•  

    Bezsensowny, ale widoczny zap***dol to świętość dla Polaków, felieton Jarosława Górskiego

    Zapierdalać bez sensu trzeba, tak, żeby było widać, że się zapierdala, a kto nie zapierdala bez sensu, tak, żeby było widać, ten nie jest godzien szacunku, uznania czy choćby empatii.

    Dzisiejsza pisowska propaganda antynauczycielska, będąca zresztą zwielokrotnioną kopią antypisowskiej propagandy antynauczycielskiej sprzed kilku lat, trafiła na podatny grunt dlatego, że odwołuje się do jednej z najświętszych dla naszego narodu wartości, którą jest bezsensowny ale widoczny zapierdol. Zapierdalać bez sensu trzeba, tak, żeby było widać, że się zapierdala, a kto nie zapierdala bez sensu, tak, żeby było widać, ten nie jest godzien szacunku, uznania czy choćby empatii. Nauczycieli przedstawia się jako darmozjadów niegodnych swoich dwóch tysięcy na rękę, ponieważ, jakoby, pracują oni tylko 18 godzin w tygodniu, a właściwie jeszcze mniej, bo przecież godzina lekcyjna to tylko 45 minut, i jak wiadomo, w pozostałe 15 minut z tej godziny nauczyciele już nie pracują, ale na ten kwadrans wyjeżdżają na wczasy.

    Bezsensowny zapierdol po polsku

    Słychać zewsząd domaganie się tego, żeby nauczyciele siedzieli w robocie 40 godzin tygodniowo i zapierdalali tak, jak zapierdala każdy porządny Polak. Ma być widać, że zapierdalają! Jak napisała jedna pani - a spotkało się to z wirtualnym aplauzem - gdy się wejdzie do pokoju nauczycielskiego, widać nauczycieli pijących herbatę, ewentualnie książki sobie czytających, a nie widać jakoś ciężko pracujących. Tymczasem, wbrew wyobrażeniu internetowych moralistów, polska szkoła jest miejscem, w którym wysoko ceni się bezsensowny zapierdol. Nauczyciel ma coś robić, ma być widać, że robi, że zapierdala. Pracowałem kiedyś w szkole, w której dyrekcja poprosiła nauczycieli o wymyślenie i poprowadzenie zajęć pozalekcyjnych dla uczniów. Nieodpłatnie, ale i nieobowiązkowo. Nieobowiązkowo, bo przecież praca w tej szkole też nie jest obowiązkowa. Tylko dwie godziny w tygodniu. Ja wymyśliłem dyskusyjny klub filmowy. I to nawet trzy godziny w tygodniu, a może i więcej. Najpierw krótka prelekcja, potem przez dwie godziny, czy ile tam trwa, oglądamy film, na koniec przez czterdzieści minut o nim rozmawiamy. Dyrekcja pokiwała głową i zapytała:

    Ale wtedy, jak młodzież będzie oglądała ten film, to co pan będzie robił?

    Będę oglądał razem z nimi.

    Przecież pan zna już ten film. Nie musi pan oglądać.

    No nie muszę, ale chętnie obejrzę.

    Chętnie? Inni koledzy wymyślili aktywne dwie godziny zajęć. A pan aktywnie przecież będzie pracował tylko godzinę.

    Innym razem mam spotkanie z rodzicami licealistów, takie sprawozdawcze po dłuższej wycieczce szkolnej. Wśród rodziców zawsze zjawi się kilkoro moralistów, dla których bezsensowny ale widoczny zapierdol jest miarą oceny człowieka.

    Proszę pana, córka mówiła, że na tej wycieczce oni codziennie mieli czas wolny. Dwie godziny, trzy…

    No tak. Bardzo prosili o ten czas wolny.

    I co pan wtedy robił?

    Drżałem, żeby żadnemu nic się przez te dwie godziny nie stało.

    No, ale tak aktywnie, to co pan robił?

    Aktywnie?

    Bo my płacimy za tę wycieczkę, i za pana też płacimy: za bilety, nocleg, wyżywienie… I pensję też pan dostaje.

    Kiedyś napisałem książkę. Wypieściłem, dopieściłem każde zdanko. Wydawnictwo przyjęło, odesłało egzemplarz po redakcji. Pokreślony potwornie i bez sensu. Zdania poprawne składniowo zamienione na anakoluty. Słowa powymieniane bez sensu: wszystkie „że” zamienione na „iż”, wszystkie „wtedy” na „wówczas”, „powiedział” na „rzekł”, a „odrzekł” na „odpowiedział”. Odrzucanie tych poprawek zajęło mi wiele dni. Rozmawiam z redaktorką i pytam, co się pani w tym moim języku nie podoba? A ona na to, że musi dużo zmieniać, bo jak jest mało na czerwono, zwierzchność może się przyczepić. Czyli bezsensowny widoczny zapierdol, który tym razem generuje kolejny bezsensowny zapierdol (mój), tyle że niewidoczny.

    Nie masz co robić? Przetrzyj podłogę

    Oczywiście kult bezsensownego widocznego zapierdalania nie dotyczy tylko szkół i redaktorów. Wchodzę do sklepu spożywczego pewnej sieci. Jest koło południa, w sklepie pustki, jedna pracownica siedzi przy kasie, druga stoi między półkami. Do tej drugiej podchodzi, jak się domyślam, kierowniczka.

    A co ty tak stoisz? Nie masz co robić? Miałaś te kartony rozpakować.

    Już rozpakowałam.

    To podłogę przetrzyj.

    Przetarłam czterdzieści minut temu.

    To przetrzyj jeszcze raz!

