•  

    Clucas, Barnsley 0 - [1] Stoke City
    Gol z połowy boiska po błędzie bramkarza.

    #golgif #mecz #championship

    źródło: streamable.com

  •  

    Jarrod Bowen (druga asysta Grosickiego)
    Hull - Derby [2]:0

    #mecz #golgif #championship

    źródło: streamable.com

  •  

    Bowen, asysta Kamila Grosickiego, Hull - Derby 1:0
    #golgif #mecz #championship

    źródło: streamable.com

  •  

    Moze maly #wykopefekt ?

    Od jakiegos czasu strasznie denerwuje mnie tabela #ekstraklasa na #google. Z jakiegos powodu nasze zespoly #pilkanozna z ekstraklasy i I ligi nie maja swoich herbow (tylko #legia #lechpoznan #jagiellonia #slaskwroclaw).
    Cala reszta nie ma swojego herbu/logo w tabeli badz w wynikach na zywo.

    Ekstraklasa

    1 Liga

    Wiekszosc lig ma cos takiego. Juz nie mowie o #premierleague czy #championship, ale nawet taka LeagueTwo ma komplet herbow. Oczywiscie WB to tylko przyklad, inne federacje rowniez to maja.

    Premier League

    EFL

    Bundesliga

    2 Bundesliga

    Czy jest na wykopku jakas madra glowa, ktora wie jak przeprocesowac zgloszenie do google i upiekszyc nasz #polska #internet?

    Rozumiem, ze problem moze lezec po stronie licencyjnym, ale moze taki #pzpn, badz wladze ekstraklasy maja na to jakis wplyw?

    Takie zespoly jak #lechia #wislakrakow #cracovia #pogonszczecin #gornikzabrze #zaglebielubin #wislaplock #piastgliwice #arkagdynia #koronakielce itd. itp. powinni zadbac o rozpoznawalnosc swoich marek w Internety.
    W mojej ocenie 1 klasie tez znajdziemy kluby z dluga historia i ktore tez powinny chciec promowac sie tutaj.

    Moze znajdzeimy tutaj kogos z #weszlo #weszlofm, badz jakichkolwiek dziennikarzy #sport z wiekszym zasiegiem?
    pokaż całość

    •  

      @ormek: Jakby Google mogło, to by wszystkie klubu miałyby aktualne loga. Problem stanowią prawa autorskie. Nie mogą sobie tak po prostu wziąć logo klubu i używać go do pokazywania wyników. Musza mieć zgodę danego klubu lub sam klub musiałby zgłosić się do Google.

    •  

      @Serghio: no pytanie, czy np ekstraklasa sama z siebie nie mogla by wystapic zeby urzyc tych herbow. moze miec na to licencje.

      stad moje zapytanie jak ta procedrua ma wygladac. pisalem kiedys do klubow. niby zainteresowani byli ale nic z tego nie wyszlo. domnieniam ze trafilem na kogos kto nie byl w stanie poznac prawidlowej procedury. dlatego chcialbym dowiedziec sie jak to zrobic i podac im jak krowie na rowie

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    wyniki oglądalności w ten weekend
    #pilkanozna #seriea #laliga #bundesliga #championship #ekstraklasa #premierleague

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: EFIp9iNXsAUdKGi.jpg

  •  

    Dan Potts (samobój)
    Luton - Hull 0:[3]

    #mecz #golgif #championship

    źródło: streamable.com

  •  

    Kamil Grosicki (rzut wolny)
    Hull - Wigan [2]:1
    STREAMABLE

    #mecz #golgif #golgifpl #championship

    GFY

    źródło: gfycat.com

  •  

    Kamil Grosicki (rzut wolny) (ʘ‿ʘ)
    Milwall - Hull 1:[1]
    STREAMABLE

    #mecz #golgif #golgifpl #championship

    GFY

    źródło: gfycat.com

  •  

    #stostadionow #championship #barnsley #luton #lutontown

    15/100
    Oakwell Stadium, Barnsley (vs Luton Town)

    Wczorajsza przejażdżka to 260 kilometrów nieskrępowanej przyjemności - wjechałem na autostradę pięć minut od domu i tyleż samo zajęło mi dotarcie na stadion przy zjeździe po niecałych trzech godzinkach spokojnej jazdy. A jechałem nie byle gdzie - do Barnsley, współbeniaminka, drużyny w mojej opinii lepszej od Luton w poprzednim sezonie League One. Areną zmagań był starusieńki, wybudowany w 1887 roku Oakwell Stadium - wielokrotnie przebudowywany, ostatnio w latach dziewięćdziesiątych, dom Barnsley Football Club. Jest to stadion klasyczny, gdzie każda z czterech trybun głównych stanowi oddzielną konstrukcję. Znakomita widoczność (brak filarów!), niezbyt wiele miejsca między rzędami siedzeń (poharatałbym sobie kolana, gdyby nie fakt, że po mojej prawej stronie siedzenie było puste, a po lewej siedziało dziecko :)), kiepskie "facilities" - jedzenie i napoje wydawane gościom przez wąską szparę w kratach, śmierdzące, metalowe koryta jako pisuary, zupełnie jak w Luton. Mimo wszystko stadion prezentuje się bardzo schludnie i mecz oglądało się z wielką przyjemnością. Sama drużyna, nosząca kilka przydomków (użyte przy okazji tego spotkania to np. "The Tykes" i "The Super Reds") nie osiągnęła w swojej historii wielkich sukcesów, tylko przez jeden sezon będąc na szczycie angielskiej piramidy ligowej, w sezonie 1997/98. Niestety sezon zakończył się spadkiem i do tej pory do najwyższej ligi wrócić im się nie udało. Ponad sto lat temu, w sezonie 1911/12, Barnsley mogło cieszyć się ze zdobycia FA Cup, po pokonaniu West Bromu w wielkim finale na stadionie Bramall Lane, już wówczas 60-letnim, a po dziś dzień domowym obiekcie Sheffield United. W sezonie 2007/08 zagrali jeszcze w półfinale rozgrywek pucharowych - był to ten sam sezon, w którym triumfatorem okazała się ekipa Portsmouth, dziś grająca jeszcze szczebel niżej.

    Spotkanie rozpoczęło się jak z nut dla ponad 1100 kibiców gości, którzy oprócz mnie wybrali się w to ciepłe, sobotnie popołudnie do South Yorkshire. Już po pięciu minutach "The Hatters" prowadzili 2:0 po bramkach Jacoba Butterfielda (fajny strzał z 20 metrów) i Jamesa Collinsa (tutaj największą winę ponosi bramkarz drużyny gospodarzy, który źle obliczył lot piłki, a później nie zdążył wrócić na linię bramkową). Jako kibic Luton Town nie zdarzyło mi się jeszcze odczuwać takiego spokoju na tym etapie meczu. Goście przez cały czas przeważali, gospodarze zaś nie potrafili skonstruować składnej akcji, non stop gubiąc piłkę to przy aucie, to przy linii końcowej. Efektem tego była trzecia bramka dla pomarańczowych - zamieszanie w polu karnym i silny strzał Harrego Cornicka z jedenastu metrów i było praktycznie po meczu, a to przecież dopiero 31 minut! Obraz gry nie zmienił się ani pod koniec pierwszej części spotkania, ani przez większość drugiej. Dopiero kontrowersyjna bramka dla Barnsley (jeden zawodników LTFC leżał w polu karnym przeciwnika), zdobyta po kontrze przez Mallika Wilksa, dała trochę wiatru w żagle gospodarzom i napędziła stracha Lutończykom. Mimo to spotkanie zakończyło się wynikiem 1:3 przynosząc Luton Town pierwsze zwycięstwo w Championship od 12 lat! Dodam tylko, że sytuacje opisuję na podstawie skrótu z oficjalnego kanału YouTube ERERERERERERERE, ponieważ wszystkie cztery bramki padły w zacienionym polu karnym po drugiej stronie boiska :)

    Oakwell Stadium, Barnsley, 24.08.2019
    Championship, 5 kolejka
    Barnsley FC 1:3 Luton Town
    2' Jacob Butterfield 0:[1]
    5' James Collins 0:[2]
    31' Harry Cornick 0:[3]
    72' Mallik Wilks [1]:3

