•  

    Dasz Wiarę? Odc. 82, w którym popełniamy męczeńską śmierć.

    Odcinek w formie podcastu
    Wpis na blogu z lepszym formatowaniem i źródłami

    Widząc tytuł zapewne myślisz sobie coś w stylu “Co?! Jak w ogóle można popełnić śmierć? Nie tylko męczeńską, ale jakąkolwiek?! Coś ci się pomyliło, śmierć można co najwyżej ponieść a popełnić to można samobójstwo”. To oczywiście prawda, ale obstaję przy tym, że tytuł, choć niepoprawny językowo, to dobrze oddaje burzliwe perypetie tak zwanych Męczenników z Kordoby i kontrowersje jakie wzbudzili. Jestem przekonany, że gdy zapoznamy się z tematem to tytuł nabierze więcej sensu także dla Ciebie. Zacznijmy od miejsca i czasu. Interesująca nas historia rozegrała się w połowie IX wieku, w Kordobie, jednym z większych i ważniejszych miast al-Andalus - kontrolowanej przez muzułmańskich władców części półwyspu Iberyjskiego. Skąd wyznawcy islamu na terenach dzisiejszej Hiszpanii i Portugalii?

    Muzułmańska obecność w Iberii była efektem podboju chrześcijańskiego królestwa Wizygotów około 150 lat przed interesującymi nas wydarzeniami. Część historyków twierdzi, że najeźdźcy nie planowali niczego więcej niż wyprawa łupieżcza, ale dzięki wojnie domowej między wizygockimi arystokratami łatwo zajęli większość półwyspu. Część zwycięskich armii osiadła na anektowanych ziemiach, a udział muzułmanów w lokalnej populacji rósł dzięki migracji i stopniowej islamizacji (proces przyjmowania islamu) potomków podbitej ludności. Obok nich żyła liczna społeczność chrześcijan, zwanych Mozarabami. Wbrew obiegowym opiniom o “religii pokoju”, muzułmański podbój rzadko równał się szybkiej, przymusowej konwersji. Dominująca interpretacja Koranu mówiła, że społeczności wyznające pewne religie powinny być tolerowane.

    Chodzi tutaj o tak zwane “Ludy Księgi” czyli chrześcijan, żydów i sabejczyków. Jeśli nie wiecie kim są ci ostatni, to nie przejmujcie się - historycy też do końca nie wiedzą. Zasady te z czasem rozszerzono także na innych, na przykład zoroastrian. Były jednak pewne warunki - na przykład konieczność płacenia specjalnego podatku. Jeśli miałeś pecha nie należeć do “Ludów Księgi” to mogłeś nawet stracić życie. Nie był to jednak problem chrześcijan. Specjalna opłata nie była jedyną niedogodnością. Niewierni musieli także przestrzegać całego szeregu specjalnych praw. Szczegółowe warunki były spisywane w umowach jakie zawierali zwycięzcy z elitami podbitych ludów. Niestety taka umowa dla Kordoby i okolic się nie zachowała. Z całej Iberii do naszych czasów dotrwał tylko kontrakt zawarty z możnym Teodemirem z Murcji.

    Na nasze szczęście umowy te były zazwyczaj dość podobne. Opisywały one opłaty i posługi jakie świadczyć muszą podbici i prawa których muszą przestrzegać. W zamian otrzymywali możliwość praktykowania religii i zachowania dobytku. To jednak nie znaczy, że było milusio i wesoło. Prawa o których mowa czyniły z chrześcijan ludność drugiej kategorii. Generalnie postępowano w myśl zasady “niech sobie będą, ale się nie obnoszą”. Zakazywano wielu form publicznego kultu, jak procesje, pogrzeby czy bicie w dzwony. Chrześcijanom nie wolno było także obejmować urzędów wiążących się z wydawaniem poleceń muzułmanom, jeździć konno i nosić broni. Zabronione było także nawracanie wyznawców islamu, zniechęcanie do konwersji na islam a nawet budowa nowych świątyń czy remontowanie starych.

