•  

    tl;dr

    pokaż spoiler Podchodziłem z kumplem pod Rysy i zobaczyliśmy ziomka który potrzebuje pomocy. Pomogliśmy mu, wezwaliśmy pomoc i nikt nas nie pochwalił xD


    Historia zaczyna się tak, że z kumplem pojechaliśmy w góry. Warunki w sumie nie były jakoś super ciężkie. Jak zwykle mieliśmy szczęście do pogody i wychodząc było ciepło, Słońce świeciło także na luzie do Czarnego Stawu. Potem zaczęły się kamienie, bula i jest taki wielki kamień który się obchodzi (kto wchodził letnim wejściem to wie). No i idziemy za tym kamieniem i słyszymy jakieś krzyki. Ja mówię do kumpla "co to za zjeb drze japę" xD no i śmieszkujemy ale idziemy dalej. Wychodzimy zza kamienia i tu się zaczyna śnieg a na śniegu leży jakiś ziomeczek, ze 100m wyżej jakaś laska (narzeczona jak się okazało) no i jeszcze wyżej małżeństwo Węgrów z dzieckiem (13 lat). Koleś nas woła, podchodzimy i pytamy się co się stało bo widać było że coś jest nie tak. On mówi że zjechał dobre 50m po śniegu, uderzył w duży wystający kamień i to go uratowało.

    No to my co, kumpel trochę się bardziej na ratownictwie znał to go tam obadał, opatrzył i ok. Ja w tym czasie zadzwoniłem po TOPR że taka i taka sprawa i jesteśmy tu i tu. Oni że wyruszają z Morskiego Oka bo śmigłowiec w naprawie. No to co, rozpoczynamy akcje zabezpieczania poszkodowanego. Ja miałem koc termiczny to go owinęliśmy, pod dupę drugi i tak siedział. I co? Zaczęły się problemy bo się zsuwały kamienie zrzucane przez Węgrów (poleciał też bidon). Na nic się zdało darcie japy. Stwierdziliśmy że ważniejsze jest żeby nie dostał z kamienia w głowę i podjęliśmy decyzje o przesunięciu go z 2m w prawo gdzie kamień będzie go/nas osłaniał. Tam napotkaliśmy drugi problem, zaczął nam się co jakiś czas zsuwać. No to mamy line to skorzystamy. Lina przywiązana do skały wyżej a na niego założyliśmy mu moją uprząż, oczywiście nie tak jak się zakłada normalnie tylko za ręcę żeby miednicy jeszcze bardziej nie uszkodzić. Tak zabezpieczeni czekaliśmy na ratowników.

    W międzyczasie przyszła ekipa z jakiegoś klubu sztuk walki w dresach i adidasach. Jak się dowiedzieli co się stało to oddali nam koc termiczny, karabinek i zawinęli się w dół xD

    Były też foty, śmiechy, schodzenie po aparat i wreszcie pojawili się TOPRowcy. Mam co do nich mieszane uczucia, część to naprawde spoko ludzie, przywitali się, bez spiny, a druga część ani dzień dobry ani nic. No ale dobra, taka praca. Zaczęli go oprawiać, nam kazali się odsunąć i zaczęło się. Dostaliśmy zjebe za:
    -line po dziadku jak to określili
    -węzeł jakiś gordyjski hur durr co to jest
    -mój czekan (dziaba z wypożyczalni ale dobra i lekka 60cm xD)
    -CZY WY NIE WIECIE JAK SIĘ UPRZĄŻ ZAKŁADA? No spoko to mu ze spokojem tłumaczymy, że ma podejrzenie złamania miednicy. To się jakoś rozeszło.

    Tutaj kolejna wisienka na torcie. Węgrzy o których wspominaliśmy zaczęli się wycofywać, pewnie po tym co zobaczyli. No i schodzą stopa za stopą, oczywiście bez raków, bez sprzętu i te biedne 13 letnie dziecko które ledwo szło. Ratownicy ich asekurowali aż do Czarnego Stawu.

    No i po krótkim rozpoznaniu zbieramy się do Morskiego Oka. Podchodzi do mnie jeden z tych spoko ratowników "młody pokaż tą dziabe" i pożyczył żeby wykopać półkę w śniegu na nosze francuskie. Najbardziej mnie zaskoczyło to, że nikt nas nie pochwalił. Nic nie usłyszeliśmy, żadnego dziękuje czy że dobrze to rozegraliśmy. No może później coś powiedzą. Poszkodowany z narzeczoną oczywiście podziękowali.