    Znajoma, która zajmuje się sprzątaniem po domach ludzi, opowiadała mi, że wyznawców kultu bezsensownego widocznego zapierdolu spotyka na każdym kroku. Kiedyś jedni państwo wynajęli ją do mycia okien. Płacić mieli od okna. Znajoma przyszła do pracy z własną parową myjką do okien – bardzo wydajną i dokładną. Państwo zaprotestowali. Okna należy myć ręcznie: gazetami, ścierką. Tylko tak jest dobrze. Znajoma zaproponowała, że umyje okno parową myjką na próbę, jak państwo będą niezadowoleni, to poprawi gazetami. Państwo: absolutnie, nie ma mowy.

    To pani przejedzie sobie tą myjką parę razy i weźmie pieniądze za mycie okien? – odpowiedziała oburzona zleceniodawczyni. Jakże to tak, państwo płacą przecież nie tylko za efekt, ale i za bezsensowny widoczny zapierdol.

    Kiedyś idę sobie w gronie znajomych do knajpy. Jeszcze przed godzinami szczytu. Zasiadamy, zamawiamy, miła kelnerka przynosi, każdy dostaje, co zamówił. Jeden ze znajomych woła kelnerkę. Prosi o więcej serwetek. Kelnerka przynosi, on domaga się ostrej papryki. Kelnerka znika na zapleczu, za chwilę donosi ostrą paprykę. To znajomy znów kartę prosi – może coś jeszcze zamówi. Potem prosi, żeby kartę zabrać – jednak się nie zdecydował, ale prosi o więcej lodu do napoju. Kelnerka przynosi lód w szklance, znajomy mówi, że może jednak niech przyniesie więcej, w kubełku, bo może inni też będą chcieli. Ja w końcu nie wytrzymuję, i pytam, o co mu chodzi, czy nie może o wszystko poprosić za jednym zamachem, zamiast dziewczynę ganiać, a nam zakłócać biesiadę?

    No ale co ona ma do roboty? Pusta sala, ona stoi bezczynnie – odpowiada znajomy, jak się okazuje, jedyny wśród nas człowiek głęboko moralny. Myśmy przyszli do knajpy z czystego amoralnego hedonizmu, a on ma misję: pilnuje, żeby dziewczyna, która nas obsługuje, nie zeszła na złą drogę, żeby nie zgnuśniała, nie pogrążyła się w lenistwie, żeby w pocie czoła, jak Pan Bóg przykazał, zapracowała na swój chleb.

    Polak ukarany przez Boga pracą na pokaz

    Myślę, że czynnik religijny jest bardzo istotny, nawet dla zlaicyzowanych wyznawców kultu bezsensownego widocznego zapierdolu. To jest ten sam typ, co lekarze odmawiający rodzącym kobietom znieczulenia. Boli, bo musi boleć. Bóg ukarał kobietę rodzeniem w bólach za grzech pierworodny, więc ma boleć. Mężczyznę (kobietę, jak się okazuje też) ukarał pracą w pocie czoła, więc ma być widać tę pracę i ten pot przy pracy. Ponoć Jezus Chrystus przez swoją ofiarę odkupił nasze grzechy, ale na tę karę jego ofiara okazała się za słaba – zapierdol musi być.

    Jak zapierdol nie ma sensu, to musi być zapierdol bez sensu – byle było go widać. Liczy się oczywiście efekt pracy, ale jest on tym cenniejszy, im większy zapierdol do niego prowadzi. Poza tym, płaci się przecież za zapierdol, a nie za jakiś efekt. „A ty co? Nie masz nic do roboty? To ja ci coś znajdę”. „Czy ja pani/panu płacę za siedzenie/stanie/czytanie/czekanie?”. „A co pan będzie robił, jak uczniowie będą oglądać film?”. Często pracownicy prowadzą coś w rodzaju prewencji: gdy zapierdol traci swoją intensywność, albo jest niewidoczny dla zewnętrznego obserwatora, wręcz odkładają sensowną, ale mniej spektakularną pracę, taką jak choćby przemyślenie przez nauczyciela cyklu lekcji, aby oddać się widocznej dla wszystkich krzątaninie. Wyznawcy kultu zapierdolu domagają się od innych bezsensownego widocznego zapierdolu, najczęściej dlatego, że sami tak pracują i jest to dla nich sprawa elementarnej sprawiedliwości: dlaczego oni mają zapierdalać bez sensu, a inni nie?

    Z czysto racjonalnego punktu widzenia mogłoby się wydawać, że nauczyciel, który w przerwie między jedną a drugą lekcją wypije sobie kawkę, a popołudnie spędzi nie na wypełnianiu sprawozdań, ale, dajmy na to, na spacerku, będzie milszy dla swoich uczniów, będzie uczył lepiej i skuteczniej. Podobnie może wydawać się, że pracownik, który obsłuży już jednego klienta, a w oczekiwaniu na kolejnego odpocznie sobie w jakimś przytulnym miejscu, tego kolejnego obsłuży z większym zaangażowaniem. Zrobi to lepiej niż ten, któremu czas oczekiwania wypełni markowanie zapierdolu. Ale taki zimny, racjonalny punkt widzenia jest nie do przyjęcia dla ludzi głęboko moralnych, którzy wiedzą, że człowiek, jeśli chce być godny swojego miana, musi zapierdalać. Zapierdalać tak jak ja zapierdalam, jak ty zapierdalasz, jak wszyscy bez sensu zapierdalamy.

    źródło

    #gruparatowaniapoziomu #januszebiznesu #januszex #pracbaza #polska #praca

    •  

      @zexan: taktyczny plus przeczytam pozniej bo jestem w pracy i muszę zapierrdalac na swojego pana....

    •  

      @zexan: Aż dodałem do ulubionych, sama prawda ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      Bezsensowny, ale widoczny zap***dol to świętość dla Polaków

      @zexan: święte słowa. Inny przykład - staje linia produkcyjna. Straty idą w tysiące na godzinę. I weź spróbuj w Polsce przyjechać do takiego zakładu (nie mówię o wielkiej fabryce zachodniego koncernu, gdzie jednak mentalność jest inna) podpiąć się do sterownika, rozwiązać problem w 2 minuty i zawołać czterocyfrową sumę. Trzaskanie dup mało nie wybije okien, "nic nie zrobił a piniondze chce".