    Było tego więcej, ale główny przekaz brzmiał: “muzułmanin to jest gość, a islam jest de best”. Z drugiej jednak strony traktaty traktatami, ale w praktyce różnie z tym bywało. I to nie tylko “na ulicy” ale i na szczytach. Weźmy restrykcje dotyczące ważnych pozycji. Nie była wcale rzadkością sytuacja w której chrześcijański dostojnik na dworze możnego był prominentną postacią. Nawet jeśli formalnie nie miał wysokiego urzędu, to w praktyce władca czy osoby z jego otoczenia mocno polegały na opiniach i kontaktach chrześcijanina. Wynikało to na przykład z tego, że społeczności muzułmańskie były mocno klanowe, klany te rywalizowały a dostojnicy często przedkładali interes rodu nad interes władcy. Chrześcijanie, z definicji nie mogli być członkami klanu i oficjalnie rządzić - byli zatem bezpieczniejszym wyborem

    Ze źródeł wiemy, że Kordoba w interesującym nas okresie była dobrą ilustracją tego rozjazdu. Dzwony w świątyniach biły w najlepsze. Procesje się odbywały. Ba! Potrafiły wręcz przechodzić przez muzułmańskie sąsiedztwa. Nawet nieprzychylny muzułmanom Eulogiusz, autor znający i wychwalający męczenników pod niebiosa, podaje, że w Kordobie i okolicach działał przeszło tuzin chrześcijańskich miejsc kultu z których co najmniej dwa powstały za jego życia. Znamy też chrześcijańskich dostojników na dworze miejscowego emira. Jednym z nich był brat wspomnianego Eulogiusza. Oczywiście nie było idealnie – dyskryminujące prawa istniały i można było je zastosować. Zdarzały się też akty agresji ze strony zwykłych muzułmanów czy pojedyncze przypadki kar za bluźnierstwo. Były to jednak rzadkie zdarzenia.

    Aż nadeszło lato 851 roku. Wówczas to Izaak, mnich żyjący w pobliskich górach pojawił się w mieście, stanął przed kadim (muzułmańskim sędzią) i poprosił o wyłożenie najważniejszych nauk islamu. Krótko po tym jak sędzia zaczął opowiadać, Izaak przerwał wyzywając Mahometa. Krzyczał, że niechybnie jest on w piekle za kłamstwa jakie naopowiadał Arabom. Kadi i jego świta byli w szoku. Izaaka zapytano czy jest pijany czy stracił rozum - przecież wie co grozi za mówienie takich rzeczy i to jeszcze w takim towarzystwie. Mnich odparł, że jest absolutnie świadomy tego co robi i z czym się to wiąże, ale musiał to uczynić, bo nie mógł dłużej patrzeć na to jak szerzą się kłamstwa. Woli umrzeć niż tłumić w sobie “żar prawości”. Jego życzenie zostało oczywiście spełnione - Izaak został skazany i ścięty 3 czerwca.

    Sprawy o bluźnierstwo się zdarzały, ale dotychczas wyglądały inaczej. Ot, ktoś za dużo wypił/ pokłócił się i w gniewie powiedział coś czego nie powinien. Izaak zaś zdawał się działać z premedytacją. Oszalał? Może, ale jak wytłumaczyć to, że w ciągu następnych czterech dni siedmiu chrześcijan poszło w jego ślady i ściągnęło na siebie karę śmierci? Wywołało to konsternację wśród muzułmanów i chrześcijan. Kim byli męczennicy i jakie były konsekwencje ich działania? Szukający odpowiedzi na te pytania korzystają zazwyczaj z pism Eulogiusza i Pawła Albara. Są one o tyle cenne, że ich autorzy byli naocznymi świadkami wydarzeń. Eulogiusz nie tylko miał kontakt z częścią męczenników - sam zainspirował kilkoro do takiego czynu i ostatecznie powiększył ich szeregi decydując się na publiczne bluźnierstwo.

