•  

    907 + 1 = 908

    Tytuł: Na południe od Brazos
    Autor: Larry McMurtry
    Gatunek: western
    Ocena: ★★★★★★★★★☆

    – Właściwie, ciekawa sprawa – powiedział Augustus. – Staremu borsukowi udało się chapnąć te parę gnatków. Ale za kilka lat jego własne kości pójdą do ziemi. Mówiłem ci wczoraj, synu: Ziemia to jeden wielki cmentarz, gnatowsiko. – Ale w słońcu pięknie wygląda – dodał po chwili.

    Nie grałem nigdy w Red Dead Redemption. Nie widziałem żadnego filmu z Johnem Waynem, a z Clintem Eastwoodem tylko Gran Torino. Oglądałem co prawda z rodzicami Doktor Quinn, ale było to jeszcze wtedy, kiedy mój wiek dało się zapisać jedną cyfrą. Można powiedzieć, że konwencja westernu jest mi obca. Co mnie więc ujęło w Na południe od Brazos, tak bardzo, że miałem ochotę odchylić się przy czytaniu na tylnych nogach krzesła i oprzeć nogi na stole - niby na balustradzie werandy, tak jak wyobrażam sobie, że to się robi w Teksasie?
    Myślę, że przede wszystkim bohaterowie. Bo to jest opowieść, w której postacie są tym, co dla mnie wysunęło się na pierwszy plan. A jest ich całe mnóstwo - kowboje, Indianie, bandyci, koniokradzi, kurwy. Każda z postaci jest zarysowana mocno i charakterystycznie. Dotyczy to również postaci epizodycznych. Świetnie napisane postacie wymuszają opisanie zachodzących między nimi relacji. I zmian - zarówno dotyczących bohaterów, jak i ich wzajemnego postrzegania się i stosunku - do siebie, do innych, do otoczenia. Bez tego nie byłoby powieści, a tylko zbiór charakterystyk. A powieść jest, i to kapitalna. Sama historia była dla mnie tylko tłem dla pokazania tego wszystkiego. Choć tłem bardzo dobrym, wprowadzającym w klimat, wręcz wiejącym w twarz piachem niesionym pustynnym wiatrem.

    Książka jest długa (mój czytnik pokazuje, że spędziłem przy niej niemal dwadzieścia dziewięć godzin), tak jak długa była podróż bohaterów, kiedy pędzili bydło przez ponad tysiąc siedemset mil. Od Rio Grande do Rzeki Mlecznej (tej w Montanie, nie w Radomiu). Opowieść snuje się dość leniwie, McMurty często skupia się na wspomnieniach, wątkach pobocznych, wrażeniach, lękach i przemyśleniach bohaterów poświęcając im sporo miejsca. Ale to nie jest minus, a wręcz plus. Bo robi to tak świetnie (w czym, w polskim przekładzie pomaga mu tłumacz - Michał Kłobukowski, z resztą ponoć nagrodzony za ten przekład, między innymi), że aż wciąga czytelnika jeszcze głębiej w przedstawiony świat. Tym bardziej, że te opisy są tylko w miejscach, gdzie akcja jest spokojna. Kiedy dzieje się coś dynamicznego, narracja jest prowadzona zupełnie inaczej - dynamicznie właśnie. Świetnie skonstruowane sceny, jak choćby

    pokaż spoiler przyjazd Jakego Spoona do Lonesome Dove, wizyta w saloon-barze w San Antonio, czy morderstwo Roscoego Browna.

    Dodatkowo sporo humorystycznych point, dygresji, świetnie napisane dialogi (rozmowy Gusa z Callem!). I kilka problemów obyczajowych - jak twardy musi być mężczyzna, żeby ukryć przed światem i samym sobą swoją wrażliwość (słabość?), ile kobieta jest w stanie poświęcić, kiedy widzi, że związek nie ma szans powodzenia, co robić kiedy osiągnie się już zamierzony cel, czym jest przyjaźń, czym jest przywództwo, ile warte jest dane słowo i ile wysiłku i wyrzeczeń można włożyć w jego dotrzymanie. A to tylko niektóre z zagadnień. Mieszanka tego wszystkiego dała niesamowity efekt, sprawiający że czytelnicza przygoda z podróżą przez Stany Zjednoczone dla mnie będzie pewnie niezapomniana.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

    •  
      H......g

      0

      @George_Stark: o tak swietna powieść

    •  

      @George_Stark: Pierwsza połowa mnie nieco znudziła bo akcja była dość wolna, ale druga połowa pokazała, że jednak było warto kontynuować. Najbardziej doceniłem właśnie te rzeczy o których wspomniałeś, czyli:

      "jak twardy musi być mężczyzna, żeby ukryć przed światem i samym sobą swoją wrażliwość (słabość?), ile kobieta jest w stanie poświęcić, kiedy widzi, że związek nie ma szans powodzenia, co robić kiedy osiągnie się już zamierzony cel, czym jest przyjaźń, czym jest przywództwo, ile warte jest dane słowo i ile wysiłku i wyrzeczeń można włożyć w jego dotrzymanie"

      Dałbym jakieś 7,5/10 zamiast 9/10 bo jednak trochę długo się rozkręcała.

    •  

      @pieczony-ziemniaczek: Masz rację, że długo się rozkręca. Ale dla mnie to właśnie jest jeden z plusów. Budowało to klimat, powoli odkrywało relacje między bohaterami, rysowało obraz życia w Lonesome Dove. Cała reszta była tak dobra właśnie dlatego, że zbudowana na tak solidnym fundamencie.
      Fakt, że każdy w lekturze ma prawo szukać czegoś innego i to, co mnie się bardzo podobało innego może odrzucać.

    •  
      S..............l

      0

      Dałbym jakieś 7,5/10 zamiast 9/10 bo jednak trochę długo się rozkręcała.

      @pieczony-ziemniaczek: największą wadą książki jest zakończenie. Nie spodziewałem się żadnego finału wyrywającego z butów ale książka kończy się tak jakby autor nagle opadł z sił albo książka okazała się za długa i wywalił zakończenie w jakimś losowym miejscu.

Gorące dyskusje ostatnie 12h