•  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Otrzymałem właśnie smutną wiadomość, że w wieku 105 lat zmarł ostatni odznaczony Krzyżem Rycerskim z Liśćmi Dębu, Korvettenkäpitan Reinhard Hardegen, jeden z najsłynniejszych asów U-Bootwaffe. :(

    Legenda już za swojego życia, dowódca U-123 typu IX B. Łowca amerykańskich statków podczas operacji ''Paukenschlag''. W jednym rejsie w styczniu 1942 r. zatopił osiem statków, co przyniosło mu Krzyż Rycerski i miejsce wśród czołowych asów U-Bootwaffe. Podczas patrolu Hardegen był na tyle bezczelny, że wszedł do nowojorskiego portu i spenetrował go. US Navy niemal go nie niepokoiła - nie była w stanie mu przeszkodzić. Przy drugim patrolu w marcu 1942 r., również u wybrzeży USA wdał się w walkę ze statkiem-pułapką, prowadząc pojedynek artyleryjski; zniecierpliwiony oficer dobił napastnika torpedą. Również i w tym rejsie zatopił osiem statków, w tym cenne zbiornikowce. Był to jego ostatni patrol bojowy, potem wykonywał już służbę w sztabie.

    Do bolzgich płaczków-internetowych patriotów: Hardegen nigdy nie był nazistą, otwarcie krytykował nazizm, a na kolacji u Führera z okazji odznaczenia Krzyżem Rycerskim wywołał wielki skandal, mówiąc, że wszystkie te dywizje pancerne są nic nie warte, a powinno się zwiększyć liczbę U-Bootów.

    Ponadto, oddam głos ostatniemu prawdziwemu podwodniakowi w internecie:

    ''Wiesz czym zasłynął oprócz tego, że wyśmiał całą US Navy gdy topił statki pod samymi atlantyckimi brzegami USA i spenetrowaniem (!) portu w Nowym Jorku? Pewnie nie wiesz... Gdy 21 października 1941 roku Hardegen storpedował krążownik pomocniczy HMS Aurania, podniósł z wody jedynego rozbitka tego okrętu - a miało to miejsce na środku Atlantyku - i uratował go.''

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Kanonierka USS ''Panay'' podczas rejsu po Jangcy, 1928 r.

    Amerykanie, jak większość krajów, posiadali swoje koncesje w Chinach. Były to wydzierżawione mocarstwom na wiele lat terytoria chińskie. USA posiadały swoje w Szanghaju i Tiencinie. Koncesje chronione były przez US Navy i US Marine Corps. Częścią ochrony był tzw. Yangtze Patrol, czyli kanonierki rzeczne, patrolujące Jangcy. Było to konieczne ze względu na uzbrojone bandy przemytników, które ostrzeliwały i napadały cywilne barki.

    Kiedy Japonia napadła na Chiny i w grudniu 1937 roku zbliżała się do Nankinu, kanonierka USS ''Panay'' ruszyła w rejs w górę rzeki Jangcy, żeby ewakuować obywateli amerykańskich ze strefy działań wojennych. Towarzyszyły jej trzy tankowce Standard Oil. Kanonierka była dość nową jednostką (zwodowana w 1927 r.) i uzbrojona była w dwa działa 76 mm i osiem karabinów maszynowych. 11 grudnia 1937 r. okręt wyruszył w rejs, mając na pokładzie 55 osób, w tym kilku korespondentów wojennych. 12 grudnia, po 30 milach rejsu kapitan James Hughes nakazał rzucić kotwicę, chciał dać chwile wytchnienia załodze i ewakuowanym. Część grała w karty, niektórzy udali się na pokład sąsiednich tankowców, żeby wypić w spokoju piwo, pozostali odpoczywali.

    Tuż przed godziną 14 ryk silników rozległ się nad kotwicowiskiem. Pojawiły się trzy japońskie samoloty lotnictwa floty Yokosuka B4Y, dowodzone przez por. Mastake Okuyamę. Bombowce przystąpiły do ataku, mimo, iż na okręcie wyraźnie wisiały dwie bandery Stanów Zjednoczonych, a dodatkowo flaga była wyłożona na dachu mostka. Dwie z osiemnastu bomb 60 kg trafiły w sterówkę i rufę kanonierki, ciężko ją uszkadzając i raniąc kapitana. Załoga odpowiedziała ogniem, jednak napastnicy w ogóle się tym nie przejęli. Co więcej, dziewięć myśliwców Nakajima A4N ostrzelało tonącą kanonierkę. Pełniący obowiązki dowódcy Arthur Anders nakazał ewakuacje. Traf chciał, że jeden z korespondentów miał akurat włączoną kamerę i sfilmował przebieg nalotu.

    Kanonierka zatonęła po dwóch godzinach, zginęło 3 marynarzy, a 27 zostało rannych, raniono też 4 cywilów. Incydent budzi do dzisiaj kontrowersje - mówi się, że rozkaz wydali oficerowie pod Nankinem, a nawet Sztab Generalny. Sprawa odbiła się głośnym echem w mediach. Japończycy natychmiast przeprosili i zobowiązali się zapłacić wysokie odszkodowanie (2,2 mln ówczesnych dolarów). Dodatkowo, do ambasady USA w Tokio napłynęły z całego Imperium wyrazy współczucia i przeprosiny od narodu japońskiego. W listach znajdowały się często różne sumy pieniężne - to była oddolna akcja płacenia datków przez tysiące Japończyków. Zachęcały zresztą do tego japońskie media. Sprawa została załatwiona polubownie, ale relacje Japonii i USA uległy dalszemu ochłodzeniu.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    No proszę, Polacy zdobywali Berlin w 39 roku a media milczą! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #historia #heheszki #olx #iiwojnaswiatowa

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Wyjątkowo nie w kolorze, ale i okoliczności mnie zmuszają. Londyńska parada zwycięstwa w 1946 roku.

    Wydarzenie to przeszło w polskiej historii jako symbol narodowej zdrady, bo źli Anglicy nie zaprosili Polaków, co to ich ''ocalili'' w 1940 roku i ''kazali sobie płacić za sprzęt'', to jeszcze perfidni niewdzięcznicy nie zaprosili NA PARADĘ! No bo jak to, byli jacyś, hehe, sanitariusze z Fidżi (a dzie to wogule jest, wiesz Halyna?!?!??!), a Polaków nie było!!!111oneone

    No nie było. Na własne życzenie. Oczywiście, tego nie zrozumieją niektórzy.

    W 1946 roku rząd Wielkiej Brytanii uznawał tylko jeden polski rząd - Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej z Warszawy. Uznał go w lipcu 1945 roku, wespół z USA, wierząc, że będzie to kompromisowy rząd złożony z przedstawicieli PKWN i rządu londyńskiego.

    W związku z powyższym Brytyjczycy NIE MOGLI zaprosić rządu londyńskiego, bo oficjalnie nie utrzymywali z nim kontaktów. Zaproszono Warszawę, ale ta - pod naciskiem Moskwy - nie udzieliła żadnej odpowiedzi. Swoją drogą, czy na paradzie ktoś odnotował udział żołnierzy radzieckich, też przecież koalicjantów walki z Niemcami? Byli może Rumuni i Bułgarzy, też przecież walczący u schyłku wojny z Niemcami? Byli Jugosłowianie, mający podczas wojny dwukrotnie większą armię, niż Polacy? Chyba nie...

    Niezależnie od tego, RAF zachował się bardzo przyzwoicie i na własną rękę zaprosił 25 najlepszych polskich pilotów. Ci jednak, dowiedziawszy się, że będą maszerować w towarzystwie żołnierzy WP, a nie PSZ, zaproszenie odrzucili. Zaproszono też polskich generałów, m.in. Stanisława Kopańskiego, którzy również zaproszenie odrzucili, bo nie chcieli oglądać ''oddziałów Żymierskiego'' (tak to określił Kopański).

    Jestem zdumiony i zażenowany tym, że takie błahe wydarzenie, jakaś tam paradka sprzed 72 lat, urosła do rangi narodowej zdrady. W dodatku w sposób kłamliwy i zmanipulowany. Polacy zostali zaproszeni, a nie zjawili się na paradzie tylko dlatego, że znowu musieli robić swoje prywatne wojenki. Równie dobrze paradę z Londynu można skontrować paradą w Moskwie, gdzie w 1945 r. Polacy byli JEDYNYMI cudzoziemcami, defilującymi na Placu Czerwonym. Tylko po co, skoro to była tylko parada...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  
    wojna via iOS

    +43

    Radziecki pocisk moździerzowy 50mm usunięty z pleców szer. Hugo Turunena w rejonie Rukajärvi, Rosja.

    1944r.

    #iiwojnaswiatowa #2wojnaswiatowa #drugawojnaswiatowa #wojna #fotografia #fotohistoria #gruparatowaniapoziomu

    źródło: embed.jpg

  •  

    #wojna #iiwojnaswiatowa #historia #polska

    „Wszyscy fachowcy polskiego pochodzenia mają być wykorzystani w naszym przemyśle wojennym. Później Polacy znikną ze świata.[...] Godzina każdego Niemca zbliża się. Dlatego jest rzeczą konieczną, by wielki naród niemiecki widział swe główne zadanie w zniszczeniu wszystkich Polaków”. Heinrich Himmler

    14 czerwca 1940 roku do obozu koncentracyjnego Auschwitz dotarł z Tarnowa pierwszy transport 728 polskich więźniów politycznych.

    Wśród więźniów byli żołnierze polskiej wojny obronnej, członkowie podziemnych organizacji niepodległościowych, gimnazjaliści i studenci, a także mała grupa polskich Żydów. Otrzymali oni numery od 31 do 758. Na okres kwarantanny zostali umieszczeni w budynku dawnego Polskiego Monopolu Tytoniowego, nieopodal terenu dzisiejszego Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Wojnę przeżyło jedynie 298 więźniów, zginęło 272, a w przypadku 158 los jest nieznany.

    Od 2006 roku, decyzją Sejmu RP, 14 czerwca obchodzony jest jako Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych

    https://www.facebook.com/historia.polski.dzien.po.dniu/?hc_ref=ARQLTSF_ZqxIQx3GLIQKUe69Iut7F-tXk3E88a9sqeUMMB9npx_GXu0rK2objwD3cU4&fref=nf
    pokaż całość

  •  

    To zdjęcie mojego dziadka, gdy służył podczas wojny w Anglii. Był mechanikiem. Wiecie może co to za samolot za nim?

    #lotnictwo #drugawojnaswiatowa #iiwojnaswiatowa #historia #fotografia

  •  

    Niemieckie samobieżne działo SdKfz 165 "Hummel" z 12.Dywizji Pancernej SS „Hitlerjugend”, zniszczone podczas "Bitwy pod Falaise".

    1944r.

    #iiwojnaswiatowa #2wojnaswiatowa #drugawojnaswiatowa #wojna #fotografia #fotohistoria #gruparatowaniapoziomu pokaż całość

    źródło: 1.jpg

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Kometą w stronę gwiazd. Zniszczona jedna z wielu nadziei na odwrócenie losów wojny - niemiecki myśliwiec rakietowy Messerschmitt Me-163 ''Komet'', Niemcy, wiosna 1945 roku.

