•  

    1011 + 1 = 1012

    Tytuł: Sługa Krwi
    Autor: Adam Przechrzta
    Gatunek: Fantasy
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Trzeci tom Materia Prima mnie rozczarował i pozostawił spory niedosyt. Tym większym zaskoczeniem była informacja o serii Materia Secunda. Oczekiwania miałem spore.

    Powiedzieć, że początek „Sługi Krwi” gna na złamanie karku, to nic nie powiedzieć. Tempo akcji w pierwszym rozdziale jest absurdalnie podkręcone, a wątki idą na znaczne skróty. Później na szczęście jest lepiej.

    Akcja książki zaczyna się od przybycia Olafa wraz z rodziną do Hiszpanii i od razu napotykają ich problemy z lokalną enklawą. Po, jak to już wspomniałem, ekspresowym uporaniu się z demonami przy pomocy tajemniczego nieznajomego, Olaf budzi się w alternatywnej rzeczywistości wzorowanej na starożytnych Chinach i rozpoczyna szkolenie jako tytułowy Sługa Krwi, czyli ktoś będący najemnikiem pracującym na rzecz swojego nowego pana.

    Czego by nie mówić, to klimat utrzymany w zupełnie innym stylu i trącący trochę Dragon Ballem wnosi powiew świeżości. Bohater uczy się operować energią Chi, walczyć itp. Oczywiście zostaje uwikłany w polityczne gierki pomiędzy poddanymi cesarza. Pytanie tylko, czy o taką świeżość nam chodzi? OK, to co się dzieje w nowej krainie jest ciekawe i mi się podoba, ale nie wiem czy to pasuje do świata zbudowanego w poprzedniej serii. Może lepiej byłoby zacząć w ten sposób jakiś nowy cykl?

    Jeżeli chodzi o postaci drugoplanowe, to rodzina Olafa zostaje kompletnie usunięta w cień. Natomiast u Samarina dzieje się i to dużo. Wraca do czynnej służby wojskowej, łącząc to jednocześnie z rolą opiekuna carewicza, prowadzi kampanie przeciw przeklętym, wchodzi w przyjazne stosunki z carem, zdobywa przychylność małżonki władcy. Pełen serwis. Wszystko mu się udaje, każdy plan, każda wykalkulowana bezczelność, wszystko idzie jak po sznurku. Spodziewam się jakiejś katastrofalnej wpadki (lub nawet zdrady) w przyszłych tomach, bo jest aż nazbyt idealnie.

    Nie jest źle, chociaż tak jak już wspomniałem, niektórym może nie spodobać się wprowadzenie orientalnego klimatu tak mocno nasączonego magią. Po nieudanej poprzedniej części czuję się jednak usatysfakcjonowany.

    Swoją drogą, ten tom przypomina mi przeczytane dawno temu w miesięczniku Click! Fantasy opowiadanie „Wendetta, czyli kawka z wrogiem”. Mieliśmy tam do czynienia z potężnym mistrzem Chi, który uciekł ze swojego świata (wzorowanego na Chinach) i ukrył się wśród ludzi.

    #bookmeter

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

Gorące dyskusje ostatnie 12h