•  

    Kolejka w 20 punktach #2

    Za nami drugi weekend z angielską piłką na najwyższym poziomie. Tak, jak przed tygodniem, tak i teraz przyszło nam obejrzeć hitowe starcie ekip z Wielkiej Szóstki, niemrawe poczynania drużyn aspirujących do miana “best of the rest” oraz kolejne boje beniaminków. Kto po dwóch seriach gier może chodzić z uniesioną głową, a kto winien czym prędzej zapomnieć o swoich ostatnich występach?

    1. Ukontentowani są z pewnością piłkarze Liverpoolu, którzy mimo wycieńczającej potyczki z Chelsea w późny środowy wieczór, w sobotę ograli Southampton. The Reds kontynuują 11-meczową serię zwycięstw ligowych, która po raz ostatni przydarzyła im się w pamiętnej kampanii 2013/14. Oby tylko jej zakończenie było mniej bolesne niż ówczesny poślizg Gerrarda. Henderson, wiesz czego nie robić!

    2. Sześć oczek po dwóch pierwszych kolejkach sezonu - Arsenal nie był w równie komfortowej sytuacji od rozgrywek 2009/10. Po pokonaniu Newcastle Kanonierzy rozprawili się z Burnley, i choć styl nadal pozostawia nieco do życzenia, w tabeli liczą się punkty, nie ilość koronkowych akcji. Tych z każdym tygodniem pobytu Daniego Ceballosa w Anglii siłą rzeczy powinno tylko przybywać.

    3. Mimo wyraźnej dominacji, przewyższania rywala w niemal każdym aspekcie i kontrolowania prawie wszystkich boiskowych wydarzeń, Manchester City tylko zremisował z Tottenhamem. Wysiłki Kevina de Bruyne poszły na marne, na nic zdał się współczynnik expected goals na poziomie 3.0 (o 2.78 wyższy od Kogutów!). Nie jest to wprawdzie odpowiedni moment, by dywagować nad wpływem sobotniego rezultatu na batalię o tytuł mistrzowski, lecz podopieczni Guardioli nadspodziewanie wcześnie stracili punkty.

    4. Manchester United młodnieje z meczu na mecz (tym razem średnia wieku wyjściowej jedenastki wyniosła 24 lata i 173 dni), jest coraz żwawszy oraz pewniejszy w rozegraniu piłki. Gdyby jeszcze wykorzystywał więcej sytuacji strzeleckich… Niestety, na razie nieskuteczność Pogby, Martiala i Lingarda uniemożliwia Czerwonym Diabłom przetestowanie miękkości fotela lidera.

    5. Po raz pierwszy w historii swoich występów w Premier League Brighton nie zaznało goryczy porażki w żadnej z dwóch pierwszych kolejek sezonu. W sobotę Mewy podzieliły się oczkami z Młotami, a Potter dalej czaruje w najlepsze.

    6. Nie wiem, czy Mauricio Pochettino ma jakiekolwiek doświadczenie w ringu, ale skorzystanie z taktyki: podskocz, przypierdol, odskocz - stosowanej niekiedy przez pięściarzy - umożliwiło jego drużynie zremisowanie meczu z Manchesterem City. I to mimo oddania zaledwie trzech strzałów! Tak, jak w starciu z Aston Villą, tak i w rywalizacji z The Citizens, kluczowy dla Kogutów okazał się impuls z ławki rezerwowych, który tym razem dał Lucas Moura. Brazylijczyk ustalił wynik spotkania w pierwszym kontakcie z piłką, 19 sekund po wejściu na boisko.

    7. Harry Wilson dopiero co przybył do Bournemouth, a już błyszczy. Bramka w zwycięskim meczu z The Villans była dziesiątym trafieniem Walijczyka zza pola karnego od startu ubiegłego sezonu. Żaden zawodnik, spośród występujących na profesjonalnym poziomie w Anglii, nie może się z nim w tym względzie równać.

    8. Sheffield United w niezłym stylu uporało się Crystal Palace i wciąż pozostaje niezwyciężone. Wszystko to przy wielkim udziale piłkarzy urodzonych na Wyspach, wszak Chris Wilder jest pierwszym szkoleniowcem od 1995 roku, który w początkowych dwóch kolejkach zmagań wystawił do gry jedenastki złożone z samych Brytyjczyków oraz Irlandczyków. Poprzednio uczynił to Gary Megson.

    9. Uwzględniając końcówkę ubiegłego sezonu, Everton wygrał na własnym boisku pięć kolejnych meczów, a do tego zachował tam sześć czystych kont z rzędu. Graczom Marco Silvy nie pozostaje więc nic innego, jak tylko popracować nad regularnym punktowaniem na wyjeździe - tak, by porażki z drużynami na poziomie Fulham odeszły w niepamięć - i może ich europejskie ambicje przerodzą się wreszcie w stan faktyczny.

