•  

    TL;DR Tomasz Organek jak ja Cię kurwa nie szanuję.

    Mam chwilę przerwy, idę sobie zrobić coś do jedzenia. Włączam radio 357 żeby coś grało w tle. Patrzę: Muzyka Organowa - Tomasz Organek. Myślę: "znam". Nie wiedziałem, że w radio robi. Przygotowuję sobie żarcie, piosenka się skończyła i słyszę że Pan Tomasz mówi coś o dniu mężczyzn. Jak ty mnie teraz zaimponowałeś Tomek. Może chociaż od Ciebie dostanę życzenia. Dalej mówi że jakaś jego słuchaczka nie uznaje dnia mężczyzn bo [...]. W tym momencie woda zaczęła się gotować i czajnik zagłuszył mi koniec zdania (jak ktoś słuchał to niech napisze co tam powiedziała), więc nie wiem dlaczego kobieta nie uznaje dnia mężczyzn. Ku mojemu zdziwieniu słyszę, że Pan Tomasz się z nią zgadza. Myślałem że może chodziło o ten drugi dzień chłopaka/mężczyzn z listopada czy innego października i że dzisiaj tak naprawdę nie ma święta. OTÓŻ KURWA NIE. Pan Tomasz po każdej piosence (albo przed każdą piosenką) mówił że kobieta która odpowiada za ten utwór jest wspaniałą istotą bo jak ona daje radę w tym przejebanym świecie. Ale ona jest silna. Zostawiłem to jeszcze chwilę włączone i teraz coś pierdoli że X lat temu na koncercie jakiejś kobiety ona wskoczyła w tłum i jest taka odważna i on prawie ją dotknął. ZAJEBIŚCIE TOMEK. Gratuluję. Dzień mężczyzn a on non stop pierdoli że mężczyźni to chuje i kobiety mają strasznie. Panie Tomku idź Pan w chuj z taką audycją. Nie szanuję. Teraz mi wpadło do głowy że pewnie ma audycję raz na tydzień i że może to być audycja z okazji dnia kobiet, no skoro padło na dzień mężczyzn to już mogłeś sobie dać spokój.

    Edit: Trochę spasował i miałem tego nie postować, ale znowu zaczął pierdolić że jakaś kobieta jest turbo odważna bo robi muzykę a i w ogóle to tę ARTYSTKĘ/BOGINIĘ poleciła mu inna KOBIETA!!!oneone11 Teraz jestem podwójnie wkurwiony bo raz Tomek a dwa straciłem prawie całą przerwę na pisanie tego wysrywu.

    #pieklomezczyzn #pieklokobiet #dzienmezczyzn

Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    Tutaj nitka z aktorami, którzy są gwarancją tego, że film będzie kiepski( ಠ_ಠ)
    Ja zaczynam:

    #film #glupiewykopowezabawy #kiciochpyta #pytanie #filmy

    odpowiedzi (153)

  • avatar

    Z #ciekawostki #rower

    CO ZA HISTORIA!❤️
    Pan MIECZYSŁAW PARCZYŃSKI z Gdańska spędził w podróży rowerowej 94 dni i w tym czasie przejechał 5.730 km.
    Wszystko po to, żeby zapisać na mapie Polski imię Jego ukochanej zmarłej żony, Jadzi.

    Pan Mieczysław przez lata pracował jako retuszer zdjęć, a podczas swoich licznych rowerowych podróży pogłębiał miłośc do fotografii. To właśnie żona Jadzia kupiła mu jeden z Jego pierwszych rowerow, którymi udawał się w dalsze trasy. Mimo że ona sama nie była fanką jego rowerowych podróży po Polsce.

    Pani Jadwiga zmarla w 1986 roku, a na jej pogrzebie pan Mieczysław pomyślał o tym, że chciałby Ją uwiecznić.

    „RAJD JADZIA. Ten rajd to wstęga przez całą Polskę z imieniem Jadzia, kaligrafowanym kołami roweru, po drogach wybranych tak, by litery tego imienia były czytelne” (wywiad dla „Rowertour”)

    Kiedy wyruszył w trasę ku pamięci ukochanej żony, miał już 65 lat. Podróż prowadziła od Koszalina do Przemyśla. Często później w wywiadach podkreślał, że rower i ten projekt dla żony uratowały go przed przygnębieniem i rezygnacją. Podkreślał, jak bardzo kochał swoją żonę.

    Nazywany jest Mieczysławem Pierwszym Rowerowym, bo podczas swoich licznych wypraw rowerowych przebył łącznie kilkaset tysięcy kilometrów.
    Otrzymał także nagrodę specjalną znanej imprezy podróżniczej KOLOSY (2004).
    Tak brzmiało uzasadnienie jury: "Za trzydziestoletnią podróż na rowerze w trakcie której, nie opuszczając Polski, PIĘCIOKROTNIE OKRĄŻYŁ ŚWIAT, udowadniając że start do wielkich czynów może nastąpić choćby po pięćdziesiątce"

    Pan Mieczysłam zmarł w 2019 roku.
    M.