    Twórcą samolotu był genialny konstruktor, prof. Alexander Lippisch, który wniósł wielki wkład w rozwój konstrukcji latających skrzydeł i układu delta (notabene, miłość do maszyn latających wzięła mu się od ojca lotnictwa - samego Orville'a Wrighta). ''Komet'' był rozwinięciem jego poprzedniej konstrukcji - szybowca DFS 194, oblatanego w 1940 roku. Efekty były zadowalające i DFS 194 przeprojektowano na Me-163. Pierwszy lot z silnikiem rakietowym odbył się w październiku 1941 roku - czołowy oblatywacz III Rzeszy, kpt. Heini Dittmar uzyskał na nim astronomiczną wówczas prędkość 1004 km/h. Samolot miał konstrukcję średniopłata, pozbawionego ogona. Nie posiadał podwozia, a startował z odrzucanego wózka, zaś lądował na wysuwanej płozie. Paliwa jednak starczało tylko na 13 minut lotu - plan ataku przewidywał, że komety wzniosą się na duży pułap i stamtąd będą atakować lotem szybowcowym formacje bombowe sinusoidalnie. Lippisch wiedział, że maszyna musi być jak najlżejsza. Próby (m.in. w Katowicach) trwały aż do 1944 roku (wówczas Dittmar pobił swój własny rekord i osiągnął prędkość 1130 km/h), wówczas ruszyła produkcja seryjna - wyprodukowano 320 sztuk samolotu, z czego 279 otrzymała Luftwaffe. W odróżnieniu od sowieckiego rakietoplanu BI-1, Me-163 miał skośne skrzydła i dzięki temu zachował sterowność w locie przy potężnej prędkości. Wielkim problemem było niebywale żrące paliwo - po każdym tankowaniu samolot musiał być dokładnie umyty. Zdarzył się wypadek, że przeciek paliwa do kabiny spowodował rozpuszczenie pilota żywcem - nieszczęśnikiem tym był por. Josef Pöhs, Expert z 43 zestrzeleniami, odznaczony Krzyżem Rycerskim.

    Samoloty trafiły do specjalnie zorganizowanej grupy I./JG 400, której emblematem były rakietowe pchły. Utworzono dwie eskadry, oraz zalążek trzeciej. Pierwsze użycie bojowe Kometów miało miejsce 6 sierpnia 1944 roku - 16 sierpnia Mustangi zestrzelił pierwszego Kometa. Trzy tygodnie później Komety strąciły trzy Latające Fortece, tracąc jedną maszynę. Większość lotów odbyła się latem i jesienią 1944 roku. Najwięcej maszyn było w powietrzu 28 września. Samoloty wzbudzały konsternację amerykańskich załóg - były tak szybkie, że nie można było nawet zauważyć, jak dokładnie wyglądają (latały z kosmiczną prędkością 900 km/h!). Ciekawostką było eksperymentalne umieszczenie wyrzutni rakietowych SG500 Jagdfaust za kabiną - samolot przelatywał od dołu pod bombowcem, co uaktywniało fotokomórkę i powodowało wystrzelenie salwy. Zniszczono tak przynajmniej jeden brytyjski bombowiec Halifax 10 kwietnia 1945 roku. Samolot w takiej wersji jest na zdjęciu. Ogółem, Komety strąciły 9 bombowców za cenę 14 własnych maszyn, z czego większość stracono podczas wypadków z paliwem i problemami podczas lądowania.

    Jak podsumował swoich ludzi major Wolfgang Späte, dowódca JG 400: ''Moi ludzie byli gotowi oddać życie, by tylko spełnić swoje marzenie o locie rakietą''.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Zdjęcie przedstawia pięciu braci Sullivan, służących w szeregach Amerykańskiej Marynarki Wojennej w czasie II Wojny Światowej (od lewej do prawej – Joseph, Francis, Albert, Madison i George).

    Cała piątka braci zaciągnęła się na ochotnika do służby w Marynarce Wojennej USA 3 stycznia 1942 roku. Na wybór braci wpłynął z pewnością fakt choć zarówno George jak i Francis służyli w US Navy już wcześniej. W trakcie przydziału bracia jednoznacznie stwierdzili, iż chcieliby służyć na tym samym okręcie. Co prawda w amerykańskich siłach zbrojnych istniały wtedy przepisy nakazujące rozdzielanie członków tej samej rodziny w taki sposób, aby nie służyli w tych samych jednostkach, to nie były one zbyt mocno przestrzegane. Po zakończeniu szkolenia, cała piątka Sullivanów przydzielona została do służby na pokładzie lekkiego krążkownika USS Juneau. Był to nowoczesny okręt – zwodowany zaledwie w październiku 1941 roku i włączony do służby w US Navy w lutym 1942 roku. Był on jednym z czterech krążowników lekkich klasy Atlanta, zaprojektowanych jako mogące pełnić role szybkich zwiadowców bądź okrętów dowodzenia zgrupowaniami niszczycieli. Na uzbrojenie tego typu okrętów składało się 16 dział artylerii głównej kalibru 127 mm umieszczonych w ośmiu wieżach na całej długości okrętu. Oprócz tego, okręty te wyposażono również w 16 działek przeciwlotniczych kal. 27 mm, 6 działek przeciwlotniczych kal. 20 mm i dwie poczwórne wyrzutnie torpedowe. Ze względu na fakt, iż działa artylerii głównej krążowników klasy Atlanta oraz podklasy Oakland mogły być używane w roli przeciwlotniczej, w późniejszej fazie konfliktu okręty te używane były również jako dedykowane krążowniki przeciwlotnicze.

    Sam Juneau początek służby spędził na Atlantyku. 22 sierpnia 1942 roku, jednak, okręt otrzymał rozkaz przebazowania na Ocean Spokojny i dołączenia do Task Force 18. Do spotkania Juneau z okrętem flagowym TF 18 - lotniskowcem Wasp – doszło 10 września 1942 roku. Zaledwie dzień później TF 18 połączył się z zespołem Task Force 17, skupionym wokół lotniskowca Hornet, tworząc w ten sposób Task Force 61. Nowa jednostka otrzymała zadanie transportowania samolotów na Guadalcanal, gdzie na lądzie, w powietrzu i na wodach otaczających wyspę toczyły się wówczas zażarte walki pomiędzy wojskami amerykańskimi i japońskimi. Jednakże 15 września to Japończycy uderzyli pierwsi – o godzinie 14:44 lotniskowiec Wasp został trafiony trzema torpedami wystrzelonymi z pokładu okrętu podwodnego I-19. O godzinie 14:51 torpedą trafiony został również niszczyciel O’Brien, a o godzinie 14:52 kolejna torpeda trafiła w pancernik North Carolina. Lotniskowiec szybko stanął w płomieniach, które wkrótce wymknęły się spod kontroli załogi. O godzinie 15:20 kapitan Forrest Sherman wydał rozkaz opuszczenia okrętu. Ewakuację zakończono o godzinie 16:00, zaś rozbitkowie zostali podjęci z tratw i szalup ratunkowych przez krążowniki Helena, Salt Lake City oraz niszczyciele Laffey i Lansdowne. Ostatecznie, lotniskowiec Wasp zatonął o godzinie 21:00, dobity torpedami wystrzelonymi przez niszczyciel Lansdowne. Zginęło 193 marynarzy z załogi liczącej 2167 członków.

    Po stracie lotniskowca, amerykańska grupa powróciła na wody otaczające wyspę Espiritu Santo, na której wyokrętowano uratowaną załogę Waspa. 17 września, Juneau został przetransferowany do grupy lotniskowca Hornet. 24 października do grupy, stacjonującej wówczas w okolicach archipelagu wysp Santa Cruz, dołączył lotniskowiec Enterprise. Rankiem 25 października amerykańskie samoloty zwiadowcze PBY Catalina dostrzegły zgrupowanie japońskich okrętów zmierzające w stronę Guadalcanal. Amerykanie rozpoczęli pościg, trwający aż do wczesnych godzin porannych 26 października, gdy okręty obu stron znalazły się w wystarczającej odległości do wysłania samolotów. Około godziny 7:00 obie strony rozpoczęły operacje lotnicze. O godzinie 7:40 dwa pełniące rolę zwiadowczą bombowce SBD-3 Dauntless zauważyły i zaatakowały japoński lotniskowiec Zuiho. Okręt został kilkukrotnie trafiony bombami, które uszkodziły pokład startowy na tyle, iż dalsze operowanie samolotami stało się niemożliwe. O godzinie 8:50 nad japońską flotę dotarły samoloty z lotniskowców Hornet i Enterprise. Piloci praktycznie natychmiast wzięli na cel lotniskowiec Shokaku – trafiony bombami japoński okręt został ciężko uszkodzony i praktycznie wyłączony z walki. Wkrótce, podobny los spotkał ciężki krążownik Chikuma. Ostatnią ofiarą amerykańskiego ataku okazał się być lekko uszkodzony niszczyciel Murazumo.

    Na tym jednak szczęście US Navy wyczerpało się. O godzinie 9:09 japońskie samoloty przypuściły zmasowany atak na lotniskowiec Hornet. Trzy minuty później Hornet został trafiony trzema bombami, które przebiły pokład startowy i eksplodowały w środku okrętu, czyniąc poważne szkody. Zaledwie chwilę później pilot uszkodzonego przez artylerię przeciwlotniczą japońskiego bombowca celowo wbił się swoim samolotem w komin okrętu. W tym samym czasie Hornet zostały trafiony dwoma torpedami, które wyłączyły z akcji maszyny okrętu. Wkrótce po tym w burtę lotniskowca wbił się kolejny japoński samolot, rozpoczynając pożar nieopodal zbiorników z paliwem lotniczym. Około godziny 10:08 Japończycy przypuścili kolejny atak, tym razem wymierzony w lotniskowiec Enterprise. Amerykański okręt został trafiony dwoma bombami, które spowodowały zacięcie przedniej windy dla samolotów i śmierć 44 marynarzy. Jeden z uszkodzonych japońskich bombowców celowo rozbił się na pokładzie niszczyciela Smith, rozniecając pożar i zabijając 57 marynarzy. Pożar udało się jednak wkrótce ugasić (dzięki temu, iż kapitan Smitha rozkazał sternikowi wpłynąć w kilwater pancernika South Dakota). W kolejnym ataku, jaki nastąpił o godzinie 11:21, Enterprise odniósł kolejne uszkodzenia, gdy jedna z japońskich bomb eksplodowała zaraz obok okrętu. Japońskim pilotom udało się również uszkodzić pancernik South Dakota i ciężki krążownik Portland. O godzinie 11:35 dowodzący grupą Enterprise admirał Thomas Kinkaid zadecydował o wycofaniu lotniskowca z walki i skierowania się w stronę Nowej Kaledonii celem dokonania niezbędnych napraw.

    Na pokładzie Horneta załoga starała się zaś przywrócić okrętowi możliwość żeglugi o własnych siłach. Co prawda, o godzinie 14:45 ciężki krążkownik Northampton wziął lotniskowiec na hol, ale w ten sposób rozwijał on prędkość wyłącznie 5 węzłów. Wszelkie nadzieje na uratowanie okrętu prysły o godzinie 15:23, gdy w burtę Horneta trafiła torpeda zrzucona z japońskiego samolotu, niszcząc naprawione maszyny i powodująca poważne zalanie okrętu oraz czternastostopniowy przechył. O godzinie 16:27 zakończono ewakuację pozostałej załogi, zaś opuszczony okręt zatonął o godzinie 1:35 27 października, dobity torpedami niszczycieli Makigumo i Akigumo. W trakcie bitwy, krążownik Juneau pełnił rolę okrętu przeciwlotniczego, w której spisał się dobrze, przypisując sobie zestrzelenie 18 z 99 strąconych tego dnia japońskich samolotów.

