•  

    Halo #mirkowyzwanie ! Uwaga, ostrzegam, będzie długo ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Mnie dostał się taki oto zestaw:

    a) Namaluj zimowy pejzaż.
    b) Sfotografuj zimowy wschód słońca w plenerze.
    c) Wybierz się na zimową przejażdżkę rowerem po śniegu (lub przynajmniej w minusowej temperaturze), opisz przygotowania i wrażenia z jazdy.

    Opcję nr 1 odsiałem od razu, bo bycie ekspertem w malowaniu benków ( ͡° ͜ʖ ͡°) jest przy malowaniu pejzaży raczej mało pomocne.
    Opcję nr 3 zostawiłem jako deskę ratunkową.

    Okej, więc mam sfotografować wschód słońca w plenerze. Zimowy. Gdy w okolicy ani grama śniegu. Hmm. Ja nie dam rady?

    Potrzymaj mi piwo. (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    Plan pierwotny - Babia Góra. Wstępne przygotowania poczynione, po czym spływają informacje, że widoczność mierna, warunki fatalne, ludzie GOPR wzywają, no ogólnie nic śmiesznego ( http://24tp.pl/n/65184 ).

    Zbyt duże ryzyko, zmiana planów. Padło na Turbacz. Sprawdzenie warunków, pogody, całość pokrywała się z pełnią.

    https://i.imgur.com/VThSOjW.jpg

    Data ustalona - 8 luty. Zostało nabyć na tę okazję stuptuty (jak się później okazało, bez nich wycieczka spadłaby z rowerka kawałek za Maciejową, tj. po ok. 4km z ok. 19).

    Nadszedł (niemalże) dzień właściwy. Wyjazd z Kato w piątek o 22:00. Dojazd Zakopianką do Rabki na luzie, ruch prawie żaden. Auto zaparkowane, wszystko posprawdzane trzy razy, można atakować czerwony szlak. Start o 23:55 +/- spod Urzędu Miasta na skrzyżowaniu Parkowej i Nowego Światu.

    https://i.imgur.com/gWtvN0M.jpg

    Dojście do samej Maciejowej spokojne, trasa wydeptana, czasowo 45 minut. Latarek nie trzeba, przy pełni widno praktycznie jak za dnia.

    Za pierwszym schroniskiem jeszcze kawałek było okej, później zaczęło się podejście na Jaworzynę, już mniej wychodzone, szło się ciężej, czasami nogi wpadały w śnieg po kolana. Później kawałek z górki do polany Pośrednie poszedł nieco łatwiej, ale po 2 w nocy zaczęło lekko wiać i na odsłoniętych fragmentach, pomimo 3 warstw ubrań, robiło się chłodno. Jaka faktycznie była temperatura, tego nie sposób ocenić, prognozy mówiły o czymś między -10°C a -15°C. Całkiem realne liczby.

    Generalnie trzeba było kawałek biec (na tyle, na ile dało się to "biegiem" nazwać, gdy się grzęzło w śniegu), żeby się na powrót rozgrzać. Po lekkim podejściu minięcie drugiego schroniska (Stare Wierchy), i dość spokojne podejście aż do Obidowca.
    Parę minut na uzupełnienie płynów i test, czy uda się jako-tako złapać, jak bardzo jasno jest przy pełni. Zdjęcie wyszło jaśniej, przyciemniłem je tak, żeby plus-minus oddać to, co widzi człowiek.

    https://i.imgur.com/fkhvveh.jpg

    Kawałek za krzyżem zaczęło się robić ciekawie - muldy, człowiek coraz częściej się zapadał, nieraz głębiej niż po kolana.

    https://i.imgur.com/VP61wqr.jpg
    (zrobione za dnia komórką, w nocy, pomimo pełni, nie było zbyt wiele widać)

    Kiedy "wreszcie" udało się dotrzeć do wąwozu przed polaną Rozdziele, człowiek się trochę ucieszył, ale nie na długo. Summa summarum to były dwa zdecydowanie najbardziej męczące fragmenty. W wąwozie co 100-150 metrów przerwa, żeby złapać oddech.