    Pierwszym który poszedł w ślady zabitego mnicha by żołnierz, Sancho. Kolejną szóstką umęczonych byli mnisi, z których jeden był krewnym Izaaka. Następnie publicznego bluźnierstwa dokonali dwaj duchowni i mnich. Po egzekucji rzeczonego mnicha, Teodemira nastąpiły 3 miesiące przerwy. Tym razem laur męczennika przyozdobił skronie dwóch pań - Flory i Marii. Maria była siostrą jednego z zabitych. Jej ojciec formalnie przeszedł na islam gdy ożenił się z jej matką. Tak naprawdę jednak nie tylko nie porzucił swojej religii, ale nawet schrystianizował swoją żonę. Po jej śmierci, poświęcił się pokucie a dzieci oddał do klasztorów. Tam Maria poznała Florę, która również pochodziła z formalnie muzułmańskiej rodziny, ale jako, że jej ojciec zmarł gdy była dzieckiem, została wychowana przez chrześcijańską matkę.

    Flora miała dodatkowy problem, bo jej starszy brat był muzułmaninem i naciskał na nią aby praktykowała islam. Po różnych perypetiach dziewczyna uciekła z miasta. Wróciła razem z Marią, aby razem stanąć przed kadim, obrazić islam i otrzymać wyrok śmierci. Jako, że Flora formalnie była muzułmanką, to dano jej szansę na powrót do islamu. Wraz z Marią zamknięto ją w więzieniu, gdzie przebywał także Eulogiusz. Znalazł się tam, bo emir uważał, że ruch męczenników jest inspirowany przez duchownych. W więzieniu napisał Memoriale sanctorum - laurkę dla zabitych za celowe bluźnierstwa. Ponadto aktywnie zachęcał Florę i Marię żeby nie bały się o utratę życia. Przekonywał je, że śmierć za wiarę to wielka zasługa i zostaną nagrodzone w niebie które, jako męczenniczki, mają zagwarantowane.

    Flora i Maria zainspirowały dzieło Eulogiusza pt. Documentum Martyriale, podobne do pism z okresu rzymskich prześladowań. Chwaliło męczenników i apelowało do czekujących na karę żeby wybrali śmierć za wiarę. Eulogiusz wymieniał nagrody jakie czekają na zabitych i przypominał im, że w niebie oczekują ich Jezus i męczennicy z przeszłości. W więzieniu Eulogiusz poznał Sabigoto i Aureliusza - małżonków, którzy myśleli o męczeństwie i odwiedzali czekających na egzekucję chrześcijan. Ich rodziny oficjalnie wyznawały islam, ale oboje zostali wychowani przez ukrytych chrześcijan. Para obawiała się o dzieci, które po ich śmierci zostaną sierotami. Eulogiusz przekonał ich, że męczeństwo to nie tylko zbawienie dla nich, ale też dobry przykład dla dzieci. Wszak wielu ludzi ma rodziców, a jest niemoralna.

    Flora i Maria zostały ścięte 24 listopada 851 roku. Kilka dni później Eulogiusz został uwolniony. W styczniu 852 roku męczeńską koronę przywdziali ksiądz Gusemind i mnich Servus Dei (dosłownie Sługa Boży). Następne pół roku upłynęło bez żadnych obliczonych na karę śmierci bluźnierstw. Gdy wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą na scenę wkroczyli Sabigoto, Aureliusz, Feliks i Liliosa (również para) oraz mnich Georg z Palestyny. Obydwu małżeństwom dano okazję na powrót do islamu (oficjalnie byli muzułmanami), ale nie skorzystali z tej opcji. Całą piątkę zabito 27 lipca 852 roku. Tego lata jeszcze sześć osób publicznie zdissowało islam i zostało skazanych na śmierć. Emilia i Jeremiasz dissowali po arabsku więc władze zanim ich skazały i zabiły, musiały najpierw uratować ich przed próbą linczu przez tłum.