    W swój, jak się miało okazać, ostatni rejs, Juneau z braćmi Sullivan na pokładzie wyruszył 8 listopada 1942 roku. 12 listopada krążownik dołączył do Task Force 67 – grupy US Navy odpowiedzialnej za osłonę lądowania posiłków i zaopatrzenia dla Marines walczących na wyspie Guadalcanal. Japończycy próbowali zaatakować statki z powietrza, jednak ich próby były nieudane i okupione stratą 12 samolotów. Po południu 12 listopada amerykańskie samoloty zwiadoowcze dostrzegły zmierzające w stronę wyspy japońskie okręty. Jak się później okazało, okręty te należały do grupy wsparcia Cesarskiej Marynarki Wojennej, mającej na celu osłonę desantu 38 Dywizji Piechoty na wyspę oraz ostrzelanie ogniem dział artylerii głównej lotniska Hendersona. W skład tej grupy, dowodzonej przez admirała Hiroaki Abe, wchodziły pancerniki Hiei i Kirishima, lekki krążownik Nagara i 11 niszczycieli. Amerykanie szybko zadecydowali o wysłaniu okrętów Task Force 67 celem powstrzymania japońsakiego natarcia. W skład grupy uderzeniowej, dowodzonej przez admirała Daniela Callaghana, weszły ciężkie krążowniki Portland i San Francisco, lekkie krążowniki Juneau, Atlanta i Helena oraz osiem niszczycieli.

    Około godziny 1:24 13 listopada, amerykańskie radary wykryły zbliżające się od zachodniej strony wyspy Savo okręty. Jednakże, ze względu na problemy komunikacyjne brak doświadczenia dowódców w działaniach grupowych i brak koordynacji, Amerykanie nie otworzyli ognia. Brak stanowczości udzielał się również stronie japońskiej – okręty admirała Abe były przygotowane do ostrzeliwania celów na lądzie, a nie walki morskiej. Obie grupy okrętów zbliżały się do siebie, wciąż nie otwierając ognia.

    Wszystko zmieniło się o godzinie 1:48. Wtedy to od strony zbliżających się japońskich okrętów wystrzeliła smuga światła, która oświetliła krążownik Atlanta. Jak się później okazało, to niszczyciel Akatsuki i pancernik Hiei włączyły szperacze, starając się dokładanie zidentyfikować okręty przeciwnika. W ciągu kilku chwil rozgorzała walka na krótkim dystansie, która szybko zmieniła się w chaotyczną wymianę ognia. Jako pierwszy ofiarą pocisków padł niszczyciel Akatsuki, na którym ogień skupiły krążowniki San Francisco, Portland, Atlanta i Helena oraz niszczyciele O’Bannon i Laffey. W ciągu kilku minut japoński okręt zamienił się w płonący wrak i zatonął. Japończycy szybko otrząsnęli się z szoku i skupili ogień na krążowniku Atlanta. W ciągu kilku minut Atlanta została ciężko uszkodzona przez ostrzał z dział i trafiona torpedą w śródokręcie. Eksplozja torpedy zniszczyła maszynownię i spowodowała, iż okręt zdryfował z kursu, prosto pod działa krążownika San Francisco. W zamieszaniu San Francisco otworzył ogień, trafiając Atlantę w nadbudówkę – przelatujące pociski zabiły i raniły wielu marynarzy, w tym admirała Normana Scotta. Amerykanie kontynuowali walkę, skupiając ogień na pancerniku Hiei. Atakowi przewodziły niszczyciele Laffey, Sterett i O’Bannon – ten pierwszy uniknął kolizji z kolosem o zaledwie 6 metrów. Niszczyciele zasypały nadbudówkę i mostek pancernika ogniem dział, działek przeciwlotniczych i karabinów maszynowych, zabijając i raniąc wielu japońskich marynarzy – wśród rannych znalazł się admirał Abe, zaś odłamki amerykańskich pocisków zabiły jego szefa sztabu. Sam pancernik nie mógł się bronić przed niszczycielami, gdyż małe okręty podpłynęły do niego na tyle blisko, iż załoga nie była w stanie wystarczająco nisko opuścić dział artylerii głównej czy artylerii pomocniczej. Pancernik został również trafiony dwoma torpedami oraz pociskami wystrzelonymi przez krążownik San Francisco, które bardzo poważnie uszkodziły mechanizm kontrolujący ster. Hiei, wraz z pancernikiem Kirishima i niszczycielami Inazuma i Ikazuchi, skupił swój ogień na San Francisco. Japońskie salwy okazały się zabójczo skuteczne – w w ich wyniku śmierć poniósł zarówno admirał Callaghan, jak i kapitan okrętu Cassin Young. Uszkodzeniu uległ również układ sterowniczy, ale uszkodzonemu krążownikowi, pod eskortą krążownika Helena, udało się uciec w ciemność. W międzyczasie Juneau wziął na cel niszczyciel Yudachi, ale ostrzał nie trwał długo – w ciemnościach do amerykańskiego krążownika podkradł się niszczyciel Amatsukaze, który wystrzelił w jego kierunku salwę torped. Jedna z nich trafiła w śródokręcie, łamiąc kil okrętu i ciężko uszkadzając generatory energii elektrycznej. W międzyczasie japońskie niszczyciele okazywały się znacznie bardziej skuteczne, niż ich amerykańskie odpowiedniki – w walce na bliski dystans Japończykom udało się zatopić niszczyciele Cushing, Laffey, Barton i Monssen oraz ciężko uszkodzić niszczyciele Aaron Ward oraz Sterret, okupując to stratą niszczyciela Akatsuki, ciężkim uszkodzeniem niszczycieli Yudachi i Amatsukaze oraz dodatkowym, średnim uszkodzeniem czterech kolejnych jednostek. Po otrzymaniu trafienia Juneau zawrócił na wschód, przerywając ogień. Obie strony zadecydowały o wycofaniu się około godziny 2:26, po prawie 40 minutach walki, którą jeden z amerykańskich oficerów opisał później jako „barową bijatykę, podczas której ktoś zgasił światło”.

    Poranek przyniósł jedynie chwilę oddechu dla obu stron. Amerykańskie samoloty startujące z lotniska Hendersona na wyspie Guadalcanal zaatakowały uszkodzone japońskie okręty – Amatsukaze uniknął trafienia bombami, zaś opuszczony przez załogę Yudachi został zatopiony ogniem dział krążownika Portland, który w trakcie nocnej bitwy został trafiony torpedą w rufę. Uszkodzony Hiei został ponownie zaatakowany przez amerykańskie samoloty i ostatecznie zatonął wieczorem 13 listopada na północ od wyspy Savo. Również wieczorem na dno poszedł ciężko uszkodzony krążownik Atlanta.

    Uszkodzony krążownik Juneau, wraz z krążownikami Helena , San Francisco i niszczycielami Sterett i O’Bannon wyruszył w kierunku bazy na wyspie Espiritu Santo celem dokonania napraw. W trakcie drogi, jednak, doszło do tragedii. Amerykański konwój został zlokalizowany przez japoński okręt podwodny I-26, który wystrzelił w jego kierunku dwie torpedy, celując w krążownik San Francisco. Obie torpedy minęły cel, ale jedna z nich trafiła w śródokręcie Juneau. Zaraz po tym okrętem wstrząsnęła potężna eksplozja – jak się przypuszcza, doszło do detonacji dziobowego magazynu amunicyjnego. Eksplozja złamała okręt na pół co sprawiło, iż zatonął on w zaledwie 20 sekund. Szybkość zatonięcia i strach przed ponownym atakiem sprawiły, iż inne okręty nie zatrzymały się w celu podjęcia możliwych rozbitków – uznano, iż okręt poszedł na dno z całą załogą. Prawda była jednak inna – w wodzie znalazło się prawie 100 rozbitków. Zostali oni zauważeni z pokładu bombowca B-17 – jednakże, ze względu na ciszę radiową, załoga złożyła o tym meldunek dopiero kilka godzin później. Sam meldunek zawieruszył się zaś wśród innych i dopiero kilka dni później zorientowano się, że w rejon zatonięcia nigdy nie wysłano ratunku. Ostatecznie samoloty PBY Catalina i niszczyciel USS Ballard po ośmiu dniach od zatonięcia Juneau uratowały zaledwie 10 rozbitków. Według ich zeznań, Francis, Joseph i Madison Sullivan poszli na dno razem z okrętem, zaś Albert Sullivan utonął następnego dnia. Jedynym ocalałym okazał się być najstarszy z braci – George. Według zeznań świadków, śmierć pozostałych braci sprawiła, iż był przepełniony żalem. Po raz ostatni widziano go w nocy z 17 na 18 listopada 1942 roku, gdy wyskoczył za burtę tratwy ratunkowej – według innych rozbitków, cierpiał wtedy również na omamy i delirium wywołane hipernatremią i oparzeniami słonecznymi.

    Śmierć braci Sullivan (których wizerunki często pojawiały się na plakatach propagandowych z owego okresu) wstrząsnęła Ameryką. Kondolencje rodzinie złożyli m.in. prezydent Franklin Delano Roosevelt czy papież Pius XII. W roku 1944 miała miejsce premiera filmu The Sullivans, przedstawiającego historię braci. US Navy również oddała hold zmarłym – w roku 1943 do służby oddany został niszczyciel klasy Fletcher, nazwany USS The Sullivans. Pozostał on w służbie US Navy aż do roku 1965. W roku 1977 The Sullivans został oddany do użytku jako okręt-muzeum, zacumowany w Buffalo w stanie Nowy Jork. W roku 1995 imieniem braci Sullivan nazwano jeden z niszczycieli rakietowych klasy Arleigh Burke, który pozostaje w służbie do dziś. Wrak lekkiego krążownika Juneau został odkryty 17 marca 2018 roku przez ekspedycję naukową pod przewodnictwem Paula Allena – współzałożyciela firmy Microsoft.

    #historia #historiajednejfotografii #ciekawostkihistoryczne #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #usa
    pokaż całość

  •  

    #matematyka #ciekawostki #wojsko #iiwojnaswiatowa #historia #wywiad #ciekawostkihistoryczne #statystyka
    Alianci chcieli oszacować jak szybko siły niemieckie produkują czołgi
    Stąd pochodzi nazwa zagadnienia - German tank problem.

    Oczywiście na początek przychodzą do głowy jedynie tradycyjne metody wywiadowcze. Jednakże statystycy wpadli na nieco inny pomysł, który w praktyce okazał się o wiele bardziej dokładny, niż informacje uzyskane tradycyjnymi sposobami.