    Zaczęliśmy schodzić i czekamy na nich w Morskim Oku, już się ciemno zrobiło bo to listopad/październik jakoś był. Ostatnie busy oczywiście pojechały, jego laska miała jechać z karetką no to jak my wrócimy? Pytamy się TOPRowców czy nas nie podrzucą, a oni że NIE xD No to trudno, zdesperowani stwierdzamy że idziemy z buta. No i się udało bo pracownik schroniska jechał w dół po jakąś ekipe lekarzy i nas podrzuci. A tam się zabierzemy z laską poszkodowanego do szpitala a stamtąd sobie jakoś wrócimy. No i tu w sumie historia się kończy. Kupiliśmy sobie po piwku (nie jednym w nagrodę) i wróciliśmy na nocleg.

    Podsumowując, analizowaliśmy sytuację i do czego doszliśmy:
    -można tego wypadku uniknąć, jak sama jego narzeczona powiedziała że mógł tak nie zapierdalać. Za szybko leciał i zaczepił rakiem o rak. A co ważne nie miał czekana którym mógłby wyhamować. W takim śniegu jak tam był spokojnie by to zrobił.
    -brak pełnego sprzętu w góry, zabrakło mu czekana... My mieliśmy raki, czekany, uprzęże, line, karabinki, ósemki i kijki, byliśmy przygotowani albo tak nam się wydawało.
    -wielu ratowników TOPRu ma ego wyższe niż Rysy xD Do dzisiaj nie usłyszeliśmy dziękuje a sytuacja była z rok temu co najmniej.
    -jest wśród nich kilkoro dobrych ziomków i na nich z podziwem patrzyłem
    -taka akcja trenuje psychikę i pokazuje że nie ma żartów
    -Tatry są piękne ale niebezpieczne.

    W ramach weryfikacji fota i a linku do strony Topru nie dam bo nie działa ;/
    Mam jeszcze jedną taką niebezpieczną historie z Tatr jak byście przebrnęli przez ten tekst.

    #gory #tatry #ratownictwo #topr #rysy

    źródło: 2012-11-24 14.15.47.jpg

    •  

      @Fraglesss: jak masz więcej fotek to zapodaj

    •  

      @Hamalesn: samej akcji nie mam już, mogę wrzucić zdjęcia w drodzę do tego miejsca i jak już tam byliśmy.

    •  

      @Fraglesss: jakieś zdjęcie do góry, chciałbym zobaczyć ile tam śniegu było

    •  

      @Hamalesn: nie mogę znaleźć albumu kumpla, postaram się ogarnąć link w najbliższym czasie

    •  

      @Fraglesss: Wołaj do następnej historii ;)

    •  

      @Fraglesss: super historia, wołaj za każdym razem jak coś wrzucisz

    •  

      @Fraglesss: A ta narzeczona i Węgrzy też się zsunęli? Sami się wygrzebali? Specjalnie kamieniami rzucali?

    •  

      @archive: narzeczona schodziła potem z nami. A Węgrzy zrobili wycof i ich ratownicy asekurowali bo bez sprzętu byli.

    •  

      @Fraglesss: No ale nie kumam, czy oni też byli w krytycznej sytuacji czy sobie stali na szlaku i rzucali w was kamieniami.

    •  

      @archive: a no w sumie nie sprecyzowałem. Jak koleś się zsunął to ta laska stała te 100m niżej i nic nie mówiła. Potem zeszła do nas i było w miarę ok ale nie rozmawiali ze sobą coś xD A Węgrzy nie rzucali kamieniami tylko podchodzili nie po śniegu tylko trochę dalej w prawo a tam była trawa i kamienie no i idąc te kamienie spadały...

      +: archive
    •  

      @Fraglesss: pierwszy raz #gory #wspinaczka wiecej niz 4 plusy,

      dziadkami sie nie przejmuj.

      Lipiec, zar sie leje z nieba. Zachodnia Koscielca, Lewy Wolf dochodzimy do konca juz luzik w trudnosciach a nade mna jakis hurr durr ratownik/instruktor zkursantami - (ja tylko kurs skalkowy), bylo troche sapania i pare lotow ale sie dodrapalismy.