    We wrześniu 852 roku zmarł Abd ar Rahman II, a władzę po nim objął Muhammad I. Nowy władca wyczyścił dwór z chrześcijan. Wydawało się, że polityka ta przyniosła zamierzony efekt, bo celowe bluźnierstwa ustały na około 9 miesięcy. I tym razem jednak okazało się, że to nie koniec. Po miejsce w niebie zgłosił się ksiądz Fandila. Wystąpienie księdza tak zezłościło emira, że rozważał on ostateczne rozwiązanie kwestii chrześcijan, ale ostatecznie ograniczył się do zabicia duchownego. Kilka dni potem zabito następnych bluźnierców - księdza Anastazego, mnicha Feliksa, siostrę Dignę i święcką wierną Benildus. Wielu szukających śmierci miało kontakt z mnichami w Tabanos. Z tego powodu zamknięto ich klasztor, ale nie przeszkodziło to tamtejszej mniszce Kolumbie w znalezieniu męczeńskiej śmierci krótko potem.

    Jej przykład zainspirował kolejną mniszkę - Pomposę z Pinny Mellarii. Inne siostry próbowały ją powstrzymać, ale nie dała za wygraną i uciekła z konwentu do Kordoby gdzie znalazła upragniony wyrok śmierci za bluźnierstwo. Po tej egzekucji strumień śmiałków znacząco się zmniejszył. Ostatnimi męczennikami o jakich informuje nas Eulogiusz byli Ruderyk i Salomon, zabici w 857 roku. Nie znaczy to jednak, że zjawisko całkowicie ustało. Albar informuje nas na przykład o karach śmierci dla męczenników w 859 roku. Arabskie źródła z X wieku również wspominają o takich przypadkach, podobnie jak chrześcijańskie, ale nie napisane w samej Kordobie. Istnieje też ważny powód dla którego Eulogiusz przestał dokumentować kolejne przypadki - sam został jednym z męczenników po tym jak celowo obraził islam.

    Wiemy już mniej więcej kim byli nasi bohaterowie. Dlaczego decydowali się jednak na takie czyny? Odpowiedź na to pytanie jest trudna a teorii wiele. Hiszpańscy historycy uważali, że dobrowolne męczeństwa były odpowiedzią na prześladowania. Miały na celu wstrząsnąć wspólnotą, bo przecież wielu Mozarabów układało sobie życie w warunkach muzułmańskich rządów. Ofiara miała jakoby przebudzić ich z letargu i pokazać jak niebezpieczny jest islam. Kolejna interpretacja mówi, że były to rozpaczliwe próby odwrócenia biegu rzeczy - w miarę upływu lat coraz więcej miejscowych porzucało chrześcijaństwo. Ci którzy zostali czuli, że muszą koniecznie coś zrobić, bo przecież tylko w kościele jest zbawienie. Być może liczyli na to, że taka demonstracja wiary sprawi, że muzułmanie i odstępcy przyjmą ich wiarę.

    Inna interpretacja mówi, że ludzie aktywnie poszukujący męczeńskiej śmierci chcieli mieć pewność zbawienia. Ze źródeł wynika, że wielu bluźniącyh było przedtem penitentami. Zwyczaj pojawił się w II wieku. Polegał na odcięciu się od przyziemnych spraw i pokucie za grzechy. Zostanie penitentem było popularne i przedstawiane jako dobry sposób na odzyskanie stanu łaski w jakim było się świeżo po chrzcie. Haczyk polegał jednak na tym, że penitentem można było zostać tylko raz. Jeśli zgrzeszyliśmy potem, to pozostawała nam tylko nadzieja, że bóg nam przebaczy. W relacji Eulogiusza widać jak wielu męczenników obawia się, że robią za mało i czują strach przed potencjalnymi, przyszłymi grzechami. Męczeństwo rozwiązywało ten problem, bo nie tylko uświęcało człowieka, ale zabierało mu możliwość grzeszenia.