    Na początek rozpatrzmy sytuację, która tylko pozornie wydaje się być oderwaną od problemu. Załóżmy, że mamy urnę z kolejno ponumerowanymi kulami (1, 2, 3 i tak dalej) i chcemy w przybliżeniu określić ile jest wszystkich kul w urnie mogąc wyciągnąć jedynie pięć. Dla przykładu, ile w urnie najprawdopodobniej jest kul skoro udało nam się wyciągnąć te o numerach: 52, 71, 129, 151, 320? Oczywiście częśc osób może olać wyciągnięte kule i próbować ważyć urnę (choć ciężko oszacować wagę samej urny), bądź wkładając rączki do środka starać się jakoś policzyć ile ich jest (nie jest to jednak łatwe bez zerkania do środka). Te sposoby nazwałbym tradycyjnymi metodami wywiadowczymi ;) Przejdźmy jednak do konkretów.
    Na pewno wiemy, że kul jest przynajmniej 320, ponieważ największy numer, który widzieliśmy to 320. Oznacza to, że możemy z pełną pewnością określić minimalną ilość kul. Nas jednak interesuje górne ograniczenie.
    Okazuje się, że możemy je określić. Nie wdawać się w szczegóły (choć nie są skomplikowane - wymagają podstaw rachunku prawdopodobieństwa, bądź statystyki), przy takim ułożeniu kul możemy być prawie pewni, że kul jest co najwyżej 582 (pisząc prawie pewni, mam na myśli, iż istnieje jedynie 5% prawdopodobieństwo, że się pomylimy).
    Jak można to intuicyjnie zrozumieć? Dlaczego kul najprawdopodobniej nie ma więcej?
    Wyobraźmy sobie, że kul jest 2000 i wybralibyśmy 5 z nich. Czy wydaje się możliwe, że nie wybralibyśmy żadnej z numerem większym niż 320? Okazuje się, że wybranie jedynie małych liczb jest bardzo nieprawdopodobne i maleje wykładniczo z każdą kolejną kulą. To znaczy, że z każdą kolejną kulą nasza dokładność znacznie wzrasta.
    A może na przykładzie?
    Gdybyśmy mogli wyciągnąć jedynie jedną kule, a nie pięć, nie powiedzielibyśmy zbyt wiele. Gdyby tą jedyną kulą była trzydziestkadwójka wiedzielibyśmy prawie napewno, że kul jest co najwyżej 6400. Dokładność nie robi wrażenia i pewnie ważenie urny, czy oszacowanie liczby kul wkładąc do niej łapki byłoby dokładniejsze.
    Z drugiej strony, jeśli moglibyśmy wyciągnąć dziesięć kul i największy numer byłby równy 320 to oznaczałoby, że kul jest prawie napewno od 320 do 432. Przy dwudziestu kulach, wiedzielibyśmy prawie na pewno, że kul jest od 320 do 371. O wiele dokładniejszy wynik.

    W praktycznym zagadnieniu alianci zdecydowali się zamiast kul rozważać czołgi, których koła miały wpisywane numery seryjne. Gdybyśmy przyglądnęli się problemowi dokładniej to wiedzielibyśmy, że znamy nie tylko przedział w którym zawiera się możliwa produkcja czołgów, ale wiemy która z liczb w danym przedziale jest najbardziej prawdopodobną. To znaczy, że po za tym, że ilość czołgów zawiera się między 320 a 582, wiemy że napewniej jest to 383. Jest na to prosty wzór: m - 1 + m/k, gdzie m to maksimum wśród znalezionych liczb, a k to ilość wylosowanych liczb.
    Dla pierwszego przykładu byłoby to odpowiednio 32 oraz 5, czyli szacunkowa ilość wszystkich kul to 320 - 1 + 320/5 = 319 + 64 = 383.

    A jak to było na prawdę?
    Według szacunków wywiadu aliantów Niemcy produkowali około 1400 czołgów miesięcznie od czerwca 1940 r. do września 1942. Stosując powyższy wzór dla numerów seryjnych przechwyconych niemieckich czołgów (zarówno sprawnych i zniszczonych), liczba została obliczona na 246 miesięcznie. Po wojnie okazało się, że pokazał rzeczywistą liczbą było 245 (Gavyn Davies. How a statistical formula won the war The Guardian, 20 July 2006).

    Wpis wziąłem od kolegi stąd:https://www.wykop.pl/wpis/6878824/matematyka-ciekawostki-wojsko-bezuzytecznawiedza-d/
    pokaż całość

    źródło: i.pinimg.com

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Dzisiaj opowiem o historii, której rocznica minęła dwanaście (Trzynaście, post z wczoraj - Mleko) dni temu. Zasiądźcie wygodnie, bo będzie długo.

    Gdy słońce wzeszło nad dolinę Drawy w Austrii pewnego czerwcowego poranka, oświetliło dramatyczne chwile. Rozbiegane tabuny koni, zapłakane kobiety i dzieci, starców zasłaniających się krucyfiksami przed ciosami oprawców. Gdyby ktoś zapytał - co się dzieje, odpowiedź nasuwałaby się pewne sama. Oto nieludzcy hitlerowcy, przeklęci esesowcy dręczą swoje ofiary.

    Odpowiedź byłaby błędna.

    Nie wiem, kiedy historia ta ma początek. Może w 1917 roku, gdy wybuchła rewolucja bolszewicka, a przeciw niej ruszyły tysiące ludzi - w tym wojowniczy jeźdźcy o smagłych twarzach, odziani w długie czerkieski i futrzane papachy. Może w XX-leciu międzywojennym, gdy antyludzka ''władza sowiecka'' gnębiła i mordowała tych ludzi i ich rodziny. Może w 1941 roku, kiedy na ich ziemie przybyły pancerne zagony Wehrmachtu, witane jak wyzwoliciele.

    Wiem, kiedy historia ta się kończy. Wraz z trwaniem wojny Niemcy tworzyli coraz więcej formacji kozackich. Był więc XV. Korpus Kawalerii, dowodzony przez generała von Pannwitza, o którym kiedyś pisałem. Były jednostki formowane ad hoc w ramach armii włoskiej i niemieckiej. Był też Kozacki Stan - coś w rodzaju taboru cywilów, osłanianego przez uzbrojonych mężczyzn. W jego ramach istniał chór wojskowy, instytut żeński, teatr, drukarnie, a nawet muzeum. Nie brakowało urzędników i oczywiście popów - dla głęboko wierzących Kozaków była to ważna kwestia. Wojskowi zorganizowani byli w dwie dywizje piesze, dwa pułki konne, małą grupę pancerną i grupę spadochronowo-snajperską. Dowodził nim wiekowy generał Timofiej Domanow, weteran walk z bolszewickimi hordami już w 1917 roku. Stan liczył 31 tysięcy ludzi w 1945 roku. Wraz z klęskami Niemiec przesunięto go do Austrii, w rejon rzeki Drawy - Lienz i Peggetz, gdzie poddał się Brytyjczykom w maju.

    Brytyjczyków traktowano ufnie. Przychodzili, dopytywali się, wyrażali zdumienie, jak wielką drogę przebyli Kozacy. Odbywano nawet wspólne patrole, niektórym Kozakom wydano nawet brytyjskie mundury. Brytyjczycy pozwolili zachować broń i dalej ćwiczyć, mówiąc ukradkiem, że być może Kozacy będą już niedługo potrzebni. Obiecali postawić kuchnie polowe, by Kozacy mogli gotować pod dachem - nawet przywieziono cegły, obiecano wyremontować salę koncertową w Lienz, a oficerom wyznaczono wygodne kwatery.

    Idylla zaczęła się kończyć, kiedy nagle Brytyjczycy nakazali oddać broń. Tłumaczyli to koniecznością wydania nowego i bardziej jednolitego uzbrojenia (Kozacy mieli mieszaną, włosko-niemiecko-radziecką broń). Pozostawiono ją żandarmerii i oficerom. Kozacy zgodzili się. Niedługo później Brytyjczycy zarekwirowali kasę pancerną Stanu, mimo protestów Kozaków. Poprosili też o spis imienny wszystkich dziennikarzy.

    28 maja 1945 roku oficerom oznajmiono, że udadzą się na konferencję z najwyższym dowództwem brytyjskim, by ustalić losy. Oficerowie raźno zaczęli pastować buty i czyścić epolety, ci, ze starej emigracji, przypięli wszystkie swoje ordery, carskie jeszcze - a mieli ich całe rzędy. Nikt niczego nie podejrzewał, w końcu Brytyjczycy dali słowo honoru brytyjskich oficerów. Nigdy słowo ''gentleman'' nie padło tak często w tak krótkim czasie, z takim zaufaniem.

    Oficerowie nie wrócili z ''konferencji''.

    30 maja pozostałym w Lienz Kozakom oznajmiono, że zostaną ''repatriowani'' do ZSRR. Działo się to na mocy operacji Keelhaul, w myśl której Alianci zobowiązali się przekazywać ZSRR wszystkich ludzi, którzy byli jego ''obywatelami''. Wąsaty łobuz z Kremla nie darował bowiem nikomu zdrady...

    Kozacy gorączkowo jęli radzić się. Natychmiast zorganizowano głodówkę i wywieszono plakaty nawołujące do mobilizacji. Pisano petycje. Do wszystkich. Do premiera Churchilla, do generała Eisenhowera, do króla Jugosławii Piotra II, do papieża. Brytyjska kancelaria petycje przyjmowała i wyrzucała hurtem do kosza. Powoływano się na osobistą znajomość generała Domanowa z marszałkiem Alexandrem, odwoływano do wspólnej walki z bolszewicką zarazą w 1919 roku. Na próżno. Gdy Brytyjczycy przywieźli prowiant, musieli go rzucić na ziemię. Żaden Kozak nie tknął jedzenia.

    1 czerwca słońce wschodząc oświetliło wielotysięczną procesję. Na jej czele szli duchowni, niesiono święte obrazy i chorągwie. Kozacy żarliwie modlili się. Modlitwa trwała do 8 rano. Brytyjczycy odczekali chwilę i rzucili się z pałkami i kolbami na wystraszoną ciżbę. Okładali po głowach, rękach, nogach. Bili do nieprzytomności. ''Nie ruszać Anglików! Modlić się! Przenajświętsza Bogurodzica obroni!'', krzyczeli popi. Wszyscy czekali na cud, który nigdy nie nadszedł.

    Tłum zafalował i odsłonił ołtarz. Ku brytyjskim żołnierzom wyszedł pop z Biblią w ręku. Wytrącono mu ją bagnetem. Ołtarz przewrócono, na co Kozacy zareagowali groźnym ''Urra!''. Anglicy cofnęli się, bojąc się, że Kozacy zaraz przejdą do natarcia. Niektórzy z brytyjskich żołnierzy wiedzieli, że robią coś podłego, coś urągającego wszelkim normom cywilizowanego świata. Do jednego z nich podeszła mała dziewczynka. Dziecięcym, niezgrabnym pismem napisała na kartce po angielsku, prosząc, by ją zabito, ale niech nie oddają jej Sowietom. Brytyjski żołnierz przeczytał napis i rozpłakał się.

    Kozacy stawiali opór, jak Anglikom kogoś udało się wyrwać i wrzucić na pakę ciężarówki, ten zaraz wyskakiwał z powrotem. Bito więc do nieprzytomności. Wielu ludzi zadźgano, albo zastrzelono - kobiet, starców, dzieci. Dantejskie sceny trwały i następnego dnia. Niektórym Kozakom udało się uciec, większość jednak trafiła w ręce Sowietów. Z samej Austrii Brytyjczycy wydali - wg raportów NKWD - 42 913 osób. Takie sceny ciągnęły się wszędzie, gdzie byli ''obywatele ZSRR''. W cudzysłowie, bo wielu z nich nigdy obywatelami ZSRR nie było. Część urodziła się już za granicą, część wyjechała po rewolucji. Wydawano wszystkich. Nawet w dalekich Stanach, w New Jersey żandarmeria musiała używać pałek i gazu, żeby spacyfikować ''repatriantów''.

