•  

    2 460 - 1 = 2 459

    Tytuł: Player One
    Autor: Ernest Cline
    Gatunek: Fantastyka naukowa, przygodowa
    ★★★★★☆☆☆☆☆

    Zbliża się druga połowa XXI wieku, a nasza planeta z roku na rok staje się coraz gorszym miejscem do życia. Szaleją coraz to inne kryzysy: społeczne, ekonomiczne, gospodarcze. W takiej sytuacji jedyną odskocznią od ponurej rzeczywistości jest wirtualna rzeczywistość o nazwie OASIS, gdzie można być kim się chce i robić co się chce. Gdy umiera jej twórca, James Halliday, wychodzi na jaw, że ukrył w niej sekrety, których odkrywca odziedziczy po nim jego zawrotną fortunę. Jak się okazuje Halliday był ogromnym miłośnikiem lat 80-tych, dekady w której dorastał. W szczególności interesowała go szeroko pojęta popkultura oraz rzeczy związane z komputerami i właśnie to odzwierciedlają zagadki, które zaprogramował. Na poszukiwania wyruszają wszelkiej maści maniacy i jajogłowi, ale również pewna korporacja, która w celu przejęcia kontroli nad OASIS nie cofnie się przed niczym.
    Jest to raczej przeciętna fantastyka dla nastolatków wyróżniająca się jedynie swoimi wszechobecnymi odniesieniami do kultury popularnej lat 80-tych. Zresztą nie jestem pewien do kogo w końcu książka jest skierowana. Autor co chwile odwołuje się do różnych kulturowych fenomenów i powołuje się na nostalgię starszych czytelników zaznajomionych z tymi realiami; jednocześnie nie może się powstrzymać przed wyjaśnianiem wszystkich nawiązań, bojąc się chyba, że młodsi czytelnicy ich nie zrozumieją. Wychodzi z tego taki groch z kapustą ani dla jednych, ani dla drugich. A i wiele z tych odniesień wydaje mi się wymuszonych, ale może to dlatego, że nie jestem jakimś strasznym miłośnikiem tego okresu. Poza tym sceneria dystopicznej przyszłości wygląda jak wycięta z szablonu, ze standardowym przeludnieniem, degradacją środowiska i złymi korporacjami.
    Ogólnie nie jest to słaba książka - fabuła może nawet się z grubsza podobać. Jednak można było to o wiele lepiej wykonać, nie tak topornie. Określił ktoś tę książkę jako nostalgiczne porno i coś w tym jest.

    #bookmeter

    źródło: cdn.bonito.pl

    Gorące dyskusje ostatnie 12h

    • avatar

      A więc nawiązując o mojego poprzedniego wpisu. Ostrzegam to będzie ściana tekstu!

      Najpierw opowiem wam kilka słów o mnie, #rozowypasek lvl 23, leczę się farmakologicznie od września zeszłego roku, diagnoza: epizod depresyjny #depresja oraz #nerwica lękowa (również nerwica natręctw ale na tyle mało przeszkadzająca i z małą ilością objawów, ze nie trzeba jej leczyć). Nerwice prawdopodobnie mam już od kilku lat, a zaburzenia obsesyjno-kompulsywne tak naprawdę od kiedy tylko pamiętam ale myślałam, że każdy tak ma xD Jak byłam mała miałam z tym większy problem z biegiem lat nauczyłam się z tym żyć i walczyć z uciążliwymi nawykami. Powód depresji nie jest do końca znany, nałożyło się na to kilka czynników i po prostu coś we mnie pękło.

      pokaż spoiler Niezła ze mnie spierdolina xD


      Po 4 miesiącach leczenia czułam się coraz lepiej, wracałam do życia i zaczynałam wierzyć, że mogę z tego wyjść. Niestety przed świętami mój związek z #niebieskipasek zaczął się psuć i oficjalnie rozeszliśmy się jakoś ponad 2 tygodnie temu. I to był gwóźdź do trumny. Zaczęły się ataki paniki tak mocne, ze lekarz przepisał mi benzodiazepiny a i tak z dnia na dzień było coraz gorzej. Ciągła panika, myśli samobójcze tak zaawansowane, ze pożegnałam się już paroma osobami. W końcu w przypływie chwilowej odwagi zapisałam się do psychologa, udało się pójść jeszcze tego samego dnia.