    Źródło https://www.facebook.com/groups/116104551795477/permalink/7758776264194896/
    pokaż całość

    odpowiedzi (32)

  • avatar

    Mirki, czy to jest ta cała ZABAWA?

    Weźcie mi wytłumaczcie, bo nie ogarniam tego. Jestem po pierwszym roku studiów w Warszawie i wczoraj poszedłem za znajomymi "nad Wisłę". Nazwijmy ich Marta, Kamil i Kasia.
    Marta mówi: - Chodź Anon nad Wisłę, kupimy piwo i pójdziemy posłuchać muzyki.
    Pomyślałem, że spoko. Jestem z Wrocławia, więc znam klimat Wyspy Słodowej, ale te całe Bulwary w Warszawie, to jakieś chore gówno.

    Było tak, poszliśmy, kupiliśmy po piwku i usiedliśmy na schodkach. Wokół pełno odpicowanych Julek i Oskarków. Z jednej strony jakieś dresy zaczęły puszczać ruskie techno z głośnika, z drugiej ktoś zaczął jarać zielsko. Japie****, nienawidzę zapachu tego gówno. Dopiliśmy piwo i poszliśmy szukać tej całej ZABAWY.

    Pierwszy klub od mostu nazywał się "Szerokie Bary". Podchodzimy, ale było tam chyba z milion ludzi, na parkiecie same łyse karki z koszulkami 60 i napisem śmierć konfidentem. Dziewczyny to jakiś koszmar, same Karyny z makijażem pośmiertnym.
    Myślę sobie: "Co do kurwy?" i mówię do znajomych, żeby iść dalej, bo tu jest jakieś dziwne towarzystwo. Nie minęło chwila a z głośników zaczęło lecieć discopolo. Kasia oczywiście chciała zostać, bo kurwa "każdy zna discopolo, będzie fajnie Anon". Powiem Wam tak - Nie było fajnie. ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    Może każdy zna, ale nie każdy słucha.
    Jak staliśmy, to zaraz do Marty podszedł jakiś Andrzej z tekstem "mała, choć na parkiet". Na szczęście reszta przyszła po rozum do głowy i poszliśmy dalej szukać ZABAWY.

    Następny klub. Leci jakaś muza jakby zapętlili RMF MAXX, dj chyba z pięć razy puszczał Dawida Podsiadło, oczywiście wszystkie Julki sikały po gaciach, jakby takie "Małomiasteczkowy" puszczano na okrągło im jeszcze nie zbrzydło. Dobra, ale jest spoko. Ludzie normalniejsi i muzyka do tańczenia i do posłuchania. Siadamy na leżakach, niestety ten mój był jakiś zaszczany, ale zauważyłem to i go odłożyłem. Innego miejsca nie było, więc poszedłem po piwo. Oczywiście Marta i Kasia mówią, żeby "wziął im jakieś drinki". Myślicie, że ja się znam na drinkach? Otóż nie znam się w ogóle, ale pomyślałem, że znajdę jakieś menu i zamówię im coś ładnie brzmiącego. Podchodzę do baru, a sytuacja jak na zdjęciu. Ludzi jak w ulu, połowa już najebana, a 3/4 spocone jak prosiaki. Stanąłem, ale co chwilę wpychał się jakiś "hehe Oskarek" z koleżankami, bo oni kurwa królowie warszawki nie będą czekać w kolejce. Z tego wszystkiego zanim doszedłem do baru to stałem chyba z 30 minut. Ale ZABAWA czeka.

    Barman pyta co chce, to mówię, że "poproszę menu na drinki". A on mi mówi, że nie mają takiego wydrukowanego i wisi tam jedno (pokazuje palcem na jakiś słup 10 metrów za moimi plecami, gdzie w koło było chyba ze 100 osób, więc jakbym odszedł to bym czekał kolejne pół godziny. ( ͡° ʖ̯ ͡°) Ok, zajebiście. Ale mówi, że "jak powiem jaki chce smak, to on mi zrobi". Ale ja nie wiem, jaki ja chce smak. Dziewczyny poprosiły tylko o jakieś drinki. Mówię mu, że "to dla koleżanek, może coś owocowego". Dobra, typ o wyglądzie wydziaranego Enrike z tunelami, powiedział, że spoko, zaczął machać tymi kubełkami i po 10 minutach i lataniu po całem barze w poszukiwaniu składników, w końcu zrobił takie kolorowe drinki. Do tego jeszcze dwa piwa z nalewaka. Wyciągam portfel, żeby zapłacić, A TEN MI MÓWI "120 zł".

