę dziennie, którą mógłbym spożytkować w inny sposòb.

    Na razie więc zawieszam prowadzenie tego pamiętniczka. Jak mi wrócą chęci do pisania to wrócą, poza tym przerwa od wypoku na kilka dni dobrze mi zrobi... A pod spodem macie treść raportu z 13 dnia pobytu, na razie ostatni. Źle bym się czuł, gdybym zostawił tych kilkunastu czytelników z niczym. Enjoy.

    Na początek przedkładam Wam sprawozdanie ze wczorajszego potajemnego spotkania towarzyskiego w pokoju grubego kudłacza. Po sprawdzeniach obecności w salach, każdy z poinformowanych „gości” zakradł się do pokoju grubego. Jakoś to skoordynowaliśmy w miarę schludnie, by wszyscy zamieszani w to przedsięwzięcie nie wyleźli w tym samym czasie. No i udało się zgrupować bez przypału.

    Gruby miał 10 piw – wszystkie niestety marki Żubr, więc ja ostatecznie podziękowałem za nie. Kilka lat temu po Żubrze się zberzygałem u wujka na odwiedzinach i już więcej tego piwa do ust nie wezmę. Ogólnie impreza to jakaś niewiadomo jaka nie była, bo po pierwsze w pokoju grubego oraz jego współlokatora basisty było ciasno, a osób kilka przyszło. Po drugie, nie mogliśmy robić dużego hałasu, bo za ścianą mieliśmy pokoje innych pacjentów w tym liliputa emo, który ostatnio wyrósł na głównego wkurwiacza oddziału (ja nic do niego nie mam, ale reszta mówi że coś z nim mocno nie teges).

    Co robiliśmy na tej „imprezie”? Grubas puścił na laptoku „Straszny Film 3”, taką głupkowatą komedię, ale nikt nie oglądał to puścił muzykę z open fm. Było bardzo luźno, rozmawialiśmy sobie o życiu na oddziale, wymienialiśmy się anegdotami, trochę nawet o kwestiach religijnych pogadaliśmy. Asperger mocno zagadywał do szarej myszki, więc był trochę z boku. Z takich ciekawszych akcji, to:
    1. Normik basista trochę się zagotował (wiecie, on ma problemy z nagłymi napadami wkurwu), jak normik prześladowany w gimnazjum powiedział przy gadce o religii, że Bóg to mu może naskoczyć bo nie istnieje. Basista okazał się bardzo religijną osobą. Chwalił się, że całą Biblię raz przeczytał, ale przyznał że kościół to tuba PiSu i potępia jego doktrynę. Uważa, że ludzie powinni przeczytać sami Biblię i poznać prawdę o Bogu, a nie te same kazania które babciom serwują kecuny w niedzielę.
    2. Zwróciłem raz uwagę Aspergerowi, żeby z nami pogadał, a nie tylko z mychą szepta sobie. On mnie boleśnie skontrował, żebym się nie odzywał bo sam się z rudą zaszywam w pokoju zamiast grać z nim w karty. Także odbitka totalna.
    3. Gruby chwalił się nam, że pali zioło. Dlatego jutro wychodzi na przepustkę, bo już nie może wytrzymać bez jointa. Alternatywka się go wypytywała jak to jest palić itd. Sama przyznała, że na jednej imprezie koleżanka ją poczęstowała jakąś pigułą i się obudziła w szpitalu. Pd tamtej pory zaczęły się jej bulimiczne problemy.
    Spotkanie potrwało około 2 godzinki, obyło się bez przypału. Fajnie się było mocniej zintegrować z niektórymi, cieszę się że w końcu mam z kim normalnie pogadać. Dotąd przez te lata trzymałem swoje poglądy i myśli w sobie, bo matka gówno rozumie o życiu młodego człowieka.

    W nocy nie mogłem coś spać przez stany drgawkowe. Wkurwiłem się i poszedłem do dyżurki po tabletkę uspokajającą. Pomogło, ale jakiś wkręcający sen miałem i dopiero o 9 się obudziłem. Na szczęście załapałem się na śniadanko, które w weekend wydawane było dłużej. Gimnastykę olałem, bo w weekend nie była obowiązkowa, zresztą zazwyczaj w weekendy każdy ma ją w dupie.

    Po śniadaniu i sprawdzeniu internetów, udałem się do rudej. Czuła się już lepiej, choć niespokojny sen miała. Pytała się o imprezkę, opowiedziałem że było w porządku i nas nie nakryli. Dałem jej passy do swojego Netflixa, bo jak pewnie pamiętacie byliśmy umówieni na maraton pierwszego sezonu Daredevila. Ciotka ją próbowala namówić na przyjazd na przepustkę, ale wolała spędzić ten czas na oddziale, co mnie niezmiernie zdziwiło i ucieszyło.

    Seans zaczęliśmy dopiero po obiedzie. Przed tym nic ciekawego się nie działo – pogadałem z Aspergerem, który sam w pokoju sortował swoje karty do Magica. Powiedział, że ma jutro wyjście na spacer z szarą mychą i się mocno denerwuje z tego powodu. Poklepałem go po plecach, powiedziałem że sobie poradzi i żeby był sobą. Uważam Aspergera za chyba najbliższego mi zioma na oddziale, więc szczerze trzymałem za niego kciuki.

    Maraton Daredevila skończyliśmy na 6 odcinku, bo dla niej serial okazał się zbyt brutalny i już nie chciała oglądać. Powiedziała że jak chce to mi pożyczy tableta na noc i żebym sobie obejrzał sam do końca. Odmówiłem, odparłem że na telefonie sobie obejrzę później, a teraz porobimy co tam ona by chciała. Bąknęła niechętnie, że nic jej się nie chce i chętnie poszłaby w kimę. No i ostatecznie zwinęła się do siebie. Ach te kobity...

    Do końca dnia nic się godnego odnotowania nie działo, wszystko w normie. Żeby nie było nudno to Wam opowiem co-nieco o tym lilipucie emo z kolczykiem w uchu, który dla wielu na tym oddziale jest dość enigmatyczny. Z nikim dłużej nie rozmawia, ale kontaktów sam w sobie nie unika. Na grupowych terapiach unika mówienia o sobie, wychodzi z niego obraz takiego nieśmiałego gościa, który coś w sobie dusi. Gruby kudłacz mówił wczoraj, że udało mu się z nim porozmawiać dłużej i domniemywa, że ma kompleks na punkcie swojego wzrostu i pewnie ma wyrobione przeświadczebie, że go z tego powodu każdy na starcie skreśla. Szkoda zioma trochę, może się otworzy z czasem.

    No i tyle mirki, ogólnie to większości oddziału nie ma bo większość wyjebała na przepustki. Także nie spodziewam się wielu ciekawości w niedzielę. Do następnego miruny.

    #naoddzialenerwic #depresja #przegryw #zdrowie #psychika #fobiaspoleczna #nerwicalekowa #wychodzimyzprzegrywu
    pokaż całość

    odpowiedzi (29)

  • odpowiedzi (21)

  • odpowiedzi (8)