    10. Sean Dyche przegrał wszystkie dziewięć spotkań ligowych, w których jego Burnley mierzyło się z Arsenalem. Cóż, być może do dziesięciu razy sztuka…

    11. Norwich gładko rozprawiło się z Newcastle, a Teemu Pukki stał się pierwszym piłkarzem Kanarków od 1993 roku, który skompletował hat-tricka na poziomie angielskiej ekstraklasy. Fin nad wyraz dobrze odnalazł się w nowych realiach (ma już tyle samo potrójnych zdobyczy w angielskiej ekstraklasie, co Bergkamp i Ronaldo!), a różnica poziomów, dzieląca Championship oraz Premier League, nie robi na nim większego wrażenia.

    12. Choć Leicester nie może zaliczyć startu rozgrywek do szczególnie udanych, drużyna Rodgersa powoli nabiera rozpędu. Po oddaniu tylko jednego strzału w pierwszej połowie starcia z Chelsea, w drugiej Lisy zanotowały aż jedenaście prób. Ostatnim zespołem, który równie często niepokoił bramkarza gospodarzy na Stamford Bridge była… ekipa z King Power Stadium w 2016 roku.

    13. Mimo że Wolverhampton przegrywało na własnym obiekcie z Manchesterem United, zdołało odrobić straty i uzyskać niezwykle cenny remis. Wychodzenie z opresji w potyczkach z 20-krotnymi mistrzami kraju staje się powoli specjalnością Wilków, wszak podobna sztuka udała im się po raz trzeci z rzędu! Tym razem zbawcą okazał się Ruben Neves, który w trakcie przygody z angielską ekstraklasą zdobył więcej bramek (5) niż zaliczył kontaktów z piłką w polach karnych rywali (3).

    14. Trzeci raz w przeciągu czterech lat Crystal Palace nie jest w stanie wygrać żadnego z pierwszych dwóch spotkań sezonu. Ba, Orły nie potrafią nawet strzelić gola! Stare porzekadło mówi jednak, iż prawdziwych mężczyzn poznaje się nie po tym, jak zaczynają, a po tym, jak kończą. Niewykluczone więc, że i tym razem londyńczycy wybudzą się z marazmu w porę.

    15. Przełamania potrzebuje również Chelsea. Co z tego, że zespół ze Stamford Bridge wreszcie uniknął porażki, skoro ledwie zremisował z Leicester? Frank Lampard stał się natomiast pierwszym menedżerem The Blues od rozgrywek 2012/13, który nie wygrał żadnego z pierwszych trzech meczów od momentu zatrudnienia. Poprzedni nieszczęśnik pracuje obecnie w Chinach i prowadzi wojenki z władzami Newcastle.

    16. - Nie przegranie dzisiejszego spotkania było ważne, ponieważ graliśmy na wyjeździe, tydzień po doznaniu porażki. Dwie przegrane z rzędu byłyby powtórką z zeszłego sezonu i oznaczałyby trudny start - stwierdził po remisie z Brighton Manuel Pellegrini. Nie takiego progresu pragnięto jednak na London Stadium…

    17. Gol Douglasa Luiza znów był tylko łyżką miodu w beczce dziegciu, którą niosą na swoich barkach piłkarze Aston Villi. Zwycięska posucha na najwyższym szczeblu rozgrywkowym trwa w ich przypadku od lutego 2016 roku, a końca nie widać. Za tydzień łatwiej o przełamanie z pewnością nie będzie, wszak na Villa Park przyjeżdża rozochocony Everton.

    18. Steve Bruce stał się następnym, piątym z kolei menedżerem Newcastle, który przegrał pierwszy mecz wyjazdowy na ławce trenerskiej Srok. Wobec zerowej liczby oczek na koncie towarzystwo Alana Pardew, Johna Carvera, Steve’a McClarena oraz Rafy Beniteza stanowi marne pocieszenie.

    19. Święci nie zdołali wykorzystać słabszej dyspozycji Liverpoolu i nadal czekają na premierowe punkty w nowym sezonie. Jedynym pozytywem pozostaje więc gol Ingsa, który z ośmioma trafieniami jest najskuteczniejszym zawodnikiem zespołu z St Mary’s Stadium od początku ubiegłych rozgrywek.

    20. Watford poległ w starciu z The Toffees, a Goodison Park pozostało dla niego niezdobytą twierdzą. Szerzenie nie wygrały żadnego z trzynastu spotkań w niebieskiej części Merseyside, co jest to o tyle intrygujące, że przy okazji ostatnich czterech wizyt aż trzykrotnie obejmowały prowadzenie w meczu.

    Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym publikuję opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

    Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo i #kolejkaw20
    Dzięki!

    #sport #mecz #pilkanozna #premierleague #arsenal #manchesterunited #united #liverpool #lfc #tottenham #manchestercity #chelsea #watford #leicester #newcastle #southampton #everton #westham #bournemouth #astonvilla #norwich #zycienaokraglo #kolejkaw20

    Grafika: Goal.com
    pokaż całość

    źródło: Screenshot 2019-08-19 23-47-43.jpg

  •  

    Kolejka w 20 punktach #1

    Wróciła! Zjawiskowa, emocjonująca, rozpalająca zmysły i zaspokajająca pragnienia Premier League znowu cieszy nasze oczy. A skoro inauguracyjna seria gier już za nami, sprawdźmy co wydarzyło się na angielskich boiskach w miniony weekend. Przypominam, że kolejność drużyn odpowiada ich aktualnej pozycji w tabeli.