    Mirko, no ja pierdole, wiem, że inflacja i w ogóle, ale to jest po prostu kradzież w białych rękawiczkach. To było jakieś zwykłe piwo typu Kozel, a te drinki były tak małe, jakby je zrobili "na spróbowanie". Dobra, chuj, zapłaciłem, ledwo się z tym zabrałem, ale już siadam ze znajomymi, w końcu ZABAWA CZEKA, już do mnie macha. Patrzę, a nie ma Marty. Znajomi mówią, że poszła do toalety. Siedzimy, gadamy, pijemy, a Marty nie ma. Nie ma jej najpierw 15 minut, potem 30, a potem już 40 minut. To mówię do znajomych, że pójdę sprawdzić, czy się nie zatrzasnęła w kiblu. Idę na tyły tego klubu, a tam tylko dwa kible i kolejką jak do wyprzedaży karpi na święta w Lildu. Ja pier***. Dobra, Marta stała na początku, to się wróciłem. Gadamy, gadamy, mija kolejne 30 minut, a Marty nadal nie ma. Mówię, że znowu idę jej poszukać. Przy kiblach jej nie ma. Przy barze jej nie ma. Nad Wisłą jej nie ma. Gdzie teleportowała się Marta? Otóż Martę zaczepił jakiś Belmondo i Marta poszła tańczyć z nim na parkiet nic nam nie mówiąc. ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    Idę do niej i mówię, że "Marta choć, bo czekamy na Ciebie", a ona mówi, "żebyśmy przyszli potańczyć". Oczywiście jakiś Belmondo ważniejszy od znajomych. Dobra, jebać, zaraz nadejdzie ta mityczna ZABAWA. Poszedłem mówię, że Marta już na parkiecie, Kaśka wystrzeliła jak strzała. Kamil powiedział, że skoczy jeszcze po piwo, a że ja nie miałem ochoty znowu stać przy tym barze jak debil, to poszedłem na parkiet do dziewczyn.

    Nadchodzi ZABAWA.

    Oczywiście, kiedy dotarłem to znowu leciał Dawid Podsiadło, jakżeby inaczej. ( ͡º ͜ʖ͡º) DJ chyba ma z nim dzieci, że tak go uwielbia. Dobra, tańczymy, tańczymy, jest ok. Jest ta mityczna ZABAWA, Kamil przyniósł piwo, nie mija 20 minut, zmienia się DJ i zaczyna puszczać jakaś elektronikę, której ja kurwa nie słucham, chyba nikt normalny tego nie słucha. Mówię do Marty "chodźmy może dalej" a Marta "nieee, fajnie jest", no i Belmondo się kręci obok. Dobra zostawiłem ją i Kaśkę, a z Kamilem poszliśmy posiedzieć. Oczywiście w tym czasie ktoś nam zajebał leżaki. Na jednym z nich była moja bluza, więc szybko go namierzyłem. Podchodzę, żeby odebrać mój leżak, na którym siedziała jakaś Juleczka, a ona mówi "to mój leżak, nie wiem skąd to bluza". Ja pi*****. Mówię jej, że zabrała go z naszego miejsca, dlatego są na nim moje rzeczy, to zaraz wstał jakiś białorycerzyk Seba i do mnie z mordą "Jak kobieta mówi, że to jej, to jest jej. Zaraz mogę Ci to inaczej wytłumaczyć". Zajebista rozmowa. ( ͡° ʖ̯ ͡°) Odwróciłem się i poszedłem.

    Nie przedłużając, poszliśmy potem do następnego klubu nad Wisłą, gdzie cały czas waliło smażoną wołowiną, bo na tyłach robili burgery. Oczywiście cena za burgera to było 39 zł, za ku**a, kawałek bułki z Lidla i mięso z zamrażarki, ja pe****. Ale byłem głodny, to zamówiłem. Smakował jak każdy burger. Posiedzieliśmy tam trochę, ale odechciało mi się tej ZABAWY. Dziewczyny coś tam jeszcze poskakały i zamówiliśmy Ubera. Na koniec Kasia zapytała czy bym nie pojechali razem z nią, pewnie dlatego, że teraz jest dużo gwałtów w Uberach. Ale szkoda mi było już kasy, bo wydałem na to zasrane wyjście większość oszczędności, spojrzałem tylko kto jest jej kierowcą Ubera i wróciłem nocnym.

    Rano wstałem i ciągle się zastanawiam, czy to była ta cała ZABAWA?

    #warszawa #zabawa #oskarek #normictwo
    pokaż całość

    odpowiedzi (136)