Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Mmm, świątecznie
    na Wielkanoc też sobie ugotuje ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    odpowiedzi (12)

  • avatar

    USA - wieże world trade center rozpadajace sie wskutek wspolistniejacych wad budowlanych

    #koronawirus #heheszki

    odpowiedzi (27)

  • avatar

    Jest 29 Marca 2020 roku, od 20 dni staram się zapobiegać objawom COVID-19. Muszę przyznać, ze leżąc w łóżku po 15 godzinach snu wydaje mi się, że dzisiaj mogłabym zdobyć świat i muszę się bacznie pilnować, aby nie zbagatelizować sprawy po raz kolejny. Moje objawy w zależności od kraju mogą być potraktowane jako stan lekki lub średni. Natomiast to, co mnie osobiście w niej przeraziło, to bałagan w mojej głowie jaki zdążyła zrobić przez ten czas. Dodatkowo był on podsycany informacjami, które wyszukiwałam w internecie, wydaje mi się że w okresie największej paniki w Europie. Wszystkie inne objawy, jakie można mieć są nam doskonale znane: gorączka, majaki, bóle głowy, biegunka, wymioty, bóle w klatce piersiowej, bóle mięśni, gole gardła, katar, osłabienie organizmu i zmęczenie psychiczne. Nadchodzą falami i bez ostrzeżenia i tak samo znikają. A wydłużony czas rekonwalescencji sprawia, że w pewny momencie zwyczajnie się poddałam.

    Na samym początku chciałabym zaznaczyć, że COVID-19 może objawiać się u każdego inaczej, jak zresztą będziecie w stanie stwierdzić po przeczytaniu tego tekstu.

    Żadne z nas nie miało przeprowadzony testów, natomiast oba przypadki zostały potwierdzone przez niezależnych lekarzy.

    Przypuszczalna data zarażenia: 21-23.02.2020
    Przypuszczalne miejsce zarażenia: Berlin
    Liczba zakażonych domowników: 2
    Miejsce kwarantanny: Holandia (okolice Amsterdamu)

    Domownik 1 (palacz)
    Plec: kobieta
    Wiek: 32 lata
    Wzrost: 157 cm
    Waga: 51 kg
    Narodowość: polska
    Obecne choroby współistniejące: brak
    Przypuszczalne choroby genetyczne, nieujawnione: astma, łuszczyca
    Tryb życia: aktywny

    Domownik 2 (palacz)
    Plec: mężczyzna
    Wiek: 41 lat
    Wzrost: 190 cm
    Waga: 80 kg
    Narodowość: holenderska
    Obecne choroby współistniejące: brak
    Przypuszczalne choroby genetyczne, nieujawnione: brak
    Tryb życia: aktywny

    Poniedziałek 2 Marca:
    Pojawiły się pierwsze objawy. Miałam delikatny stan podgorączkowy, który wtedy przypisałam za długiej wycieczce rowerowej po okresie zimowym. Pozostałam w domu na home office. Złe samopoczucie utrzymało się od 9:00 do godziny 14:00. Temperatura spadła, a ja uznałam, że zaleczyłam przeziębienie paracetamolem. Następnego dnia czułam się świetnie i wróciłam do pracy. W weekend przezornie pozostałam w domu.

    Poniedziałek 9 Marca:
    O godzinie 12 w biurze poczułam, że mam stan podgorączkowy. Temperatura, szkliste oczy, osłabienie. Natychmiast wróciłam do domu. W Holandii chomikuje pokaźną dawkę leków z polski, więc pomimo zwolnienia chorobowego (dalej myślałam, że przeziębienia, jako że moje ciało dopiero przyzwyczaja się do holenderskich wiatrów i deszczów) zaczęłam leczyć się sama. W Holandii na większość chorób otrzymasz od lekarza paracetamol i przykaz, aby leżeć w łóżku, a mój charakter jest typowo polski: chce wyzdrowieć teraz.

    2x dziennie przyjmowałam duomox, aspirynę, paracetamol, witaminę C i Coldrex Hot. Domownik 2 nie wykazywał żadnych symptomów, wiec przeziębienie/grypa były najbardziej pasującymi objawami. Natomiast nałożyliśmy na siebie kwarantanne na wszelki wypadek.