    Co ich czekało? Dla oficerów wyrok był tylko jeden. Generała Domanowa i wielu innych powieszono w 1947 roku. Pozostali - wiele lat łagrów, dla dzieci - sierocińce, niewiele lepsze. Mało kto doczekał ''amnestii'' z 1955 roku. Alianci wiedzieli o takic praktykach, niemających nic wspólnego z cywilizacją ludzką na długo zanim wydali nieszczęśników w łapy łobuzów spod czerwonej szmaty. Złamali podstawowe konwencje i prawa człowieka, o które rzekomo walczyli z nazizmem...

    Należy oddać sprawiedliwość - jedno tylko państewko zachowało twarz i honor, którego nie starczyło wielkim mocarstwom. Maleńkie Księstwo Liechtensteinu przyjęło blisko 500 uciekinierów i odmówiło wydania ich Sowietom. Widocznie książę Franciszek Józef II miał w sobie więcej odwagi, niż wielcy tego świata...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Mógłbym zorganizować AMA z bratem dziadka mojej dziewczyny. Gość mieszka w Chile od czasów IIWŚ ale jest obecnie u nas. Służył na dwóch frontach w oddziałach SSLAH.

    Mam dostęp do jego dokumentów, moge wysłać skany do administracji wykopu. Mogę zweryfikować jego tożsamość i udowodnić, że nie jest na liście osób poszukiwanych.

    #ama #ciekawostki #iiwojnaswiatowa pokaż całość

  •  
    wojna via iOS

    +22

    Amerykański żołnierz uzbrojony w karabinek M1 obserwuje teren podczas Ofensywy w Ardenach, Belgia.

    Grudzień 1944r.

    #iiwojnaswiatowa #2wojnaswiatowa #drugawojnaswiatowa #wojna #fotografia #fotohistoria #gruparatowaniapoziomu pokaż całość

    źródło: embed.jpg

  •  

    Roland Freisler przewodniczący Trybunału Ludowego który wydał ponad 2600 wyroków śmierci.
    Zginął 3 lutego 1945 roku podczas nalotu amerykańskich bombowcow na Berlin.Zostal trafiony odlamkiem bomby lotniczej, znajdujący się przypadkiem w pobliżu lekarz stwierdził zgon Freislera.Ironia los było to że owym lekarzem był brat Rüdiger Schleichers którego Freisler dzień wcześniej skazał na karę śmierci.

    #ciekawostkizniemiec mój tag o Niemczech

    #historia #iiwojnaswiatowa

    A tak wyglądał proces pokazowy prowadzony przez
    Roland Freisler , krzyki, przerywanie oskarżonym itd
    pokaż całość

    źródło: youtu.be

  •  

    Uroczystość przekazania Miecza Stalingradzkiego, 1943 rok. Wykonanie miecza (125 cm) zlecił Jerzy VI Windsor, a został on sprezentowany podczas konferencji w Teheranie Stalinowi. Miecz "poświęcony" jest pamięci radzieckich żołnierzy, którzy polegli w bitwie stalingradzkiej.

    Artykuł
    Wiki

    #starszezwoje - blog ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #fotohistoria #iiwojnaswiatowa #myrmekochoria
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Pułkownik SS Joachim Peiper podczas procesu w Dachau w 1946 r. Kontynuujemy poprzedni wpis.

    Miejsce masakry odkryto w dniach 14-15 stycznia 1945 roku. Naliczono wówczas - wg Amerykanów - 74 ciała, z czego 20 miało rany postrzałowe głowy (jednak i tu pojawiają się nieścisłości, ponieważ Amerykanie doliczyli - jako zamordowanych - jeńców zmarłych od ran i odmrożeń w szpitalach!). Amerykanie natychmiast oskarżyli Niemców o popełnienie zbrodni wojennej z zimną krwią, zaś 21 grudnia dowódca 328. pułku piechoty wydał rozkaz rozstrzeliwania na miejscu schwytanych esesmanów i spadochroniarzy (mimo, że później odwołany, żołnierze wszystkich jednostek potraktowali to jako przyzwolenie na bezkarne rozstrzeliwanie jeńców). Doszło zresztą do masakr na wziętych do niewoli żołnierzach SS już w styczniu 1945 r.

    Pierwsi ocalali zostali odnalezieni przez patrole 291. Batalionu Saperów już dwie godziny po masakrze. Wieczorem tego samego dnia, wywiad VIII. Korpusu pouczył 21 ocalałych, jakie mają złożyć zeznania. Oto jedna ze spreparowanych relacji.

    "(...) Niemcy zgromadzili nas na polu a zaraz potem otworzyli ogień ze wszystkich stron, waląc do nas jak do kaczek. Uczynili to pomimo, iż żaden z jeńców nie próbował uciekać. Potem wkroczyli na pole i w kłębowisku splątanych ciał dobijali rannych i obdzierali trupy z kosztowności. Nikomu nie przepuścili. (...)".

    Wersja ta pokutuje od 70 lat i została ukazana m. in. w głośnym filmie ''Bitwa o Ardeny'', gdzie amerykańscy jeńcy zostają wyprowadzeni na polanę i rozstrzelani z zimną krwią z karabinów maszynowych. Podobne kłamstwo zamieszczono w filmie ''Na tyłach wroga''. Dość bzdurną teorię dotyczącą Malmedy wysnuł Alex Kershaw w książce ''Pluton'', gdzie zasugerował, że to amerykański opór na wzgórzu Lanzerath tak rozzłościł Peipera, że kazał zabić jeńców. Nie wytłumaczył tylko, dlaczego Peiper miał kazać zabić jeńców z Malmedy, a nie tych z Lanzerath..
    .
    Prawda jest taka, że Niemcy nie ograbili żadnego z ciał - przy zabitych znajdowano ich rzeczy osobiste. Z kolei wersja o dobijaniu rannych kłóci się z ilością ocalałych. Większość ciał miała typowe rany postrzałowe dla ofiar walki (tudzież ucieczki).

    Amerykanie nie mieli zamiaru odpuścić Niemcom i Eisenhower zapowiedział postawienie przed sądem każdego Niemca odpowiedzialnego za masakrę.
    Proces rozpoczął się 17 kwietnia 1946 roku w Dachau, a na ławie oskarżonych zasiedli m. in. Joseph Dietrich, dowódca 6. Armii Pancernej SS, oraz Joachim Peiper.
    Peiper, chcąc chronić swoich żołnierzy, wziął odważnie na siebie odpowiedzialność za masakrę, mimo, że nie było go w ogóle w tym miejscu, kiedy ona nastąpiła, ani nawet o niej nie wiedział. Został skazany na dożywotnie pozbawienie wolności, jednak wyszedł w 1956 roku. Osiadł we Francji, gdzie w 1976 roku został zamordowany przez francuskich komunistów. Proces wzbudził poważne kontrowersje w środowisku prawniczym i politycznym w USA. Wg doniesień, popełniono w nim wiele zwykłych kłamstw i manipulacji, a świadkami oskarżenia byli inni oskarżeni, nakłaniani do zeznań za pomocą obietnic niższych wyroków, a także tortur. Bardzo chwalebnie zapisał się senator Joseph McCarthy - osobiście mój ulubiony prawnik - który wywalczył rewizję procesu, a w efekcie zmniejszenie wyroków często niewinnych ludzi.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    29 września 1944 r. - Calais Francja. Pojmany niemiecki żołnierz Jacob Naken rozmawia z kanadyjskim kapralem. Prasa w Stanach Zjednoczonych opisywała to jako pojmanie "największego nazisty". Dzięki rozpowszechnianiu zdjęć, ale także dzięki szeroko zakrojonemu filmowi informacyjnemu ( kronika filmowa Pathe ), był znany mieszkańcom, a w Nowym Jorku otrzymał prace jako "Największy Święty Mikołaj na świecie"
    więcej
    #historiajednejfotografi #iiwojnaswiatowa #historia #ciekawostkihistoryczne
    pokaż całość

    źródło: i0.wp.com

  •  

    2 041 - 1 = 2 040

    Tytuł: Dziennik Norymberski
    Autor: G.M. Gilbert
    Gatunek: historyczna
    ★★★★★★★★★★

    „Dziennik norymberski” to praca G. M. Gilberta, który pełnił funkcję psychologa więziennego podczas pierwszego procesu norymberskiego. Dzięki temu miał praktycznie nieograniczony dostęp do oskarżonych zarówno na sali rozpraw, stołówkach, gdzie spożywali posiłki oraz w prywatnych celach. Co więcej psycholog wszedł w układ ze strażnikami, którzy donosili mu co oskarżeni mówili między sobą, gdy nie było go w pobliżu. Książka powstała na podstawie dziennika, który prowadził na bieżąco podczas procesu, i w którym skrzętnie notował swoje codzienne, wieczorne rozmowy z liderami hitlerowskich Niemiec. Notatki zostały potem zredagowane w ponad pięćset stronnicową książkę, która jest świetną charakterystyką najważniejszych osób w III Rzeszy.

    Bardzo porusza bezpośredniość i swoboda z jaką zbrodniarze rozmawiali z psychologiem. Co prawda część z nich próbowała go rozgrywać licząc na jego wstawiennictwo, ale zupełnie nie da się odczuć, żeby mimo różnicy pozycji traktowali go jako gorszego niż oni sami. Dzięki zapisom rozmów oraz notatkom streszczającym co aktualnie działo się na sali sądowej, można świetnie „odczytać” poszczególne osoby. Ich spontaniczne reakcje na wydarzenia przed trybunałem, wręcz poszczególne zeznania pozwalają doskonale poznać oskarżonych. Żadna biografia pisana z pespektywy nie byłaby w stanie oddać tych ludzi w sposób tak bezpośredni, wręcz naoczny.
    To co mnie najbardziej zaskoczyło to różnorodność osób zasiadających na ławie oskarżonych. Obok siebie siedzą ludzie o bardzo wysokim IQ i ćwierćinteligenci. Partyjni aparatczycy razem z wojskowymi generałami, a między nimi ekonomiści i nazistowski ideolog. Co więcej w obliczu nieuchronnego sądu wśród oskarżonych wytworzyły się frakcje, które zaczęły się między sobą ścierać i próbowały wywrzeć wpływ na resztę podsądnych jak np. Goering, który zastraszał innych oskarżonych, żeby nie składali zeznań obciążających go i Rzeszę.

    Poruszające są również zupełnie różne reakcje na ujawnienie zbrodni III Rzeszy. Od wypierania się Goeringa, pochwalanie działań reżimu przez Streichera i Rosenberga i zupełnej krytyki dokonanej przez Franka i von Schiracha. Pasjonująco zostało przedstawione także indywidualne nastawienie oskarżonych oraz zmiany jakie w nich zachodziły podczas procesu. Od nagłego ozdrowienia Hessa, który na zmianę tracił i odzyskiwał pamięć oraz sprawność umysłu, przez nawrócenie religijne Franka, aż do desperacji Ribbentropa w obliczu zbliżającego się ogłoszenia wyroku. Swoją drogą zaskakujące jest to, że tak mierna osoba jak Ribbentropa zarządzała polityką zagraniczną niemieckiego hegemona. Inni podsądni nie patyczkowali się krytykując go, a często wręcz wyśmiewając jego głupotę i asekuranctwo.

