•  

    Szybki link do wpisu na blogu, jeżeli jesteś leniwy/a i nie chce Ci się rozwijać tego postu —> klikkkk

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani. Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu PolskiePato.pl. Bezpośredni link do wpisu powyżej.

    Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się na fejsbukowym fanpejdżu Polskie Pato.

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć mnie w tym co robię, to zapraszam na mój Patronite.

    • • •

    WACŁAW N., rocznik '66

    Wacław N. przyszedł na świat w 1966 roku w pomorskich Kartuzach. Następne lata życia spędził w małej miejscowości pod Gdańskiem. Dorastanie w patologicznym środowisku i zaniedbania wychowawczo-dydaktyczne ze strony rodziców przyczyniły się do jego słabego rozwoju intelektualnego, plasującego się na granicy ociężałości umysłowej. N. od wczesnych lat nastoletnich nadużywał alkoholu i popadał w liczne konflikty z prawem – nigdy jednak nie był sądownie karany.

    W 1988 roku 22-letni Wacław wraz ze swoim bratem i zatrudnionymi przez niego mężczyznami wykonywali prace murarskie przy jednej z gdańskich ulic. Pod koniec listopada na placu budowy pojawiła się mieszkanka sąsiedniej kamienicy. Kobieta poszukiwała fachowca, który ułoży kafelki w jej domu, na co N. chętnie przystał. Widząc go przy pracy, koleżanka zleceniodawczyni zaproponowała młodemu mężczyźnie położenie płytek także u niej. Umówili się, że Wacław rozpocznie pracę w najbliższą sobotę, fachowiec jednak nie zjawił się w ustalonym terminie. Zapukał do drzwi Stanisławy dopiero po weekendzie, późnym rankiem 6 grudnia 1988 roku. Do środka wpuściła go córka kobiety, 31-letnia Basia. Pod nieobecność matki zaprowadziła spóźnionego mężczyznę do garażu, gdzie czekały na niego materiały do pracy. Poprosiła jednak, by poczekał na powrót Stanisławy, która go poinstruuje co do szczegółów wzoru, który miał ułożyć. Wypili kawę w kuchni, a gdy matka wciąż nie wracała, młoda kobieta zaproponowała, że włączy film na wideo. Rozsiedli się więc na fotelach po dwóch stronach ławy i oglądali.

    Wacław nie mógł się skupić na ekranie telewizora. Jego wzrok zawiesił się na pasku od szlafroka, który leżał na blacie pomiędzy nim, a córką gospodyni. Długo fantazjował, by zacisnąć jej materiał na szyi i zgwałcić. Gdy Basia podeszła do odtwarzacza, by zmienić kasetę, mężczyzna nie zwlekał ani chwili: poderwał się z siedzenia, chwycił za pasek i zarzucił go na szyję odwróconej tyłem i niespodziewającej się niczego kobiety. Ściskał materiał tak mocno i długo, aż oniemiała osunęła się na podłogę. Leżała na wznak, gdy zawiązał supeł na jej krtani i rozerwał ubrania, obnażając ciało. Kobieta wciąż oddychała, N. poszedł więc do kuchni w poszukiwaniu przedmiotu, za pomocą którego odbierze jej życie. Żadne z kuchennych narzędzi nie spełniło jego oczekiwań, wyjął więc z łazienkowej szafki pustą butelkę po szamponie. Dwukrotnie uderzył nią w głowę ofiary, aż szkło rozbiło się na kawałki. Basia wciąż żyła, gdy wziął z kuchni drewniany taboret i trzymając go za nogi, uderzał nim w jej głowę. Starał się celować twardym rokiem siedziska. Po trzecim ciosie, stołek się rozpadł. Wacław N. postanowił zrobić sobie przerwę – zdjął spodnie i położył się na zakrwawionej i nieprzytomnej 31-latce. Gdy ją gwałcił, usłyszał dzwonek domofonu. Spłoszony zostawił swoją ofiarę i pobiegł do pokoju, z którego okna wychodziły na ulicę. Przed domem stało zaprzyjaźnione z Barbarą małżeństwo, które postanowiło wpaść z wizytą. Jedna z osób zauważyła ukrywającego się za firanką nieznajomego.

    Panie będą za godzinę!

    – krzyknął przez uchyloną szybę Wacław, udając, że przed chwilą wcale nie próbował chować się za zasłoną.