    Skrót spotkania: https://www.youtube.com/watch?v=0ubW_K-D-3w
    Widzów: 13,250 (w tym ponad 1100 gości)

    Następne cele:
    * 28.09 - Blackburn v Luton (Championship)
    * 05.10 - Derby v Luton (Championship)
    * 26.10 - Birmingham v Luton (Championship)
    * będę próbował wybrać się też na Barnet (obecnie non-league football, czyli piąty poziom rozgrywek) oraz na mecz żeńskiej drużyny Arsenalu, ale tylko kiedy nie będzie kolidować to z meczami Luton
    * wybieram się również na QPR i Fulham - na obu stadionach już byłem, ale tym razem chciałbym tam trafić jako kibic Luton, a jak się nie uda, to zawsze mam stare konta, z których kupowałem już bilety :)
    pokaż całość

    źródło: IMG_20190824_170352.jpg

    •  

      Dzięki za obszerną relację i materiał video. Przez chwilę poczułem się jakbym naprawdę był na tym meczu.
      Zazdroszczę angolom ich lig piłkarskich. Widać ich miłość do tego sportu i zaangażowanie w życie klubu. Bardzo mi się podobają stadiony angielskie jak ten staruszek. Mają duszę i swój urok.
      Będę śledził przyszłe relacje a teraz zabieram się za stare wpisy. Pozdro.

      +: EloBaza
    •  

      @freedy18: faktycznie te stadiony, mimo że niektóre z nich to skanseny, mają swój klimat. Sposób kibicowania również jest zupełnie inny, mi osobiście bardziej się to podoba, bo tu reaguje się na wydarzenia na boisku, zamiast recytować kilka przyśpiewek przez 90 minut ( ͡° ͜ʖ ͡°) oczywiście polski doping też robi ogromne wrażenie, ale to dwie zupełnie różne rzeczy

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    Obieżyświat na ziemi obiecanej

    Jeszcze do niedawna pozostawał królem własnego, skandynawskiego podwórka. Każda próba wyściubienia nosa poza jego granice kończyła się niepowodzeniem lub - w najlepszym wypadku - poczuciem głębokiego niedosytu. Nie odcisnął swojego piętna na lidze hiszpańskiej, niemiecka elita brutalnie zweryfikowała jego umiejętności, zaś w Szkocji było mu znacznie trudniej niż uprzednio przypuszczał. Dziś ma natomiast na koncie tytuł najlepszego strzelca angielskiej Championship, a na poziomie tamtejszej ekstraklasy skompletował tyle samo hat-tricków, co Dennis Bergkampa czy Cristiano Ronaldo. Kim właściwie jest ten cały Teemu Pukki?

    - To jeden z moich najlepszych występów w trakcie pobytu w Anglii. Kilka lat temu nawet nie marzyłem o zdobyciu hat-tricka w Premier League - stwierdził po starciu z Newcastle rozemocjonowany Fin. I choć na pierwszy rzut oka - jego słowa mogą zostać odebrane jako świadectwo braku wiary we własne możliwości lub dowód na niskolotne ambicje, pomeczowa wypowiedź doskonale oddaje wyboistość drogi, którą napastnik Kanarków poruszał się przez dwanaście długich sezonów.

    Wszystko zaczęło się w Kotce, czyli jednym z największych miast południowej Finlandii. To tam Teemu przyszedł na świat, wychował się, dojrzał i - co dla niniejszego tekstu najważniejsze - po raz pierwszy kopnął piłkę. Jako że w mig zaprzyjaźnił się z okrągłym przedmiotem, chętnie brał udział we wszelkiego rodzaju turniejach szkolnych, a kiedy upewnił się, iż futbol jest jego przeznaczeniem, wkroczył na profesjonalną ścieżkę. Okoliczności były więcej niż sprzyjające, bowiem w rodzinnej miejscowości obecnego zawodnika Norwich swoją siedzibę miało KTP (Kotkan Työväen Palloilijat). I choć nie był to klub najwyższej rangi - ekipa z Arto Tolsa Areena występowała wówczas na czwartym poziomie rozgrywkowym - na początek pasował jak ulał.

    Napisać, że Pukki był obiecującym młodzieńcem, to jak stwierdzić, że Mount Everest jest pokaźnym pagórkiem. Mając zaledwie piętnaście wiosen na karku napastnik przerastał jakością zespół do lat dziewiętnastu, co nie uszło uwadze szkoleniowca pierwszej drużyny. Jouko Alila nie bał się postawić na chłopaka z okolicy, a ten odpłacił mu się za zaufanie na tyle udanym debiutem, że zapracował na powołanie do młodzieżowej kadry Finlandii. Wszystko układało się po jego myśli, marzenia ziszczały się jedno po drugim. Z perspektywy czasu należy się jednak zastanowić, czy łatwość pokonywania kolejnych barier nie przeszkodziła Teemu w radzeniu sobie z problemami na kolejnych etapach kariery? Czy błyskawiczny rozwój talentu nie sprawił, iż Fin zbyt prędko skosztował życia w bańce?

    Bańce, która pękła chwilę po zamknięciu 29-stronicowego rozdziału pod tytułem KTP.

    Po rychłym opuszczeniu Skandynawii Pukki trafił do Hiszpanii. Zetknięcie z kompletnie inną kulturą, zupełnie odmiennym klimatem oraz mentalnością ludzi było dla osiemnastoletniego piłkarza nie lada szokiem, lecz największe wyzwania czekały na boisku. Bycie oczkiem w głowie trenerów nieodwołanie dobiegło końca, w Sevilli Teemu był jednym z wielu zawodników rywalizujących o szansę gry. Niestety batalię tę przegrał z kretesem.

    W trakcie dwóch sezonów spędzonych w stolicy Andaluzji Fin zaliczył jeden występ w barwach pierwszej drużyny. Choć słowo “występ”, to prawdopodobnie lekkie nadużycie w kontekście marnych 27 (słownie: dwudziestu siedmiu) minut w ligowym starciu z Racingiem Santander. Obecny napastnik Kanarków dwukrotnie zasiadł jeszcze na ławce rezerwowych, lecz na więcej okazji w La Liga bądź Pucharze Króla nie zasłużył. Zamiast tego kopał w drugim zespole Rojiblancos, a i to szło mu jak po grudzie - w 17 meczach zdobył 3 bramki. - Byłem nastolatkiem i przeskok był dla mnie zbyt duży. Mieszkałem daleko od domu i byłem bardzo młody. Poza tym, w Sevilli było zbyt gorąco w porównaniu z klimatem, do którego przywykłem w Finlandii - przyznał po latach Pukki. Nie pomogła mu także nieśmiałość oraz nieznajomość języka. Nic dziwnego, że kolejnym przystankiem w jego karierze były Helsinki.

    W tamtejszym HJK świeżo upieczony reprezentant kraju doświadczył swoistego katharsis. O ile końcówka kampanii 2009/10 nie była jeszcze specjalnie imponująca - choć tytuł mistrzowski, do którego Teemu przyczynił się dwoma golami w siedmiu meczach, w połączeniu ze srebrnym medalem Pucharu Finlandii, to żaden wstyd - o tyle następne rozgrywki stanowiły prawdziwą demonstrację siły. W siedemnastu spotkaniach rodzimej ekstraklasy pochodzący z Kotki napastnik zdobył jedenaście bramek, do których dorzucił osiem asyst. Był nie do zatrzymania i to pomimo faktu, że aż czterokrotnie zjawiał się na murawie w roli zmiennika. Wyśmienity okres został przypieczętowany kolejnym mistrzostwem, pucharem oraz nominacją do drużyny sezonu Veikkasuliiga. Na transfer do wyżej notowanego klubu trzeba było jednak chwilę poczekać.

