•  

    Hallo #mirkowyzwanie, raportuję wykonanie zadania (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    Mój zestaw wyglądał tak:
    1. Wykonaj samodzielnie lampę. Technika dowolna.
    2. Wyrusz na pieszą całodniową wycieczkę.
    3. Zrób własny makaron i podaj go z ulubionym sosem i warzywami sezonowymi
    4. Wyjdź do lasu z workami na śmieci i posprzątaj.

    Numery 4, 3 i 2 to nie było żadne wyzwanie. A budowa własnej lampy chodziła mi po głowie od jakiegoś czasu. Jest impuls, zabieramy się za robotę ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Nim ktoś zacznie się krzywić, pozwolę sobie przywołać definicję lampy ze słownika PWN:
    1. «urządzenie służące do wytwarzania sztucznego oświetlenia»

    Moja "lampka" jednak za bardzo nie może funkcjonować w domu, chyba że ktoś (jak ja) robi zdjęcia i potrzebuje... hm... mocniejszego źródła światła.

    Tak na przykład 230W per panel. A mam ich 5, więc całkowita moc zamyka się w 1,1kW i ok 100 000 lumenów (18-20 tysięcy per moduł) (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)
    Projekt został roboczo nazwany "anihilator wzroku", bo - dla porównania - zwykła "żarówka" LED o mocy 10W generuje ok. 800 lumenów.

    Wybór padł na panel COB zasilany bezpośrednio z sieci. Wymiar +/- kartka A4 ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Niewiele droższy od "zwykłego", a odpada cała zabawa z obniżaniem napięcia i dokładaniem diabelnie drogiego układu zasilania.
    Żeby podziałał dłużej niż parę minut (i był bezpieczny), trzeba jednak ogarnąć nieco więcej niż lutownicę.

    1) Dołożyć radiator
    Ponad 2kg aluminium. Radiator oczywiście trzeba na początku oszlifować, jeśli dalsza obróbka ma nie kończyć się co chwilę rozlewem krwi.
    Później wykonać dziury pod mocowanie panelu, skompletować odpowiednie śruby i resztę towarzystwa (wiertła kobaltowe, kable, wtyczki, itd.)

    2) Dołożyć pastę termoprzewodzącą. Kupowaną na słoiczki ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    3) Dołożyć aktywne chłodzenie (tu w postaci wentylatora 140mm)
    Oczywiście trzeba go jakoś zasilić, więc na listę zakupową wpadł zasilacz do LED-ów o mocy maksymalnej 7W.
    W pierwotnej wersji projektu rozważałem wentylator zasilany z sieci, ale 120mm na tyle głośne, że odpadły w przedbiegach, a ceny większych porażają.

    4) Dołożyć pleksę (5mm)
    Przód lampki jest nieosłonięty i szkoda by było, gdyby panel uległ uszkodzeniu przy upadku. No i zasłania punkty, gdzie przylutowane są kable zasilające.

    5) Trytytki!
    Wiadomo, że mało który projekt DIY obejdzie się bez tego genialnego wynalazku ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    6) Zaciski na linki stalowe
    BHP musi być - trzyżyłowy kabel z odpowiednią wtyczką nie ma prawa się urwać przy szarpnięciu, a PE musi być solidnie przypięte do całości

    Do całości mógłbym zrobić długie "how-to", ale tutaj chodzi o esencję. Poza tym, kto by to czytał? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    źródło: a.jpg

Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    #anonimowemirkowyznania
    Jak połączyć związek z #rozowypasek z oszczędzaniem kasy? Gdy byłem singlem, zarabiałem ok 4k i wydawałem tylko 2k na życie, max 2.5k. Mam swoje mieszkanie.
    Opłata za media, czynsz, telefon, internet, prad, gaz łącznie max 500 zł. Na jedzenie i chemię wydawałem ok 1000 zł bo ćwiczę na siłowni.
    Paliwo, koszty utrzymania samochodu jakieś 500 zł. Inne hobby, zajawki, wyjścia na miasto, ciuchy, dentysta - 0 - 500 w zależności co robiłem w miesiącu.

