•  

    Czas na mnie!

    Dostałem taki zestaw:
    1. Wykonaj pudełko ozdobne z papieru.
    2. Coraz popularniejsze staje się pieczenie własnego chleba, podejmij się.
    3. Naucz jeździć na 4-kołowych wrotkach, deskorolce, rolkach- coś czego nigdy nie próbowałeś.
    4. Rozpisz, sensowny, plan który pozwoli Ci spełnić jakies marzenie

    Relacja poniżej. A jako, że w międzyczasie słuchałem muzycznych interpretacji Tuwima, to się tak zainspirowałem trochę.

    Stoi na blacie garnek ze stali,
    ciężki, ogromy, emaliowany.
    Stoi też mąka pełnoziarnista,
    są drożdże, sól, cukier - patrzcie ludzika!
    A tam z butelki obok coś spływa.
    Tłusta oliwa.

    Składniki piekarz był wymieszali,
    w tym garnku, co to tam był ze stali
    Najpierw powoli, jak żółw ociężale
    nasypał mąki. I co by tu dalej?
    Drożdże, sól, cukier. Do garnka też wpływa
    tłusta oliwa.

    Ciasto już rośnie, bulgocze, zipie,
    a jeszcze piekarz kminku tam sypie.
    Nagle – brzęk!
    Stali – jęk!
    Ręce – buch!
    Łyżka - w ruch!
    I miesza, i miesza, i miesza, raz-dwa!
    I kręci tą łyżką od wierzchu do dna!
    I w prawo, i w lewo! i w górę i w dół!
    Aż trochę ciasta prysnęło na stół.
    A ciasto rośnie, drożdże działają,
    piekarza ręce szybko śmigają.
    I piec też włączył, niech się rozgrzewa.
    Prąd w grzałkach płynie, aż pot zalewa.

    Uch - jak gorąco!
    Puff - jak gorąco!
    Uff - jak gorąco!

    I włożył piekarz ciasto do pieca.
    I czeka, i patrzy, i się podnieca.
    A chleb już w piecu tam brązowieje,
    piekarz na kromkę ma już nadzieję.
    I tak minęła godzina czekania,
    barwiona przez brzucha poburkiwania.
    Wtem brzęczyk piecyka wreszcie zadzwonił
    Dobywa piekarz noża jak broni,
    i chleb - na stół! Bo czas na śniadanie.
    No, jeszcze fotka, na #mirkowyzwanie .
    Aż wreszcie kroi i masłem smaruje,
    Nie musi już czekać, żuje – smakuje!
    I szybko zjada, jak jakiś gnom,
    Om-nom-nom-nom-nom!
    Om-nom-nom-nom.

    Tak po prawdzie, to trochę nie wyszedł - jakiś taki wilgotny i niewyrośnięty. Ale licentia poetica pozwala mi twierdzić, że jest spoko. :)
    Może to kwestia tego, że warunki mam, jakie mam. Nie wiem. Kiedyś pewnie spróbuję jeszcze raz. A tak naprawdę nie jest to mój pierwszy chleb, ale pierwszy pieczony. Bo wcześniej robiłem takie z patelni.
    W każdym razie mam nadzieję, że zadanie zaliczone. Przynajmniej na jakieś trzy na szynach.

    źródło: 20200912_114502-COLLAGE.jpg