    Kolejna sprawą, która mną wstrząsnęła była logika wojskowych Wermachtu, według której uważali się za niewinnych. Ich podejście do siebie jako posłusznych wykonawców rozkazów polityków oraz nieugięta lojalność zrobiły na mnie duże wrażenie. Zdecydowanie da się odczuć, że stali na zupełni innym poziomie niż reszta oskarżonych. Odbierając ich tylko przez pryzmat „Dziennika norymberskiego” naprawdę nie sposób nie zacząć się zastanawiać czy osoby jak Jodl, Keitel, Raeder i Donitz powinny znaleźć się w jednej ławie oskarżonych z takimi obmierzłymi typami jak Goering i Streicher. Oczywiście to czy wojskowy ma prawo odmówić rozkazu, który uważa za niemoralny i nieskończenie zły jest zupełnie inną kwestią, która też był omawiana podczas posiedzeń. Według wysokich rangą oficerów, zgodnie z ich pruskim kodeksem honorowym – nie.

    Ciekawą sprawą są też komentarze oskarżonych dotyczące ataku na Polskę oraz samej Polski jak na przykład stwierdzenie, że Polacy nie umieją się sami rządzić. Różni się również podejście wojskowych i polityków do przystąpienia do wojny z Polską. Według zeznań, wojskowi mieli negatywny stosunek do ataku na Polskę. Co więcej uważali go za szaleństwo w obliczu faktu, że zachodnia granica Niemiec została na ten czas praktycznie bez żadnej ochrony.

    Inną interesującą kwestią jest to, że ogół zeznać przedstawiał III Rzeszę jako praktycznie prywatne państwo Hitlera, gdzie on odgórnie o wszystkim decydował bez żadnych konsultacji np. z oskarżonymi. Zdecydowana większość z oskarżonych próbowała się bronić twierdząc, że nie mieli pojęciach o żadnych zbrodniach, nie podejmowali żadnych decyzji, a ich głównym zadaniem było podawanie rozkazów w dół łańcucha dowodzenia. Jako głównych i praktycznie jedynych odpowiedzialnych za zbrodnie przedstawiano Hitlera i Himmlera.

    W książce można znaleźć też wiele innych smaczków z czasów trwania procesu. Moją uwagę najbardziej przykuło zadowolenie Niemców z rosnących z dnia na dzień napięć amerykańsko-sowieckich oraz ich pewność co do tego, że w ciągu kilku lat dotychczasowi sojusznicy staną się zaciekłymi wrogami.

    Jeżeli dodać jeszcze, że cały dziennik jest okraszony ironicznymi komentarzami i ripostami autora to nie sposób nie polecić „Dziennika norymberskiego” nie tylko fanom historii i psychologii, ale praktycznie każdemu kto lubi dobrze opowiedziane, ciekawe i przejmujące historie. Mi się bardzo podobało.

    #bookmeter #czytajzwykopem #literatura #ksiazki #gilbert #historia #czytanie #ksiazka #iiwojnaswiatowa #iiirzesza #hitler #niemcy #nazizm

    #gobi12czytaipisze
    pokaż całość

    •  

      zostało przedstawione także indywidualne nastawienie oskarżonych oraz zmiany jakie w nich zachodziły podczas procesu. Od nagłego ozdrowienia Hessa, który na zmianę tracił i odzyskiwał pamięć oraz sprawność umysłu, przez nawrócenie religijne Franka, aż do despera

      @gobi12: Zawsze mnie ciekawiło, ale nie mogłem znaleźć, Hans Frank nawrócił się z czego - ateizmu? - na katolicyzm?

  •  

    #iiwojnaswiatowa #patton #cytaty

    Jest jedna wspaniała rzecz, którą będziecie mogli powiedzieć po tym jak ta wojna się skończy i gdy wrócicie do domów. Będziecie wdzięczni, gdy za 20 lat będziecie siedzieć przy kominku z wnukiem na kolanie, wnuk zapyta co robiliście w czasie tej wielkiej II wojny światowej, a wy nie będziecie musieli zakasłać, przestawiać wnuka z kolana na kolano i mówić „Cóż, twój dziadek przerzucał łopatą gówno w Luizjanie”. O nie! Będziecie mogli spojrzeć mu prosto w oczy i powiedzieć: „Synu, twój dziadek walczył wraz ze wspaniałą Trzecią Armią i cholernym sukinsynem nazwiskiem George Patton”.
    ~ George Patton
    pokaż całość

    źródło: patton1.jpg

  •  
    wojna via iOS

    +23

    Hauptmann Friedrich Winkler z 6.Armii/577.Pułk Grenadierów,
    obserwuje teren podczas walk w zakładach przemysłu ciężkiego „Barrikady”, Stalingrad, Rosja.

    #iiwojnaswiatowa #2wojnaswiatowa #drugawojnaswiatowa #wojna #fotografia #fotohistoria #gruparatowaniapoziomu pokaż całość

    źródło: embed.jpg

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Ciało amerykańskiego jeńca - ofiary masakry w Malmedy. Zdjęcie wykonano 15 stycznia 1945 r. podczas ekshumacji, gdy Amerykanie odbili utracony teren.

    17 grudnia 1944 roku doszło do wydarzeń, zwanych jako ''masakra w Malmedy''. Przyjęło się - pod wpływem amerykańskiej propagandy - uważać, iż była to starannie zaplanowana zbrodnia. Słówko ''Malmedy'' to taki wyraz amerykańskiego cierpienia od nazistów, koronne oskarżenie, wytrych. Tak się stało pod wpływem m.in. filmów wojennych i książek - chociaż (to już moja personalna uwaga) Malmedy wydaje się być mało istotnym i interesującym wydarzeniem, jak się wspomni choćby mord na 300 polskich jeńcach pod Ciepielowem w 1939 r.

    Przypomnijmy zatem tło. Rankiem 17 grudnia 1944 roku amerykańska bateria B z 285. Batalionu Obserwacyjnego Artylerii Polowej zmieniała pozycję, ponieważ doniesiono, iż w pobliżu znajdują się niemieckie oddziały. O godzinie 12:30 batalion natknął się na czołówkę Kampfgruppe ''Peiper''. Po krótkiej walce, w której poległo trzech amerykańskich żołnierzy, reszta się poddała. Zgromadzono więc łącznie ok. 120 jeńców (także z innych jednostek, a więc z 575. i 576. Kompanii Medycznej oraz 32. Kompanii Rozpoznawczej), do pilnowania których Niemcy przeznaczyli zaledwie kilkunastu wartowników, a sami ruszyli dalej, w tym sam Peiper, który był już wówczas bardzo mocno spóźniony. Wg niektórych autorów, wartownicy byli tak zdezorientowani, że nie potrafili powstrzymać kolejnych ucieczek. W pewnym momencie, z przejeżdżającego obok czołgu typu Panzer IV o numerze 731, wychylił się strzelec, SS-Rottenfuhrer Georg Fleps (rumuński Volksdeutsch) i otworzył ogień z pistoletu do jeńców - jak później zeznał, jeńcy uciekali i chciał ich powstrzymać. W wyniku samowolnej akcji esesmana, tłum jeńców zaczął się buntować, kilku jeńców zaczęło wyrywać broń strażnikom, oraz uciekać. W odpowiedzi na to, nieświadomi sytuacji żołnierze z KG Peiper, przejeżdżający drogą, otworzyli ogień z pak ciężarówek. Jeńcy próbowali chronić się w pobliskich zabudowaniach.
    Oddajmy głos świadkowi.

    William Merriken, obserwator z kompanii B:

    ''Staliśmy w małych grupkach, czekając na jakiś samochód, który mógłby nas podwieźć do obozu jenieckiego - opowiada. - Na drodze stały dwa czołgi i pojazd półgąsienicowy; wyglądało na to ze nas pilnują. Nagle jakiś Niemiec w pojeździe wstał i wycelował z pistoletu. Zabił jednego Amerykanina, potem drugiego i trzeciego. Kiedy oba czołgi zaczęły ostrzeliwać nas z karabinów maszynowych, ja, choć nie trafiony, padłem na ziemie. Tamci strzelali jeszcze przez chwilę, słyszałem jak pociski trafiają ciała leżących obok mnie i w ziemię. Potem minęły nas dwie kolumny pojazdów, z których też zaczęto nas ostrzeliwać. Wreszcie nastała cisza, ale wkrótce usłyszałem kroki dwóch zbliżających się Niemców. Stanęli tuz nade mną. Czyjeś ciało przygniatało mi nogi, leżało w poprzek. Kiedy się poruszyło, jeden z tych dwóch strzelił do niego z pistoletu. Pocisk zabił rannego i utkwił w moim kolanie, ale udało mi się pozostać w bezruchu.''

    Od ostrzału zginęło - wg różnych źródeł - od 20 do 84 jeńców, przeżyło ją zaś od 43 do 56, z czego 25 było rannych. Sama liczba jeńców jest już dyskusyjna - Niemcy podawali liczbę 20, Belgowie 30-35, zaś Amerykanie 120.

    CDN - w tym fałszowanie przebiegu zbrodni.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    #rosja #rosjatostanumyslu #polska #historia #iiwojnaswiatowa
    Rosyjska ćwiczeniówka.

    Podziel Polskę, posługując się kredkami.
    Opisz, jak podzieliłeś Polskę i dlaczego właśnie tak?

    źródło: rozb.jpg

  •  

    Niemieckie czołgi Panzer II Wer. C i Panzer I Wer. B z 2.Dywizji Pancernej, poruszają się po drodze w lasach Ardenów.

    Maj 1940r.

    #iiwojnaswiatowa #2wojnaswiatowa #drugawojnaswiatowa #wojna #fotografia #fotohistoria #gruparatowaniapoziomu pokaż całość

    źródło: 2.jpg

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Amerykańscy żołnierze z 16. pułku 1. Dywizji Piechoty ''Big Red One'' zmierzają ku algierskim plażom - bynajmniej nie po to, żeby się opalać. 8 listopada 1942 r.

    Operacja ''Torch'' była efektem nacisków przeprowadzanych przez ZSRR na Aliantów. Sowieci żądali wsparcia i utworzenia II frontu. Opracowano nawet plan lądowania we Francji, jednak Brytyjczycy zdecydowali, że najlepszym celem będzie Maroko Francuskie i Algieria, rządzone przez Francję Vichy. Raz, że pozwoli to odciąć drogę odwrotu Afrika Korps, dwa, że ostatecznie zneutralizuje Vichy.
    Na terenie Maroka i Algierii stacjonowało 110 tys. francuskich żołnierzy, wspartych przez 210 starych czołgów i 500 samolotów, z których połowę stanowiły nieco przestarzałe, ale nadal groźne Dewoitine D.520. Jednak największy niepokój budziła francuska flota, licząca 10 okrętów w samej Casablance.

    Żeby uniknąć rozlewu krwi, Amerykanie wysłali swoich przedstawicieli, by przekonali Francuzów do nieotwierania ognia do lądujących. Wielki wkład miała polska siatka wywiadowcza - tzw. Agencja Afryka - utworzona przez majora Słowikowskiego, której praca pozwoliła na opracowanie planu lądowania. W związku z tym, siły - głównie amerykańskie - podzielono na trzy grupy: zachodnią, mającą lądować w Casablance, centralną - w Oranie i zachodnią - w Algierze. Łącznie 73 tys. żołnierzy, wspieranych przez 53 duże okręty wojenne. Dodatkowo, miano zrzucić jeden batalion spadochroniarzy na lotniska. By odciągnąć uwagę Niemców, wysłano cały słabo chroniony konwój na północy.