    Wtorek 10 Marca:
    Do objawów doszedł katar.W życiu nie miałam takiego kataru. Nie mogłam ani oddychać, ani go zatamować, dopóki nie zaczęłam stosować połączenia Xylometazaolizy ze sprejem do nosa Coldrex. Nie zadziałały na mnie w żadnej konfiguracji: Otrivin ani Prevalin (na marginesie okropny w smaku). Stan podgorączkowy pozostał bez zmian.

    2x dziennie przyjmowałam duomox, aspirynę, paracetamol, witaminę C, Coldrex Hot i Advil (środek przeciwbólowy dostępny w marketach w Holandii).

    Co 2 godziny przyjmowałam połączenie Xylometazaolizy ze sprejem do nosa Coldrex, Tu muszę się przyznać, że jestem histeryczka i nienawidzę kataru. Nawet w najmniejszej ilości. Zrobię wszystko, żeby się go pozbyć, nie potrafię zaciągać nosem, bo zbiera mnie na wymioty więc cała wydzielina musi być albo wysmarkana, albo zaleczona i to natychmiast. Mam na tym punkcie obsesje.

    Środa 11 Marca:
    Dalej pracowałam z domu. Gorączka podskoczyła do 39 stopni. Zaczęłam słaniać się na nogach, po położeniu się do łóżka nie mogłam się podnieść. Leki nie pomagały. Najgorsze w tym dniu była wiedza, że to nie jest przeziębienie. Nie jestem tego w stanie wytłumaczyć i w momencie, kiedy powiedziałam to drugiemu domownikowi, także nie zostałam potraktowana poważnie. Nie wiem jak, ale wiedziałam, że coś jest nie tak. Zadzwoniłam także do przychodni opisując dokładnie wszystkie. Nie dostałam diagnozy, ale przykazanie pozostania na kwarantannie i przyjmowania leków, które biorę obecnie. Nie będę nikogo okłamywać: wpadłam w panikę. Mieszkam w Holandii od roku i bez żadnych, ale to żadnych logicznych argumentów chciałam lecieć do Polski TERAZ. Płacząc, starając się zdobyć bilety, w panice, w wewnętrznym poczuciu zagrożenia, próbując spakować walizki, dalej ledwo stojąc na nogach. Atak paniki zaczął się w okolicach 18:00. Oczywiście zostałam.

    Następne dni przespałam. Z porcji leków wykluczyłam Advil i Duomox (bo się skończył). Dawkowanie podniosłam do 3x dziennie. Gorączka utrzymywałam się na tym samym poziomie, a ja nie mogłam się podnieść z łóżka. O dziwo apetyt pozostał. Domownik 2 zdrowy. Żadnych symptomów. Do tej pory jedyne symptomy z mojej strony to niesamowity katar, gorączka i osłabienie ogranizmu. Brak bólu gardła, brak bólu w klatce piersiowej.

    Sobota 14 Marca:
    Obudziła się zdrowa. Całkowicie. Czułam się wspaniale. Przesadziłam kwiaty. Zrobiłam tonę zakupów internetowych, biegałam po schodach jak szalona. Pozostał jedynie katar, który nauczyłam się opanowywać. Gotowałam, sprzątałam, dźwigałam rzeczy przez co najmniej 12 godzin. Male bóle w krzyżu, ale pokontuzyjne.

    Niedziela 15 Marca:
    Samopoczucie się utrzymuje. Zrezygnowałam z chorobowego, na wszelki wypadek pozostałam na home office. Nawet poćwiczyłam z Chodakowską. Wiedziałam, że jestem zdrowa.

    Poniedziałek 16 Marca:
    Domownik 2 zaczyna od kataru i bólu w gardle (brak obsesji na punkcie czystego nosa). U mnie zero objawów z wyjątkiem.

    Wtorek 17 Marca:
    Domownik 2 budzi się z gorączka 38, katarem, bólem gardła i bólem w klatce piersiowej. Ja ze stanem podgorączkowym, delikatnym bólem gardła i katarem. Ogólny stan mojego zdrowia oceniam na dobry, on zabrał moje miejsce w łóżku.

    Do poprzednich leków dołożyliśmy: witaminę D, probiotyk, Vicks (profilaktycznie cały dzień).

    Środa 18 Marca:
    Oboje budzimy się z gorączką okolicach 38 stopni, bólem gardła, osłabieniem, bólem w klatce piersiowej, suchym kaszlu i katarze. W moim przypadku doszła apatia, ze względu na fakt że zatoczyłam koło oraz brak apetytu i ból w uszach.

