•  

    Czytałem właśnie po raz kolejny "Tylko nie wiem" mistrza Seung Sahna i zwróciłem uwagę na bardzo ciekawy fragment o narkotykach i medytacji, który wczesniej mi jakos umknął. Oczywiście to, co jest tu napisane nie odnosi się tylko do narkotyków - wiele rzeczy może doprowadzić do wspomnianej na koniec "choroby lekarstw iluzji", nawet sama praktyka, gdy się za bardzo do niej przywiążemy. To jest niebezpieczeństwo, które cały czas czyha na wszelkich ścieżkach duchowych, i którego trzeba być cały czas świadomym - bardzo łatwo jest zejść z właściwego kierunku na jakieś manowce...
    #medytacja #zen #buddyzm #lsd #narkotyki

    Powiedziałeś, że wziąłeś ketaminę i doświadczyłeś bycia prawdą. Właśnie teraz, co robisz? Jeżeli osiągniesz prawdę, z chwili na chwilę możesz widzieć, możesz słyszeć - wszystko jest prawdą.

    Jeżeli nie potrafisz osiągnąc prawdy, wtedy to, co nazywasz prawdą, nie jest prawdą. To jest Twoje myślenie-o-prawdzie. Twoje myślenie-o-prawdzie jest iluzją, więc musisz być bardzo ostrożny. Umysł ketaminy i umysł zen sa różne. Umysł ketaminy jest gubieniem Twojego umysłu, umysł zen jest czystym umysłem.

    Gubienie Twojego umysłu oznacza gubienie Twojego prawdziwego ja. Nie będziesz mógł odnaleźć swojego prawdziwego ja, jeżeli myślisz "kolor jest prawdą". Twoje myślenie stwarza "kolor jest prawdą". Skąd pochodzi kolor? Kolor nie istnieje. W samsarze nazwy i formy cos sie zmienia i staje sie kolorem. Kolor jest pusty, więc Twoja prawda jest pusta. Jeżeli jesteś przywiązany do koloru, już zgubiłes swoje prawdziwe ja. Mówimy: "pies biega za kością".

    Czysty umysł oznacza, że gdy pojawia się kolor, wtedy jest kolor, a gdy kolor znika, wtedy znika. Czysty umysł oznacza osiągnięcie swojego prawdziwego ja. Jeżeli nie jesteś przywiązany do koloru, to znajdziesz swoje prawdziwe ja.

    LSD i ketamina pomagają pewnym ludziom. Niektórzy ludzie są bardzo przywiązani do nazwy i formy, więc te specjalne lekarstwa dają doświadczenie pustki i wtedy odcięcie przywiązania jest bardzo łatwe. Lecz nie możesz osiągnąć prawdy w ten sposób. Aby osiągnąć prawdę, musisz praktykować we właściwy sposób. Wielu ludzi jest przywiązanych do dobrego samopoczucia, więc biorą coraz więcej lekarstwa. To bardzo niebezpieczne. Znamienity nauczyciel powiedział: "Ludzie z chorobą złudzeń zażywają lekarstwa złudzeń. Gdy choroba minęła, odrzuć lekarstwo złudzeń. Wtedy powrócisz do tego, co jest pierwotnym człowieczeństwem".

    Wielu ludzi jest bardzo przywiązanych do nazwy i formy. To jest choroba iluzji. Lekarstwem na nią jest LSD, ketamina czy marihuana. Jednak gdy Twoja choroba iluzji minie, musisz odrzucić te lekarstwa. To naprawdę konieczne. Jeśli ich nie odrzucisz, nabawisz się choroby lekarstw iluzji. To bardzo niebezpieczne. Jeżeli przywiążesz się do tych lekarstw, zgubisz swoją prawdziwą drogę.

    •  
      E.............0

      0

      @raj: tl;dr

    •  

      @raj: a ja przeczytałem ;)
      Ale zadam pytanie z innej beczki troszeczkę. Ostatnio na buddyjskim subreddicie, ktoś narzekał, że wiele osób trafia na buddyzm przez psychodeliki, a buddyści gonią wszystkich psychodelicznych poszukiwaczy, a powinni być mili i otwarci. Członkowie subreddita argumentowali to w różny sposób, ale ktoś mu odpisał m.in., że biorąc LSD, przywiązujesz się do tego, a w buddyzmie należy odrzucać przywiązania. (czyli mniej więcej to co Ty napisałeś powyżej). Mnie zastanowiło jedno, niestety na reddicie nie spytałem, potem wyjechałem i teraz nie chce mi się tego odświeżać, więc spytam tutaj. Czy buddyści przywiązują się do medytacji? Czy mógłbyś, lub inni buddyści olać siedzenie codziennie, czy co tydzień, czy ile tam siedzisz, i nie żałować? W końcu powinieneś unikać przywiązań. Domyślam się, że nie bardzo, bo to jest praktyka itp. To jak to zatem jest?

    •  

      @kubako: To nie jest sprawa, którą mozna tak krótko i prosto wyjasnić, ale tak, przywiązanie do medytacji istnieje, jest pułapką w która sporo ludzi wpada i zresztą w tym wpisie powyżej o tym pisałem.
      Może się to wyrażać na kilka sposobów, może to być przywiązanie np. do przyjemnych odczuć które ktos ma podczas medytacji i dlatego chce medytowac; może to być przywiazanie do zamiaru zeby coś "osiagnąć" przez medytację i medytowanie w tym celu - tacy ludzie często katują sie praktyką, siedzą wielomiesięczne odosobnienia po kilkanaście godzin dziennie, robią tysiące pokłonów bo mają nadzieję, że tym sposobem, ciężko praktykując, szybciej osiągną oświecenie ;).
      Generalnie powinno się podchodzić do praktyki tak, zeby siedzieć bez żadnych intencji; po prostu robisz to, bo robisz. Co do olania siedzenia, warto jest mieć taką psychiczną gotowośc do tego, że owszem, moge to w każdej chwili olać i zostawić, nie mam przymusu, aby siedzieć - jeżeli ktoś ma taki przymus, to jest zdecydowanie niedobrze. Aczkolwiek z oczywistych wzgledów raczej nie należy zbyt często faktycznie siedzenia olewać ;). Ale gotowośc do tego, że w każdej chwili można to zrobić, jest jak najbardziej pożadana :).
      Mam nadzieję, że co nieco wyjaśniłem...