    •  

      @bidzej: Byś się wziął za uczciwą robotę, a nie chcesz piniendze za klikanie w kąkuter ヽ( ͠°෴ °)ノ

    •  

      święte słowa. Inny przykład - staje linia produkcyjna. Straty idą w tysiące na godzinę. I weź spróbuj w Polsce przyjechać do takiego zakładu (nie mówię o wielkiej fabryce zachodniego koncernu, gdzie jednak mentalność jest inna) podpiąć się do sterownika, rozwiązać problem w 2 minuty i zawołać czterocyfrową sumę. Trzaskanie dup mało nie wybije okien, "nic nie zrobił a piniondze chce".

      @bidzej:

      Pani hrabina Branicka jedzie przed wojną swoim wytwornym samochodem marki Buick, nagle silnik jej na środku jezdni zgasł. Otwiera maskę, ale nic nie może zrobić. Dostrzega Żyda idącego z narzędziami.

      Chodźcie tu, Mośku. Potraficie pomóc?
      Żyd zajrzał, stuknął młotkiem, silnik zaskoczył.

      Ile płacę?
      Dwadzieścia złotych.
      Strasznie dużo pieniędzy jak za jedno stuknięcie młotkiem – zdziwiła się hrabina Branicka.

      Wtedy Żyd wypisał jej rachunek: „Jeden złoty – za uderzenie młotkiem. Dziewiętnaście złotych – za to, że wiedziałem gdzie”.

    •  

      @zexan: ładnie napisane amen, też mnie to denerwuje

    •  

      @zexan: Czytam to już kolejny raz, za każdym razem kontemplując ogromne ilości prawdy, jakie biją z każdego słowa. To się powinno drukować i każdemu obowiązkowo wręczać, kazać czytać i potem egzaminować ze znajomości. Może jak by każdy sobie wbił ten tekst do głowy, to by coś zaczęło docierać do ludzi.

    •  

      Dzisiejsza pisowska propaganda antynauczycielska, będąca zresztą zwielokrotnioną kopią antypisowskiej propagandy antynauczycielskiej sprzed kilku lat, trafiła na podatny grunt dlatego, że odwołuje się do jednej z najświętszych dla naszego narodu wartości, którą jest bezsensowny ale widoczny zapierdol. Zapierdalać bez sensu trzeba, tak, żeby było widać, że się zapierdala, a kto nie zapierdala bez sensu, tak, żeby było widać, ten nie jest godzien szacunku, uznania czy choćby empatii. Nauczycieli przedstawia się jako darmozjadów niegodnych swoich dwóch tysięcy na rękę, ponieważ, jakoby, pracują oni tylko 18 godzin w tygodniu, a właściwie jeszcze mniej, bo przecież godzina lekcyjna to tylko 45 minut, i jak wiadomo, w pozostałe 15 minut z tej godziny nauczyciele już nie pracują, ale na ten kwadrans wyjeżdżają na wczasy.

      @zexan: ależ zupełnie nie. Nauczyciele właśnie zapierdalaja bezsensownie oceniając po godzinach setki klasówek i testów z których nic nie wynika. System edukacji wymaga dużych reform i to nie takiego typu jak wprowadzenie gimnazjum. Dlatego społeczeństwo generalnie olało strajk nauczycieli. Nie dlatego, ze nie zapierdalaja, ale dlatego, ze każdy był w szkole i spotkał się z roszczeniowym betonem nauczycielskim stojącym dzielnie na straży systemu który nie działa.

    •  

      @zexan: znam ten tekst, ale za każdym razem doceniam perfekcyjny zmysł obserwacyjny autora, ten kult widocznej, męczącej i nieefektywnej pracy jest kwintesencją polskości

    •  

      @zexan: na szczęście (lub nieszczęście) kult bezsensownego zapierdolu to nie jest tylko domena Polaków. Ile to razy na produkcji u Helmuta inni Polacy sugerowali mi, żeby ściemniać mimo, że potrafiłem zrobić coś dużo dużo szybciej ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      @zexan: Taktyk, zebym pamiętał, żeby przeczytać wieczorem.

    •  

      @zexan: Są też inne narody które mogą stawać z Polską w szranki w tej kategorii, a nawet myślę że biją nasz kraj na głowę. Korea i Japonia, kto tam pracował ten się w cyrku nie śmieje ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Katolicyzm tam nie dominuje, więc to nie jest decydująca kwestia.

    •  

      Dlatego społeczeństwo generalnie olało strajk nauczycieli. Nie dlatego, ze nie zapierdalaja, ale dlatego, ze każdy był w szkole i spotkał się z roszczeniowym betonem nauczycielskim stojącym dzielnie na straży systemu który nie działa.

      @DulGukat: czyli według ciebie nauczyciele powinni zarabiać mało?

    •  

      czyli według ciebie nauczyciele powinni zarabiać mało?

      @rybsonk: powinni zarabiać adekwatnie do wykonywanej pracy. Nie poruszałem kwestii wysokości zarobków tylko braku poparcia społecznego dla strajku.

      źródło: Screenshot 2020-02-13 at 10.06.41.png

    •  

      @zexan no tak, bo lepiej mieć podejście do życia jak grecy czy hiszpanie, którzy ze swojego opierdolingu stworzyli sport narodowy. Im więcej człowiek leniuchuje, tym ciężej jest mu się podjąć wymagającej pracy, bo jest przyzwyczajony do nierobstwa. Jak jesteś w cugu zapierdolu to jest łatwiej. Nauczyciele to nieroby a do zawodu jest negatywna selekcja od lat, to prawda akurat

      +: krabat
    •  

      powinni zarabiać adekwatnie do wykonywanej pracy

      @DulGukat: ale to tak nie działa, sądzisz że naprawdę zdolni ludzie przyjdą do pracy w szkole mając perspektywę kiepskich zarobków bo im powiesz "jak wyniki szkolnictwa będą dobre to pensje pójdą w górę"?