    Ale czy tak osiągnięte męczeństwo w ogóle jest męczeństwem? Przejdźmy do kontrowersji ze wstępu. Te były na tyle znaczące, że Eulogiusz komponował całe apologie w celach polemicznych. Jak można krytykować tak nabożne czyny? Cóż, wielu andaluzyjskich chrześcijan uważało, że nie ma tu nic nabożnego. Argumentem krytykantów był fakt istnienia sporych różnic między sytuacją i postępowaniem Kordobańczyków a osób znanych z martyrologiów (spisy zabitych za wiarę) i hagiografii (wyidealizowane biografie świętych). Przede wszystkim - zabici aktywnie szukali śmierci. Spór ten nie był nowy i toczył się już w starożytności. Rzymski gubernator Azji z II wieku, widząc dążenie niektórych chrześcijan do otrzymania wyroku pytał ich czy nie łatwiej byłoby gdyby się powiesili albo zeskoczyli z klifu.

    I właśnie na utrzymane w tym duchu historie powoływał się w swoich pismach Eulogiusz. Jasne, zdecydowana większość podań o męczennikach opisuje sytuacje w których męczeństwo nie było aktywnie poszukiwane. Wierny nie chciał umierać, decydował się na to tylko dlatego, że wymagano od niego wyparcia się tego co uważał za najważniejsze, czyli wiary. Większość to jednak nie całość. Istnieją także opowieści takie jak o Ignacym Antiocheńskim, który przyznał się do chrześcijaństwa sam z siebie, wiedząc co go czeka po takim wyznaniu. Podobna jest historia Feliksa Mauretańskiego, który słysząc o prześladowaniach w Hiszpanii, opuścił rodzinne strony, udał się tam i “triumfalnie osiągnął status męczennika wiedząc, że nie miał takiej okazji w ojczyźnie”. Takie opowieści jednak nie rozwiązywały problemu.

    Może i kościół czcił także tę mniejszość, która poszukiwała męczeńskiej śmierci, ale ich egzekucje miały miejsce w innych warunkach. To znaczy prawo zakazywało kultu chrześcijańskiego albo kazało chrześcijanom brać udział w pogańskich rytuałach. Zamęczeni nie mieli wyboru - musieli albo wyrzec się życia albo Jezusa. Sytuację większości zabitych Kordobańczyków ciężko było jednak pod to podciągnąć. Może dałoby się z tak zrobić z apostatami, bo obok bluźnierstwa byli też skazywani za porzucenie islamu i uporczywe trwanie przy swoim wyborze. Z drugiej strony - ci ludzie tak naprawdę nie byli muzułmanami, bo przecież wychowali ich ci krewni którzy byli chrześcijanami. No i nie byli oni aktywnie ścigani, ujęci przez śledzących - gdyby nie bluźnierstwo to ich apostazja prawdopodobnie nigdy nie wyszłaby na jaw.

    Ponadto miażdżąca większość męczenników nie była nigdy muzułmanami, a chrześcijanami od dziecka. Zabici mogli wyznawać swoją wiarę, a kary śmierci zasądzono nie za praktykę własnej religii tylko za obrażanie cudzej. To był twardy orzech dla Eulogiusza. Podjął się karkołomnej próby udowodnienia, że andaluzyjscy chrześcijanie są tak naprawdę prześladowani. Nie ma może nakazu modlenia się w stronę Mekki, pielgrzymki tam czy lektury Koranu, ale spotykają się z oficjalną dyskryminacją i nieoficjalną niechęcią ze strony szeregowych wyznawców islamu. Podawał tu przykłady jak to księża czy mnisi oberwą czasem kamieniem od grupy wyrostków, jak muzułmanie nie chcą nawet przebywać w towarzystwie chrześcijan, jak traktują ich z pogardą czy wykorzystują prawną przewagę np. w biznesie.