    Konkretnie do 31 sierpnia 2011 roku. Kilka dni wcześniej HJK mierzyło się z Schalke 04 w kwalifikacjach do fazy grupowej Ligi Europy. Mimo sukcesu w pierwszym meczu (2:0), w rewanżu Niemcy zmiażdżyli ekipę z Helsinek 6:1 i jeśli ktokolwiek z pokonanych mógł być z siebie dumny, był to właśnie Pukki. 21-letni wówczas zawodnik strzelił w dwumeczu trzy gole, czym oczarował działaczy z Gelsenkirchen, którzy zapragnęli mieć go w swoich szeregach. A wszystko to w myśl zasady: skoro nie możemy go powstrzymać, zakontraktujmy go. Jak założyli, tak postąpili.

    Początek przygody Teemu z klubem z Zagłębia Ruhry był całkiem niezły. Wprawdzie 74-krotny reprezentant kraju znad Bałtyku był jedynie rezerwowym - na szpicy rządził i dzielił Klaas-Jan Huntelaar - ale 603 minuty gry na poziomie Bundesligi wystarczyły mu do wzięcia udziału w sześciu akcjach bramkowych. Co więcej, za sprawą znakomitego występu w potyczce z Hannoverem stał się trzecim Finem, który skompletował dublet w niemieckiej ekstraklasie. Niestety, jak się później okazało, był to jedyny moment w trakcie dwuletniego pobytu u naszych zachodnich sąsiadów, w którym napastnik zaprezentował pełnię swoich możliwości. Z każdym kolejnym miesiącem gasł, aż wreszcie po fatalnej kampanii 2012/13 (3 gole i 2 asysty) przeprowadził się do Szkocji.

    W zielono-białej części Glasgow Pukki miał wejść w buty Gary’ego Hoopera - najlepszego strzelca drużyny w każdym z trzech poprzednich sezonów - który odszedł do… Norwich. Oczekiwania oraz presja były ogromne. I choć na ogół zdobywanie bramek pomaga, tym razem było zupełnie odwrotnie. Po pierwszych dwóch występach ligowych, w których nowy nabytek The Bhoys dwukrotnie trafił do siatki, wymagania fanów poszybowały jeszcze wyżej. O taryfie ulgowej w związku z obiecującym startem nie było mowy, tym bardziej, że nikt nie spodziewał się, iż był to jedynie miły złego początek. Po drugiej kolejce Fin zawieruszył receptę na radzenie sobie z bramkarzami rywali. Nie pomógł mu ani fakt bycia podstawowym napastnikiem zespołu, ani dominacja Celticu, który bez większych problemów radził sobie z kolejnymi przeciwnikami. Najlepszym podsumowaniem jesieni w jego wykonaniu zdaje się być niniejsza statystyka: spośród 31 goli strzelonych przez ekipę z Celtic Park, Teemu miał udział w jednym - asystował przy trafieniu Anthony’ego Stokesa.

    Zimą i wiosną było niewiele lepiej. Owszem, snajper rodem z Kotki zapewnił podopiecznym Neila Lennona trzy punkty w starciu z Hibernian, trafił w potyczce z Hearts oraz ukąsił Inverness i St. Johnstone, lecz łączny dorobek siedmiu goli i dwóch asyst nie zrobił na nikim wrażenia. A jeśli już, to negatywne. - Kiedy przychodzisz do Celticu za niemałe pieniądze (2,5 miliona euro), musisz strzelać gole, a on nie był snajperem z krwi i kości. Sądzę, że nieco sobie folgował. Nie zdołał zaprezentować pełni swoich możliwości - przyznał ówczesny menedżer zespołu z Glasgow. Sam zainteresowany doszedł zaś do wniosku, iż prawdopodobnie faktycznie był nieco leniwy - szczególnie jeśli chodzi o pracę w defensywie - status i wielkość klubu go przerosły, a szkocka piłka okazała się znacznie bardziej wymagającą, niż mu się wydawało. Po dwóch bramkach w eliminacjach do Ligi Mistrzów Fin wrócił do Skandynawii z podkulonym ogonem. Znowu.

    Mimo niepowodzeń w dwóch kolejnych krajach, Broendby przyjęło Pukkiego z otwartymi ramionami. W końcu futbol nordycki od zawsze był jego żywiołem, a wypożyczenie nie wiązało się z żadnym ryzykiem. Wręcz przeciwnie, obie strony mogły na niniejszym ruchu tylko zyskać, co zresztą prędko stało się faktem. 24-latek jak zwykle zaliczył udane wejście do drużyny i za sprawą czterech trafień w czterech październikowych spotkaniach został nagrodzony tytułem Piłkarza Miesiąca duńskiej ekstraklasy. Wreszcie spełniał pokładane w nim nadzieje, błyszczał nie mając sobie równych. I choć nie uniknął kryzysów w postaci kilkumeczowych serii bez gola, a dyspozycję z początku sezonu odzyskał dopiero w maju - zdobywał wówczas bramki w trzech kolejnych występach - i tak był najskuteczniejszym zawodnikiem drużyny z Kopenhagi w rozgrywkach 2014/15. Zarząd nawet nie mrugnął okiem przy podejmowaniu decyzji o wykupieniu Teemu z Celticu.

    Wbrew pozorom nie było to tak oczywiste postanowienie. Siedemset tysięcy euro piechotą nie chodzi, a reprezentant Finlandii nigdy na dobre nie ustabilizował swojej formy. Co gorsza, miał tendencję do osiadania na laurach. Najwidoczniej jednak trzyletni kontrakt z Broendby nie był aż tak sytym kąskiem, bowiem Pukki ani myślał zwalniać. W kampanii 2015/16 ponownie stanowił o sile ofensywnej swojego zespołu (13 goli i 1 ostatnie podanie), lecz najlepsze nadeszło dopiero w następnym sezonie, kiedy obecny napastnik Kanarków skompletował 29 trafień (w tym dwa hat-tricki) oraz dziesięć asyst w 46 występach. Był alfą i omegą ofensywy ekipy Alexandra Zornigera, która zdobyła wiecemistrzostwo oraz srebrny medal Pucharu Danii. Rok później sięgnęła natomiast po pierwsze trofeum od dekady - upragniony puchar kraju - a Teemu z 19 bramkami i 11 finalnymi passami znowu był jej niepodważalnym liderem.

    - Lata spędzone w Danii zmieniły mój styl gry. Ostatnie dwa były szczególnie dobre. Strzeliłem dużo goli i po trudnym okresie odzyskałem pewność siebie. Trener Broendby zredefiniował moje podejście do futbolu oraz moją etykę pracy - podsumował swój pobyt w Kopenhadze Fin. Mimo ogromnej wdzięczności i otrzymania propozycji nowego kontraktu ponownie nabrał jednak ochoty na zagraniczny wojaż. Wyścig o jego podpis wygrało Norwich.

    Wraz z przybyciem Pukkiego na Carrow Road spełnił się mokry sen Stuarta Webbera. Dyrektor sportowy klubu obserwował napastnika jeszcze zanim ten dołączył do Celticu, toteż trudno dziwić się jego desperacji, by wreszcie wziąć chłopaka z Kotki pod swoje skrzydła. I choć Walijczyk wnikliwie śledził każdy jego występ, nie mógł spodziewać się, iż wymarzony nabytek odciśnie na drużynie Daniela Farke’a tak ogromne piętno. I to niezwłocznie po przywdzianiu nowych barw.

    Kanarki przystępowały do rozgrywek 2018/19 bez większej presji oraz wymagań. Poprzedni sezon zakończyły na czternastym miejscu w tabeli Championship, więc przed świeżym rozdaniem nie stawiały sobie wygórowanych celów. Ot zaliczyć spokojny rok i poczynić progres w grze. Z tego względu mizerny początek zmagań, kiedy zespół zdobył jeden punkt w trzech spotkaniach, nikogo specjalnie nie obruszał. Tym bardziej, że w kolejce numer cztery nadeszło przełamanie w postaci wygranej z Preston. Maszyna na dobre ruszyła jednak dopiero w siódmej serii potyczek, i mam tu na myśli zarówno zespół, jak i Teemu, który do starcia z Middlesbrough uzbierał dwa trafienia i jedną asystę.

