Gorące dyskusje ostatnie 12h

  • avatar

    jestem u kolegi na chacie i widze to

    odpowiedzi (16)

  • avatar

    Myślę, że odebranie sobie życia w noc sylwestrową to może być jedyna i najlepsza rzecz, jaką mogę dla siebie zrobić, bo patrzę już tylko z obrzydzeniem na ten świat i na siebie. Wczoraj cały dzień przeleżałem w łóżku i spałem tyle, ile się tylko dało, bo sen to jedyna rzecz, która mnie jeszcze satysfakcjonuje. W trakcie snu traci się świadomość, dlatego mógłbym tak spać i nigdy już się nie obudzić, wszystko mi już jedno. I tak nie miałem siły wstać, nie miałem po co. Wieczorem zebrałem resztki sił i wyszedłem z kolegami do klubu, choć wiedziałem, że to nie ma żadnego sensu, ale nic, wyciągnęli mnie. O ile ostatnim razem potrafiłem tam chociaż przez chwilę dobrze się bawić i nawet z kimś zatańczyć tak teraz stanąłem na środku zatłoczonego parkietu i w milczeniu obracałem się i tylko patrzyłem na ten cały cyrk. Słysząc kolegów pytających mnie dlaczego nie tańczę patrzyłem na ten pierdyliard dziewczyn ocierających się dupami o stokroć lepszych ode mnie facetów, patrzyłem na te żałosne tańce godowe, które przywoływały we mnie tylko jeden obraz- ryb w okresie tarła w śmierdzącym zacienionym jeziorze czy jakichś dzikich zwierząt w stadzie. Jakże żałosny wydał mi się wtedy świat. Nie potrafiłem wydobyć z siebie choć odrobiny dobrej zabawy, wymusić na sobie tego tańca ani nawet uśmiechu w stronę jakiejkolwiek dziewczyny. Jakże obrzydliwi są ludzie w swoich zwyczajach. Jakże niewiele różnią się od zwierząt. Nawet w tłumie czułem się samotny i cholernie bezradny. Pomyślałem sobie wtedy o swoich rodzicach: "Dlaczego oni mogli poznali się w tak naturalny sposób, a ja muszę obracać się w takich miejscach i brać udział w tym cyrku by zdobyć choć znikomą szansę na poznanie kogoś?" "Dlaczego muszę brać udział w takich przedstawieniach, brać udział w wyścigu szczurów (a raczej napalonych samców) by choć jedna na mnie spojrzała?" "Co ja tutaj robię?" Jakie to wszystko wydawało mi się prymitywne. Przypomniałem sobie wtedy moje wysiłki na pieprzonym tinderze, a później sięgałem dalej pamięcią do czasów szkoły, gdy zaznałem pierwszego odrzucenia. Potem przypomniałem sobie ostatnie odrzucenie i wróciły do mnie uczucia, które chciałem zostawić w mieszkaniu i nie brać ich do klubu. Wróciła do mnie nienawiść do kobiet i pogarda dla ich natury. Kiedy tak stałem przybity na środku parkietu przychodziły mi myśli, że chciałbym, żeby wszystkie dziewczyny wokół w tym zaszczanym klubie zniknęły. Poczułem się jakbym wewnątrz siebie miał psychopatę, w moich oczach pojawiły się łzy i przedarłem się przez cały tłum by jak śmieć rozpłakać się przy barze, gdy wokół była masa ludzi. W myślach miałem już jedynie wszystkie swoje porażki i z trudem zasłaniałem twarz. W końcu nawet darowałem sobie zasłanianie twarzy i zacząłem rozglądać się na boki. Jak ranny na jakimś polu bitwy spoglądałem na twarze ludzi wokół, jakby szukając pomocy, jakby próbując złapać kontakt wzrokowy z kimkolwiek i zyskać współczucie. Kiedy patrzyłem na ludzi na parkiecie zrozumiałem jak bardzo nie pasuję do tego świata. Samotność, brak celu w życiu, studia, którymi gardzę, depresja, ogólna bezradność, to wszystko zamieszało mi w głowie i zapanowało nade mną. Jak tonący okręt na morzu. Patrzyłem w oczy dziewczynom przy barze, pomyślałem sobie: "Boże, jak bardzo wy mną gardzicie, jak bardzo jestem dla was nikim, jak wiele z was na co dzień odwraca wzrok by wbić oczy w ekrany telefonów, jak wiele z was od niechcenia mówi mi cześć na uczelni albo nawet mnie nie zauważa, jak wiele z was każe mi na siebie patrzeć przez wasze kreacje, makijaże i gesty by nie dać mi ani jednej szansy przy jakiejkolwiek