•  

    713 + 1 = 714

    Tytuł: Grona gniewu
    Autor: John Steinbeck
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★★★☆

    Worek jak się patrzy, wytrzyma przez cały sezon. A kiedy się zedrze od ciągania go po ziemi, odwróć go i używaj drugiego końca. Zaszyj od góry a rozpruj od spodu. A kiedy się zedrze i z drugiej strony, to i tak jeszcze zostanie kawał porządnego płótna. Będzie z niego ładna para letnich gaci. Albo koszula nocna. Co tu gadać - taki worek to dobra rzecz. (...) Ale oto worek jest pełny. Wleczesz go do wagi Wykłócasz się. Wagowy posądza cię, żeś dołożył kamieni, aby worek był cięższy. A on to co? Fałszuje wagę. Czasem wagowy ma rację, bo dołożyłeś kamieni. Czasem rację masz ty, bo waga jest fałszywa. Czasem i ty i on: w worku są kamienie ale i waga jest fałszywa.

    Samochodem można jechać szybko albo powoli. Jeśli miałeś szczęście, spryt, lub coś innego, na co nie bardzo potrafię znaleźć określenie możesz, zważywszy na to, że znajdujemy się w czasach wielkiego kryzysu, wsiąść do swojego Forda Zephyra i gnać z miejsca na miejsce z prędkością, powiedzmy - siedemdziesięciu mil na godzinę. Załatwiać kolejne sprawy, cały czas gdzieś pędzić, bo przecież trzeba coś załatwić, coś zrobić, z kimś się spotkać. Choćby zorganizować robotników na swoją plantację bawełny czy do innej winnicy. Jeśli miałeś mniej szczęścia lub innych zalet poruszasz się starą, zdezelowaną ciężarówką. Z prędkością mniej-więcej trzydziestu ośmiu mil na godzinę. Jadąc szybciej możesz uszkodzić zdartą oponę, albo woda w chłodnicy się zagotuje. Nie bardzo możesz sobie na to pozwolić bo na karku masz całą rodzinę, a w kieszeni tylko sto pięćdziesiąt dolarów - na zakup nowej opony nie bardzo cię stać. Naprawić auto ewentualnie możesz samodzielnie. Tylko to kosztuje czas, w tym czasie trzeba coś jeść - jedzenie też kosztuje. A przecież musisz dojechać do Kalifornii. Tam podobno jest praca. Tam zaczniesz zarabiać, odkujesz się, za jakiś czas kupisz sobie i swojej rodzinie mały biały domek - taki piękny jak na tych obrazkach, które widziałeś - razem z kawałkiem gruntu. I będzie tak jak dawniej, jak w twojej Oklahomie. Może nawet lepiej, tam ziemia żyźniejsza. Bo u ciebie - w twojej Oklahomie, gdzie twoja rodzina żyła od pokoleń na dzierżawionym, choć traktowanym jak swój, kawałku ziemi okazało się, że właścicielom nie opłaca się dłużej utrzymywać takiego stanu rzeczy. Wynaleziono przecież ciągniki! Bardziej ekonomiczne jest więc uprawianie wielkich areałów, niż życie z pieniędzy dzierżawców. Ci z resztą nie zawsze są wypłacalni, a często wręcz zadłużeni. Musisz się więc wynieść. Z całą rodziną. Bo żyć jakoś trzeba.

    Mniej więcej takie powody jak opisane wyżej skłoniły (zmusiły!) rodzinę Joadów do wędrówki na zachód, do Kalifornii. Opisane w tej powieści drogi. Ale też powieści protestu. Steinbeck wiedział o czym pisze, spędził w takich miejscach trochę czasu pracując z tymi ludźmi, żyjąc z nimi i ich obserwując. Powieści, która pięknie przedstawia bardzo smutny obrazek życia prostych robotników w czasach wielkiego kryzysu. Napisana w tak ludzki, prosty sposób, że chyba nie ma siły, żeby nie sympatyzować z bohaterami, a przynajmniej nie przejąć się ich losami. Poruszająca wiele społecznych problemów - wśród nich chyba najważniejszym wydaje się problem wyzysku człowieka przez człowieka. Ale też bezduszność i nieludzkość instytucji, stworzonych przez ludzi, ale które wymknęły się ich panowaniu i zaczęły żyć własnym życiem. To już nie człowiek nimi kieruje, ale one człowiekiem. Poza tym więzi rodzinne, pomoc innym będącym w potrzebie bardziej niż my sami.
    Wydaje mi się, że po osiemdziesięciu latach od wydania powieści problemy w niej poruszane są dalej aktualne, jeśli nie urosły do jeszcze większych rozmiarów. I metody się zmieniły. Zamiast trzymać ludzi terrorem, groźbą użycia karabinów i gazu łzawiącego, morzyć głodem, co rodzi naturalną chęć przeciwstawienia się - grona gniewu przecież cały czas wtedy rosną, "najlepiej gdy tłuszcza żre, pracuje i śpi" (Kazik na żywo - Nie zrobimy wam nic złego, tylko dajcie nam jego). Bo przecież (znów Kazik na żywo, tym razem Tańce wojenne) "Cele zawsze te same, tylko formy inne".

    Chciałem wspomnieć o scenach, które mnie szczególnie urzekły. Pierwsza - przykład treści, to sprawa domu Alberta(?), jeszcze w Oklahomie, kiedy ten wyjechał na jakiś czas i sąsiedzi zaczęli ten dom rozbierać, myśląc, że się wyprowadził. Później, kiedy właściciel wrócił oddają mu jego własność - oni tego nie ukradli, myśleli tylko, że jemu to już niepotrzebne. Druga to już sprawa formy - rozdział o komisie samochodowym. Pisana prozą poezja. Czułem ten gwar, to popędzanie i sztuczki (oszustwa) sprzedawcy. Czułem się zupełnie tak, jakbym tam był.

    Mógłbym jeszcze pisać i pisać, ale to nie ma być streszczenie ani opracowanie powieści, więc wystarczy. Jednym zadaniem - jedna z lepszych powieści, jakie zdarzyło mi się kiedykolwiek przeczytać.

    pokaż spoiler I nie przeszkadza to, że te tytułowe "Grona gniewu", dwukrotnie chyba wspomniane w tekście, rosły tam i rosły, ale jakby zostały zapomniane. Ani nie dojrzały, ani nie zgniły.


    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

Gorące dyskusje ostatnie 12h