    1. Pierwszy mecz, pierwsze zwycięstwo i pierwszy rekord. Wygrana 5:0 z West Hamem stanowi najokazalsze wejście w sezon w historii występów Manchesteru City w najwyższej klasie rozgrywkowej. Sterling i spółka nie dali Młotom najmniejszych szans na pozytywne wspomnienia z sobotniego popołudnia i wygodnie rozsiedli się w fotelu lidera.

    2. Po piętach depczą im rywale zza miedzy, którzy w imponującym stylu rozprawili się z Chelsea. Ole Gunnar Solskjaer posłał do boju najmłodszy zespół premierowej kolejki (średnia wieku wyjściowej jedenastki wyniosła 24 lata i 277 dni), co znalazło odzwierciedlenie w energii oraz żywiołowości Czerwonych Diabłów. Na szczególne wyróżnienie zasłużył zdobywca dwóch bramek - Marcus Rashford. Jak na razie, no Lukaku, no problem.

    3. Cztery spotkania i piętnaście goli - bilans inauguracyjnych potyczek Liverpoolu pod wodzą Jurgena Kloppa robi wrażenie. Nie inaczej jest zresztą ze stylem, w jakim The Reds uporali się z beniaminkiem z Norwich: lekko, pewnie, z pełną kontrolą i swoistą rutyną. Salah miał strzelać, więc strzelił, Arnold miał asystować, więc asystował, Firmino miał kreować, więc kreował. I tylko łydka Alissona nadwyrężyła nieco humory na Anfield.

    4. Najmniejszych powodów do zmartwień nie mają natomiast w Burnley. The Clarets bardzo mocno weszli w sezon i po raz pierwszy od 1966 roku rozpoczęli zmagania ligowe od wygranej różnicą trzech trafień. Jeszcze nie pora na nawiązania do znakomitej kampanii 2017/18, niemniej start bieżących rozgrywek jest w wykonaniu Tarkowskiego i spółki cokolwiek obiecujący.

    5. Czy to Midas? A może MacGyver? Nie, to Potter, Graham Potter. Niech pierwszy napisze komentarz ten, kto spodziewał się, iż Brighton ogra Watford. I to 3:0! Jeśli tak mają prezentować się Mewy w nowym, lepszym wydaniu, skazujący ich na pożarcie prędko odszczekają swoje słowa. A ja razem z nimi.

    6. Pomimo przeciętnego występu - nie licząc ostatnich dwóch kwadransów - Tottenham pokonał Aston Villę. Jednak nie wynik a pozytywne przejście kolejnego testu charakteru zdaje się w tej sytuacji najważniejsze. Koguty nie zniechęciły się ani szybko straconym golem, ani sukcesywnym biciem głową w mur podtrzymywany z drugiej strony przez Mingsa oraz Heatona. Determinacja z domieszką kunsztu Kane’a przyniosły upragnione trzy punkty.

    7. Łatwej przeprawy nie miał również Arsenal. Być może było to pokłosiem braku Pepe oraz Lacazette’a w wyjściowym składzie lub docierania się poszczególnych elementów i schematów, niemniej na premierowe i zarazem jedyne trafienie w starciu z Newcastle przyszło Kanonierom czekać aż do 58. minuty. Autorem zwycięskiej bramki - a jakże - Pierre-Emerick Aubameyang. Od debiutu Gabończyka w angielskiej elicie tylko Mohamed Salah zdobył więcej bramek od niego (36 do 33).

    8. Prawdziwe wejście smoka do ekstraklasy zaliczył Billy Sharp. Za sprawą pierwszego strzału w historii swoich występów (całych trzech) na poziomie Premier League Anglik zdobył gola na wagę remisu Sheffield z Bournemouth. Oznacza to, iż The Blades są jedynym beniaminkiem, który w inauguracyjnej serii gier zasłużył na jakiekolwiek punkty.

    9. Choć podopieczni Eddiego Howe’a przegrali tylko jedno z ostatnich dwunastu starć z ligowymi nowicjuszami, rezultat meczu z ekipą Chrisa Wildera (1:1) nie mógł ich usatysfakcjonować. Z drugiej strony, oddawszy skromne trzy uderzenia w światło bramki Wisienki same napytały sobie biedy. Na razie bliżej im do robaczywek, aniżeli do dojrzałych owoców.

    10. Mimo że piłkarze Evertonu dobrze weszli w mecz z Crystal Palace i mieli swoje okazje do wyjścia na prowadzenie, ostatecznie nie udało im się udokumentować swojej przewagi. Z każdą upływającą minutą, z każdym kolejnym bezowocnym atakiem wzbierała w nich frustracja, która znalazła ujście w czerwonej kartce, jaką obejrzał Morgan Schneiderlin. W efekcie, zamiast zażartej walki do ostatniego gwizdka sędziego The Toffees starali się utrzymać bezbramkowy remis. Nie tak początek rozgrywek wyobrażał sobie Marco Silva…

    11. - Wraz z rozwojem spotkania szło nam coraz lepiej i jeśli któraś z drużyn miała odnieść zwycięstwo w drugiej połowie, byliśmy to my - stwierdził po starciu z Evertonem Roy Hodgson, któremu trudno nie przyznać racji. Im dłużej trwało widowisko, tym Orły były groźniejsze, a przede wszystkim porządniej zorganizowane. Może i bramki zdobyć się nie udało, ale punkt uzyskany z potyczki z kandydatem do występów na Starym Kontynencie należy uszanować.