      źródło: comment_1581343429yVdyHfzOXdBoGJ5qz8NXhU.jpg

    •  

      @DulGukat: dokładnie. W postulatach nic nie ma o reformach i usprawnieniu pracy. Jest tylko ręka wyciągnięta po kasę, a faktem jest, że mamy tyle nauczycieli, co Niemcy i dwa razy mniej uczniów. Coś tutaj nie działa. Niby nie ma komu pracować, ale faktycznych pełnych etatów w takim Gdańsku jest zaledwie kilka. Reszta to jakieś śmieci po kilka godzin w jednej szkole i kilka godzin w drugiej. Na obrazku oferty pracy na pełen etat w regionie Gdańska i okolic z kuratorium.
      @rybsonk: najlepiej, żeby nikt nie szedł na nauczyciela obecnie, aż dojdziemy do kryzysowej sytuacji, która może ostatecznie ruszy beton i dokonają jakichś zmian, które mogłyby przynieść oszczędności i zwiększenie tym samym pensji. Obecnie mamy za dużo nauczycieli, czyli za dużo etatów, z których kasa mogłaby opłacić lepiej dobry zespół nauczycieli. Do tego lekcje religii, które też idą z budżetu...Utrzymywanie niewydajnego systemu, na szycie którego też siedzą przecież nauczyciele, nie ma sensu. Dokładanie więcej kasy nie rozwiąże problemu. To jak z kopalniami.

      źródło: przedmioty.png

    •  

      @DulGukat: Boję się, że to już daleki etap błędnego koła - niskie pensje selekcjonują gorszych kandydatów, i sprawiają, że tym co już są nie chce się podejmować dodatkowego wysiłku (po kilku latach uczenie jest dużo prostsze bo ma się już doświadczenie, zebrane materiały, wiedzę w jakim tempie i kolejności wykładać zagadnienia, nawet mają z grubsza gotowe sprawdziany - więc robota jest dużo bardziej mechaniczna niż na początku) i ryzykować konfliktów. No bo co oni z tego będą mieli?

    •  

      ależ zupełnie nie. Nauczyciele właśnie zapierdalaja bezsensownie oceniając po godzinach setki klasówek i testów z których nic nie wynika. System edukacji wymaga dużych reform i to nie takiego typu jak wprowadzenie gimnazjum. Dlatego społeczeństwo generalnie olało strajk nauczycieli. Nie dlatego, ze nie zapierdalaja, ale dlatego, ze każdy był w szkole i spotkał się z roszczeniowym betonem nauczycielskim stojącym dzielnie na straży systemu który nie działa.

      @DulGukat: pełna zgoda.

      Są nawet dwa ciekawe artykuły na ten temat:

      https://czasnamontessori.pl/tkwimy-w-xix-wiecznym-modelu-edukacji-stworzonym-na-potrzeby-panstwa-pruskiego

      https://www.obserwatorfinansowy.pl/bez-kategorii/rotator/pruski-model-edukacji-fatalnie-odbija-sie-na-gospodarce/

    •  

      @zexan: Zgadzam się ale to nie takie Polskie, w Niemczech czy Czechach gdzie pracowałem jest to samo.
      Szef zawalił zamówienie i nie ma materiału? I tak musisz chodzić i udawać ze pracujesz przed kierownikiem, bo jak nie to cię wywala za nic nie robienie ¯\(ツ)

      +: Kroomka
    •  

      @zexan: Jakie to jest prawdziwe. Miałem kiedyś epizod pracy jako pomoc sklepowa w markecie (nie polecam nikomu). Moim zadaniem było wykładanie towaru na półki, wymiana cenówek i inne takie pierdoły. Pewnego razu zdarzyły mi się sytuacje podobne do tych z tekstu. Kiedy ruch zamarł praktycznie, ja zostałem wysłany na sklep by poukładać rzeczy porozwalane na półkach. To nic, że zrobiłem to wcześniej, musiałem sam rozwalać te towary i układać je na półkach, albo chodzić krok w krok za kilkoma klientami w sklepie i poprawiać po nich na bieżąco, bo zostały mi 2 godziny w pracy i to był skandal kiedy chciałem usiąść na zapleczu i odpocząć a te kilka towarów ustawić na 15 minut przed zamknięciem sklepu, cały czas wszystkie panie na sklepie czepiały się, że nuc nie robię, no ale nie było nic do roboty już w ramach mojego stanowiska.

      Innym razem byłem na sklepie do południa i tak się złożyło, że schodziły tylko napoje i to też nie w jakiś wielkich ilościach. Mając rozeznanie w sklepie załadowałem sobie do małego wózka jedną zgrzewkę małych wód i po kilka sztuk tego co brakowało, żeby dołożyć zanim skończe dniówkę. Jak zobaczyła to pani Grażyna zastępca kierowniczki to podeszła do mnie z pretensjami, że co ja za urlop tutaj robię. "To jest praca, tu się PRACUJE, jesteś niewydajny" usłyszałem od niej. Oczywiście nie słuchała mnie, że więcej się nie zmieści. Nawaliła mi kilkanaście zgrzewek jakiegoś kolorowego szajsu i wód, które były pbok na palecie i kazała rozładować to na sklepie. Wróciłem po chwili z wszystkim tym co mi nałożyła i powiedziałem, że się nie zmieści. Uwierzyła dopiero jak sama poszła zobaczyć. Wytrzymałem miesiąc w tej robocie. Nigdy więcej.

    •  

      @zexan: dawno temu myślałem, że to efekt głęboko zakorzenionej w Polakach mentalności komunistycznej, gdzie trzeba robić, a memy typu "człowiek kiedyś za dramo robił i się cieszył, że robota jest" wcale tak daleko od prawdy nie są.

