•  

    @ladnylukasz:

    Uwaga, #rozdajo , #oddajo, #blagam zabierzcie to ode mnie. #akwarystyka

    Mam do oddania dwa zwinniki blehera, zwane również największymi ci*ami świata ryb, gdyby ryby były ludźmi, zwinnik blehera byłby Maffashion albo Danielem Magicalem, albo biskupem Głódziem, bo dokładnie tak samo nie mogę na te osoby patrzeć, jak na te ryby.

    Mam nowe hobby, którym jest akwarystyka, bo jestem przegrywem i nie wychodzę ostatnio z domu, to sobie chociaż na rybki popatrze i popatrze jak ryby mają seks ruchanie, chociaż one niech mają coś z życia, jak nie ja.

    Do tej pory w akwarium pływały neony, otoski, parka ramirez, która jest bardzo into seksy i into kanibalizm, krewetki i bystrzyki. Pomyślałem, że dokupię coś jeszcze, niechby było w zbiorniku więcej akcji, poszedłem więc do sklepu akwarystycznego.

    Musicie wiedzieć coś o sklepach akwarystycznych w Warszawie. Typy sklepów są trzy:
    - Kakadu, w którym co chwilę ktoś pyta, czy może w czymś pomóc, co mnie wkurwia, bo może ja nie mam ochoty na small talki i "a może da pan na schronisko". Nie, nie dam na schronisko, nie mam pewności, czy pracownicy oddają te puszki psiego jedzenia faktycznie do schroniska, czy może żrą te mielonki na zapleczu aż im się uszy trzęsą. Na mój koszt.

    - Nowoczesny sklep akwarystyczny Do tego typu sklepów w ogóle nie wchodzę, bo do tego typu sklepu się chodzi w garniturze, z miesięcznikiem "akwarysta" pod pachą oraz ucząc się na pamięć atlasu ryb słodkowodnych. W sklepie jesteś intruzem i szkodnikiem, który straszy ryby i nie docenia pięknego aquascapeingu nano kostek, przekarmia ryby, nie myje nóg i głosuje na pis.

    - Dlatego zostaje typ trzeci: sklep Janusza pasjonaty. Zwykle gdzieś w oficynie lub pasażu, obok szemranego sklepu sprzedającego podróbki kosmodisku z telezakupów mango oraz pasmanterii ze starą Grażyną sprzedającą guziki dla funu. Udałem się wczoraj do takiego sklepu. Sklep był pełen starych Januszy, zaczepiającyh właściciela. "Grzesiu? Sprzedaj no mi tych ślimaków, bo mi glony wylazły.", "Grzesiu? a czemu ta pompka taka droga, znamy się tyle lat, będzie rabacik?", "Grzesiu? Mam ze sobą tylko kartę a kupiłbym tych głupików? Mam przyjść z gotóweczką? No ok, hehe, a browarem mogje zapłacić? Mogje? To przyniese czteropaczek za cztery głupiczki".
    Hitem był jednak typ, który kupował rybę "na zeszyt". "Grzesiu? Wiesz, że oddam, wiesz że z więzienia jak wyszedłem to innym człowiekiem zostałem. Grzesiu, bo mi dziecko zasypia tylko jak na ryby patrzy, a tak to ryczy i ryczy. Grzesiu no, bo mi wszystkie rybole padły, a nie przy forsie jestem, dziecko ryczy, Monika musi nosić i kołysać, daj no tą żółtą i tą czerwoną, w zeszycie zapiszesz. A pamiętasz jak kamień mi sprzedałeś na zeszyt napowietrzający on, ten kamień? Za miesiąc byłem, oddałem i jeszcze browar przyniosłem."
    Tak więc wczułem się w klimat i z panem Grzesiem wdałem się w rozmowę o tym, że hehe, kiedyś to się trzymało gupiki w słoiku i wszyscy byli zadowoleni, rośliny się przynosiło z jeziora i było fajnie, a tak w ogóle to Państwowa Inspekcja Pracy to dupa i ch*j. No i pan Grzesiu mi poradził żebym sobie wziął te zwinniki, po 5 zl jeden, to niech wezmę 6 bo ładnie w łąwicy pływają, a w ogóle to dostanę ślimaki (sztuk trzy), jak nie będę chciał paragonu.
    Wróciłem do domu ze zwinnikami i ze ślimakami (sztuk cztery, bo jestem dobrym negocjatorem).
    Zrobiłem odpowiednią aklimatyzację przez dwie godziny, sprawdziłem parametry wody, wszystko idealnie na tip top.

    Wpuszczam ryby do akwarium a za pół godziny dwie brzuchem do góry ledwie oddychają. Pozostałe siedzą na dnie i patrzą oskarżycielsko na mnie. Szybkie google uświadomiły mnie, że jak chcę tych ryb mieć 6, to muszę kupić 12, bo jednak są to cipy świata zwierząt i np. mogą się zestresować, jak za mocno trzaśniesz drzwiami i zaczynają uprawiać wtedy pływanie gimnastyczne do góry nogami.

    Do rana dwie ryby fiknęły, jedna zniknęła z radaru i wystąpi wkrótce w programie ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, pozostałe trzy pływają. W międzyczasie zapchał mi się filtr, więc spuściłem z akwarium wiadro wody, zeby w owym wiadrze filtr ów umyć, bo w kranówce nie można.

    Po odetkaniu filtra, uzupełniłem te wiadro wody świeżą wodą. Około 4% całej objętości wody.
    Ramirezy: ŚWIEŻA WODA. TO OZNACZA SEKS RUCHANIE
    Otosy: CZAS NA PRZYKLEIĆ SIĘ DO SZYBY I JEŚĆ GLON
    Neon: TRZEBA SZYBKO PŁYWAĆ, BO COŚ SIĘ ODJANIEPAWLIŁO, CO CO CO PŁYWAJMY.
    Zwinnik: O CH*J, CZAS UMIERAC

    Kolejny zwinnik nie wytrzymał presji podmiany 4% wody na świeżą , o tej samej temperaturze i zbliżonych parametrach.
    Oddam dwa pozostałe jak dożyją, Warszawa odbior osobisty, zielonki zapraszam

    #rozdajo w komentarzu zdjecie

Gorące dyskusje ostatnie 12h