    12. Osiemdziesiąt trzy minuty czekali kibice Leicester na pierwszy celny strzał ich ulubieńców w meczu z Wolverhampton. Nie oddał go ani Perez, ani Maddison, ani nawet Vardy, a młody Barnes, który niespełna kwadrans wcześniej pojawił się na murawie w miejsce Choudhury’ego. Choć rywal nie był przypadkową zbieraniną kopaczy, ofensywa aspirująca do gry w europejskich pucharach musi prezentować się znacznie lepiej.

    13. Bezbramkowy remis nie zadowala również Wilków, które za sprawą eliminacji do Ligi Europy mają w nogach już cztery oficjalne spotkania. Na plus zachowanie pierwszego czystego konta w ligowej potyczce wyjazdowej od października ubiegłego roku, na minus brak skuteczności w ataku. Kolejne tygodnie pokażą, czy była to kwestia poziomu przeciwnika, czy może przeciążenia organizmów kluczowych zawodników.

    14. Na rozpoczęcie pracy w nowym klubie Steve Bruce przegrał swój dwudziesty mecz - licząc jedynie karierę menedżerską - z Arsenalem. Choć jego piłkarze dzielnie stawiali opór Londyńczykom, długimi momentami byli zwyczajnie bezbarwni. Być może dostosowali się do atmosfery, jaka w niedzielne popołudnie panowała na St James’ Park…

    15. Fatalna passa Jacka Grealisha trwa w najlepsze. Angielski pomocnik poległ w dziewiętnastu (!) spotkaniach Premier League z rzędu i ustanowił tym samym niechlubny rekord. Z perspektywy jego doświadczeń trudno dziwić się, że po otwierającym wynik meczu z Tottenhamem golu McGinna był pierwszym, który tonował nastroje kolegów. Niestety na nic się to nie zdało.

    16. O ile po piątkowym wieczorze na Anfield piłkarze Norwich nie napiszą książki pod tytułem "Jak zainaugurować sezon po awansie do Premier League", o tyle popełnienie dzieła "Jak przegrać 1:4 i nie stracić godności" nie jest nieuzasadnione. Defensywa Kanarków nie była w stanie przeciwstawić się sile ofensywnej Liverpoolu - tak, jak nie zrobi tego znakomita większość rywali The Reds - lecz atak z Teemu Pukkim na czele zaprezentował się obiecująco (12 strzałów, z czego 5 w światło bramki, to na tle najlepszej obrony minionych rozgrywek nie w kij dmuchał). Dodając do tego fakt, iż klub z Carrow Road wygrał zaledwie jedno z ostatnich siedemnastu spotkań otwierających sezon, kibice żółto-zielonych mogą patrzeć w przyszłość z umiarkowaną, stonowaną nadzieją. W końcu nie co tydzień gra się z mistrzem kontynentu i wicemistrzem kraju.

    17. Pomimo udanych przygotowań, początek zmagań ligowych nie napawa fanów Southampton optymizmem. Pół biedy, że ich ulubieńcy nie zdobyli bramki - takie rzeczy zdarzają się każdemu. Zainkasowanie trzech ciosów na Turf Moor to natomiast spory wyczyn (poprzednio przytrafiło się to Bournemouth, blisko rok temu). Święci winni czym prędzej wymazać wątpliwej przyjemności wydarzenie z pamięci i rzucić się w wir pracy nad uszczelnieniem tyłów.

    18. - Musimy się poprawić. Być może to dobre przebudzenie w kontekście reszty sezonu - skomentował blamaż Watfordu Javi Gracia. Fakt, jeśli Szerszenie potrzebowały kubła zimnej wody, 0:3 z Brighton pasuje jak ulał. Pytanie, czy nie dało się otrzeźwieć bez straty punktów?

    19. Porażka 0:4 z Manchesterem United stanowi najdotkliwszą przegraną, jakiej Frank Lampard doświadczył na poziomie Premier League od 2000 roku. Anglik był wówczas pomocnikiem klubu z Upton Park, który poległ w starciu z Czerwonymi Diabłami 1:7. O ile wtedy legenda The Blues potrzebowała wsparcia menedżera, o tyle teraz sama musi podnieść swoich podopiecznych na duchu.

    20. West Ham nie wygrał czwartego z kolei spotkania inauguracyjnego i po raz kolejny liczy na złe miłego początki. Co z tego, że w potyczce z The Citizens niezwykle aktywny był Lanzini, a swoich szans niezmordowanie szukał Haller, skoro blok defensywny nadal przypomina szwajcarski ser z dużymi dziurami? Dopóki niniejszy stan rzeczy nie ulegnie zmianie, dopóty traktowanie piłkarzy Manuela Pellegriniego jako poważnych kandydatów do gry w europejskich pucharach będzie jedynie myśleniem życzeniowym.

    Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym publikuję opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

    Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo i #kolejkaw20
    Dzięki!

    #sport #mecz #pilkanozna #premierleague #arsenal #manchesterunited #united #liverpool #lfc #tottenham #manchestercity #chelsea #watford #leicester #newcastle #southampton #everton #westham #bournemouth #astonvilla #norwich #zycienaokraglo #kolejkaw20

    Grafika: Bleacher Report Football
    pokaż całość

    źródło: Screenshot 2019-08-11 21-57-32.jpg

    •  

      @Snibu: Nie ma,że nie zasłużyli byli ewidentnie gorszym zespołem i tyle.

    •  

      @chim3ra: atak pozycyjny nie istniał właśnie przez wiek i właśnie przez wiek była gra kontrą, żywiołowość i energia objawiały się właśnie w samotnych rajdach, co ty chcesz w pozycyjnym energię i żywiołowość? Popatrz jak grają młodzieżówki a jak seniorzy i którzy są lepsi w ataku pozycyjnym. Trudno żeby 23 latek z 21 latkiem rozklepali kombinacyjnie obronę.

      Akcje po kontratakach umożliwiło również przygotowanie fizyczne. United zapierdalało po prostu 90 minut, Wan-Bissaka był wszędzie i zawsze na pełnym gazie nawet jeśli czasem łamał linię albo gubił krycie, Martial grał padakę bo jedyne czego próbował to rajdy i dryblingi, Pogba tracił bo chciał zagrać takie podanie jak to przy 3 bramce, tak więc tak, na pewno energia i żywiołowość była. Nie było spokojnego budowania akcji zgodnie ze schematami taktycznymi, ale energia i żywiołowość ma się do tego nijak.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    Kolejne Fulham? Nic z tych rzeczy!

    Do pierwszego gwizdka sędziego w nowym sezonie Premier League pozostało osiem dni. Choć minione rozgrywki zakończyły się ledwie kilkanaście tygodni temu, dla Aston Villi rozbrat z ekstraklasą trwał znacznie dłużej. Po trzech latach nastał jednak kres banicji. The Villans wracają na salony z misją utrzymania się oraz... szatnią pełną świeżo sprowadzonych zawodników.

    Kiedy w 2018 roku drużyna pod batutą Steve’a Bruce’a poległa w finale play-offów, wokół klubu zapanowała posępna atmosfera marazmu. Szansa na upragniony awans została zaprzepaszczona. Cały trud, włożony w dziesięć miesięcy zmagań, poszedł na marne. Marzenia piłkarzy oraz kibiców legły w gruzach. Zespół miał spędzić kolejne rozgrywki na zapleczu elity, z dala od najlepszych ekip w kraju, najpiękniejszych stadionów i największych pieniędzy. Co gorsza, niewiele wskazywało na to, iż prędko nadarzy się równie dobra okazja na powrót do ekstraklasy. W progres względem sezonu 2017/18 wierzyli nieliczni.

    Niniejszego stanu rzeczy nie zmienił z pewnością początek rozgrywek 2018/19. Mimo że zawodnicy z Villa Park wygrali pierwsze dwa mecze ligowe, z każdym kolejnym tygodniem szło im coraz słabiej. O ile wysoką porażkę w starciu z Sheffield United można było usprawiedliwić klasą rywala, o tyle remisy z późniejszym spadkowiczem z Ipswich czy ze słabiutkim Reading były niewytłumaczalne. Sytuacji nie poprawiła nawet wygrana z Rotherham, wszak jej następstwem była seria rozczarowujących występów. Po jedenastej kolejce, i podziale punktów z Preston, stało się nieuniknione - Bruce stracił pracę. Zadanie ratowania sezonu zostało powierzone Deanowi Smithowi.

    Jeśli zarząd liczył na efekt nowej miotły, w krótkiej perspektywie mógł poczuć zawód. Owszem, Grealish i spółka zwyciężyli pierwsze spotkanie pod wodzą byłego szkoleniowca Brentford, lecz w następnych dwóch meczach zdobyli okrągłe zero punktów. Bilans bramkowy? Dwa gole strzelone, cztery stracone. Szesnaste miejsce w tabeli po piętnastu seriach gier nie zwiastowało niczego dobrego.

    I wtedy nastąpił niespodziewany zwrot akcji. Od 2 listopada do 23 grudnia Aston Villa nie zaznała goryczy porażki. Zespół z Birmingham triumfował w tym okresie pięć razy, dorzucając do okazałego bilansu trzy remisy. Metody Smitha wreszcie zaczęły działać, skutecznością imponował Tammy Abraham, świetnie spisywał się Jack Grealish, swoje robiła defensywa. Sposobu na The Villans nie znalazło ani Middlesbrough, ani West Brom, ani nawet Derby County. Dobrą passę przerwało dopiero Leeds United z Marcelo Bielsą u steru. Choć Pawie okazały się tylko minimalnie lepsze (3:2), ekipa z Villa Park bardzo źle zareagowała na niepowodzenie. Następne jedenaście spotkań przyniosło zaledwie dwanaście punktów.