    Znajomy kobiety kiwnął głową i wraz z żoną wsiadł do auta z zamiarem powrotu za rzeczoną godzinę. Spanikowany N. zaczął kręcić się po mieszkaniu i przeszukiwać szafy, torebki i szuflady. Podczas poszukiwań kosztowności zauważył, że Basia głośno oddycha, a jej ciało drga. Chwycił żelazko i metalową częścią kilkakrotnie uderzył kobietę w głowę. Dla pewności wyrwał z żelazka kabel i z całych sił zacisnął go jej na szyi. Gdy przestała oddychać, udał się do łazienki, by obmyć buty i spodnie z krwi, a później wrócił do plądrowania. Znalezione przedmioty spakował do materiałowej torby i uciekł. Zabrał ze sobą aparat fotograficzny, kalkulator, zegarek, dwa srebrne łańcuszki – jeden z bursztynem, drugi z wizerunkiem orła w koronie i krzyżykiem – siedemnaście tysięcy starych złotych, broszkę ze srebra, portmonetkę z pieniędzmi w kwocie dwóch tysięcy starych złotych, pół litra wódki, dwie paczki kawy, cztery paczki papierosów i karty do gry.

    Po wyjściu z mieszkania złapał taksówkę i pojechał do restauracji pod Gdańskiem. W tamtejszej toalecie obmył się z resztek krwi i zdjął zabrudzoną na czerwono koszulę. Później rozsiadł się przy barze, stawiał kolegom kawę i piwo, obdarowywał drobnymi prezentami kelnerki i robił skradzionym aparatem zdjęcia.

    Stanisława spędziła kilka godzin w kolejce, by kupić dywan i wróciła do domu wkrótce po wyjściu mordercy. Zastała bałagan, pośrodku którego leżała jej półnaga córka. Rozluźniła pętle na jej szyi i wezwała pogotowie. Na pomoc było już jednak za późno.

    Wacław N. został zatrzymany jeszcze tego samego dnia. Podejrzany przyznał się do zamordowania i zgwałcenia Barbary oraz obrabowania domu jej matki. Opisał całe zajście i wziął udział w wizji lokalnej.

    Sekcja zwłok wykazała, że 31-latka zmarła na skutek uduszenia. Obrażenia głowy nie miały bezpośredniego wpływu na jej zgon i powstały za jej życia. Wyniki badania wymazu z pochwy denatki przemawiały za winą N. Na jego penisie ujawniono także włosy najpewniej należące do zamordowanej. Odnaleziono też ślady linii papilarnych podejrzanego na rozbitej butelce po szamponie oraz nodze od krzesła.

    N. został poddany badaniom psychologicznym i seksuologicznym. W uzasadnieniu wyroku czytamy: (…) u oskarżonego występuje parafilia w postaci erotofonofilii /mord z lubieżności/ wraz z raptofilią /gwałcicielstwo, gwałtowna napaść/. Zdaniem biegłej tego rodzaju rozpoznanie uzasadnia nieprawidłowość rozwoju seksualnego u oskarżonego, opóźnienie identyfikacji seksualnej w okresie dzieciństwa, a także fakt, iż w okresie późnego dojrzewania doznawał orgazmu bez wytrysku podczas brutalnych napaści na dziewczynki. Zdaniem biegłych lekarzy u badanego nie wytworzyła się potrzeba pieszczot seksualnych, bliskości i zdrowego emocjonalnie związku z płcią przeciwną. Opiniowany czuje za to potrzebę odbywania stosunków z doprowadzoną do nieprzytomności kobietą. Biegła seksuolog stwierdziła też, że oskarżony jako osobnik zboczony miał ograniczoną zdolność pokierowania swoim postępowaniem. Nie była jednak w stanie określić, w jakim stopniu był niepoczytalny, ponieważ ocena ta powinna należeć do biegłych z dziedziny psychiatrii. Z kolei ich zdaniem Wacław N. miał ograniczoną lecz nie w stopniu znacznym zdolność pokierowania swoim postępowaniem i rozpoznaniem znaczenia czynu. Inteligencję badanego uznali za mieszczącą się w normach sprawności intelektualnej, ale o nierównomiernie rozwiniętych funkcjach umysłowych – N. określono jako infantylnego egocentryka, o ubogiej osobowości i bardzo spłyconej uczuciowości wyższej (braki w odczuwaniu skruchy czy żalu), dużym popędem seksualnym przy jednoczesnym braku samokontroli. Iloraz inteligencji badanego określono na 71, co oznacza, że jego sprawność intelektualna mieści się w dolnych granicach krajowej normy, globalnie na poziomie niższym, graniczącym z ociężałością umysłową. Nie stwierdzono u niego jednak choroby psychicznej. Analiza zachowania Wiesława N. wykazała, że działał konsekwentnie, ze sprytem i z pełną świadomością zaplanowanego wcześniej działania.