    Przez wrzesień podopieczni Farke’a przeszli suchą stopą, a czteromeczowa seria zwycięstw pozwoliła im na awans z lokaty siedemnastej na piątą. Żółto-zieloni odprawili z kwitkiem wspomnianą drużynę z Riverside Stadium, Reading, QPR oraz Wigan, a wszystko to przy wielkim udziale Fina, który był autorem trzech z pięciu goli zdobytych przez Norwich w owym okresie. Znamienne, że kiedy szło mu słabiej - jak przy okazji bojów z Derby i Stoke - ekipa z Carrow Road również zwalniała. I choć w trakcie trzech spotkań absencji lidera uzyskała komplet oczek, po jego powrocie stała się siłą wręcz niemożliwą do zatrzymania. Do końca roku Kanarki poległy tylko raz, a Pukki strzelił dziesięć goli i zaliczył trzy asysty.

    O tym, że dwukrotni zdobywcy Pucharu Anglii będą jednym z faworytów do awansu, wiadomo było u schyłku listopada, kiedy po raz pierwszy zasiedli na fotelu lidera. Mało kto spodziewał się jednak, iż już w drugim miesiącu Anno Domini 2019 definitywnie zdetronizują Leeds i do zamknięcia rozgrywek nie dadzą sobie wydrzeć miana najlepszej ekipy zaplecza Premier League. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę wyczyny fińskiego asa, zwyczajnie nie mogło być inaczej.

    Esencja jego kunsztu wypłynęła na światło dzienne na przełomie stycznia oraz lutego. Na przestrzeni sześciu występów ligowych zdobył on wówczas osiem bramek, dorzucając do wyśmienitego dorobku dwa finalne podania. Był nieuchwytny dla najszczelniejszej defensywy w stawce, jaką mogło pochwalić się Sheffield United, o miernotach z Boltonu czy Ipswich nie wspominając. Do końca sezonu trafił natomiast sześciokrotnie, co złożyło się na łączny bilans 29 goli i koronę króla strzelców, a w dodatku przypieczętowało promocję jego klubu do ekstraklasy. Według Daniela Farke’a to właśnie ostatnie z osiągnięć było dla 29-latka najważniejsze. - Zasługuje na wszystkie komplementy, ponieważ jest wybitny. [...] Mimo to, nie dba specjalnie o indywidualne rekordy, skupia się na pracy dla drużyny - oznajmił Niemiec w rozmowie z talkSPORT. - Jako jednostka możesz błyszczeć tylko wtedy, kiedy twój zespół odnosi sukcesy.

    Po dwóch kolejkach nowego sezonu trudno jednoznacznie stwierdzić, czy Norwich będzie równie efektywne w roli beniaminka Premier League. Wiadomo zaś, iż wraz ze zmianą poziomu rozgrywkowego Pukki nie stracił instynktu kilera. W ekstraklasowym debiucie napastnik Kanarków skarcił najlepszą obronę ubiegłych rozgrywek - Liverpool - a tydzień później skompletował hat-tricka w starciu z bezradnym Newcastle. Co odważniejsi wieszczą mu rychłe sięgniecie po Złotego Buta, lecz wnioskując z wypowiedzi jego szkoleniowca, snajper nie zaprząta sobie tym głowy. Celem numer jeden niezmiennie pozostaje utrzymanie w elicie.

    Po dwunastu latach tułaczki, chwil euforii oraz załamania, czynienia postępów i cofania się, Teemu - obieżyświat jakich mało - odnalazł swoją ziemię obiecaną. Na wschodzie Anglii jest uwielbiany i czczony z nie mniejszym entuzjazmem niż w Finlandii, gdzie jest nie tylko liderem reprezentacji, w której wystąpił dotąd 74 razy, ale też idolem dla najmłodszych adeptów szkółek piłkarskich. I choć jego kariera tylko krótkimi fragmentami przypomina baśniową opowieść, za to pełna jest zakrętów oraz komplikacji, trudno o właściwszy wzór dla chłopaków z Kotki, Helsinek czy Lahti. Im prędzej wyciągną oni wnioski z błędów swojego autorytetu i zrozumieją, że najważniejsza jest ciężka praca oraz sumienne pielęgnowanie talentu, a po kroku w tył mogą nastąpić dwa w przód, tym większa szansa, iż Pukki doczeka się całej rzeszy utytułowanych następców. Kto wie, czy nie uzna wówczas, że właśnie to stanowi jego największe osiągnięcie?

    Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym publikuję opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

    Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo
    Dzięki!

    #sport #mecz #pilkanozna #premierleague #championship #norwich #zycienaokraglo

    Zdjęcie: Norwich City
    pokaż całość

    źródło: Screenshot 2019-08-23 12-57-51.jpg

  •  

    #stostadionow #championship #cardiff #luton #lutontown

    14/100
    Cardiff City Stadium, Cardiff (vs Luton Town)

    Wracam po wakacyjnej przerwie! Dwa zdania organizacyjne: Luton robi drugi awans z rzędu i odwiedzanie klubów z L1 i L2 staje pod dużym znakiem zapytania, bo jednak wolę oglądać starcia lokalnej drużyny z Middlesborough, West Bromem czy Huddersfield :) Tak właśnie wyglądają trzy pierwsze domowe mecze LTFC. Z pozytywów zaś - wszystkie soboty mam teraz wolne, więc coś będzie się pojawiać przynajmniej raz w miesiącu!

    Ubiegłą sobotę spędziłem w Cardiff, gdzie lokalna ekipa, świeży spadkowicz z Premier League, podejmowała "moje" Luton Town. Stadion robi wrażenie - oddany do użytku został stosunkowo niedawno, bo dziesięć lat temu, zastępując 90-letni Ninian Park. Swoje mecze oprócz lokalnej drużyny rozgrywa tam także reprezentacja Walii. Trybuny, co na wyspach nie jest wcale tak popularne, tworzą jedną, spójną całość i stadion z każdej strony prezentuje się okazale. Widoczności również nic nie mogę zarzucić i to pomimo faktu, że siedziałem w narożniku. Udało mi się zaparkować auto dosłownie pięć minut pieszo od stadionu, także dosłownie wszystkie wrażenia są mega pozytywne. Sama drużyna, Cardiff City, istnieje od roku 1899, choć oczywiście nie od początku grała w angielskich strukturach - to nastąpiło dopiero w roku 1920. Aż do roku 1995 "Bluebirds" grali także w Pucharze Walii, wygrywając go aż 22 razy. Czasy najnowsze to głównie gra na zapleczu z okazjonalnymi występami w Premier League (2013/14 i 2018/19, oba sezony zakończone spadkiem).

    Faworyt tego starcia był tylko jeden, choć goście absolutnie nie zamierzali ułatwiać zadania faworyzowanym Walijczykom. 0:0 w pierwszej połowie, a niedługo po rozpoczęciu drugiej udana wrzutka z 35 metrów i niekryty Aden Flint pakuje piłkę do siatki z najbliższej odległości. Drużyna Cardiff cały czas stwarzała sobie groźniejsze sytuacje, nawet mimo posiadania piłki zdecydowanie na korzyść Luton - choć moim zdaniem to pusta statystyka, bo często po wymianie 10-12 podań piłka wracała do bramkarza. 86 minut to wyrównujący gol - nie pierwsza już główka Matty'ego Pearsona, który dorobił się w Luton swojej wersji popularnej przyśpiewki ("Oooh Matty Pearson is magic, he wears a magic hat"). Niestety (z mojej perspektywy) w 91 minucie na boisku melduje się Isaac Vassell, były zawodnik Luton Town, by pięć minut później umieścić piłkę w siatce... Przykre zakończenie, bo punkcik za remis był na wyciągnięcie ręki, wystarczył jeden wykop bramkarza. Przed "The Hatters" naprawdę ciężka walka o utrzymanie!

    Jeśli - opróćz wyniku oczywiście - mogę w tym wyjeździe zaliczyć coś na minus, to były to przyśpiewki kibiców Luton obrażające gospodarzy. "Sheepshaggers", "You know where you are", czy w końcu skandowanie "England" podczas przedmeczowego hymnu gospodarzy. Słabizna, a z tego co wiem, to zupełnie normalne podczas spotkań z drużynami z Walii (i nie tylko, bo identyczne rzeczy miały miejsce w Shrewsbury, położonym niedaleko na północ od Walii).