    Po dościu do miejsca, gdzie czerwony szlak skręca w prawo, żeby prowadzić do schroniska przez szczyt, została podjęta szybka decyzja - przecięcie trasy tak, żeby wejść na "trójkolorowca" (szlaki żółty/zielony/niebieski, prowadzące naokoło - na mapce maznąłem pomarańczowym kolorem to konkretne miejsce) i dojście "sztruksem" do schroniska. Jak się później okazało, to było najmądrzejsze, co można było wtedy zrobić.

    Przekroczenie progu miało miejsce kilka minut po godzinie piątej. Biorąc pod uwagę, że oficjalnie tę trasę robi się w niecałe 5 godzin (fakt, z przejściem przez szczyt, ale mimo wszystko), to pokonanie tego dystansu w zimie, w takich warunkach, uznaję za przyzwoity wynik.

    W samym schronisku chwila na złapanie oddechu, szybkie uzupełnienie kalorii i płynów i pierwsze wyjście, żeby złapać łunę.

    https://i.imgur.com/JqMGgVM.jpg

    Jako, że nie dało się za długo wystać na mrozie, szybki powrót, po chwili kolejne wyjście, kiedy już tarcza znajdowała się odrobinę ponad horyzontem.

    https://i.imgur.com/a8QRXIA.jpg

    Żal było nie zrobić kolejnych ujęć, bo widok na góry zapierał dech w piersiach ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    https://i.imgur.com/LmOjy3K.jpg

    Na koniec pod schroniskiem kotletowo-pocztówkowa fota w ramach pamiątki:

    https://i.imgur.com/JWqaSPj.jpg

    A po niej powrót do środka, śniadanie, odpoczynek i powrót przez szczyt.

    O ile dojście do szczytu nie było jakoś okropne (co drugi-trzeci krok to zapadanie się po kolana, co kilkanaście po pas), to zejście czerwonym szlakiem okazało się rzeźnią. Nikt tamtędy nie schodził, więc każdy krok to śnieg minimum po kolana, często do pasa. Wykańczający fragment.

    https://i.imgur.com/4QZu2hx.jpg

    Widok na Diablaka ze szczytu:

    https://i.imgur.com/L3ttjm5.jpg

    Pomimo, że powrót, w większości z górki, powinien być nie wolniejszy niż podejście, to średni czas podawany przez "Bożenę" (szczekaczka z Endomondo) wskazywał często tempo nieprzekraczające 3 minut na kilometr. Słabo. Ale za to widoki były przednie ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    https://i.imgur.com/NCxTFH9.jpg

    Na Starych Wierchach chwila przerwy, zupa i w drogę. Kawałek dalej okazało się, że dwójka młodych ludzi wyprowadzała #smiesznypiesek
    ( ͡° ͜ʖ ͡°) Przeurocze zwierzątko, choć pogłaskać się go nie udało ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    ( jeśli Roksana z Łódzkiego jakimś cudem zobaczy ten wpis, to serdecznie pozdrawiam ją i Freyę! )

    https://i.imgur.com/rTv3ZN1.jpg

    https://i.imgur.com/wAB1Mbc.jpg

    Dalszy powrót szedł to lepiej, to gorzej, zmęczenie zrobiło swoje (nie udało mi się zdrzemnąć przed wyjazdem, więc wracając, byłem sporo ponad 24h bez snu ( ͡° ͜ʖ ͡°) ), zejście zajęło jakieś pół godziny więcej niż wejście, więc w sumie też nie tak najgorzej, zważywszy, że część z tego spędzona była na rozmowach z ludźmi idącymi na szczyt i przerwie na zupę.

    Ogólnie 10/10, gdybym wiedział co będzie mnie czekać, to i tak bym się wybrał. (✌ ゚ ∀ ゚)☞