      Co do samej psychoterapii jest ich wiele rodzajów, do najczęściej stosowanych (z tego jakie informacje udało mi się uzyskać) należą:

      -poznawczo-behawioralna: w dużym skrócie polega na tym, ze terapeuta jest jakby naszym nauczycielem, pomaga nam w naszym problemie, daje zadania domowe. Ta terapia jest zwykle nastawiona na konkretny cel.

      - psychoanalityczna: ten sposób terapii wywodzi się od psychoanalizy Freuda. Tutaj próbuje się ustalić powody, przez które wystąpiły problemy w życiu pacjenta, analizuje się jego dzieciństwo, relacje z ludźmi itp. Tutaj też terapeuta nie daje nam zadań, jest bardziej aktywnym słuchaczem, zadającym nam odpowiednie pytania. Ten właśnie też sposób terapii wybrałam.

      A więc!

      Moja pierwsza wizyta wyglądała w ten sposób, ze Pani terapeutka zapytała o powód mojej wizyty. Zaczęłam jej więc opowiadać a ona tylko słuchała. Prawie od razu zaczęłam płakać. W momencie kiedy nie wiedziałam co mówić dalej ona tylko zadała jakieś pytanie i znowu wychodził ze mnie potok słów. Było to bardzo emocjonujące dla mnie i kiedy widziała, że te emocje są na tyle silne, ze ciężko mi mówić chwilowo zmieniała temat by zaraz do tego wrócić. Mam wrażenie, ze wszystko co mówiłam nie było spójne, nie wiedziałam co jest ważniejsze, co powiedzieć najpierw. Chciałam powiedzieć wszystko a wyszedł z tego jeden wielki chaos. Jakoś po 45 minutach Pani terapeutka powiedziała, że faktycznie trzeba mi pomóc, bo widać, że nie radzę sobie z tym co teraz dzieje sie w moim życiu. Wytłumaczyła mi jak ona widzi plan na następne spotkania: 3/4 będą typowo zapoznawcze, będziemy się poznawać i zobaczymy czy wytworzy się miedzy nami relacja, zaufanie pozwalające na efektywną prace. Każde spotkanie będzie miało jakiś temat przewodni, na którym będziemy się skupiać ale poza tym jeśli tylko będzie taka potrzeba będziemy też omawiać bieżące sprawy które są dla mnie ciężkie i tak w końcu dojdziemy do sedna mojego problemu.
      Wychodząc z gabinetu, miałam wiele skrajnych myśli. Czułam się trochę jak małe bezbronne dziecko które trzeba ochronić, bo przecież wygadałam się z wielu intymnych dla mnie spaw o których nie mówiłam nikomu innemu. W miarę mijających minut, kiedy dojechałam do mieszkania poczułam wielką ulgę oraz przypływ siły, ze chyba jednak dam rade! Poradzę sobie z tym! Ten wieczór był moim pierwszym od ponad tygodnia kiedy zasnęłam bez potrzeby brania bezno.

      Kolejna wizyta zaplanowana na piątek, jeśli jesteście zainteresowani obserwujcie tag #wezsielecz i dajcie plusika żebym miała coraz więcej sił!

      Postaram się zaraz zawołać wszystkich plusujących wpis ale to będzie mój pierwszy raz xD

      Pozdrawiam tych którzy wytrwali do końca, czeka was życie w wiecznym splendorze!
      pokaż całość

      odpowiedzi (118)

    • avatar

      Rozmawiałam dzisiaj z koleżanką z pracy o weekendach. Powiedziałam, że czasami w soboty śpię do 15 i cały dzień chodzę w szlafroku. Stwierdziła, że jej by było szkoda życia na takie coś.
      No cóż. Mnie się najlepiej żyje kiedy śpię ¯\_(ツ)_/¯
      #gownowpis #zycie #takaprawda

      odpowiedzi (32)

    • avatar

      O kurwa, co śmiechłem to moje #humorobrazkowy #heheszki

      odpowiedzi (25)