    Mimo że sezon powoli chylił się ku końcowi, bordowo-niebiesko-biali krzątali się w okolicach środka stawki, tracąc do strefy play-off sześć oczek. W perspektywie dwunastu kolejek - niedużo. Biorąc pod uwagę dyspozycję zawodników w poprzednich meczach oraz zbliżające się starcia z Norwich, Leeds czy Bristol - całkiem sporo. Wśród kibiców próżno było wówczas szukać optymistów, nadzieja na wyśniony awans ulatniała się w tempie powietrza umykającego z balonika, który nadział się na igłę. Nikt nie mógł spodziewać się, iż drużyna wygra dziesięć spotkań z rzędu, zremisuje z zespołem Mateusza Klicha i rzutem na taśmę zamelduje się w czołowej szóstce Championship. Że w dramatycznych okolicznościach odprawi West Brom z kwitkiem, by na Wembley górować nad Derby County. A jednak stało się. Rok po porażce z Fulham, The Villans mogli świętować powrót do elity.

    - Premier League to właściwe miejsce dla Aston Villi. (...) Zrobiliśmy wiele, by awansować. Kilka razy upadliśmy. Ostatni sezon był bardzo trudny dla każdego, kto doświadczył porażki na Wembley z Fulham. Słowa uznania należą się również Steve’owi Bruce’owi, który ściągnął obu piłkarzy, którzy strzelili gole w finale. Teraz musimy kontynuować pracę. Z takimi właścicielami potencjał jest olbrzymi - stwierdził chwilę po triumfie rozemocjonowany Dean Smith. Jego słowa prędko znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości - kiedy drużyna udała się na zasłużone wakacje, zarząd wspierany środkami Nassefa Sawirisa i Wesa Edensa ruszył na zakupy. Kadra wymagała wzmocnień, o oszczędzaniu nie było mowy. Pytanie tylko, czy mnogość nowych jednostek wyjdzie ekipie z Birmingham na dobre?

    Na osiem dni przed startem rozgrywek, w szatni zespołu z Villa Park znajduje się dziesięciu świeżo sprowadzonych zawodników. Według danych portalu Transfermarkt.de, łączny koszt ich zakontraktowania wynosił - bagatela - 127 milionów euro. To zdecydowanie więcej niż zeszłego lata wydały Wolverhampton oraz Fulham, które były przecież pierwszymi beniaminkami, inwestującymi w transfery ponad sto baniek. Mimo że na razie The Villans mają więcej wspólnego z The Cottagers - awans poprzez play-offy, ilość nowych graczy - włodarze klubu mają nadzieję pójść śladami Wilków.

    Głównym celem zarządu, w dobiegającym końca okienku, było wykupienie uprzednio wypożyczonych piłkarzy - Tyrone’a Mingsa, Axela Tuanzebe, Anwara El-Ghaziego i Tammy’ego Abrahama. Fantastyczna czwórka stanowiła o sile zespołu w zeszłym sezonie, toteż logicznym wydawało się permanentne sprowadzenie jej po awansie do elity. O ile jednak 20 milionów funtów (mogące finalnie wzrosnąć nawet do 25) przekonało Bournemouth do pozbycia się pierwszego z wyżej wymienionych, a 8 baniek wystarczyło do pozyskania holenderskiego skrzydłowego z Lille, o tyle Manchester United oraz Chelsea zapragnęły skorzystać z rozwoju swoich piłkarzy osobiście. O kolejnym wygnaniu Tuanzebe i Abrahama nie było mowy. Po połowicznym spełnieniu swojego pragnienia, Aston Villa została zmuszona do szukania wzmocnień pośród jednostek dotąd niesprawdzonych.

    Jedynym wyjątkiem od tej reguły okazał się Kortney Hause. 24-latek rozegrał w minionych rozgrywkach czternaście spotkań w bordowym trykocie, lecz wątpliwe, by po definitywnym transferze z Wolverhampton stworzył podstawowy duet stoperów z Mingsem. Zdecydowanie większe szanse ma na to Ezri Konsa, sprowadzony z Brentford za 12 milionów funtów. Reprezentant Anglii do lat 21 był podporą Pszczół i jednym z najbardziej eksploatowanych graczy w drużynie (w poprzednim sezonie zaliczył aż 42 występy na poziomie Championship), a teraz ponownie połączy swe siły z Deanem Smithem. - Jest zawodnikiem o ogromnym potencjale i wierzę, że sprawdzi się w Premier League. Nie mogę się doczekać naszej wspólnej pracy - mówił o swoim byłym, a zarazem obecnym podopiecznym szkoleniowiec The Villans. Zastąpienie wychowanka Czerwonych Diabłów jest nie lada wyzwaniem, lecz pochodzący z Londynu obrońca zdaje się mieć wszelkie atrybuty, potrzebne do sprostania zadaniu.

    Blok defensywny zasilili również Bjorn Engels oraz Matt Targett. Ekstraklasowe doświadczenie (43 spotkania) drugiego z nich może okazać się szalenie istotne w ewentualnej walce o utrzymanie.