    W gruncie rzeczy opór francuski był niewielki, ale zajadły. W Casablance Francuzi stawiali opór dwa dni, francuskie okręty i baterie prowadziły pojedynki ogniowe z amerykańskimi okrętami, do ataku ruszyły też francuskie samoloty. W Oranie doszło do katastrofy - zakładająca zdobycie portu operacja ''Reservist'' zakończyła się klęską i poważnymi stratami Aliantów. Obrońcy w Oranie bronili się do 9 listopada. Kompromitacją zakończył się zrzut spadochroniarzy, rozrzuconych po chyba całej Algierii, którym udało się zająć opuszczone lotniska.Podobnie było w Algierze, gdzie Francuzi praktycznie nie stawili większego oporu. Mimo to, w wyniku złej nawigacji spora część barek desantowych... wpadła na skały. Operacja zajęcia portu skończyła się jak w Oranie - wysadzeni na ląd amerykańscy komandosi pogubili się i bez problemu wyłapali ich Francuzi.

    Ci w końcu poprosili o zawieszenie ognia i zdecydowali się poddać, mimo tego, że byli w stanie zepchnąć Amerykanów do morza. Być może zadecydowały czynniki polityczne, ale faktem jest, że protegowany Vichy, adm. Darlan nakazał wstrzymanie ognia 10 listopada. Operacja ''Torch'' zakończyła się.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Na zdjęciu, radziecki oficer Aleksiej Gordziejewicz Jeremienko który poprowadził swoich żołnierzy do bitwy podczas zaciętych walk na Ukrainie.

    12 lipca 1942r.

    pokaż spoiler Zaledwie kilka sekund po tym zdjęciu został zabity przez niemiecki ostrzał.


    #iiwojnaswiatowa #2wojnaswiatowa #drugawojnaswiatowa #wojna #fotografia #fotohistoria #gruparatowaniapoziomu pokaż całość

    źródło: 1.jpg

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Dziś krótki wpis o operacji Bodenplatte. Na zdjęciu: szczątki niemieckiego myśliwca Bf-109 w Ardenach, prawdopodobnie początek stycznia 1945 r.

    Niemcy zaplanowali atak powietrzny równoległy z rozpoczęciem Wacht am Rhein - czyli na 16 grudnia 1944 roku. Uniemożliwiła to jednak pogoda. Dopiero tuż przed końcem grudnia ta się poprawiła, umożliwiając zaplanowanie operacji, a przy okazji wsparcie powietrzne rozpoczynającej się właśnie operacji ''Nordwind'' w Alzacji. Zaplanowano równoczesne uderzenie na 17 alianckich baz lotniczych we Francji i w Belgii. Do przeprowadzenia operacji przygotowano aż 1035 samolotów z II. Jagdkorps i 3. Jagddivision - raz jeszcze Luftwaffe stawiła czoła, próbując dzielnie wywalczyć przewagę w powietrzu. Zgromadzono maszyny różnych typów, sporo było dwusilnikowych bombowców Ju-88 i Ju-188, ale to myśliwskie FW-190 i Bf-109 miały odegrać najważniejszą rolę.

    Akcja rozpoczęła się o świcie 1 stycznia 1945 r... I wzbudziła autentyczne przerażenie wśród alianckich załóg. Ryczące silnikami na najwyższych obrotach Focke-Wulfy omiatały lotniska, niszcząc dziesiątki samolotów. Eksplodujące bomby, kłęby dymu z płonącego paliwa i krzyki próbujących startować alianckich pilotów - to była rzeczywistość operacji, która była niespodzianką dla większości jednostek brytyjskich, kanadyjskich, amerykańskich i polskich. Alianccy piloci jednak zdołali wystartować i zaczęli odgryzać się napastnikom. Niemieccy piloci, często słabo wyszkoleni... zwyczajnie rozbijali się o ziemię, czasami nawet o siebie nawzajem. Niektóre jednostki dotarły spóźnione, inne w ogóle. Faktem jest, że w trakcie ataku zniszczono ponad 460 alianckich samolotów (70 zestrzelono w powietrzu) i zneutralizowano większą część lotnisk na dwa następne tygodnie. Niemcy ponieśli jednak bardzo ciężkie straty - aż 146 samolotów zestrzeliła aliancka artyleria plot. i myśliwce, jednak najgorszy wypadek zdarzył się podczas powrotu do baz. Operacja była tak tajna, że nie poinformowano niektórych jednostek niemieckiej obrony plot., w efekcie aż 84 samoloty zostały zestrzelone przez własną obronę przeciwlotniczą. Poległo 143 niemieckich pilotów, w tym aż 22 wyższych rangą oficerów. 70 dostało się do niewoli, a 21 było rannych. Niemcy utracili 304 samoloty. Generał Galland skomentował to krótko: ''Poświęciliśmy naszą ostatnią rezerwę''.

    Alianckie straty w pilotach były znikome (około 300 ludzi zabitych i rannych) - zniszczono tylko maszyny, w efekcie po kilku tygodniach wszystkie jednostki odzyskały sprawność bojową. Niemcy natomiast nie byli w stanie uzupełnić strat i w efekcie Luftwaffe nie mogła walczyć z alianckim lotnictwem podczas kolejnych ofensyw. Sam Galland został usunięty ze stanowiska inspektora lotnictwa w styczniu 1945 r., kiedy próbował się przeciwstawić dalszemu marnowaniu sił Luftwaffe.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    "Z ducha powstańców styczniowych
    – zrodzony pod niebem Karelii –
    byłeś jak młody dąb świadom swej mocy,
    rosnący cicho na dalekiej ziemi..."

    Zapraszam na piękny hymn poświęcony Rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu,
    napisany przez emigracyjnego polskiego poetę z Australii, Marka Baterowicza:

    Znalezisko: Marek Baterowicz – WITOLDOWI PILECKIEMU HYMN

    Polska Canada: Marek Baterowicz – WITOLDOWI PILECKIEMU HYMN

    #historia #polska #poezja #patriotyzm #iiwojnaswiatowa #4konserwy
    pokaż całość

    źródło: i1.wp.com

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Na zdjęciu: gurkhijski żołnierz w Birmie, wiosna 1945 roku.

    Imperium Brytyjskie miało wielu świetnych żołnierzy. Od dawna zastanawiam się, kto kto z nich był najlepszy - czy wiecznie wyluzowani Australijczycy, którzy potrafili jednym strzałem zdjąć wrogi cel z odległości 500 jardów, czy Kanadyjczycy, rwący do przodu, nawet gdy nie było żadnej nadziei, czy mali niepozorni górale z Nepalu. Ciężki wybór.
    Gurkhowie to lud zamieszkujący himalajskie góry. Na co dzień spokojni i uśmiechnięci, w walce nie mają sobie równych, budząc przerażenie w szeregach wrogów. Ich znakiem rozpoznawczym, używanym zresztą do dzisiaj, jest wielki zakrzywiony nóż, zwany kukri, którym władają równie dobrze, co bronią palną. Gurkhowie nigdy się nie poddają. Brytyjczycy podczas podbijania Nepalu w latach 1814-1816 przelali morze krwi w walce z nimi - więc po zakończonej wojnie postanowili zjednać sobie wojowniczy lud. Podczas II WŚ w służbie Korony było 40 batalionów Gurkhów. Wsławili się walkami pod Monte Cassino, gdzie nawet twardzi jak stal Fallschirmjägerzy nie dawali im rady. Gurkhowie na patrole w nocy wychodzili wyłącznie z kukri - słynny jest przypadek, że jeden Gurkha natknąwszy się na stanowisko niemieckiego karabinu maszynowego i jego śpiącą obsługę, poderżnął gardła dwóm niemieckim żołnierzom. Ciekawe, jak przerażony musiał być trzeci Niemiec, gdy obudził się rano...
    Gurkhowie walczyli również na Pacyfiku, stanowiąc trzon słynnych chinditów - elitarnych żołnierzy, nękających Japończyków daleko za liniami frontu. Tam również wsławili się swoimi czynami, czego przykładem był kapral Lachhiman Gurung. W nocy z 12 na 13 maja 1945 roku został ciężko ranny w wyniku wybuchu granatu, który uszkodził mu prawe oko i oderwał prawą dłoń (wcześniej odrzucił dwa). Mimo to, kiedy Japończycy ruszyli do natarcia, chwycił za karabin i strzelał, przeładowując go lewą ręką i trzymając między kolanami. Zabił 31 japońskich żołnierzy. Odznaczono go za tę akcję najwyższym brytyjskim odznaczeniem - Krzyżem Wiktorii.
    Gurkhowie do dzisiaj służą w armii brytyjskiej, tworząc jedną brygadę. Służą też w armii indyjskiej. Do dzisiaj budzą grozę wśród swoich wrogów - w 2010 roku gurkhijski sierżant obciął głowę, oczywiście używając kukri, zabitemu watażce w Afganistanie, co wzbudziło niesmak politpoprawnej opinii publicznej. W tym samym roku, kapral Bishnu Shretsha w pojedynkę (bo nie potrzeba więcej), używając - a jakże! - kukri, odparł atak 40 bandytów na pociąg, zabijając trzech z nich, a raniąc ośmiu.

    I na koniec, anegdotka (ponoć prawdziwa), która wiele mówi o Gurkhach:
    Któregoś razu oddział Gurkhów został wezwany na odprawę. Brytyjski dowódca zaczął:
    - Potrzebuję ochotników na bardzo niebezpieczną akcję za liniami wroga. Będziemy skakać z 200 metrów.
    Od razu wystąpiła połowa Gurkhów. Jeden z żołnierzy zadał nieśmiało pytanie:
    - Czy nie możemy skakać z niższej wysokości?
    Zdziwiony Brytyjczyk odpowiedział:
    - Ale wówczas nie otworzą się wam spadochrony...
    Nagle słychać było wielkie westchnienie ulgi:
    - Aaa, to my skaczemy ze spadochronami...
    Po czym wystąpili wszyscy.

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Niezwykle ważną dla wojsk inwazyjnych w Normandii kwestią był odbiór posiłków i zaopatrzenia transportowanego drogą morską. Rozwiązaniem problemu były porty Mulberry.
    http://wiekdwudziesty.pl/porty-mulberry-w-normandii-w-1944-roku/
    Na zdjęciu: Sztuczny port Mulberry-B w Arromanches, czerwiec 1944. Źródło: Imperial War Museum, domena publiczna.
    #historia #fotohistoria #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #zainteresowania #iiwojnaswiatowa #dday #francja #wiekdwudziesty
    pokaż całość

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    FW-190 A-8/R z najprawdopodobniej elitarnego pułku JG300, czyli sławnej ''Wilde Sau''. Zdjęcie wykonano już chyba po kapitulacji Rzeszy, a samolotem bawią się Amerykanie. Samolot należy do wersji Sturmbock - Taran.

    Rosnąca w siłę jesienią 1943 r. ofensywa bombowa, wzmocniona siłami USAAF uświadomiła Niemcom, że dotychczasowa taktyka uderzania zwykłymi myśliwcami nie zda się na wiele. Pojawienie się silnie uzbrojonych amerykańskich ciężkich bombowców, latających w zwartej formacji wymusiło zmianę taktyki. I maszyn.

    W tym celu opracowano ulepszoną wersję Focke-Wulfa FW-190. Samolot otrzymał spore opancerzenie (m.in. 30 mm szkła pancernego na owiewce i 5 mm płyty pancerne wokół kabiny pilota). Jedną parę działek 20 mm wymieniono na znacznie silniejsze działka 30 mm. Ponieważ znacznie wzrosła masa samolotu, należało go odchudzić poprzez zdemontowanie dwóch karabinów maszynowych.