    Przez następne dni sytuacja rozwinęła się na dwa sposoby:

    U mnie zaczął ustawać kaszel i bol gardła, pozostało zmęczenie, apatia, brak apetytu, wzmożone zapotrzebowanie na sen, ból mięśni i stawów, nasiliły się bóle w klatce piersiowej i katar, utrzymywał się stan podgorączkowy, pojawiły się stale bóle głowy i bóle w uszach. Muszę przyznać, ze w związku z brakiem polepszenia możliwe, ze mój stan fizyczny ulegał pogorszeniu ze względu na stan psychiczny.

    Stan drugiego domownika można było określić mianem karuzeli. W nocy atki kaszlu, brak możliwości snu, pogłębiający się ból gardła i gorączka, katar, bóle w klatce piersiowej, bóle głowy, bóle w uszach. Natomiast w okolicach godziny 1 po południu wszystko ustawało. Rozpoczynało się od gorączki w okolicach godzinny 22:00.

    Tutaj na chwile przerwę. Według mnie dokładnie to jest najgorsze tej chorobie. Przychodzi i odchodzi znienacka. Człowiek później uczy się już rozróżniać, czy jest to przeskok, czy delikatne polepszenie. Na początku natomiast przestajemy ufać samym sobie i ja obecnie wylądowałam w sytuacji psychicznej, kiedy długo nie uwierzę, że jestem zdrowa, bo obecnie każde polepszenie traktuje jak chichot losu i przewiduje następny atak.

    Ustawie kilka sprostowań, bo w części krajów panuje opinia, ze wirus nie daje objawów w postaci kataru. Wirus atakuje górne drogi oddechowe w tym jamę nosowa. Moja teorię spiskowa dziejów jest następujące: Oboje zaraziliśmy się droga powietrzną. Jako, że ja mam obsesje na tym punkcie nosa, niewielka ilość wirusa przedostała się do gardła i do płuc. Jako, że drugi domownik nie ma zaburzeń kompulsywnych dotyczących nienawiści do kataru — łatwiej przekierował wirusa do płuc. Dodatkowo także nienawidzę kaszleć (wiem, jestem bardzo skrzywiona) i jak tylko mogę to od kaszlu się zwyczajnie powstrzymuje.

    Poniedziałek 23 Marca:
    Poranek był zły dla nas obojga. Zdecydowaliśmy się na ponowny kontakt z lekarzami ze względu na długość objawów po mojej stronie. Tym razem odzew był zupełnie inny. Obojgu kazano nam przyjść do zamkniętych przychodni z informacją, że lekarze będą w pełni zabezpieczeni. U mojego lekarza zaniepokojenie wywołały bóle w klatce piersiowej, u drugiego domownika bóle uszu, jako, że był to dodatkowy symptom. Szczerze mówiąc żadne z nas nie chciało się wybrać nawet na krótki spacer, bo nie mieliśmy siły. Natomiast mieszkamy w historycznym centrum, w międzyczasie pandemia zdołała się już rozpanoszyć, a do centrum nie można wjechać autem.

    Przed wykonaniem badania zażyliśmy: Coldrex Hot, 2 x paracetamol w płynie, aspirynę, witaminy.

    Domownik 2 dostał diagnozę w pierwszych minutach badania. Poziom tlenu w normie. Gorączki brak. Największy objaw kaszel. Ból w klatce piersiowej ustąpił.

    Nastąpiła tez zmiana nastawienia. Już nie twierdził, że to przeziębienie i też jak wspomniałam na początku wiedział, że to korona. Niestabilność objawów, gra z psychiką i niezwyczajny przebieg ''grypy'' go w tym utwierdziły.

    Po wizycie czuł się jak młody bóg. Zrobił nawet porządek na strychu. Dobru stan utrzymywał się przez następne 2 dni.

    Ja zostałam przebadana dokładnie w ten sam sposób, 30 minut wcześniej w innej przychodni. Poziom tlenu delikatnie zaniżony, ale okazało się, że nie zwalczyłam kaszlu, ale powstrzymywałam go płytkim oddechem. Przy badaniu nie mogłam przestać kasłać przez całą wizytę, po wzięciu pełnego wdechu. Gorączka 37,6.

    Po powrocie do domu nasiliła się gorączka, kaszel, bóle w klatce piersiowej. I zwyczajnie zasnęłam.

    Oboje dostaliśmy ten sam lek: kodeinę. Kodeina nie leczy, a zapobiega kaszlowi.