    Cardiff City Stadium, Cardiff, 10.08.2019
    Championship, 2 kolejka
    Cardiff City 2:1 Luton Town
    52' Aden Flint [1]:0
    86' Matty Pearson 1:[1] - wyciągnąłem telefon jeden raz, by nagrać rzut rożny i oto jest: https://www.youtube.com/watch?v=pigwqFyLiBQ
    90+6' Isaac Vassell [2]:1

    Skrót spotkania: https://www.youtube.com/watch?v=MPD8YeHezrs
    Widzów: 24,724 (w tym ok. 2100 gości)

    Następne cele:
    * 24.08 Barnsley - Luton (Championship) - bilet już mam
    * 29.09 Blackburn - Luton (Championship) i wszystkie kolejne wyjazdy, bo przez ten miesiąc trafiają się Sheffield Wednesday, Cardiff (tym razem w EFL Cup) i QPR na które również postaram się wybrać, ale na nich już byłem
    * chciałbym też wybrać się na mecz Barnet (dość blisko mojego obecnego miejsca zamieszkania, obecnie piąty poziom rozgrywek) i spotkanie żeńskiej drużyny Arsenalu
    pokaż całość

    źródło: IMG_20190810_145743.jpg

  •  

    Hernandez (asysta Mateusza Klicha), Leeds - Nottingham 1:0
    #golgif #mecz #championship

    źródło: streamable.com

  •  

    Z serii dziwne kariery: Kamil Miazek.

    Bramkarz, 1996 rok. Trochę pograł w juniorskich drużynach Feyenoordu Rotterdam, ale nie zagrał nigdy w pierwszej drużynie. Odszedł z Holandii do Chojniczanki Chojnice, gdzie dość szybko się odbił. Rozegrał jedynie 4 mecze w I lidze i przegrał rywalizację z Łukaszem Budziłkiem.

    Po sezonie 16/17 został odpalony z tego klubu i przeszedł do... Leeds United, a konkretnie drużyny u23. Awansował do pierwszej drużyny i pierwszy mecz nowego sezonu Championship już oglądał z ławki rezerwowych. Niby nie jest to szczyt kariery, ale nawet nieźle jak na gościa, dla którego I liga w Chojnicach okazała się za dużymi butami. Gość nie zdobył zaufania trenerów Bartoszka, Hermesa, Gruszki, Derbina (to tylko trenerzy Chojniczanki z sezonu 16/17), a zdobył je u trenera Bielsy, przynajmniej na tyle, aby być zmiennikiem.

    #ekstraklasa ale raczej #pierwszaligastylzycia #pilkanozna #championship
    pokaż całość

  •  

    Pablo Hernandez
    Bristol City - Leeds 0:[1]

    #mecz #golgif #championship

    źródło: streamable.com

  •  

    pokaż spoiler Zmieniona decyzja więc wrzucam jeszcze raz


    Grosicki, Swansea - Hull 0:1
    #golgif #golgifpl #mecz #championship

    źródło: streamable.com

  •  

    Kolejne Fulham? Nic z tych rzeczy!

    Do pierwszego gwizdka sędziego w nowym sezonie Premier League pozostało osiem dni. Choć minione rozgrywki zakończyły się ledwie kilkanaście tygodni temu, dla Aston Villi rozbrat z ekstraklasą trwał znacznie dłużej. Po trzech latach nastał jednak kres banicji. The Villans wracają na salony z misją utrzymania się oraz... szatnią pełną świeżo sprowadzonych zawodników.

    Kiedy w 2018 roku drużyna pod batutą Steve’a Bruce’a poległa w finale play-offów, wokół klubu zapanowała posępna atmosfera marazmu. Szansa na upragniony awans została zaprzepaszczona. Cały trud, włożony w dziesięć miesięcy zmagań, poszedł na marne. Marzenia piłkarzy oraz kibiców legły w gruzach. Zespół miał spędzić kolejne rozgrywki na zapleczu elity, z dala od najlepszych ekip w kraju, najpiękniejszych stadionów i największych pieniędzy. Co gorsza, niewiele wskazywało na to, iż prędko nadarzy się równie dobra okazja na powrót do ekstraklasy. W progres względem sezonu 2017/18 wierzyli nieliczni.

    Niniejszego stanu rzeczy nie zmienił z pewnością początek rozgrywek 2018/19. Mimo że zawodnicy z Villa Park wygrali pierwsze dwa mecze ligowe, z każdym kolejnym tygodniem szło im coraz słabiej. O ile wysoką porażkę w starciu z Sheffield United można było usprawiedliwić klasą rywala, o tyle remisy z późniejszym spadkowiczem z Ipswich czy ze słabiutkim Reading były niewytłumaczalne. Sytuacji nie poprawiła nawet wygrana z Rotherham, wszak jej następstwem była seria rozczarowujących występów. Po jedenastej kolejce, i podziale punktów z Preston, stało się nieuniknione - Bruce stracił pracę. Zadanie ratowania sezonu zostało powierzone Deanowi Smithowi.

    Jeśli zarząd liczył na efekt nowej miotły, w krótkiej perspektywie mógł poczuć zawód. Owszem, Grealish i spółka zwyciężyli pierwsze spotkanie pod wodzą byłego szkoleniowca Brentford, lecz w następnych dwóch meczach zdobyli okrągłe zero punktów. Bilans bramkowy? Dwa gole strzelone, cztery stracone. Szesnaste miejsce w tabeli po piętnastu seriach gier nie zwiastowało niczego dobrego.

    I wtedy nastąpił niespodziewany zwrot akcji. Od 2 listopada do 23 grudnia Aston Villa nie zaznała goryczy porażki. Zespół z Birmingham triumfował w tym okresie pięć razy, dorzucając do okazałego bilansu trzy remisy. Metody Smitha wreszcie zaczęły działać, skutecznością imponował Tammy Abraham, świetnie spisywał się Jack Grealish, swoje robiła defensywa. Sposobu na The Villans nie znalazło ani Middlesbrough, ani West Brom, ani nawet Derby County. Dobrą passę przerwało dopiero Leeds United z Marcelo Bielsą u steru. Choć Pawie okazały się tylko minimalnie lepsze (3:2), ekipa z Villa Park bardzo źle zareagowała na niepowodzenie. Następne jedenaście spotkań przyniosło zaledwie dwanaście punktów.

    Mimo że sezon powoli chylił się ku końcowi, bordowo-niebiesko-biali krzątali się w okolicach środka stawki, tracąc do strefy play-off sześć oczek. W perspektywie dwunastu kolejek - niedużo. Biorąc pod uwagę dyspozycję zawodników w poprzednich meczach oraz zbliżające się starcia z Norwich, Leeds czy Bristol - całkiem sporo. Wśród kibiców próżno było wówczas szukać optymistów, nadzieja na wyśniony awans ulatniała się w tempie powietrza umykającego z balonika, który nadział się na igłę. Nikt nie mógł spodziewać się, iż drużyna wygra dziesięć spotkań z rzędu, zremisuje z zespołem Mateusza Klicha i rzutem na taśmę zamelduje się w czołowej szóstce Championship. Że w dramatycznych okolicznościach odprawi West Brom z kwitkiem, by na Wembley górować nad Derby County. A jednak stało się. Rok po porażce z Fulham, The Villans mogli świętować powrót do elity.

    - Premier League to właściwe miejsce dla Aston Villi. (...) Zrobiliśmy wiele, by awansować. Kilka razy upadliśmy. Ostatni sezon był bardzo trudny dla każdego, kto doświadczył porażki na Wembley z Fulham. Słowa uznania należą się również Steve’owi Bruce’owi, który ściągnął obu piłkarzy, którzy strzelili gole w finale. Teraz musimy kontynuować pracę. Z takimi właścicielami potencjał jest olbrzymi - stwierdził chwilę po triumfie rozemocjonowany Dean Smith. Jego słowa prędko znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości - kiedy drużyna udała się na zasłużone wakacje, zarząd wspierany środkami Nassefa Sawirisa i Wesa Edensa ruszył na zakupy. Kadra wymagała wzmocnień, o oszczędzaniu nie było mowy. Pytanie tylko, czy mnogość nowych jednostek wyjdzie ekipie z Birmingham na dobre?