    Nie mniej ważna będzie dyspozycja piłkarzy środka pola. Choć McGinn, Hourihane i Grealish stanowili w poprzednich rozgrywkach niemal nierozerwalny tercet, zarząd zdecydował się pozyskać Douglasa Luiza z Manchesteru City. Po opuszczeniu ojczyzny Brazylijczyk wzbudzał spory entuzjazm wśród fanów The Citizens, lecz wskutek braku pozwolenia na pracę na Wyspach musiał zostać wypożyczony. W barwach Girony radził sobie ponadprzeciętnie, a po dodaniu do siebie wszystkich ciepłych słów i pochwał stwierdził, że ławka rezerwowych na Etihad Stadium niespecjalnie go kręci. Po transferze na Villa Park 21-latek zapowiedział, iż będzie liderem drużyny, której pomoże tak werbalnie, jak i sportowo. A wszystko to mimo zerowego obycia z angielską piłką.

    Zgoła inaczej sprawy mają się w przypadku Joty. Nie dość, że Hiszpan, podobnie jak wspomniany wcześniej Konsa, grał już pod wodzą Deana Smitha, to w dodatku ma w swoim dorobku ponad 140 występów na zapleczu Premier League. - Spędziłem kilka lat w Championship. To trudna liga, mnóstwo kontaktów z rywalami i mało czasu przy piłce - stwierdził skrzydłowy w rozmowie ze Sky Sports. - Starałem się znaleźć sobie trochę przestrzeni i być może w Premier League będzie o to łatwiej z uwagi na większą jakość. Jestem bardzo szczęśliwy, pewny, że sobie poradzę i będę robił różnicę. W swoim najlepszym okresie były zawodnik Brentford zdobył piętnaście bramek, do których dorzucił pięć asyst. Mimo że nieźle radzi sobie w przedsezonowych sparingach, do wejścia w buty Alberta Adomaha wciąż mu daleko. Na szczęście w odwodzie pozostaje jeszcze Trezeguet, pozyskany z tureckiej Kasimpasy za 8,5 bańki.

    A skoro już o następcach mowa, do załatania wyrwy po Tammym Abrahamie wytypowany został Wesley Moraes. Siedemnaście trafień w połączeniu z dziesięcioma ostatnimi podaniami, jakie Brazylijczyk zaliczył w barwach Club Brugge w minionym sezonie, przekonały zarząd Aston Villi do pobicia klubowego rekordu transferowego i przelania na konto belgijskiego potentata okrągłe 22 miliony funtów. Jest to inwestycja tyleż w umiejętności, co w potencjał, wszak napastnik ma zaledwie 22 lata. W porównaniu z graczem Chelsea, nowy nabytek The Villans jest nieco słabszy z piłką przy stopie, za to lepiej porusza się i ustawia w polu karnym oraz jego okolicach. Czy atrybuty te wystarczą do zastąpienia wicekróla strzelców Championship? Dla osoby, która mając dziewięć wiosen na karku straciła ojca, po piętnastu sama miała potomka, a do tego posiada jedną nogę krótszą od drugiej o blisko trzy centymetry, różnica poziomów, dzieląca Premier League oraz Jupiler Pro League, może okazać się niczym szczególnym. Z drugiej strony, najświeższe transfery snajperów z krajów Beneluksu na Wyspy nie przyniosły niczego dobrego (patrz: Vincent Janssen czy chociażby Jurgen Locadia).

    W momencie powstawania niniejszego tekstu, bliscy przenosin na Villa Park są Marvelous Nakamba i Tom Heaton. Jeśli ich przeprowadzki dojdą do skutku, kadra ekipy z bordowej części Birmingham liczyć będzie dwunastu nowych piłkarzy. I choć sytuacja łudząco przypomina zeszłoroczne poczynania Fulham, dyrektor generalny klubu, Christian Purslow, uspokaja: - Oczywiście, znajdą się osoby, które nie śledząc dokładnie naszych ruchów stwierdzą, iż jesteśmy kolejnym beniaminkiem, który sobie nie poradzi i prędko spadnie. Tutaj nikt, a już na pewno nie ja lub Dean Smith, nie wierzy w taki scenariusz. Nie mógłbym być bardziej pewny tej drużyny. Sądzę, że czeka nas fantastyczny sezon.

    W rzeczywistości wszystko zależeć będzie od tego, jak pozyskani latem gracze odnajdą się w nowych realiach, i jak wkomponują się w zespół. Na ich korzyść przemawia wiek - ośmiu z nich nie ukończyło jeszcze 25. roku życia - oraz jakość. W porównaniu do nieszczęsnych nabytków The Cottagers pokroju Le Marchanda, Mawsona czy Schurrle, Konsa, Mings i El-Ghazi prezentują zdecydowanie wyższy poziom. Co więcej, część z nowicjuszy w szeregach The Villans pracowała już z Deanem Smithem, nie wspominając o tych, którzy reprezentowali barwy klubu w poprzednich rozgrywkach.

    Spośród sześciu ostatnich beniaminków, którzy przed powrotem do Premier League wydali na transfery ponad 50 milionów funtów, aż pięciu zdołało utrzymać się w elicie. Czy Graelish i spółka pójdą w ich ślady? Jak pokazał przypadek Fulham, samo wydawanie pieniędzy nie gwarantuje sukcesu. Dotychczasowe działania Aston Villi każą jednak sądzić, że wnioski z błędów poprzednika zostały wyciągnięte.

