Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • odpowiedzi (172)

  • avatar

    Beka z nieudaczników, którzy nie potrafią nic i do wszystkiego potrzebny im „fachowiec”.

    Ja swój dom praktycznie w całości postawiłem własnymi rękami. Wystarczy odrobina chęci, podstawowe zdolności manualne oraz wiedza, za którą w obecnych czasach nawet nie trzeba płacić. Nie ukrywam, że w trakcie prac wielokrotnie posiłkowałem się materiałami z kanałów youtube, takich jak „Budowa domu systemem gospodarczym” czy „Łukasz budowlaniec”.

    Miałem to szczęście, że zmienił się miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego i działka, którą przepisali mi rodzice stała się budowlana. Nie czekałem długo, zamówiłem projekt i kupiłem pustaki. Drewno na krokwie i deski wyciąłem z lasu, więc sporo zaoszczędziłem. Wykopy pod fundamenty jakaś groszowa sprawa, 500 czy 600 złotych, 4 godziny pracy koparki. Szalunki ubiłem samodzielnie. Zalewane oczywiście z gruchy, bo w tych czasach nie opłaca się już bawić z betoniarką. Na to papa i ściany. Wziąłem dwa tygodnie urlopu i stawiałem sobie codziennie po 2, 3 warstwy. Płyty, stemple i doki wypożyczyłem od znajomego, który ma firmę budowlaną. Zbrojenie na stropie kręciłem sam. Przyjechali z pompą i zalali w 15 minut, ja tylko polatałem z łatą.

    Więźbę robiła mi ekipa górali, która akurat pracowała w sąsiedztwie. Podbiłem do nich z flaszką i zapytałem o cenę. Postawili w 2 dni za 5k zlotych. Pozostało jeszcze przykryć blachą i zamontować rynny. Jedyne czego nie wykonałem osobiście to elektryka, bo do tego potrzeba uprawnień. Większość narzędzi miałem w garażu, a rusztowania kupiłem na olx. Pomagali mi ojciec, brat i szwagier.

    120 000 złotych i wiecha stoi. Zrobiłem to co powinien prawdziwy mężczyzna i zapewniłem swojej rodzinie byt. A wy dalej siedźcie z mamusią w blokach i śnijcie o szklanych domach.

    #pokazdom #wygryw #chwalesie #budownictwo #majsterkowanie #diy #polskiedomy #nieruchomosci #mieszkaniedeweloperskie #niebieskiepaski #budowadomu #rodzina
    pokaż całość

    odpowiedzi (102)

  • avatar

    Mirki, mam pytanie. Czy ktoś z was był kiedyś w sytuacji, że zgłaszał do PIPu sprawę o niezapłacony dzień próbny? Byłam w pracy w restauracji. Zadupcałam 13h, wróciłam tak zmęczona, że uznałam, że bez sensu chodzić do takiej roboty, to nie dla mnie. Napisałam smsa, że jednak dziękuję i przyjdę po pieniądze za ten dzień. Dostałam odpowiedź, że dzień próbny jest płatny tylko w wypadku rozpoczęcia współpracy, ogłoszenie też zostało edytowane (tak, wiem że to niezgodne z kodeksem pracy). Szkoda mi 2 stówek, bo naprawdę się napracowałam, ale zastanawiam się, czy naciąganie się w PIPie jest tego warte, czy w ogóle ktoś się zainteresuje moją sprawą.

    #kodekspracy #pytaniedoeksperta
    pokaż całość

    odpowiedzi (45)