    Na osiem dni przed startem rozgrywek, w szatni zespołu z Villa Park znajduje się dziesięciu świeżo sprowadzonych zawodników. Według danych portalu Transfermarkt.de, łączny koszt ich zakontraktowania wynosił - bagatela - 127 milionów euro. To zdecydowanie więcej niż zeszłego lata wydały Wolverhampton oraz Fulham, które były przecież pierwszymi beniaminkami, inwestującymi w transfery ponad sto baniek. Mimo że na razie The Villans mają więcej wspólnego z The Cottagers - awans poprzez play-offy, ilość nowych graczy - włodarze klubu mają nadzieję pójść śladami Wilków.

    Głównym celem zarządu, w dobiegającym końca okienku, było wykupienie uprzednio wypożyczonych piłkarzy - Tyrone’a Mingsa, Axela Tuanzebe, Anwara El-Ghaziego i Tammy’ego Abrahama. Fantastyczna czwórka stanowiła o sile zespołu w zeszłym sezonie, toteż logicznym wydawało się permanentne sprowadzenie jej po awansie do elity. O ile jednak 20 milionów funtów (mogące finalnie wzrosnąć nawet do 25) przekonało Bournemouth do pozbycia się pierwszego z wyżej wymienionych, a 8 baniek wystarczyło do pozyskania holenderskiego skrzydłowego z Lille, o tyle Manchester United oraz Chelsea zapragnęły skorzystać z rozwoju swoich piłkarzy osobiście. O kolejnym wygnaniu Tuanzebe i Abrahama nie było mowy. Po połowicznym spełnieniu swojego pragnienia, Aston Villa została zmuszona do szukania wzmocnień pośród jednostek dotąd niesprawdzonych.

    Jedynym wyjątkiem od tej reguły okazał się Kortney Hause. 24-latek rozegrał w minionych rozgrywkach czternaście spotkań w bordowym trykocie, lecz wątpliwe, by po definitywnym transferze z Wolverhampton stworzył podstawowy duet stoperów z Mingsem. Zdecydowanie większe szanse ma na to Ezri Konsa, sprowadzony z Brentford za 12 milionów funtów. Reprezentant Anglii do lat 21 był podporą Pszczół i jednym z najbardziej eksploatowanych graczy w drużynie (w poprzednim sezonie zaliczył aż 42 występy na poziomie Championship), a teraz ponownie połączy swe siły z Deanem Smithem. - Jest zawodnikiem o ogromnym potencjale i wierzę, że sprawdzi się w Premier League. Nie mogę się doczekać naszej wspólnej pracy - mówił o swoim byłym, a zarazem obecnym podopiecznym szkoleniowiec The Villans. Zastąpienie wychowanka Czerwonych Diabłów jest nie lada wyzwaniem, lecz pochodzący z Londynu obrońca zdaje się mieć wszelkie atrybuty, potrzebne do sprostania zadaniu.

    Blok defensywny zasilili również Bjorn Engels oraz Matt Targett. Ekstraklasowe doświadczenie (43 spotkania) drugiego z nich może okazać się szalenie istotne w ewentualnej walce o utrzymanie.

    Nie mniej ważna będzie dyspozycja piłkarzy środka pola. Choć McGinn, Hourihane i Grealish stanowili w poprzednich rozgrywkach niemal nierozerwalny tercet, zarząd zdecydował się pozyskać Douglasa Luiza z Manchesteru City. Po opuszczeniu ojczyzny Brazylijczyk wzbudzał spory entuzjazm wśród fanów The Citizens, lecz wskutek braku pozwolenia na pracę na Wyspach musiał zostać wypożyczony. W barwach Girony radził sobie ponadprzeciętnie, a po dodaniu do siebie wszystkich ciepłych słów i pochwał stwierdził, że ławka rezerwowych na Etihad Stadium niespecjalnie go kręci. Po transferze na Villa Park 21-latek zapowiedział, iż będzie liderem drużyny, której pomoże tak werbalnie, jak i sportowo. A wszystko to mimo zerowego obycia z angielską piłką.

    Zgoła inaczej sprawy mają się w przypadku Joty. Nie dość, że Hiszpan, podobnie jak wspomniany wcześniej Konsa, grał już pod wodzą Deana Smitha, to w dodatku ma w swoim dorobku ponad 140 występów na zapleczu Premier League. - Spędziłem kilka lat w Championship. To trudna liga, mnóstwo kontaktów z rywalami i mało czasu przy piłce - stwierdził skrzydłowy w rozmowie ze Sky Sports. - Starałem się znaleźć sobie trochę przestrzeni i być może w Premier League będzie o to łatwiej z uwagi na większą jakość. Jestem bardzo szczęśliwy, pewny, że sobie poradzę i będę robił różnicę. W swoim najlepszym okresie były zawodnik Brentford zdobył piętnaście bramek, do których dorzucił pięć asyst. Mimo że nieźle radzi sobie w przedsezonowych sparingach, do wejścia w buty Alberta Adomaha wciąż mu daleko. Na szczęście w odwodzie pozostaje jeszcze Trezeguet, pozyskany z tureckiej Kasimpasy za 8,5 bańki.

    A skoro już o następcach mowa, do załatania wyrwy po Tammym Abrahamie wytypowany został Wesley Moraes. Siedemnaście trafień w połączeniu z dziesięcioma ostatnimi podaniami, jakie Brazylijczyk zaliczył w barwach Club Brugge w minionym sezonie, przekonały zarząd Aston Villi do pobicia klubowego rekordu transferowego i przelania na konto belgijskiego potentata okrągłe 22 miliony funtów. Jest to inwestycja tyleż w umiejętności, co w potencjał, wszak napastnik ma zaledwie 22 lata. W porównaniu z graczem Chelsea, nowy nabytek The Villans jest nieco słabszy z piłką przy stopie, za to lepiej porusza się i ustawia w polu karnym oraz jego okolicach. Czy atrybuty te wystarczą do zastąpienia wicekróla strzelców Championship? Dla osoby, która mając dziewięć wiosen na karku straciła ojca, po piętnastu sama miała potomka, a do tego posiada jedną nogę krótszą od drugiej o blisko trzy centymetry, różnica poziomów, dzieląca Premier League oraz Jupiler Pro League, może okazać się niczym szczególnym. Z drugiej strony, najświeższe transfery snajperów z krajów Beneluksu na Wyspy nie przyniosły niczego dobrego (patrz: Vincent Janssen czy chociażby Jurgen Locadia).

    W momencie powstawania niniejszego tekstu, bliscy przenosin na Villa Park są Marvelous Nakamba i Tom Heaton. Jeśli ich przeprowadzki dojdą do skutku, kadra ekipy z bordowej części Birmingham liczyć będzie dwunastu nowych piłkarzy. I choć sytuacja łudząco przypomina zeszłoroczne poczynania Fulham, dyrektor generalny klubu, Christian Purslow, uspokaja: - Oczywiście, znajdą się osoby, które nie śledząc dokładnie naszych ruchów stwierdzą, iż jesteśmy kolejnym beniaminkiem, który sobie nie poradzi i prędko spadnie. Tutaj nikt, a już na pewno nie ja lub Dean Smith, nie wierzy w taki scenariusz. Nie mógłbym być bardziej pewny tej drużyny. Sądzę, że czeka nas fantastyczny sezon.

    W rzeczywistości wszystko zależeć będzie od tego, jak pozyskani latem gracze odnajdą się w nowych realiach, i jak wkomponują się w zespół. Na ich korzyść przemawia wiek - ośmiu z nich nie ukończyło jeszcze 25. roku życia - oraz jakość. W porównaniu do nieszczęsnych nabytków The Cottagers pokroju Le Marchanda, Mawsona czy Schurrle, Konsa, Mings i El-Ghazi prezentują zdecydowanie wyższy poziom. Co więcej, część z nowicjuszy w szeregach The Villans pracowała już z Deanem Smithem, nie wspominając o tych, którzy reprezentowali barwy klubu w poprzednich rozgrywkach.