      Prawie nas od gowniarzy zwyzywal, kim wy jestescie, kto wam dal uprawnienia? ( a my hardcorowo: sandaly przy uprzezach, bidony, kilka friendow i eksppresow i lina. "American style" Dziadek w starym stylu - plecak, ciekzkie buty Nie miescilo mu sie w glowie. Droga obita jak we francuskich skalach, a dziadek mlodym frajerom za 5k PLN od lebka implementowal styl alpejski ;-)

      No ale niech zarobi. A na pytanie kto mi dal uprawnienia powiedzialem : pan Zbigniew Wach. Wiecej sie nie odezwal.

      #coolstory #wspinaczka #wspinanie

    •  

      @bluehead: https://www.facebook.com/AndrzejMiklerPrzewodnikWysokogorskiIvbv tego tu akurat dobrze wspominam :D A dziadkami się już dawno nie przejmuje, po prostu liczyliśmy na jakąś pochwałę

    •  

      @Fraglesss: rozumiem twoje rozczarowanie. Choc z drugiej strony tak jak oni sa niedofinansowani, to rozumiem ich wkurwienie. Z MOK'a kawalek musieli podejsc, a nasz jasnie pan Komorowski nie moze znalezc 6 mln zl rocznie zeby im dac 5mln na serwis smiglowca i 1 mln na normalne pensje. 60% ratownikow TOPR robi to z milosci do gor, a nasz prezydent wykorzystuje fakt ze maja "Ochotnicze" w nazwie. #takaprawda

    •  

      @bluehead: też o tym gadałem z kumplem. A popatrz na stronę topru i poczytaj ile akcji w których oni biorą udział wynika z nieodpowiedzialności ludzkiej... Bo ktoś w japonkach pomyka na Giewont albo w dresie na Rysy. Ciekawi mnie czy gdyby było tak jak na Słowacji mają (płatne akcje ratownicze) to czy coś by to zmieniło. Ludzie kupowali by ubezpieczenia i pewnie trochę by się zastanowili przed wyjściem w góry wysokie. Z drugiej strony sam nie chciałbym płacić gdyby coś... Tutaj nasuwa mi się kolejna sprawa, ile by było wypadków "nie zadzwonie do Topru, sam zejdę" xD

    •  

      Tak jak mowisz, wystarczylyby tabliczki w schroniskach i na slupach szlakowych w stylu "czy masz ubezpieczenie od sportow niebezpiecznych" i ludzie by nabrali szacunku, przestaliby rozdeptywac szlaki, i chodzic tak jak mowisz na Rycerza w japonkach.

      Takie #truestory z Yosemete. Dwoch kolesi wybralo sie na Brzuch Maharadzy na El Capitan. Tam po przejsciu 2/3 drogi nie ma jak sie wycofac bo 4 wyciagi ponizej ida w dwudziestostopniowym przewieszeniu, generalnie horror.

      2 czeskich zawadiakow utknelo wczesnym kwietniem ponad punktem zero. Wytrzymali 3 dni w marznacym deszczu i w koncu wezwali pomoc. Akcja sie udala.

      Mieli ubezpieczenie, ale sad ich obciazyl kosztami akcji, bo spiwory mieli z naturalnego puchu, gdyby mieli spiwory ze sztucznego puchu ktore schna kiedy czlowiek jest w srodku i grzeja nawet gdy sa mokre to nie musieliby wzywac ratownikow.

      Tak sie ich tam szanuje, bo to fchuj ciezka i niebezpieczna praca

    •  

      @Fraglesss: oni po prostu robią co do nich należy, często tylko z pasji (ochotniczo), no a jak to wśród ludzi- bywają bardziej i mniej uprzejmi. Szczerze mówiąc trochę się niektórym nie dziwię, że są oschli, bo nie każdy potrafi np. N- ty raz ratować niewdzięcnego i roszczeniowego jegomościa, a jednak to nie rzadkość. W końcu można wyleczyć się z uprzejmości i po prostu robić swoje. Najbardziej zapamiętałam jak znajomi mi opowiadał o tym, jak wystraszonego i zmarzniętego kolesia ściągali kiedyś z Orlej. Koleś na dzień dobry dostał gorącą herbatę z termosu na rozgrzanie to się zaczął fochować i mieć pretensje, że gorzka XD no kurde, iluś tam ludzi idzie po faceta, bo nie potrafil sie przygotowac do wyjscia jak nalezy (sprzetowo i merytorycznie) i jeszcze gosc ma pretensje. Znajomy mowil, ze mu rece opadly. Sadze, ze ja poczulabym sie tak samo, bo nikt nie oczekuje wiecznej chwaly, jednak chociazby nie bycie dupkiem wiele by zmienilo.

