•  

    635 + 1 = 636

    Tytuł: Bal w operze
    Autor: Julian Tuwim
    Gatunek: satyra
    ISBN: 978-83-66719-14-9
    Ocena: ★★★★★★★★★☆

    Uważany jako perła w koronie (dla antymonarchistów - wisienka na torcie) w twórczości Tuwima utwór będący satyrą na Polskę w okresie, który Tuwim znał dobrze. Być może dlatego, że przyszło mu żyć właśnie tam i właśnie wtedy. Ale pewnie też dlatego, że nie dość, że był świetnym obserwatorem, nie dość że umiał wyciągać trafne (przynajmniej według mojego spojrzenia) wnioski, to jeszcze potrafił je fantastycznie opisywać.

    Wydaje mi się, że nawet rezygnując z kontekstu historycznego, dalej można znaleźć w utworze mnóstwo trafnych spostrzeżeń - to chyba jest właśnie ta "ponadczasowość". Jak choćby bezsensowne krążenie pieniądza, sugerujące, że wszystko jest na sprzedaż, czy opis bezsensowności wojny (ech, wykopowe formatowanie nie pozwala wstawić ładnego wielowierszowego cytatu):
    "...że na tobie giną, że na tobie giną
    chłopcy malowani..."


    Sam wiersz to opis upojnego, orgistycznego balu, na którym gdzieś tam przyczajeni (choćby w żyrandolu) mrugają na siebie tajniacy. I obserwacja tego wszystkiego z perspektywy Wszechświata, pięknie podsumowana w dwóch ostatnich wersach. W tym momencie można przejść do formy, która nawet w lekkim oderwaniu od treści może zachwycić, a w połączeniu z nią to już w ogóle!

    Utwór rozpoczyna się wyjątkiem z Apokalipsy św. Jana (z resztą sam "Bal w operze" był określany przez niektórych jako "Apokalipsa według Juliana Tuwima"), w którym czytamy:

    I widziałem niewiastę, siedzącą na szkarłatno-czerwonej bestii pełnej imion bluźnierstwa...

    W wizji Tuwima ta niewiasta zostaje opisana w taki oto sposób:
    "Pełznie smoczysko - a na nim okrakiem
    Goła, w pończochach, w cylinderku na bakier,
    Z paznokciami purpurowymi,
    Z wymionami malowanymi,
    Z szmaragdowym monoklem w oku,
    Z neonową reklamą w kroku,
    Skrzecząc szlagiera:
    "Komu dziś dać?
    Komu dziś dać?
    Komu dziś dać!"
    Wierzga na gęstym pieniężnym potoku
    Promieniejąca Kurwa Mać!"


    Z resztą, jak to w utworach tego autora, a ten nie jest wcale wyjątkiem, znaleźć można mnóstwo wspaniałych zabaw językowych. Dla przykładu to, co mi się chyba najbardziej w tej kategorii podobało:
    "Potem śpiewa Włoch Tęsknotti
    Zakochane totti-frotti"


    Więcej cytatów, choć znalazłoby się ich jeszcze wiele nie ma sensu dodawać, bo zaraz albo zacytuję cały utwór, albo ten wpis będzie od niego dłuższy. A nie o to chodzi.

    Utwór, choć świetny, to w całym moim uwielbieniu dla Tuwima znalazłbym jednak kilka innych, które lepiej do mnie trafiają. Jak "Wiersz, w którym autor grzecznie, ale stanowczo uprasza liczne zastępy bliźnich, aby go w dupę pocałowali", fraszka "Na pewnego endeka, co na mnie szczeka", "Miejscowa idiotka z tutejszym kretynem", pięknie wykonany przez Grzegorza Turnaua, czy bardziej liryczne, a niemniej pięknie wykonane przez Niemena "Wspomnienie". Nie mówiąc już o... "Lokomotywie" - zupełnie poważnie, bardzo mi się podoba.

    Aha - zastanawiałem się, czy dwudziestojednostronnicową (razem z okładką) książkę, która zawiera tylko jeden, choć raczej niekrótki, wiersz można odliczyć. Została ona jednak wydana jako osobna pozycja, z nadanym numerem ISBN, więc myślę, że formalnie jest w porządku. A merytorycznie uważam, że zwyczajnie warto.

    I jeszcze jedno na koniec - jeśli komuś nie chce się czytać, to można sobie obejrzeć, na Youtube jest kilka wykonań. Ta podoba mi się chyba najbardziej, choć ja zaaranżowałbym to trochę inaczej.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter

    źródło: ecsmedia.pl

    Gorące dyskusje ostatnie 12h