    Wątpliwość w przyznaniu zabitym męczeńskiego statusu budził też brak cudów. W Kordobie popularny był kult Wiktorii i Akisklusa zabitych tutaj za wiarę w czasach Rzymu. Hagiografia mówi, że wrzucono ich do rozgrzanego pieca, ale święci wyszli zeń bez szwanku Obciążono ich zatem głazami i próbowano utopić, ale jakimś cudem utrzymali się na powierzchni. Podjęto kolejną próbę spalenia, ale tym razem ogień nie tylko nie uczynił krzywdy chrześcijanom, ale też wzbudził pożar który pochłonął setki pogan. W końcu bóg zdecydował, że dość tego i zabrał dusze swoich wyznawców do niebios. Podobne historie opowiadano o innych męczennikach z czasów imperium. Skoro bóg uczynił tak wielkie i widzialne dla mas znaki gdy chrześcijanie cierpieli przez pogan to czemu nie teraz gdy uciskają ich Saraceni?

    Eulogiusz nie mógł po prostu wymyślić wielkich cudów, bo pisał do ludzi, którzy byli naocznymi świadkami wydarzeń. Dlatego opisane przezeń cuda były mniej spektakularne. Na przykład podawał, że gdy ścinano jednego z męczenników to zatonęła łódź z obserwującymi muzułmanami. Słabo wobec pożaru zabijającego setki pogan, prawda? Nie to było jednak sednem jego argumentu. Pisał bowiem, że cud nie jest konieczny by stwierdzić świętość. O niej decyduje prawość w życiu. Cuda są dziełem boga, a ten suwerennie decyduje czy i jak je uczyni. Czemu zatem wtedy czynił a teraz nie? Eulogiusz tłumaczył, że w III wieku chrześcijaństwo było nową wiarą i cud był potrzebny żeby umacniać konwertytów. Teraz nie trzeba, bo z przeszłości wiemy przecież o niezliczonych cudach potwierdzających bożą moc.

    Kolejna krytyka kultu zabitych dotyczyła ich oprawców. Historyczni męczennicy ginęli za odmowę oddania czci bożkom. Muzułmanie zaś nie zmuszali do swoich praktyk. Wielu Mozarabów uważało też, że islam to pokrewna wiara, z tym samym bogiem. Na zasadzie: mamy prawdę, ale oni są blisko. Eulogiusz wytoczył tu ciężkie działa. Przypominał, że islam odmawia Chrystusowi takiego statusu jaki ma Ojciec. Tak jak arianizm - najgorsza herezja, w którą wiara, jak potwierdziły sobory, uniemożliwia zbawienie. Uważając, że islam jest tylko trochę w błędzie skazujesz na wieczne męki jego wyznawców i popierasz Ariusza. Eulogiusz malował też Mahometa nie jako będącego w błędzie, ale sługę szatana, który na polecenie swego pana stworzył fałszywą religię z wykorzystaniem postaci Jezusa, aby odwieść ludzi od prawdy.

    Z pism Eulogiusza wynika, że grupa chrześcijan odrzucająca roszczenia zabitych do męczeństwa była całkiem spora i należeli do niej także wpływowi duchowni. Kolejne pokolenia katolików przychyliły się jednak bardziej do jego zdania. Niekoniecznie świadomie, po krytycznej analizie argumentów, ale w praktyce jak najbardziej. Część zabitych doczekała się bowiem kultu i uznania za świętych. Niektórzy są czczeni także współcześnie. Tak jest na przykład z samym Eulogiuszem czy Sisenandusem, którego kult mocno rozwinął się także w Portugalii z której terenów pochodził. Warto nadmienić, iż z uwagi na fakt, że opisywane tu wydarzenia miały miejsce przed Schizmą Wschodnią, część męczenników jest czczona także przez cerkiew prawosławną. Jak widzicie - męczeńską śmierć można jak najbardziej popełnić.

    #daszwiare #katolicyzm #islam #gruparatowaniapoziomu #historia #zainteresowania

Gorące dyskusje ostatnie 12h