    Tak było rok temu. Od roku jestem z różową w związku, dostałem w międzyczasie podwyżkę do 4.5k i jak oszczędzę z 200 zł to jest dobrze. Kasa dosłownie rozpływa mi sie w powietrzu.
    - jeżdżę samochodem z 3 razy więcej, głównie bo ona chce więcej kasy idzie w benzynę, parkomaty, częstsze naprawy - oczywiście ona się nie dorzuci i nie widzi problemu
    - na jedzenie wydaję praktycznie 500 zł więcej, skąd taka różnica? Otóż kupowałem tyle samo jedzenie co zawsze, ale ona często mi podjadała więc uznałem że to bez sensu i zacząłem kupować więcej uwzględniając to co mi podjada. Myślałem, że mi zwróci tą kasę bo aż tak mało to ona nie je. Ona też kupuje jedzenie, niby wspólne, ale tak naprawdę dla samej siebie (bo ja nie lubie jej wege żarcia), w dodatku podjada moje i nie widzi w tym problemu. Podliczyłem, że ona na siebie wydaje tylko z 400 zł na jedznie i jeszcze z 500 za moje, jak jej to powiedziałem to mnie wyśmiała, że prowadzę jakieś wyliczenia rachunków co do złotówki ile zjadła w miesiącu itd.
    - praktycznie każdy weekend to musi być jakiejś wyjście czy to kino, restauracja, klub, wydarzenie - zawsze prawie 100 lub 200 w weekend leci. Oczywiście nie stawiam jej co weekend tylko raz na jakiś czas, ona płaci za siebie, ja za siebie, ale po prostu teraz tak ceny poszły w górę i głupie jedzenie w restauracji dla 2 osób to 100 - 150 zł łącznie.
    - jedzenie po pracy 1-2 razy w tygodniu, wcześniej zawsze gotowałem
    - jakieś wesela, urodziny, domówki itp (ma sporo znajomych) to jakiś prezent trzeba kupić. Ja swój ona swój oczywiście, ale to kosztuje...
    - jedynie za media rozliczamy się się 50:50 chociaż też ma z tym problem że równo, bo ja gotuję 3x więcej od niej

    Ogólnie strasznie mnie to denerwuje, że prawie nic nie oszczędzam, bo co to jest 200 - 300 zł oszczędzić miesięcznie? Jestem zadowolony ze związku, jest to kobieta złoto, super seks, ułożona itd. Nie jestem jakimś bankomatem, nie stawiam jej co 5 minut. Ale denerwuje mnie to rozwalanie kasy. Zwróciłem jej uwagę, że powinna dokładać się do samochodu, do paliwa, więcej za jedzenie, mniej chodzić na miasto to mnie wyśmiała, obraziła się i poszła pogadać z koleżankami. Potem wróciła i jej koleżaneczki nagadały. Zaczęła tłumaczyć, że jestem sknerą, że chce się z nią rozliczać co do złotówki, każdy paragon dzielić i że to dziecinne podejście i moja wina i ona uważa, że teraz rozliczamy się sprawiedliwie. A samochód jest mój (nie daję jej jeździć) więc ona nie będzie mi go naprawiać, ani dorzucać się do paliwa, bo uwaga - ja też jeżdżę xD. To jest jej argument. Tylko że praktycznie jak byłem sam to mało gdzie jeździłem, a odkąd jestem w związku to często gdzieś jeździmy bo ona chce. W dodatku mam mentalność dziada bo nie chcę w każdy weekend wychodzić na miasto i rozwalać aż tyle kasy, "korzystać" z życia i że moje podejście jest nienormalne, w domu to nuda itd. Ona naprawdę nie widzi tego ile rzeczy kosztują, ile kosztuje paliwo, wożenie jej, eksploatacja samochodu, jedzenie, wypady na miasto. Z takim trybem życia ani na jakieś fajne wakacje nie oszczędzę, ani sobie nie kupię droższego samochodu, motocykla itd.

    Nie wyobrażam sobie życia bez niej, ale chciałbym więcej oszczędzać, mniej jeździć samochodem, mniej wychodzić z domu. Nie mam pojęcia jak jej to wytłumaczyć, że wydawanie prawie 4k miesięcznie nie podoba mi się i powinna dodatkowo conajmniej z 500zł mi się dokładać, żeby było sprawiedliwie. Za paliwo + jedzenie, które ja kupuje a ona je. Każde moje argumenty to zaraz foch że jestem sknerą i chcę się z nią rozliczać co do złotówki i awantura, że podliczam ile zjadła mojego jedzenia w miesiącu, przeliczam to na złotówki jak jakiś wariat i ogólnie zachowuje się jak stary dziad co chce wegetować i na wszystkim oszczędzać i na niej żerować. I oczywiście to oburzenie, że ją źle traktuję bo przecież nic jej takiego nie kupuję i nie wydaję na nią kasy (w sensie bezpośrednio nie kupuję jej dużo prezentów czy coś drogiego itd) i dlatego ona uważa, że przesadzam z tym rozliczaniem.

    #logikarozowychpaskow #zwiazki #seks #tinder

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #5f666209f49ad326e7b1a558
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: marcel_pijak
    Wesprzyj projekt
    pokaż całość

    odpowiedzi (65)

  • odpowiedzi (18)

  • odpowiedzi (10)