    •  

      Czytam sobie ostatnio ten tag, patrzę a tu historia, w której brałem udział! Specjalnie założyłem konto żeby dorzucić parę rzeczy od siebie.

      1. Poszkodowany po za 10* przemieszczeniem, którejś tam części miednicy miał jeszcze głęboką szarpaną dziurę w łokciu. Nie opatrywałem tego, bo jak zobaczyłem, że krew już nie leci to nie chciałem mu rozrywać kurtki (już w tedy widzieliśmy, że na śmigło nie ma co liczyć i lecą, ale z buta).
      2. Przesunięcie naszego rannego w cień kamienia z jednej strony wydaje się głupie, bo uraz miednicy i to my mogliśmy mu to przemieścić, ale z drugiej? Kurwa kamienie faktycznie napierdalały nam nad głowami jak głupie. Kamień robił mega robotę przez cały czas.
      3. W oczach poszkodowanego głównie był strach. No totalne przerażenie. Czasami jak się ruszył to okej- grymas. Po za tym jeden wielki strach.
      4. Główne narzekania rannego dotyczyły tego, że cały czas się bał się, że się zsuwa, zsunie czy coś. Mimo liny. Ten ślizg zrobił mu totalną sieczkę z mózgu.
      5. Lina po dziadku. Kolejna rzecz po za kamieniem, która pozwoliła facetowi spędzić te 3h siedzenia z rozwaloną miednica w "komforcie". Cała konstrukcja poległa na tym, że pod plecami miał plecak a przed gibnięciem i zjechaniem do przodu zabezpieczała lina. Cały czas musieliśmy ją dociągać, bo twierdził, że mu się zluzowała. Ten gordyjski to była podwójna wyblinka i nic więcej. Pamiętam, że pod nogą miał jeszcze jakoś zaparty jeden z naszych czekanów, bo twierdził, że tak mu będzie wygodniej.
      6. Oddaliśmy mu wszystko co mogliśmy. Wyjątkowo nie wiem czemu zabrałem full ciuchów (plecak miałem 26l), więc dostał polar, kurtkę, rękawiczki. Ja zostałem w samym sofcie. Pił też wodę z bukłaka i chyba herbatę. My za to w drodze powrotnej dostaliśmy po zajebistej bułce z szynką, sałata, pomidorem i papryka od jego dziewczyny.
      7. Im później tym było z nim gorzej bo się trząsł jak galareta (po za naszymi ciuchami miał na sobie spodnie na narty i kurtkę na narty (dziwna kombinacja jak na tą porę roku, ale jemu się przydało). Zresztą mi też było już zimno w chuj.

      Topr
      1. Jakoś po 3h byli u nas.
      2. Robili zajebistą robotę. Każdy miał swoje zadanie, dokładnie wiedział co i jak. Wszystko poszło mega sprawnie i profesjonalnie.
      3. Po za czekanem pożyczyli linę po dziadku, bo im zabrakło do opuszczania go.
      4. Na linę po dziadku tylko jeden z Toprowców narzekał. Inny, z którym gadałem mówił, że zajebisty pomysł i, że dobrze to zrobiliśmy. Potem mu nawet pomagałem założyć stanowisko (dokładnie takie samo jak mieliśmy my).
      5. Na miejscu akcji bez pozwolenia nie można było się ruszać. Mimo tego, że przez 3h naginaliśmy po całym obszarze i nic nam się nie stało, żadne kamienie nie leciały itd. to teraz byliśmy uziemieni. W tym momencie najbardziej zmarzłem.

      Widok schodzących 10 toprowców po ciemku na tle ośnieżonych szczytów, widziany z Moka- mega. Jeden z dwój najlepszych widoków, które widziałem (stańcie na Karbie zimą w bezchmurną noc).

      https://www.dropbox.com/s/zd0mzjoaj0d8fpq/PB240680.JPG?dl=0 Toprowiec przy swoim stanowisku
      https://www.dropbox.com/s/u2jgq07zi34oru0/tatry00.JPG?dl=0

Gorące dyskusje ostatnie 12h