próbie, jak wiele kobiety zrobiłyście bym wami gardził, jak bardzo znienawidziłem wszystkie te dziewczyny, dla których chciałem się poświęcać a mną wzgardziły, jak bardzo chciałbym zobaczyć ich klęski i móc je wyszydzić, jak bardzo chciałbym się zemścić za zlekceważenie, za obojętność, za zabawę uczuciami i całkowity brak ludzkich uczuć. Kobiety stały się dla mnie zwierzętami, istotami, które nie myślą, którymi kieruje instynkt, którym obce są zasady i człowieczeństwo. Wstydzę się takich odczuć. Kiedy każdą z moich współlokatorek odwiedza chłopak i słyszę ich śmiechy, ich głos za ścianą mam ochotę wypieprzyć ich na zbity pysk by nie musieć ich znosić obok siebie. Kiedy widzę zakochane pary na ulicy mam ochotę siłą rozdzielić ich splecione rączki i zdzielić z otwartej dłoni po głowach. Zapanowała nade mną zawiść. Jak bardzo nisko upadłem i jak bardzo nie mam siły robić już czegokolwiek, bo nic dla mnie nie ma sensu. Dryfuję po oceanie, mając połamane maszty, rozdarte żagle, zgubione wiosła i podpalany przez pioruny, nie mogąc się spalić bo gaszą mnie wysokie fale. Często myślę sobie, jak na moje odejście zareagowaliby wszyscy moi znajomi? Kto, oprócz mojej rodziny uroniłby łzy nad moją głupotą? Dla kogo, po za rodziną w ogóle byłem ważny? Czeka mnie kolejny samotny sylwester i kolejny nie dający nadziei rok. Ciągle sobie myślę, że wolę zamknąć się w roku 2017 niż przeżyć choć jedną dobę roku 2018. Śmierć w blasku fajerwerków, podobnie do panikujących psów zostawionych w domach przez właścicieli, w kontraście do wszystkich przewspaniale bawiących się znajomych i wszystkich zakochanych par życzączych sobie szczęśliwego nowego roku. Myślę sobie czy to nie jest czasem doskonały plan? Po co mam dalej uczestniczyć w tym cyrku? Po co mam łudzić się, że kolejny rok będzie lepszy, skoro łudziłem się tak przez wszystkie ostatnie lata? Może czas dla mnie abym przerwał tą chorą grę? Może czas dla mnie powiedzieć stop i nie dać się dłużej upokarzać przez ten świat? Ja nie widzę przed sobą żadnej przyszłości. Nie potrafię dłużej patrzeć na szczęśliwych ludzi, ani słuchać mądrali radzących mi by pokochać siebie wraz ze wszystkimi swoimi wadami. Miałem bardzo dużo czasu by pokochać siebie i swoją samotność, ale to nie wypaliło.Samotność to najgorsza z rzeczy, które tak przygniatają mnie do podłogi. Gdziekolwiek jestem czuję się jak obcy, jak ten intruz. Chciałem z tym wszystkim iść do jakiegoś psychologa, gdy leki mi nie pomagają, ale nie wierzę w to, by ktokolwiek mógłby przekonać mnie jeszcze do mnie samego. Jak do tego doszło, by w wieku 22 lat tak się czuć?
    A najbardziej wymowną sceną, gdy byłem przy tym barze było to, gdy zostałem odepchnięty przez jakiegoś typa, który koniecznie chciał stanąć w moim miejscu, mając wolne miejsca wokół. "Spierdalaj"- tyle od niego usłyszałem, a jakiś czas później zobaczyłem jak tańczył i całował się na parkiecie z jakąś kobietą. Alegoria mojego życia. "Jesteś nikim" "Jesteś intruzem" "Wynocha z tego świata" "Jesteś słabszą jednostką, która musi zginąć w tym biegu" "Nic nie znaczysz". Często słyszę w myślach: "zabij się", "odejdź", "na nic nie zasługujesz", "jesteś i zawsze będziesz nikim". Jestem tak rozchwiany, że wystarczy błahostka bym danego dnia był przygnębiony. W języku wykopu jestem przegrywem. I piszę to wszystko nad ranem, bo i tak kolejny dzień spędzę w łóżku. Mam wiele do zrobienia, a siły na nic. Wspaniale, że zasypiając choć na trochę stracę świadomość, bo kiedy się obudzę znów wszystko do mnie wróci.

    #przegryw #samotnosc #tfwnogf #depresja #gorzkiezale #rozowepaski #niebieskiepaski
    pokaż całość

    odpowiedzi (56)

  • avatar

    BRACIA SATURNOLEC JAK JA ICH KURWA NIENAWIDZĘ

    odpowiedzi (21)