    Spośród sześciu ostatnich beniaminków, którzy przed powrotem do Premier League wydali na transfery ponad 50 milionów funtów, aż pięciu zdołało utrzymać się w elicie. Czy Graelish i spółka pójdą w ich ślady? Jak pokazał przypadek Fulham, samo wydawanie pieniędzy nie gwarantuje sukcesu. Dotychczasowe działania Aston Villi każą jednak sądzić, że wnioski z błędów poprzednika zostały wyciągnięte.

    Grafika: Aston Villa

    Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym publikuję opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

    Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo
    Dzięki!

    #sport #mecz #pilkanozna #premierleague #transfery #astonvilla #championship #zycienaokraglo
    pokaż całość

    źródło: Screenshot 2019-07-31 17-04-51.jpg

  •  

    Jack Marriott
    Leeds - Derby 2:[4]
    Zwróćcie uwagę na grę obrońcy Derby z numerem 6 Richarda Keogha. Odbiór i asysta.
    #mecz #championship #golgif

    źródło: twitter.com

  •  

    Leeds to jednak banda frajera. Mieli ten sezon wygrany, już witali się z gąską. Większość sezonu lider, prosta droga do bezpośredniego awansu. To co się odjebuje? A porażka z drużyną broniącą się przed spadkiem i oddanie gola, bo fair play. Owszem, może ładne, uczciwe, ale koniec końców umacnia grę w barażach. A tam rollercoaster - brak bramkarza i obrońca idiota, któremu zachciało się karate w najważniejszym meczu sezonu.
    I kolejne 15 lat w Championship.
    #mecz #pilkanozna #championship
    pokaż całość

  •  

    #mecz #championship
    "w championship jest tak, że w play offach jak wygrasz pierwszy mecz 1-0, a drugi możesz przegrać nawet 0-7 to i tak jest dogrywka" T. Hajto
    xD

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Stuart Dallas (asysta Klicha)
    Leeds - Derby [2]:3
    STREAMABLE
    #mecz #golgif #championship

    GFY

    źródło: gfycat.com

  •  

    Dziennikarstwo w Polsce to jakiś żart. Ogólnie, przez większość ludzi Hajto uznawany jest za dzbana, ale że nikt z tak ekskluzywnego grona nikt mu nie powiedział że bredzi? XD

    pokaż spoiler jak kurwa można lubić, tego dzbana to ja nawet nie wiem


    #hajto #mecz #pilkanozna #championship pokaż całość

    źródło: streamable.com

  •  

    Cała akcja z #championship XD Leeds - Aston Villa
    #premierleague #mecz

    źródło: dailymotion.com

  •  

    Norwich-Sheffield Wed: Forestieri na 1-1 #golgif
    #mecz #pilkanozna #championship

    źródło: streamable.com

  •  

    Walczysz o awans do #premierleague
    Mecz u siebie z ligowym średniakiem
    Po kwadransie rywal gra w 10
    Hehe ez win
    Otóż nie tym razem XDDDD

    Buahahaha, ta liga jest bardziej pojebana niż ekstraklapa xD

    #championship #pilkanozna #mecz #leeds

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Screenshot_20190419-205543_FlashScore PL.jpg

  •  

    Jordy de Wijs (asysta Grosickiego)
    Hull - Wigan [2]:1

    #mecz #golgif #championship

    źródło: streamable.com

  •  
    m.....j

    +13

    Szanujesz, plusujesz

    #pilkanozna #premierleague #championship #mirkokoksy

    źródło: Adebayo_Akinfenwa_2015_(cropped).jpg

  •  

    Patrick Bamford (asysta Klicha)
    Preston - Leeds 0:[2]

    #mecz #golgif #championship

    źródło: streamable.com

  •  

    Teriery wracają do budy

    Naukowcy z Uniwersytetu Johna Hopkinsa z Baltimore dowiedli, że pies wyczuwa zły nastrój oraz strach człowieka, dzięki czemu gotowy jest ruszyć mu z pomocą. Potwierdza to tezę, że czworonogi mogą być naszymi najlepszymi przyjaciółmi, lecz jednocześnie powinny rozumieć, iż nie zawsze są najważniejsze, a ponadto znać swoje miejsce w szeregu. Podobnie jest w przypadku Terierów z Huddersfield, które po dwóch latach wylegiwania się na miękkiej kanapie zwanej Premier League, wracają do budy, to jest do Championship.

    Mimo że do końca sezonu pozostało jeszcze 6 kolejek, drużyna z John Smith’s Stadium nie ma już szans na utrzymanie się. Tych pozbawiło ją Crystal Palace, które w zeszłą sobotę pokonało podopiecznych Jana Siewerta 2:0 i sprawiło, że ekipa z hrabstwa West Yorkshire stała się drugim najprędzej opuszczającym angielską ekstraklasę klubem w jej dziejach. Szybciej zrobili to jedynie piłkarze Derby County, którzy w sezonie 2007/08 już 29 marca musieli pogodzić się ze spadkiem.

    Niepowodzenie Huddersfield nie jest żadnym, choćby najmniejszym zaskoczeniem. Przez dwa lata było ono skazywane na pożarcie, wydawało najmniej pieniędzy na pensje zawodników spośród wszystkich drużyn występujących w Premier League i strzelało najmniej goli. Ostatni czynnik jest wręcz znakiem rozpoznawczym Terierów, które przeszły do historii rozgrywek jako zespół z największym współczynnikiem meczów bez zdobyczy bramkowej. Stało się tak aż w 38 na 70 przypadków, co daje 54,3% spotkań “na zero z przodu”. Jednak czego innego spodziewać się po drużynie, która weszła do elity z negatywnym bilansem bramkowym?

    Za Huddersfield płakać nie będziemy, wszak nigdy nie porywało ono stylem gry, ani pasjonującą widowiskowością. Mimo to, warto przyjrzeć się jego kończącej się przygodzie z ekstraklasą, bo choć jej ostatni akt jest smutny, kibice klubu niejednokrotnie mieli powody do radości.

    Takim bez wątpienia był sam awans, wywalczony po 45 latach rozbratu z najwyższą klasą rozgrywkową. Jego okoliczności mogły przyprawić fanów o dreszcze - dzięki lepszej skuteczności w serii rzutów karnych, Teriery wygrały finał play-offów, zostawiając w pokonanym polu Reading. Choć miały być najsłabszym beniaminkiem w dziejach Premier League, świętowaniu nie było końca.

    Latem zarząd wzmocnił kadrę - udało się pobić klubowy rekord transferowy - a sztab trenerski, wraz z zawodnikami, rozpoczął przygotowania do kolejnego sezonu. Te okazały się na tyle efektywne, że zderzenie z elitą nie było dla Huddersfield tak bolesne, jak spekulowały media. Ba, na przestrzeni pierwszych sześciu kolejek ekipa z John Smith’s Stadium przegrała tylko jedno spotkanie. Potem było już znacznie trudniej, a drużyna prowadzona przez Davida Wagnera przeplatała przyzwoite lub nawet fenomenalne występy, jak chociażby wygrana z Manchesterem United, z kompletnie nieudanymi, jak na przykład porażka z późniejszym spadkowiczem ze Swansea. Liczy się jednak efekt końcowy, a tym było 16. miejsce w tabeli, które oznaczało pozostanie w ekstraklasie.

    Radości nie mógł przesłonić fakt, że Teriery należały do ligowych miernot. Odniosły przecież zaledwie 9 zwycięstw i straciły dwa razy więcej goli niż zdobyły. Wszyscy mieli świadomość, jak trudny będzie drugi sezon w Premier League i mimo, że w czerwcu 2018 roku ustanowiono nowy rekord transferowy, pieniądze wydawano rozsądnie. Priorytetem było wzmocnienie najbardziej newralgicznych pozycji, co miało pomóc w walce o przedłużenie bytu w najwyższej klasie rozgrywkowej. Dziś wiemy już, że były to płonne nadzieje.