    Proces rozpoczął się w grudniu 1989 roku w Sądzie Wojewódzkim w Gdańsku. Podczas rozpraw N. mówił, że żałuje tego co zrobił, odmówił jednak składania wyjaśnień i potwierdził te, które składał podczas trwania śledztwa. Twierdził, że idąc do domu Stanisławy, nie planował popełnić jakiejkolwiek zbrodni, dopiero gdy zobaczył Barbarę, nabrał ochoty na seks i to dlatego ją zaatakował.

    Nie panowałem nad sobą

    – przyznał.

    Twierdził, że nie robiło mu wtedy różnicy to, czy kobieta przeżyje, czy nie. Nie wiedział, co robi i dlaczego ją dusi.

    Sąd uznał, że Wiesław N. faktycznie nie mógł zaplanować wcześniej zgwałcenia i zamordowania Barbary, ponieważ nie wiedział, że zastanie ją samą w domu, ani nie znał jej wcześniej. Najprawdopodobniej pomysł zgwałcenia jej zrodził się w nim dopiero podczas picia kawy. Na to, by ją udusić, wpadł podczas obmyślania planu działania, gdy oglądali wspólnie film. Chciał ją zabić, by nie poznała go później jako ewentualnego gwałciciela i złodzieja.

    Wyrok zapadł w marcu 1990 roku. Sąd Wojewódzki w Gdańsku skazał Wiesława N. na 25 lat pozbawienia wolności, 10 lat pozbawienia praw publicznych, karę grzywny w wysokości dwustu tysięcy starych złotych (w wypadku nieuiszczenia w terminie zamienioną na karę zastępczą pozbawienia wolności, przyjmując jeden dzień kary za równoważny kwocie tysiąca starych złotych) oraz dwie nawiązki po pięćdziesiąt tysięcy starych złotych na rzecz gdańskiego PCK oraz Wydziału Zdrowia Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku. Sąd obciążył N. także kosztami procesu sądowego w wysokości pięćdziesięciu dwóch tysięcy złotych.

    Sąd nie znalazł żadnych okoliczności łagodzących. W uzasadnieniu czytamy: Oskarżony pozbawił życia młodą, zdrową, w pełni sił 31-letnią kobietę, której nigdy wcześniej nie widział, która przyjęła go w swoim domu gościnnie, która nie spodziewała się ze strony oskarżonego jakiegokolwiek zamachu. Oskarżony działał z wyrachowaniem, premedytacją, wręcz metodycznie. Założył dwa zbrodnicze cele, których realizacja mogła nastąpić jedynie poprzez pozbawienie życia Barbary U. I te cele realizował. Wyjątkowość sytuacji w jakich okolicznościach popełnił zbrodnię, podkreśla okrucieństwo z jaką oskarżony pastwił się nad swoją ofiarą, którą za wszelką cenę starał się „dobić”.

    Apelacji nie wniesiono, a wyrok uprawomocnił się w maju 1990 roku.

    Według Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym Wacław N. w 2009 roku otrzymał od Sądu Okręgowego we Włocławku zwolnienie warunkowe i przebywał na wolności. Jednak w 2012 roku Sąd Okręgowy w Gdańsku cofnął decyzję i N. wrócił za kratki. Decyzja Sądu była najprawdopodobniej podyktowana złamaniem przez Wiesława N. zasad próby przedterminowego warunkowego zwolnienia.

    W 2017 roku Wiesław N. skończył odsiadywać wyrok i najprawdopodobniej został umieszczony w Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie, gdzie przebywa do dziś.

    O innym pacjencie KOZZD w Gostyninie pisałam tutaj.

    • • •

    Imiona kobiet w powyższym tekście zostały zmienione.

    Do napisania tego artykułu korzystałam ze zanonimizowanego wyroku oraz jego uzasadnienia, który dostałam od Sądu Okręgowego w Gdańsku.

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK.

    #kryminalne #kryminalistyka #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #kartuzy #gdansk #gostynin

    źródło: wacek.jpg

Gorące dyskusje ostatnie 12h