•  

    98 116 - 400 = 97 716

    TL;DR: #krakow - #warszawa na #rower, czyli #400km - historia prawdziwa. Będzie długa litania, więc przygotujcie się na ziewanie.

    Chyba najpoważniejsza wycieczka z cyklu #rowerowykrakow do tej pory. 2:45 start z domu - niestety zupełnie bez snu, bo mój organizm nie pozwala mi pójść spać wcześniej niż 1-2 w nocy. Nawet ze współlokatorem uskuteczniliśmy delikatnie %, coby ululało - nic z tego. Od razu przygoda z policją, bo przejechałem na czerwonym świetle (oczywiście zatrzymując się i upewniając, że nic nie jedzie). Panowie zapraszają do siebie i tłumaczę im, że ta krzyżówka nie wykrywa rowerzystów, a jest ciemna noc i nie są cykliczne. "Wizja lokalna" 3min stania na krzyżowce i udowadniania im, że się światło nie zmieni - puścili bez mandatu.

    @Wilier @cree @ar2oor i ja wystartowaliśmy o 3:05 spod Barbakanu. Jak wyjeżdżałem z domu termometr pokazał szalone 7 stopni, a okazało się, że o 5-6 rano potrafi być znacznie zimniej. W sumie tylko palce u rąk cierpiały mocno, ale do tego stopnia, że z @Wilier nie mieliśmy totalnie siły w palcach (np. wyłączenie lampki mnie przerosło) i napuchły - nauczka na zaś - wziąć rękawiczki.

    #100km wypadło pod sklepem w jakiejś wiosce, gdzie wykupiliśmy cały zapas pączków. Koło 180km wpadliśmy z @ar2oor w sakramencką dziurę w asfalcie. Na szczęście dla mnie 8.5 bar ograniczyło szkody do soczystej wiązanki, jemu zaś poszła dętka. Na 190km poszła druga i wtedy zostawiłem chłopaków, a samemu pojechałem zaliczać gminy do #zaliczgmine.

    #200km wybiło mi więc samemu. Nadłożyłem kilkanaście km, a w tym czasie oni ruszyli dalej w trasę, więc dogoniłem ich dopiero ok 245km. Poza tym na trasie mniejszych "skoków w bok" było więcej, bo często trasa przebiegała dość blisko kolejnych gmin, a nie chciałem chłopaków ciągać po bocznych drogach. W okolicach Grójca poszliśmy na szaber do sadu na jabłka. Droga 728 jest remontowana na odcinku pewnie 20-30 km i mieliśmy kilkanaście wahadeł (niektóre naprawdę długie 1km+) ze światłami.

    #300km to już okolice Piaseczna, które to (jak i ogólnie okolice Warszawy) ma strasznie dziurawe i paskudne drogi. Jechaliśmy koło Okęcia - trochę lepsze widoki na startujące samoloty niż na krakowskich Balicach.

    Na Centralnym wybiło 340km - trasa, nasze lśniące maszyny i mój szatan pod Pałacem Kultury. W odróżnieniu od @cree nie przepadam za Warszawą (choć byłem tam już nie raz) - Kraków jest spokojniejszy, bardziej swojski i gdyby nie smog to nie mam mu nic do zarzucenia, bo maczety to temat medialny, ale raczej leją się między sobą.

    Ogólnie był plan, że zrobię #400km jadąc do Warszawy, ale że nie jechałem sam, więc aż tak poszaleć nie mogłem. Toteż po powrocie do Krakowa pociągiem wsiadłem na rower i dokręciłem brakujące 60km - mieszcząc się jednak w jednym dniu. Spać poszedłem gdzieś koło 4 nad ranem co daje 45h bez snu i momentami na trasie dawało to o sobie znać. Dziś, poza delikatnym zmęczeniem i odrobinę sztywnym karkiem, w zasadzie nic nie boli (o dziwo).

    Z historyjek na trasie:
    - jako że jestem harpagan i czasem zdarzało mi się zapomnieć o reszcie grupy to mijał mnie z przeciwka starszy pan i krzyczy: "niech pan ucieka, doganiają pana" - tak "pro" wyglądaliśmy,
    - babcia klozetowa na Dworcu Centralnym myślała, że jestem babą, bo stukam obcasami (SPD-SL) i zrobiła mi cały wykład dlaczego to źle robię jeżdżąc tyle na rowerze, bo moim obowiązkiem jest znaleźć sobie takie hobby, żeby i moja żona mogła w nim uczestniczyć, a nie zostawiać ją samą w domu i na cały dzień jechać rowerem. Po pierwsze co ją to obchodzi (pewnie mąż z nią nie wytrzymuje i też znalazł sobie osobne hobby), po drugie nie wiedziałem, że mam żonę - najwyraźniej broda = stateczny mąż i ojciec.

    Jakże miło mi rozdziewiczyć tag #400km - zapraszam do używania - będę miał motywację do poprawy dystansu. #400km to było postanowienie na ten rok - udało się. Na przyszły idzie #500km i przebiegnę maraton. O ile maraton jest obowiązkowy to #500km się naprawdę mocno postaram. Chciałbym tylko przedstawić moją osobę jako zaprzeczenie atlety, programistę, tego co na WF był z grupy "weź mnie, weź mnie" i był wybierany gdzieś na końcu, choć nigdy nie miałem nadwagi. Po prostu taka tam pierdoła sportowa bez wydolności. Mimo to jak się chce to się da i da się wyrobić tężyznę fizyczną, o ile się tylko ma odpowiednio dużo samozaparcia.

    25 nowych gmin do #zaliczgmine (awans na pozycję 174, gonię powoli @byczys - 144 miejsce): Belsk Duży, Błędów, Drzewica, Gielniów, Gowarczów, Grójec, Końskie, Krasocin, Mogielnica, Moskorzew, Nowe Miasto nad Pilicą, Odrzywół, Opoczno, Pilica, Radoszyce, Raszyn, Rusinów, Secemin, Smyków, Szczekociny, Słupia (Jędrzejowska), Tarczyn, Włoszczowa, Łopuszno, Żarnowiec.

    #rowerowyrownik

    źródło: IMG_0016.JPG