    Wtorek 24 Marca:
    Domownik 2 w o poranku stanie genialnym. Prawie niczym gwiazdor firmowy. Zminimalizowany kaszel mniejsze bóle w klatce piersiowej. Zero gorączki. Twierdzi, że czuje że już wyzdrowiał i jego ciało pozbyło się wirusa szybciej ze względu na rozmiary i brak zażywania antybiotyków w dzieciństwie. Ja od 8:00 rano włączę na przemian z zatwardzeniem i wymiotami. Około godziny 11:00 wymioty ustąpiły. Doszedł całkowity brak apetytu, senność (potrafiłam się przebudzić na maksymalnie godzinę). Niechęć przyswajania płynów, które powodowały wymioty, oprócz o dziwo toniku. Nienawidzę gorzkiego smaku, ale tonik został ze mną do dzisiaj.

    Środa 25 Marca:
    Sytuacja obojga podobna. Domownik 2 nie przespał nocy przez napady kaszlu, tym razem niesuchego, a odkrzuśnego. Cytując ''jakieś żyjątka wypluwam''. Nie potwierdzę, ponieważ nie sprawdzałam. Jego sytuacja psychiczna zaczyna być podobna do mojej. Przestał ufać swojemu ciału i pilnie kontroluje co się z nim dzieje.

    Czwartek 26 Marca:
    Mój stan się utrzymuje. Wymioty i zatwardzenie zostały zamienione na biegunkę. Psychicznie jestem roślinka. Domownik 2 ponownie ma stan podgorączkowy, kaszel i ostre bóle w klatce piersiowej. Zaczynają się duszności przy wchodzeniu po schodach. Postępuje apatia i brak apetytu. Dochodzi biegunka. W konsulatcji z lekarzami odstawilismy większość lekow, żeby sprawdzić czy kłopoty z jamą brzuszną nie są spowodowane przewlekłym przyjmowaniem leków. Chyba były. Powracają, gdy zażywamy Coldrex Hot. Pozostawiliśmy kodeine jako, że oboje mamy uporczywy durzący kaszel. Zażywamy też na noc temazepan jako, że nie możemy spać i normalnie funkcjonować.

    Piątkę 27 Marca:
    Stan domownika bez zmian, ja też wypluwam ''żyjątka''. Bardziej, jest to czarna flegma. Bole w klatce nie są już stale, jedynie pojawiają przy odkrztuszaniu. Obojgu mina ból gardła. Od czwartku postanowiliśmy także nie wychodzić z łóżka, bez względu na to, jak się czujemy, żeby nabrać sił w przypadku kolejnego ataku.

    Sobota 28 Marca:
    Obecnie przesypiamy cały dzień i całą noc. Objawy ustępują się. Nie gwałtownie, stopniowo i bardzo powoli.

    I dochodzimy do dzisiaj, u obojga symptomy sie ustabilizowały i są identyczne:
    katar
    kaszel odkrztuśny z bólami
    minimalny stan podgorączkowy w okolicach 37,2
    nasiliły się bóle mięśni karku, dolnego odcinka kręgosłupa i ramion i przedramion
    apatia
    brak apetytu
    natomiast pierwszy raz od 3 tygodni wypiłam kawę, z czego ciesze się jak dziecko, a domownik zjadł czekoladę
    minimalne bóle głowy
    nieprzyjemne uczucie w uszach
    przesypiamy 15-17 godzin dziennie

    Lista zażywanych leków w trakcie powyższego okresu (poniżej znajdzie się tez lista odradzanych):
    phital - codzienny probiotyk
    Colderx — spray do nosa
    Xylometazoliba — spray do nosa — mieszanke używam obecnie codziennie w odstępach 3-godzinnych
    Otalgan — spray do uszu
    Centrum witaminy da kobiet i mężczyzn — może trochę śmieszne, ale staram się nabudować braki witaminowe z powodu ograniczenia posiłków
    Vicks — śmierdzimy tym oboje cały czas. Pomaga też na bóle mięśni. Nakładam na plecy i klatkę piersiową dolne ujście kręgosłupa i prewencyjnie na gardło. Sam odór w mieszkaniu powinien zabić kaszel
    Hot Coldrex — staram się ograniczyć, choć najlepiej zbija gorączkę, ale dalej nie mam pewności czy przedawkowaliśmy, czy zwyczajnie wirus przeszedł w inny rejon do jamy brzusznej
    Breathe right — genialne plastry otwierające nos. Polecam jednak jedynie na noc z kodeina, bo w ciągu dnia wywołując dodatkowe ataki kaszlu. Przynajmniej w naszym wypadku. Pozwalają natomiast przespać spokojnie do 4 godzin.
    Paracetamol w płynnych tabletkach — jak cukierki ;/
    Kodeina — ja cukierki...
    Paracetamol w tabletkach zwykly — jak płynny nie zapobiegł gorączce
    Paracetamol w czopkach powyżej 38,5 (ubzdurałam sobie te liczbę, ale jakoś pomaga, albo moja psychika tak reaguje)
    aspiryna w tabletkach — na ból głowy
    aspiryna rozpuszczalna — jak już nie wiem co zrobić
    Witamina D - 2x dziennie
    Trachitol — na ból gardła
    Bromhexina w syropie — na kaszel (paskudztwo, ale doraźnie pomaga)
    Temazepan — jak co najmniej 3 dni nie możemy zasnąć (uwaga silny środek nasennych)

    I dwa które nie są zakwalifikowane jako leki, ale wydaje mi się, ze jakimś cudem mi pomagają bardzo:
    Tonik
    Hello Beuty booster — kupilam na początku miesiąca na zdrowe włosy, skore i paznokcie. Obecnie ze względu na ilość witamin zażywamy oboje. Możliwe, że placebo, ale po pierwszym zażyciu poczułam się odrobinę lepiej i dzięki temu także zaczęłam kupować witaminy.

    Lista leków, które w moim mniemaniu mi zaszkodziły lub nie poprawiły stanu:
    Duomox
    Advil (każdy nowy dzień po zażyciu był małym koszmarkiem)
    Otrivin
    Prevalin
    Wydaje mi się, że obydwoje powoli zdrowiejemy. Dobrze, że mamy załamania zdrowotne w zupełnie innych terminach co pozwala na opiekę na druga osoba. Mam nadzieje, że opis sytuacji, nawet jeżeli nie ma jeszcze hollywoodzkiego happyendu, komuś się przyda.

    Ta choroba ma objawy gryp. Nie jednej grypy, ale kilku. Dla mnie osobiście jest wycieńczająca, podstępną i mieszająca w głowie. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie jak osoby z dodatkowymi chorobami lub w nie tak młodym wieku są w stanie ja pokonać. Z całego serca im współczuje.

    Życzę wszystkim dużo zdrowia, wytrzymałości, wytrwałości i bycia upartym w swoich postanowieniach. Ale także ciszcie się małymi szczęściami, jakie teraz daje wam pozostanie w domu.

    Posłowie:

    Na początku mojego 4 tygodnia oboje doszliśmy do 3 wniosków:
    Advil zawsze zaostrza objawy. Bobrze by było zbadać skład tego leku, ale za każdym razem, kiedy dokładaliśmy go do dawki leków noc lub następny dzień były koszmarem.
    Mój brak problemów z gardłem i przewlekłego kaszlu prawdopodobnie związany jest z obsesja na punkcie czystości nosa.
    Ból / nieprzyjemne uczucie w uszach najprawdopodobniej spodowowane jest przedawkowaniem leków na katar, ponieważ utrzymuje się jedynie u mnie.

    Wszystkie objawy spisywałam na bieżąco prawie dzień po dniu, gdyż chciałam zapewnić jak najwięcej informacji w razie zarażenia któregokolwiek z moich współpracowników.

    Z lekarzami wystosowaliśmy także dodatkową teorię spiskową: Możliwe, że początkowo byłam przeziębiona i spanikowana, a COVID-19 zaraził mnie Domownik 2.

    Jest także szansa, że przeszłam niesamowicie ciężką grypę połączoną z jelitówką i okropnym kaszlem. I nie jest to sarkazm. Dlatego nie zdecydowałam się na badania. Testy w Holandii na wirusa są wykonywane jedynie w szpitalach, ktore obecnie są już przepełnione. Postanowiłam nie ryzykować, bo ani moje życie ani leczenie nie zmieniłoby się po wykonaniu testu, natomiast jeżeli lekarze jednak by się mylili, istnieje duże prawdopodobieństwo, że oprócz powyższych objawów złapałabym także i koronę. Oboje postanowiliśmy się dodatkowo nie narażać.

    #koronawirus #covid19

    pokaż spoiler Przepraszam, ale postaram się zawołać plusującuch jutro. Dobranoc
    pokaż całość

    odpowiedzi (92)