      Później jednak zatrudniłem się w zagranicznej korpo, gdzie moim liderem był chłopak, który tam przepracował całą swoją dotychczasową karierę. Szybko podłapałem, że większość moich obowiązków mogę zrobić szybciej, sprawniej i przede wszystkim bardziej efektywnie niż inni do tej pory. Coś co wcześniej zajmowało komuś 3h dziennie, ja robiłem w pół godziny. Zrobione? Zrobione. Okres dosyć ogórkowy był, przełożony bierze mnie na rozmowę.
      - no czarny_matt, twoje zaangażowanie w pracę spadło. Na początku bardziej byłem zadowolony z twojej pracowitości
      - ale czegoś nie robię, coś pomijam, jakiś raport nie na czas, klient się skarży?
      - nie, ale coraz częściej kawka, bajera i już tak zaangażowany w pracę nie jesteś.
      - ale robota jest zrobiona czy nie? czy mam bezsensownie klikać i siedzieć przy biurku udając, że coś robię?
      - to może jakiś nowy raport co?

      No i tak to wygląda. Chuj, że inni zalando, fb, instagram tylko zakładki poukrywane. Masz ZAPIERDALAĆ. Tacy już jesteśmy i koniec. Kult był jest i będzie, bo dlaczego on dostaje pieniądze za coś co robi szybciej niż inni a później się opierdala? Przecież pracujemy 8h tak?

    •  

      @rybsonk: System edukacji powinien przejść gruntowną reformę.
      - znaczne podwyższenie pensji nawet do ~6 - 8 k netto by przyciągnąć zdolnych (kto mądry teraz pójdzie zapierdalać w szkole za 2k - lądują tam same uselessy bez pomysłu na życie),
      - równoczesne wprowadzenie ostrych kryteriów dla nauczycieli, coś a'la doktorat lub specjalizacja tak, by wyłonić ludzi którzy jednocześnie posiadają wiedzę oraz potrafią ją przekazać.

      Oczywiście to się nie uda, więc sprywatyzować w pizdu.

    •  

      @zexan: trzeci akapit od końca bez sensu, nie sądzę żeby religia miała jakiś wpływ na to - bardziej jakaś zakorzeniona w naszej kulturze, ale świecka, świadomość że trzeba robić, bo... No właśnie, bo co? IMO autor był na tropie ważnej tezy, może jakiegoś przełomowego wstępu do debaty w socjologii na ten temat, ale się wycofał.
      Ale ogółem bardzo dobry tekst, trochę złośliwie mi się kojarzy z "drugą Japonią" - oni też na swój sposób mają kult roboty (choć w ich przypadku to bardziej udawanie, że się robi, żeby pokazać się przed szefem i współpracownikami).
      Najgorsze że od małego to jest wpajane, chciałbym zobaczyć ile osób nie usłyszało w młodości tekstu w stylu 'o, widzę się nudzisz to zaraz ci znajdę coś do roboty'.

    •  

      @czarny_matt94: no tak, najlepiej że osoby które pracują wolno mają ilość obowiązków X na 8h a ci którzy pracują efektywnie mają załóżmy 1,5X w ciągu tych 8h, za tę samą płacę (。◕‿‿◕。)

    •  

      @zexan: Czytałem ten tekst zaraz po tym gdy się ukazał. Pytanie tylko, czy taki bezsensowny, ale widoczny zapi***ol jest polską specyfiką, czy w innych krajach też występuje coś takiego. Bo to chyba zależy bardziej od człowieka i jego podejścia do innych i do pracy, a nie od narodowości.

    •  

      @zexan: jeżeli zgłasza się do mnie klient i zrobienie tego o co mnie prosi zajmuje pół godziny, a ja za to chce no 500 zł netto to nigdy, ale to nigdy nie wysyłam za pół godziny. Zawsze musi przeleżeć swoje, żeby nabrać mocy prawnej i dopiero po paru dniach wysyłam gotową pracę.

    •  

      @zexan: dlatego polakow trzeba za morde krotko trzymac. na szczescie pokolenia blizej milenium wie po co idzie do pracy i sie szanuja, nawet nie bardziej niz stare pokolenie urodzone w PRL tylko w ogole sie szanuja

    •  

      @zexan: Daję gigaplusa. Od wielu lat pracuję w gastro, a tam taki kult zapierdolu jest widoczny bardzo często. Przykładowo pracowałam w klubie nocnym. Otwarcie o 21. Wszystko przygotowane już godzinę przed, stoliki, rezerwacje, szkło i takie takie. Ludzi o tej 21 jeszcze nie ma, no bo kto chodzi na kluby tak wcześnie. NO ALE CO, JAK TO DEPCIO NIE MASZ CO ROBIĆ, TO IDŹ JESZCZE TAMTE SZKLANKI MOŻE RAZ WYPOLERUJ, ALBO NIE WIEM, CYTRYN DOKROIĆ MOŻE TRZEBA, ALBO O, WE, HERBATĘ Z TEJ BUTELKI PO JACKU WYLEJ I DORÓB NOWEJ. Nie ma stania, podpierania baru, pustych przebiegów. Trzeba robić siano ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Na szczęście teraz pracuję w takim miejscu, że klient to tylko trochę nasz pan, a jak mnie ktoś wkurwia, to mogę go sama wyrzucić, a nie się jeszcze przed nim płaszczyć. No i jak nie mam co robić, to siadam i nic nie robię (。◕‿‿◕。)

    •  

      @Depcio: > Na szczęście teraz pracuję w takim miejscu, że klient to tylko trochę nasz pan, a jak mnie ktoś wkurwia, to mogę go sama wyrzucić, a nie się jeszcze przed nim płaszczyć. No i jak nie mam co robić, to siadam i nic nie robię

      Czyżby praca w urzędzie? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      @zexan:

      Bezsensowny zapierdol po polsku
      To się wzięło z poprzedniego systemu, w którym płaciło się za pracę, a nie skutek. Wielu ludzi nie potrafi załapać, że liczy się skutek i jeśli skutek da się osiągnąć szybciej, to można zapłacić więcej za szczególne zdolności, ale też jeśli są odpowiednie warunki to można zapłacić mniej, by przyciągnąć klientów, a szybsza metoda drastycznie zmniejsza też wysiłek. Można wykonać pracę dwa razy szybciej, osiągając efekt dwa razy większy, a sprzedać za 3/4 ceny.

      Niemniej, częściej pierwsza opcja. Żeby społeczeństwo ma się bogacić, to przede wszystkim najprostsze płace muszą być warte coraz więcej.

      @czarny_matt94:

      dawno temu myślałem, że to efekt głęboko zakorzenionej w Polakach mentalności komunistycznej, gdzie trzeba robić, a memy typu "człowiek kiedyś za dramo robił i się cieszył, że robota jest" wcale tak daleko od prawdy nie są.

      Później jednak zatrudniłem się w zagranicznej korpo, gdzie moim liderem był chłopak, który tam przepracował całą swoją dotychczasową karierę. Szybko podłapałem, że większość moich obowiązków mogę zrobić szybciej, sprawniej i przede wszystkim bardziej efektywnie niż inni do tej pory. Coś co wcześniej zajmowało komuś 3h dziennie, ja robiłem w pół godziny. Zrobione? Zrobione. Okres dosyć ogórkowy był, przełożony bierze mnie na rozmowę.
      - no czarny_matt, twoje zaangażowanie w pracę spadło. Na początku bardziej byłem zadowolony z twojej pracowitości
      - ale czegoś nie robię, coś pomijam, jakiś raport nie na czas, klient się skarży?
      - nie, ale coraz częściej kawka, bajera i już tak zaangażowany w pracę nie jesteś.
      - ale robota jest zrobiona czy nie? czy mam bezsensownie klikać i siedzieć przy biurku udając, że coś robię?
      - to może jakiś nowy raport co?


      No i tak to wygląda. Chuj, że inni zalando, fb, instagram tylko zakładki poukrywane. Masz ZAPIERDALAĆ. Tacy już jesteśmy i koniec. Kult był jest i będzie, bo dlaczego on dostaje pieniądze za coś co robi szybciej niż inni a później się opierdala? Przecież pracujemy 8h tak?

      Mnie w takich sytuacjach w firmie każą oglądać jakieś tutoriale albo opracować jakiegoś ficzera, którego można by dodać do kolejnych projektów, ewentualnie opłacone kursy na udemy i certifikaty od M$. Nie ma co robić, to się rozwijaj i pokaż coś na następnym zebraniu współpracownikom.

    •  

      @zexan: żeby było zabawniej to się nie ogranicza tylko do miejsca pracy; znam rodziny gdzie w domach dzieci mają tak sprzątać, żeby matka widziała, bo co to za posprzątanie w 45 minut. Albo robienie w ogrodzie: też nie można się uwinąć raz, dwa, bo pewnie niedokładnie zrobione, lepiej posiedzieć trzy godzinki udając, że coś się robi. Mycie okien w bloku... "o, panie, pan tak szybko to robi, pewnie coś pan pomija" - nie kurwa, po prostu nie celebruję każdego ruchu szmatą, żeby sąsiedzi widzieli jaki ze mnie czyścioch

    •  

      @zexan: Kiedyś pracowałem w takim zakładzie gdzie co miesiąc była inwentaryzacja. Pomijając już bezsensowność tego procesu to polegało to na tym, że kilku pracowników liczyło kartony śrubek itp. a reszta miała sprzątać. Tylko, że zrobienie sensownych, a nawet niesensownych rzeczy zajmowało z 2 godziny, a resztę dnia kręciłem kółka po zakładzie z miotłą w łapie udając sprzątanie bo może przyjdzie jakiś wielki pan prezes i zobaczy jak to wygląda, że siedzo i nie zapierdalajo chociaż nie mają nawet jak xD Co ciekawe ci co liczyli też kończyli w 6-7 godzin, ale też musieli udawać, że nie skończyli bo co dalej, do domu nie pójdą, na stołówkę nie pójdą, mogliby co najwyżej udawać sprzątanie razem z resztą xD
      Dni po których zawsze wracałem najbardziej wyjebany to dni po których firma najmniej ze mnie miała.

    •  

      @zexan: Jakies pozostalosci po mysleniu o wyrabianiu powojennej normy 500%, 1000% milion%. Dziadkowie wpajali to rodzicom a oni nam stad takie durne myslenie. Chj w to ze czasy zmienily sie. Robilem kiedys w Januszexie- wlasciciel 35 lat + jego ojciec ok 60. Generalnie po udowodnieniu, że na dany moment jest zrobione WSZYSTKO i więcej i nie ma innej mozliwosci niz usiasc i poczekac na zamowienia zawsze znajdowal sie tekst "płace ci za prace, znajdz sobie cos do roboty". 'COS', niewazne co. Janusz ma widziec że pieniążki nie idą na mój oddech odpoczynku.

    •  

      @Docnt: Nie, w gastronomii, ale u normalnego szefa

    •  

      @zexan: nie tylko dla Polaków. Obecnie pewnie z 90% korporacji wprowadza systemy mierzenia czasu pracy, analizy ile czasu spędzasz w aplikacjach roboczych a ile w internecie. Więc nie liczy się ze zrobiłeś swoje w excelu szybciej niż inni, masz klikać w puste komórki bo inaczej jesteś nieefektywny i nie pracujesz tylko się opierdalasz.

    •  

      @zexan: dałbym 6 plusów gdybym mógł

    •  

      @zexan: Aż mi się przypomina jak dorabiałem w zeszłym roku do studiów na kasie w pewnej sieci sklepów z czarnym terrierem na żółym tle w logo ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Jak była chwila odsapnięcia pomiędzy falami klientów (pracowałem tylko na kasie- nie mogłem pracować "na sklepie") kierowniczka kazała mi "układać papierosy" w skrzynce z fajkami. Jak papierosy akurat były ułożone poziomo, w rzędach to musiałem je przestawiać w kolumny. Jak akurat były ułożone kolumnami, to miałem je przestawiać poziomo XD

    •  

      @zexan: Do dziś się zastanawiam skąd się to bierze. Kiedyś pracowalem w hurtowni spozywczej poza sezonem, gdzie praca zajmowala moze 2h jak nie bylo dostawy. Z dostawa moze kolejne 2h z 8h calego dnia. Oczywiscie po wykonanych obowiazkach zaraz pierdolenie "a idz podloge zamiataj czy tam na hali poukladaj" majac kompletnie gdzies, ze poukladane bylo poprzedniego dnia i miejsca jest wystarczajaco na nastepna dostawe. Ale chuj, idz haruj bo nie place ci za nic nierobienie. Oczywiscie gadanie typu "ci milenialsi to by nic nie robili" to byla codziennosc". Oczywiscie, ze nie bede bez sensu pracowal i nie bede robil rzeczy poza moimi obowiazkami.

    •  

      @zexan: propaganda antynauczycielska trwa od wielu lat. To nie kwestia partii politycznych a mentalności. Tego się nie wypleni nawet za 10 lat

    •  

      Święta prawda. A potem zdziwienie, że wśród pracowników lata powiedzenie, że "pracę trzeba szanować". No to szanują i się nie spieszą by jej przypadkiem nie zabrakło. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      Zapierdalać bez sensu trzeba, tak, żeby było widać, że się zapierdala, a kto nie zapierdala bez sensu, tak, żeby było widać, ten nie jest godzien szacunku.
      Zgłaszam to - atakuje mnie lub inne osoby. Zapierdole bez sensu jest sensem istnienia! ( ͡º ͜ʖ͡º)

    •  

      @zexan: `Mi zawsze szefowie w januszexach gdy nie bylo roboty mówi żebym udawał że coś robię jak nie ma roboty odpowiadałem że wy również możecie udawać że coś robie to wasze fantazje

    •  

      @zexan: oesu, nieźle wygrzebane i srebrna łopata za to, ale felieton był genialny

    •  

      @zexan: Niby tak, ale mimo wszystko polscy nauczyciele pracują prawie najmniej godzin rocznie w Europie. Zgadzam się z felietonem, ale ja bym zrobił tak - podwyższył pensje nawet do 4, 5k na rękę, żeby przesiać tych dzisiejszych nieudaczników którzy pracują w szkolnictwie, którzy też występują w tym felietonie. Ale jednocześnie trzeba by było podnieść liczbę godzin pracy, między innymi właśnie na jakieś koła zainteresowań, czy konstultacje, zajęcia wyrównawcze, pozalekcyjne, whatever. Tak to wygląda w cywilizowanych krajach. Jak sobie pomyślę z jakimi miernotami miałem do czynienia przez cały mój okres edukacji, to tak, mam trochę ból dupy. I tak zdaje sobie właśnie sprawę że wyższe zarobki przyciągną ludzi którzy się do tego nadają.

    •  

      Piękne <3 Raz z kolegą musieliśmy przez 3h bujać się z boku na bok po sklepie #kolchoz2k, bo nie było klientów w ogóle, ale szefowa patrzyła na kamerach, bo nie płaci nam za stanie przecież xDD TO JEST PRACA, A NIE PLAŻA

    •  

      Komentarz usunięty przez autora

    •  

      @zexan: Świetny tekst, pracowałem kiedyś na jednym magazynie, zrobiłem wszystko szybciej, to szef zawsze coś wymyślił, żebym cokolwiek robił, a jak rozkładałem sobie całą swoją robotę na 8h to nikt się nie czepiał ¯\_(ツ)_/¯ Ostatnio pracowałem na paczkomatach w pewnej firmie ( ͡° ͜ʖ ͡°), potrafiłem jeździć w czasie pracy na siłownię i do godziny 15:00 mieć wszystko rozwiezione, a jak się o tym dowiedział kierownik, to dorzucili mi 5 paczkomatów więcej, bo "mam czas".

    •  

      @zexan: taki zupelny offtopic, inny polski problem - gnojenie za zadawanie pytan i niewiedze. Chyba kazdy sie spotkal osobiscie albo byl swiadkiem jak ktos na jakiejs lekcji, wykladzie, chce o cos dopytac, a nauczyciel reaguje "jak mozesz tego nie wiedziec?!" co powoduje ze po czyms takim ilosc pytan spada do 0 i nikt nie chce sie wychylac.

      Pasji to nie napedzi, jak nie wiedzieli tak nie wiedza, za to wszyscy cicho robia to co pan przykazal. Idealne wykrajanie przyszlych pracownikow montowni.

    •  

      podpiąć się do sterownika, rozwiązać problem w 2 minuty i zawołać czterocyfrową sumę. Trzaskanie dup mało nie wybije okien, "nic nie zrobił a piniondze chce".

      @bidzej: Piękne podsumowanie. A jak już łączysz się zdalnie i robisz poprawki/modyfikacje i dzwonisz, że zrobione do pewnie dachem miota jak szatan bo przecież go tu nawet nie było ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      EDIT: Nawet moi rodzice dziś nie rozumieją, że można pracować zdalnie i zarabić. Bo przecież karty nie podbijasz o piątej rano.

    •  

      @DryfWiatrowZachodnich:

      gnojenie za zadawanie pytan

      Tak samo jest na wykopie - chciałem sie spytać po co ludzie robią sobie tatuaże (bo nie wiem) - to pół wykopu się posrało ze złości

    •  

      @SolarisYob: oj tak. A z elektrody to cisna ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      @zexan: dobrze jest to też widoczne przy pracy która wymaga raportowania czasu na zadania. Z jednej strony okej, jakaś praca została wykonana i trzeba wiedzieć ile klient ma zapłacić. Z drugiej strony takie zadania są zazwyczaj wyceniane, i tej wyceny nie można za bardzo przekroczyć żeby nie zebrać jakiejś formy opierdolu.

      Co robi głupi pracownik? Zrobi najszybciej jak może, często jego menedżer wyceni coś na 20 godzin a on zrobi w dwie, i powie o tym górze. Taki pracownik zostanie sowicie nagrodzony kolejnymi zadaniami w kolejce, a tego co zarobiła właśnie firma na przestrzeleniu wyceny (czyt. dobrej pracy pracownika który zrobił coś szybciej, bo zlecający i tak zapłaci wg wyceny) pracownik nawet nie powącha.

      Mądry pracownik będzie leciał w chuja połowę czasu albo specjalnie zacznie robić wolniej dostrzegając, że może coś zrobić szybciej. Wycenione na 20h, zrobię w 20, albo może 18. Większość tego czasu całkowicie zmarnowana bo ani pracownik ani pracodawca jakiejś wielkiej korzyści z tego nie ma, ba pracodawca nawet stratę bo mógł pracownikowi dać albo dzień wolnego za dobrze wykonaną pracę albo jakąś małą premię i tak czy siak byłby do przodu, ale nie, właśnie stracił bo przecież pracownikowi nie płaci za zadanie tylko za godzinę, nie można się opieprzać, jak się chcesz opieprzać to odbij kartę i idź ale nie dostaniesz za to grosza.

      Dlatego najlepsza jest praca zadaniowa, robisz coś, wyceniasz i masz zapłacone, nieważne czy robiłeś 5 minut czy 5 tygodni. Najlepiej jak jeszcze nikt nie patrzy na ręce i nie pilnuje czy czasem nie masz przerwy w bezsensownym zapierdolu.

    •  

      dawno temu myślałem, że to efekt głęboko zakorzenionej w Polakach mentalności komunistycznej, gdzie trzeba robić, a memy typu "człowiek kiedyś za dramo robił i się cieszył, że robota jest" wcale tak daleko od prawdy nie są.

      @czarny_matt94: W pewnym sensie sporo w tym racji, chociaż to nie do końca tak. W PRL istniało bowiem wiele G I G A K O M B I N A T Ó W, z których każdy teoretycznie zatrudniał tysiące ludzi, jednak w praktyce nie dla każdego z tych tysięcy znajdowało się jakieś logiczne zajęcie. Dlatego dla jednych taki kombinat był zakładem pracy, a dla innych "zakładem przychodzenia do pracy", gdzie po prostu wystarczyło przez te 8 godzin na dobę być. Nie z powietrza wzięło się przysłowie "czy się stoi, czy się leży..." - to faktycznie tak wyglądało: pracował jeden, a trzech się "przyuczało do zawodu", ewentualnie było "pomocnikami". Bez względu na to co robili, pensja dla wszystkich była podobna. Przeciętny pracownik w PRL pracy ani nie kochał, ani jej zbytnio nie szanował. Z prostej przyczyny - ona po prostu była i funkcjonowała jako dobro powszechnie dostępne. O ile nie wywinąłeś jakiegoś numeru gwarantującego problemy z przyjęciem się do roboty (czytaj: nie mieszałeś się w politykę), to zmiana pracy nie była niczym trudnym. Myślę, że źródło problemu leży w innym miejscu. Stawiam na kult pracy wywodzący się... ze wsi. Zarówno przedwojnie jak i PRL charakteryzowały się dużym napływem ludności wiejskiej do miast. Wraz z ludźmi przyszedł wyrobiony przez lata kult ciężkiej pracy. Na dawnej wsi jak najbardziej uzasadniony - w końcu jeśli w porę nie ogarniesz tematu orki, siewu/sadzenia czy zbiorów, nie naprawisz uszkodzonej maszyny/budynku, nie załatwisz opału czy nie zadbasz o zwierzęta, które hodujesz - jak to się mówi, dupa blada. Nie zarobisz, nie zjesz, zmarzniesz, a inni, jeśli będą wiedzieć, że to wszystko przez Twoje zaniedbania, nie pomogą.

    •  

      @ecco: nie trzeba było, gość napisał populistyczny artykuł w oparciu o pracę Graebera pt. "praca bez sensu", kup pan jego książkę, a nie czytaj tych grafomańskich wypocin z dodatkową tezą typu "z dupy" że to tylko tak w Polsce jest ; )

Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Nie ma co już się zastanawiać, na pewno ktoś jest już nosicielem wirusa w Polsce. Niestety polska mentalność nie pozwala ograniczyć tego typu epidemii z prostego powodu. Zakompleksione społeczeństwo nie będzie nosić maseczek, ponieważ "co pomyśli sobie ten random metr ode mnie w autobusie?". Co powie Jola z 1 piętra, jak mnie zobaczy w maseczce? "Jestem stara, nie będę nosić bzdur na sobie, bo co powie sąsiad".

    Najlepszym rozwiązaniem mieć teraz domek na wsi, w odległości przynajmniej kilkunastu metrów od innych. Wystarczy zrobić zakupy i siedzieć w domu. Gorzej w miastach, gdzie różne sraki dotykają klamek. Dotykają przyciski na domofonach itp, kaszlą w autobusach, tramwajach. Zapowiada się fantastyczny marzec.

    #koronawirus #polska #chiny #2019ncov
    pokaż całość

    odpowiedzi (106)

  • avatar

    Zanim zacznie się tutaj tradycyjne szkalowanie Artura Szpilki, przypominam że jest to pierwszy bokser, który opracował i zastosował w praktyce technikę blokowania ciosów głową. RESPECT!
    #boks #heheszki

    odpowiedzi (15)

  • avatar

    Może i dobry ten Tyson Fury, ale czy odważyłby sie walczyc z aligatorem 1 vs 1?
    #boks #arturszpilka

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    odpowiedzi (19)