    Grafika: Aston Villa

    Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym publikuję opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

    Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo
    Dzięki!

    #sport #mecz #pilkanozna #premierleague #transfery #astonvilla #championship #zycienaokraglo
    pokaż całość

    źródło: Screenshot 2019-07-31 17-04-51.jpg

  •  

    Dlaczego Terry nie został Premier League?

    "Nie chcę grać przeciwko Chelsea. Od strony mentalnej to byłoby dla mnie zbyt wiele. Spędziłem w tym klubie 22 niewiarygodne lata i jestem z tego dumny. Teraz otwieram nowy rozdział i oczywiście skupiam się na tym co czeka mnie w nowym miejscu. Chciałbym jednak, żeby The Blues nadal szło tak dobrze jak w minionym sezonie"~ John Terry.

    #chelsea #premierleague #astonvilla #championship
    pokaż całość

    źródło: 19667882_1211393412321292_7443939253277926779_o.jpg

  •  
    K....l

    +23

    Taki o to prezent czekał dzisiaj pod choinką na jednego z kibiców Aston Villi. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    sołrs

    #premierleague #astonvilla #kalkazreddita

    źródło: i.imgur.com

  •  

    Kibic Aston Villi śpiewa rasistowską piosenkę o Benteke.
    #premierleague #benteke #astonvilla

    źródło: youtube.com

  •  

    A Mireczki jak spędzają dzisiejsze popołudnie? ;)

    #chwalesie #pokazbilet #astonvilla #premierleague

    źródło: WIN_20140809_120109.JPG

    •  

      @unstyle: W tym sezonie to najpewniejszy bet na Ville to chyba postawienie na spadek :< Same transfery bezgotówkowe i to graczy, którzy szczerze mówiąc nie powalają. Do tego Vlaar jest napierdalany ofertami ze wszystkich stron więc pewnie ktoś go "łyknie". Były wielkie gadki o przejęciu klubu, o Hernandezach, Lescottach (bez szału ale zawsze to lepiej niż Weimann i Agbonlahor) a wyszła kupa. Może coś ogarną jeszcze do końca okienka bo może być słabiuteńko :( 27 bodajże już pierwszy ligowy u siebie z Newcastle i boję się co z tego będzie :< pokaż całość

      +: asenjo
    •  

      @Pietal: Podobnie :)

      źródło: WP_20140809_008.jpg

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    #fpl #premierleague #pilkanozna

    @Vojtazzz: Robi podsumowanie to ja zrobię zapowiedź dzisiejszych meczów. Jutrzejsze będą później albo jak ktoś chce - niech się pobawi.

    5. kolejka. Szykują się dwa hity jutro: #Liverpool - #United i #City - #Arsenal

    kalendarz kolejki
    Na zielono zaznaczyłem moje typy.

    #Everton jest niepokonany w 12 z 13 ostatnich meczów w PL. #Swansea z kolei również zaczęła świetnie sezon, ale zaliczyła ostatnio remis z Sunderland i porażkę z AstonVilla - czyżby powrót na ziemię?

    W meczu #Chelsea ze #Stoke chyba nie trzeba jakoś intensywnie argumentować czemu Hazard i spółka nie powinni mieć dużych problemów z przeciwnikiem. I nie przykładałbym większej wagi do faktu, że Stoke zaliczyło 5 remisów pod rząd w ostatnich meczach.

    W meczu #Southampton z #AstonVilla ciężko jest coś przewidzieć. Drużyny są równe, więc teoretycznie można by się spodziewać remisu. Southampton ciągle czeka na swój pierwszy punkt, a The Villans nie wygrali żadnego z 10 ostatnich spotkań na wyjeździe. Adkins wreszcie trafił na drużynę, z którą może powalczyć. Bo z United, City czy Arsenalem nikt nie oczekiwał kompletu punktów.

    #WestBrom - #Reading - stawiam na gospodarzy. Nie tylko dlatego, że pokonali już bardzo mocny Everton i bardzo drogi Liverpool, ale dlatego, że w meczach u siebie w tym sezonie grają fajny, ofensywny futbol.

    #WestHam - #Sunderland - tu powinienem postawić na remis, ale liczę na to, ze goście się przełamią i sprawią małą niespodziankę. Fletcher i Sessegnon powinni coś ustrzelić. Z drugiej strony jednak wysoko dysponowany Jaaskelainen... ciężko tu coś przewidzieć.

    #Wigan - #Fulham to mecz, w którym sporo osób stawia na remis po dużej ilości bramek. Wydaje mi się, że jednak Berbatov przeważy. 8 goli w 10 meczach przeciwko Wigan może oznaczać, że ma na tę drużynę sposób. Diarra i Ruiz mogą nie zagrać, ale reszta składu powinna wybiec w takim samym zestawieniu jak ostatnio. Stawiam na Fulham.

    Warto dodać, że jeden mecz już za nami. Everton zremisował z Newcastle. Po naprawdę, naprawdę świetnym meczu.
    pokaż całość

    +: g......2, m......o +5 innych
Ładuję kolejną stronę...

Powiązane z #astonvilla

Archiwum tagów