    Na pierwsze trzy punkty w nowej kampanii Huddersfield czekało aż do 11. kolejki i starcia z beniaminkiem z Fulham. Rozpoczęło to najlepszy okres drużyny w bieżącym sezonie, który potrwał… 3 mecze. Między 25 listopada a 26 lutego Teriery zdobyły tylko punkt. Cały jeden punkt na 14 spotkań! W trakcie fatalnej serii, statek zdecydował się opuścić jego kapitan i architekt najświeższych sukcesów - David Wagner. Moim zdaniem, był to kulminacyjny moment rozgrywek 2018/19. Moment, który ostatecznie przesądził o losie drużyny z John Smith’s Stadium.

    - David, który jest wspaniałym człowiekiem, przyszedł do mnie i wyjawił, iż potrzebuje przerwy od rygoru pracy menedżera. To bardzo smutny dzień, lecz musimy patrzeć w przyszłość - tak o decyzji byłego reprezentanta Stanów Zjednoczonych wypowiadał się Dean Hoyle, prezes klubu. Rany miał zaleczyć Jan Siewert, sprowadzony z rezerw Borussii Dortmund, lecz Niemiec nie odmienił sytuacji drużyny, która pod jego wodzą wygrała zaledwie jedno spotkanie i w kiepskim stylu pożegnała się z Premier League.

    Słodko-gorzka przygoda z elitą nie obfitowała w piękne chwile, po których fani znajdowali się w stanie ekstazy. Na przestrzeni niespełna dwóch lat ich ulubieńcy odnieśli zaledwie 12 ligowych zwycięstw, 46 razy cieszyli się po strzelonych golach i aż 117-krotnie wyciągali piłkę z własnej bramki. Byli zwyczajnie zbyt słabi, by rywalizować z najlepszymi drużynami w kraju, co po spotkaniu z Crystal Palace przyznał Christopher Schindler, obrońca Huddersfield:

    - W tym momencie jestem pusty. Patrząc na ten sezon retrospektywnie, od początku do końca, nie byliśmy dostatecznie dobrzy, by utrzymać się w najlepszej lidze świata. To frustrujące, trudno jest znaleźć właściwe słowa. Dopóki mi nie powiedziano, nie byłem świadomy, że spadek jest przesądzony, ale musimy być realistami. Od sześciu lub ośmiu tygodni wiedzieliśmy, że będzie nam trudno i potrzebujemy cudu. Nikt nie chce tego doświadczyć, choć oczywiście ostatnie lata były dla klubu znakomite, rozwinęliśmy się, a kiedy nikt nie dawał nam szans na awans, zrobiliśmy to.

    Niemiec dodał też, że w ostatnich kolejkach zespół da z siebie wszystko i postara się wykorzystać ten czas na przygotowania do następnego sezonu. Na tę chwilę wydaje się, iż drużyna z John Smith's Stadium nieprędko wróci do elity, a jedynym pozytywem jest jej sytuacja finansowa.

    Dzięki temu, że zarząd rozsądnie dysponował pieniędzmi, klubowi nie grożą problemy związane z majętnością. Owszem, kadra składa się z 15 najdroższych zawodników w historii Huddersfield, lecz podczas ostatniego okienka transferowego oszczędzano i wydano zaledwie dwa miliony funtów. Ponadto Teriery zostaną objęte programem, który pomaga spadkowiczom w odnalezieniu się w realiach niższej ligi, więc o lukach budżetowych nie powinno być mowy.

    Istotna w procesie odbudowy jest także pozycja szkoleniowca. W tej kwestii kluczowe mogą okazać się decyzje podjęte zeszłej zimy, gdyż właśnie wtedy zespół objął Jan Siewert. Wprawdzie nie sprawdził się on w roli strażaka, ale może przywrócić drużynie blask, formując ją od podstaw na własną modłę. Co ważne, prezes klubu wyraził chęć dalszej współpracy z Niemcem:

    - Wierzę, że Jan wywarł na drużynę duży wpływ. Podjął kilka ważnych decyzji i wykazał się poświęceniem dla klubu. Jestem zadowolony z jego działań i czekam na to, jak zespół będzie wyglądał po przepracowaniu pełnego okresu przygotowawczego. Zarząd ufa Janowi i postrzega go jako człowieka, który jest w stanie odbudować drużynę.

    Dean Hoyle dodał również, iż patrzy w przyszłość z nadzieją i choć ma świadomość poziomu rywalizacji, jaki panuje w Championship, sądzi, że przed jego klubem dobre czasy. Osobiście nie mam co do tego pewności, gdyż nie wierzę w rychły powrót Huddersfield do Premier League. Nie z tak mierną grupą piłkarzy, nie z tak wątpliwą jakością oferowanych przez nich usług. Na znaczące inwestycje w nowych, lepszych zawodników się bowiem nie zapowiada, a bez tego ani rusz.

    Oby zetknięcie z zimną, przeciekającą budą nie było dla Terierów zbyt brutalne.

    Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym publikuję moje opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

    Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo
    Dzięki!

    #sport #mecz #pilkanozna #premierleague #huddersfield #championship #zycienaokraglo
    pokaż całość

    źródło: gettyimages-1139308066-e1553966727417.jpg

    •  

      Drugi sezon zdecydowanie bardziej weryfikuje beniaminkow niż pierwszy. Dodając do tego kasę jaką ich bezpośredni rywale wydali na wzmocnienia, już przed sezonem byli głównym kandydatem do spadku na spółkę z Cardiff. Mimo wszystko chyba nikt nie spodziewał się aż takiego blamazu

    •  

      Ta buda aż tak zimna i przeciekająca nie będzie. Jasne - spadek to spadek, ale w tym sezonie też raczej skupiały się na siedzeniu w budzie i wybieganiu z niej tylko po to, by kąsać przechodniów - przeważnie jednak kończyło się kopniakiem.
      Tam, dokąd idą Terriery ich buda będzie przez sezon przynajmniej najwygodniejszą budą w schronisku - później będzie się dopiero sypać.

      A co do stylu spadku - żegnamy bez żalu. Middlesbrough podobnie męczyło bułę trzy lata temu. pokaż całość

  •  

    Kamil Grosicki (x2)
    Ipswich - Hull 0:[2]
    STREAMABLE

    #mecz #golgif #golgifpl #championship

    GFY

    źródło: gfycat.com

    +: rzaden_problem, EscapeFromEveryday +147 innych
  •  

    Zaraz zobaczymy, co TurboDebil pokaże ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #championship #pilkanozna

    źródło: IMG-20190330-WA0007.jpeg

  •  

    Jarrod Bowen (druga asysta Grosickiego)
    Hull - QPR [2]:0

    #mecz #golgif #championship

    źródło: streamable.com

  •  

    Jarrod Bowen (asysta Grosickiego - dziesiąta w tym sezonie)
    Hull - QPR [1]:0

    #mecz #golgif #championship

    źródło: streamable.com

  •  

    Chris Martin (asysta Grosickiego)
    Norwich - Hull 3:[2]

    #mecz #golgif #championship

    źródło: streamable.com

  •  

    Mateusz Klich
    Reading - Leeds 0:[1]
    STREAMABLE

    #mecz #golgif #golgifpl #championship

    GFY

    źródło: gfycat.com

    +: przemo97, EscapeFromEveryday +184 innych
  •  

    Dzisiejsza bramka Pawła Olkowskiego w Championship
    Bolton Wanderers - Millwall [1]:0
    STREAMABLE

    #mecz #golgif #golgifpl #championship

    GFY

    źródło: gfycat.com

  •  
    EscapeFromEveryday

    +27

    Leeds 1-0 West Brom - Pablo Hernandez 1'

    #golgif #mecz #championship

    źródło: streamable.com

  •  

    Ezgjan Alioski (asysta Klicha)
    Leeds - Bolton [2]:1

    #mecz #golgif #championship

    źródło: streamable.com

  •  

    Fraizer Campbell (asysta Grosickiego)
    Brentford - Hull 0:[1]

    #mecz #golgif #championship

    źródło: streamable.com

  •  

    W końcu się uda Kamil, trzymamy kciuki

    #championship #turbodebil #pilkanozna

    źródło: IMG_20190220_182516.png

  •  

    Fraizer Campbell (asysta Grosickiego)
    Hull - Rotterham [2]:0

    #mecz #golgif #championship

    źródło: streamable.com

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów