•  

    Tak w XXI wieku polski kościół katolicki walczy z pedofilią w swoich szeregach:

    Z domu księży seniorów im. Jana Pawła II w Makowie Podhalańskim rozciąga się piękny widok na lekko przyprószone śniegiem szczyty Beskidów. Na Babią Górę, która bieli się w oddali, jest stąd tylko 25 km. Sam budynek przypomina budowane w PRL-u ośrodki wczasowe. Pokoje z balkonami, kilka anten satelitarnych. Z domu wychodzą kapłani, by odprawić msze w sąsiednim Sanktuarium Matki Bożej Opiekunki i Królowej Rodzin.

    – Pan nie jest dziennikarzem. Pan jest dziennikarską kurwą. Wynoście się stąd! Obiecuję wam, że jeszcze za to bekniecie! – usłyszeliśmy od jednego z nich, gdy zapytaliśmy, jak odbiera informacja o biskupie Janie Szkodoniu. To w Makowie Podhalańskim Szkodoń był wikarym na początku lat 70.

    Drugi z księży uciekł przed nami na cmentarz i krzyczał: – Dajcie już sobie spokój i zajmijcie się swoją robotą!

    Trzeci ksiądz: – Chyba żartujecie, że będę z wami rozmawiał.

    Kwadrans później cała trójka odprawia mszę świętą, na której wierni modlą się m. in. za „nieprzyjaciół kościoła Chrystusowego, aby poruszeni orędziem niepokalanej dziewicy nawrócili się i odmienili swoje życie” oraz „zatwardziałych grzeszników, aby w skrusze i pokorze powrócili do grona wyznawców Chrystusa”.

    Po mszy o godz. 7 wychodzą z kościoła dwie starsze parafianki. Pytamy o Szkodonia.

    Pierwsza z nich: – Wspaniały człowiek, bardzo dobrze go wspominamy.

    – Czym się tak zasłużył? – dopytujemy.

    – Przyjeżdżał, głosił kazania, jeździł do chorych. Był dobrym i uczynnym człowiekiem – odpowiada druga. – A dlaczego pan pyta?

    – Zarzuty się pojawiły wobec niego.

    – Takie głupoty ludzie opowiadają. To jest cała ta PO [Platforma Obywatelska – dop. red.]. Jak się Boga nie boją? – pyta wzburzona parafianka.

    – Zarzuty stawia kobieta. Uważa, że była molestowana przez niego – dodajemy.

    – Takie panie na księżyc wysłać! – denerwuje się pierwsza parafianka. I głośno się śmieje.

    – To na pewno za pieniądze! – dodaje druga.

    https://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,25693593,sladem-bp-szkodonia-co-mysla-dzis-o-nim-mieszkancy-rodzinnej.html#S.main_topic-K.C-B.6-L.2.duzy#s=BoxWyboImg3

    #polska #bekazkatoli #kler #bekazpisu #dojnazmiana #neuropa #4konserwy

Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Szukam sobie okularów na lato na aliexpress i znalazłem taką super recenzje.

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    odpowiedzi (21)

  • odpowiedzi (9)

  • avatar

    Nie rozumiem dorosłych ludzi, którzy palą. Wszystko to zaczyna się za gówniaka, bo ktoś miał za słabą silną wolę kiedy np. w gimnazjum Krzysiek przyniósł fajki rodziców i w kiblu częstował kolegów. "Hehe, co, jesteś pipa? Weź spróbuj." I taki frajer spróbował, potem palił coraz częściej i częściej, a 20 lat później okazuje się, że na ten śmierdzący syf wydaje miesięcznie 500 złotych. Głowa mała. I to po co - żeby od niego śmierdziało, i niszczył sobie płuca i ogólnie zdrowie?

    Jak to jest, że w XXI wieku ludzie nadal palą, i że nadal inicjowane jest ono w ten sam sposób? Bo chyba nie ma osoby, która w wieku powiedzmy 20 lat myśli sobie "Hmmm, w sumie nigdy nie paliłem. Może powinienem zacząć wydawać pieniądze na to, żeby mi było czuć z ryja jakby mi tam ktoś nasrał?" Dokładnie, nasrał. To jest tak głupie, że równie racjonalne byłoby gdyby ludzie zaczęli srać w gacie dla przyjemności i wchodziłoby im to w nałóg. "Karol, chodź do kibla, Damian zajumał dziadkowi paczkę Cottonworldów, będziemy srali w gacie, tylko nie mów facetce."

    "Hehe, Karol, a ty w ogóle wiesz jak to się robi?" Doświadczeni koledzy sracze z uśmiechem spojrzeli się na kolegę, który nieśmiało wyjął z paczki parę slipów. Wziął głęboki wdech i popuścił. Powitała to salwa śmiechu. Błąd początkującego. Każdy z obecnych to zrobił ale i tak bawi gdy widzą jak ktoś nie ma jeszcze wprawy w obsrywaniu się, i puści bąka. Od tej pory Karol należał to ekipy. Codziennie na przerwie wychodzili za szkołę, żeby zesrać się w gacie, po czym wkładali sobie w dupy gumy i tic taki, żeby nauczyciele nie wyczuli. Coraz więcej pieniędzy szło na slipy, bo weszło to w nałóg i na studiach obsrywali się już nawet i cztery razy dziennie. Niektórzy przystopowali, inni kupowali tanie majtki z Biedronki. Bardziej zdesperowani kupowali na rynku wątpliwej jakości majtki z przemytu, bądź tkaninę na metry i szyli sobie sami.

    Normalny człowiek idzie na imprezę, ale nie może się bawić bo czuje gówno. Banda patusów zamiast kulturalnie wyjść obsrać się na balkon, bezceremonialnie rozpakowała 6-pak slipków przy stoliku i zaczęła srać tak, że ledwo można oddychać. Po imprezie wracasz do domu i całe włosy i ubranie śmierdzą gównem. Potem słyszy się, że ktoś obiecuje w nowym roku rzucić obsrywanie gaci, ale już po kilku dniach do tego wraca, bo nałóg jest zbyt silny. A wystarczyło powiedzieć Krzyśkowi "nie" - tak byś miał i pieniądze, i zdrowie i czyste majtki.
    pokaż całość

    odpowiedzi (87)