•  

    Dostałem po losowaniu #mirkowyzwanie taki zestaw:
    a) Znajdź kałużę przypominającą jakąś rzecz lub zwierzę
    b) Wyjedź na kilka dni do jakiegoś spokojnego miejsca
    c) Zabierz mamę, tatę do kina, teatru lub kawiarni. W drodze szczerze porozmawiajcie ze sobą.
    I.. przypadkiem lub nie przypadkiem o możliwości ponownego losowania dowiedziałem się dzień po powrocie z kina z rodzicami :D
    Wybraliśmy się tam bo ostatnio miałem dość ciężką spinę z moim tatą, więc kino miało być takim.. wyjściem na zgodę. No i przechadzając się po łódzkiej manufakturze, minęliśmy się z moją byłą, wiadomo tylko zwykłe "Hej, cześć" i każdy poszedł dalej. No ale rodzice wiedzieli, że trochę przeżyłem to rozstanie, a ja widząc ją miałem w głowie wspomnienia z nią związane i.. tak trochę wpadłem w zamyślenie. Tata jako, że jeszcze trochę był na mnie.. hm.. obrażony bo jednak ma dość trudny charakter, to mało co się odzywał, no ale mama starała się jakoś wyciągnąć mnie z zamyślenia i próbowała pocieszać tekstami w stylu, żebym się nie przejmował i że "tego kwiatu jest pół światu" co w sumie trochę mnie rozbawiło, ale.. nie pokazałem tego. Więc mama zaczęła opowiadać historię jak to ona poznała się z tatą, co w sumie dało mi do myślenia przez chwilę bo w swoim 22-letnim życiu nie słyszałem ani razu tej historii a nigdy nie przeszło mi przez myśl, żeby spytać. Generalnie to mama spotykała się kiedyś z jakimś gościem, wszystko było fajnie i w ogóle, byli ze sobą już trochę czasu ale.. zaczęło się między nimi psuć, jakieś kłótnie, mało ze sobą rozmawiali i po pewnym czasie uczucie wygasło. Moja mama była zrozpaczona, bolało ją to i.. ciężko było jej to przetrawić. No i tak minął jakiś czas, chyba parę miesięcy nawet, nadszedł sylwester i przyjaciółka mamy zaprosiła ją na imprezę do remizy do takiej niewielkiej wsi. No więc moja mama tam pojechała, miała po prostu się dobrze bawić i spędzić ten czas. No i tak się złożyło że na tej imprezie był też mój tata. Poznali się, wpadli sobie w oko, spędzili razem tam trochę czasu i.. trzeba było wracać. No i też minęło trochę czasu, dzwonili do siebie, rozmawiali, raz moja mama jeździła do niego na wieś, raz on przyjeżdżał do miasta i.. tak jakoś się złożyło, że zaraz będzie 30 lat jak są razem :D Trochę mi ta historia poprawiła humor, tata trochę się rozluźnił przy okazji, dopowiadał czasem parę rzeczy jak to wyglądało z jego perspektywy :D No i poszliśmy na seans. Swoją drogą to wybraliśmy się na "Jojo Rabbit" co było dość ryzykownym posunięciem, bo z jednej strony jak moja mama ma luz do tego typu filmów to mój tata lubi filmy o tematyce wojennej ale w bardziej.. poważnym wydaniu i nie byłem pewien czy spodoba mu się motyw wymyślonego przyjaciela dziecka w postaci austriackiego akwarelisty xD Ale koniec końców mówił że film był fajny, było trochę śmiechu ale i sporo poważnych momentów, które dawały do myślenia. Teoretycznie między mną a tatą spiny już nie ma ale.. jednak jest jeszcze taki lekki dystans, ale to kwestia czasu aż się zmniejszy. Bilety niestety wyrzuciłem od razu po seansie ale zarzucę niżej zdjęcie rezerwacji jako dowód :D

    źródło: Beztytułu.png