    Zadaniem samolotów tego typu było przebicie się do formacji bombowej i zniszczenie maksymalnej liczby wrogich bombowców. Ze względu na swoją rolę, samoloty te nie nadawały się do walk z myśliwcami i musiały być eskortowane przez Bf-109.

    Sturmbocki rzucono do desperackiej, heroicznej walki w Obronie Powietrznej Rzeszy. Samoloty te bardzo dobrze spisywały się w zwalczaniu bombowców - jeden dywizjon w pięć miesięcy zestrzelił ich ponad 200. Richard Franz, as z 18 zestrzeleniami (z czego pięć stanowiły ''Viermoty'', czyli ciężkie bombowce) powiedział: ''MK108 były nadzwyczajną bronią. Mogły odciąć skrzydło B-17''. Od czerwca 1944 r. jednostki te przejęły na siebie główny ciężar walk z wyprawami. Najlepsi piloci Sturmbocków, Anton Hackl i Georg-Peter Eder mieli po 35 zestrzelonych Viermotów. Jednak ze względu na to, że amerykańskie wyprawy bombowe były celem dość nieruchawym, do jednostek szturmowych trafiali głównie niedoszkoleni, przeciętni piloci. Trafiali oni do formacji, która zamiast bawić się w walki manewrowe uderzała w sposób siłowy, niczym - nomen omen - taran. Byli zestrzeliwani dziesiątkami (jeden pilot z 27 zestrzeleniami był sam zestrzeliwany 12 razy!), ginęli masowo od ataków eskorty myśliwskiej wypraw. Pilotów tych formacji można śmiało nazwać ''kamikaze'' - walczyli dzielnie i osiągali duże sukcesy, ale cena, jaką trzeba było zapłacić, była zbyt wysoka.

    Wspomniany Richard Franz podsumował to krótko: ''Myślę, że mieliśmy lepsze uzbrojenie i amunicję, podczas gdy oni mieli lepsze samoloty.''

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Brytyjscy spadochroniarze zrzuceni nad Francją 6 czerwca 1944 r. pozują siedząc naprzeciwko siebie samych uwiecznionych na archiwalnej fotografii.
    #iiwojnaswiatowa #fotohistoria #zdjeciazwojny

    źródło: dday.jpg

  •  

    Moi drodzy dzisiaj mamy rocznicę D-Day, pamiętajmy o nim ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    ''No dobra, Helmuty, zobaczymy, czy będzie Wam teraz do śmiechu''. Żołnierze i pojazdy brytyjskiej 27. Brygady Pancernej (konkretnie 13th/18th Royal Hussars) zbliżają się do plaży Sword, 7:30 rano, 6 czerwca 1944 r. Poza nimi wylądowali też żołnierze brytyjskiej 3. DP oraz komandosi z 1. i 4. Brygady. Zdjęcie zajumane z WW2 Colourised. [A]

    Brytyjczycy wylądowali o 7:25 rano, wspierani dziwadłami Hobarta, szybko oczyszczając plażę z niemieckiego oporu o godzinie 8:20 - obronę stanowiła tam raczej słaba 716. DP, złożona z Osttruppen. Po wylądowaniu na plaży miało miejsce raczej osobliwe wydarzenie, kiedy brygadier Simon Fraser, Lord Lovat, jeden z najodważniejszych brytyjskich komandosów z 1. Brygady Specjalnej, nakazał swojemu dudziarzowi, 21-letniemu Bobowi Millinowi grać na dudach, żeby zebrać żołnierzy. Millin zaprotestował, powołując się na rozkazy dowództwa, na co Lord Lovat odpowiedział: ''Ah, ale to są ANGIELSKIE rozkazy. Ty i ja jesteśmy Szkotami, więc nas nie obowiązują.'' Millin zresztą jako jedyny w swoim oddziale nosił kilt. Później tego dnia, wzięci do niewoli niemieccy snajperzy mówili, że nie strzelali do niego, bo myśleli, że zwariował. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Niemcy ocknęli się po południu 6 czerwca i czołgi 21. DPanc., dowodzone przez sławnego Hansa von Lucka w dwóch grupach przeszły do kontrataku przez rzekę Orne by złamać opór brytyjskich spadochroniarzy i dotrzeć do plaż w okolicach Lion-sur-Mer, co niemal im się udało o 8 wieczorem. Zostali zatrzymani przez alianckie samoloty i ogień artylerii okrętowej. Próbowali to powtórzyć znowu 8 czerwca, ale i wtedy zatrzymała ich artyleria.

    Cóż, nie na darmo plaże dostały swoje przydomki:

    Utah: Mildly the Easiest
    Omaha: The Bloodiest
    Gold: The Less Known
    Juno: Canada's Pride
    Sword: The Craziest

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Dzisiaj 6. czerwca, a więc 74. rocznica lądowania wojsk aliantów zachodnich w Normandii.
    Nie ma co gadać kolejny raz, ale zerknąć na kultową scenę zawsze warto.

    https://www.youtube.com/watch?v=DSKerypwUDM

    #iiwojnaswiatowa #dday #overlord #szeregowiecryan pokaż całość

  •  

    #historia #czechy #iiwojnaswiatowa #polska

    Ciekawy dokument:

    http://polishinstitute.com/B/BI119f.pdf

    Spostrzeżenia dotyczące ogólnego położenia Czechosłowacji i stosunków polsko-czeskich 1938-1939
    Autor: Attache Wojskowy w Pradze ppłk dyplomowany Bronisław Noel.
    pokaż całość

  •  

    Cromwell A27M był brytyjskim czołgiem pościgowym z okresu II wojny światowej. Pierwsze prototypy powstały już w 1941 roku, ale produkcja seryjna trwała w okresie 1943-1945. W sumie powstało ok. 4100 egzemplarzy tego czołgu. Cromwell był napędzany silnikiem Rolls-Royce Meteor V12 o mocy 600 KM. Uzbrojenie pojazdu stanowiła pojedyncza armata ROQF kal. 75 mm oraz dwa karabiny maszynowe Besa kal.7,92 mm.

    Czołg Cromwell skonstruowano jako następcę czołgu Crusader. Wymagania techniczne na nowy czołg dla armii brytyjskiej określono już w 1940 roku, a prace analityczne i pierwsze prototypy pojawiły się już na początku następnego roku. Jednak w związku z problemami z produkcją seryjną jednostki napędowej, produkcja seryjna ruszyła dopiero w 1943 roku. Cromwell, w chwili wejścia do służby, okazał się czołgiem bardzo udanym, dopracowanym technicznie, a przede wszystkim posiadającym sporą manewrowość. Krytykowano jednak jego nienajlepsze opancerzenie oraz przeciętne uzbrojenie główne, które było gorsze od armaty 17-funtowej, będącej wówczas podstawowym uzbrojeniem czołgów Sherman Firefly. Pomimo tego Cromwell jest uznawany za jedną z bardziej udanych brytyjskich konstrukcji  pancernych w okresie II wojny światowej. W toku produkcji seryjnej powstało kilka wersji tego czołgu. Chronologicznie pierwszą był Cromwell I, który był pierwszą produkowaną masowo wersją tego czołgu. Krótko później powstał Cromwell V, w którym zmieniono technikę produkcji kadłuba oraz wzmocniono pancerz z przodu wozu (z 76 mm do 100 mm). Pojawiła się też wersja VII, która posiadała jeszcze bardziej wzmocnione opancerzenie i szersze gąsienice – była to również ostania seria produkcyjna. Czołgi typu Cromwell weszły też na wyposażenie Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie (PSZ), a dokładnie 1. Dywizji Pancernej. 

    #czolgi #iiwojnaswiatowa #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    #iiwojnaswiatowawkolorze

    Amerykański spadochroniarz w Afryce, 1943 rok.

    Mało znanym faktem jest to, że Alianci pierwszych desantów spadochronowych nie przeprowadzili wcale na Sycylii w lipcu 1943 roku, ale znacznie wcześniej, bo już w Afryce, w ramach realizowania operacji ''Torch''. Mało znanym, bo zakończyły się totalną klęską Aliantów.

    Pierwszy desant to operacja ''Villain'', rozpoczęta 7 listopada 1942 roku, w której wziął udział amerykański 2. batalion 509. pułku piechoty spadochronowej, dowodzony przez ppłk Edsona D. Raffa. Celami były lotniska wokół Oranu - Tafaraou i La Senia. Wtedy to, wieczorem z Kornwalii wystartowało 39 Dakot z 556 spadochroniarzami na pokładzie - lot pogwałcał neutralność Hiszpanii. Silna burza rozproszyła formację, w dodatku sygnał naprowadzający był nadawany na złej częstotliwości, zaś urządzenie naprowadzające - Eureka - po całonocnym nadawaniu została w końcu wysadzona o świcie przez amerykańskiego agenta. Do świtu 8 listopada formacja straciła siedem samolotów, z czego trzy internowali Hiszpanie. Nad lotnisko La Senia dotarły zaledwie trzy samoloty, gdzie przywitał je bardzo silny ogień francuskiej artylerii przeciwlotniczej. Wszystkie skierowały się 30 km na wschód, lądując na wyschniętym jeziorze. Wszyscy dostali się do niewoli. Kolejnych 12 Dakot dotarło do innej części jeziora, gdzie płk Bentley, pilot samolotu Raffa, wylądował na polu zboża, aby dokładnie wypytawszy kilku miejscowych upewnić się, że znalazł się na właściwym kontynencie. Dziewięć kolejnych maszyn zrzuciło spadochroniarzy na tyłach kolumny 1. DPanc. Spadochroniarze wobec tego próbowali dotrzeć na piechotę do Tafarou po dnie wyschniętego jeziora... gubiąc masę amunicji. W końcu, dowódca tej grupy, mjr Yarborough skontaktował się z pilotami trzech Dakot, prosił aby zlali paliwo z innych maszyn, przylecieli po nich i zabrali jego grupę do Tafaraou. Tak się stało, ledwo tylko Dakoty wystartowały zostały przechwycone przez francuskie myśliwce i zmuszone do lądowania. Podczas tego ataku zginęło 5, a 15 Amerykanów zostało rannych. Efekt operacji - oba lotniska nie zostały zdobyte, na 39 samolotów zaledwie 14 było zdolnych do lotu, a z całego batalionu pozostało... 15 ludzi.

    Jeszcze gorzej wypadł desant brytyjskiego 2. batalionu z 1. Brygady 1. DPD na lotnisko Pont Du Fahs. Wywiad nie pokusił się o sprawdzenie lotniska, które od dłuższego czasu było... opuszczone. Batalion, liczący 530 żołnierzy w 54 Dakotach, po wylądowaniu 40 km od celu skonfiskował od francuskich farmerów kilka... wozów, ciągniętych przez osły. Jeden z żołnierzy wspominał: ''Wyglądaliśmy jak jakiś pieprzony cyrk objazdowy, a nie batalion spadochroniarzy''. Wkrótce batalion otoczyły niemieckie wozy pancerne z kompanii rozpoznawczej 10. DPanc., Ramcke Brigade i żołnierzy 1. Dywizji Górskiej ''Superga''. Po bardzo ciężkich walkach batalion zdołał w końcu wyrwać się z okrążenia, tracąc 290 ludzi, do własnych linii dotarło zaledwie 180 3 grudnia. Co ciekawe, dowódcą batalionu był mjr John Frost, ten sam, który dwa lata później będzie heroicznie bronić przyczółka na moście w Arnhem, ponownie przed niemieckimi wozami pancernymi...

    Alianci nie uczyli się na błędach...

    Autor postu: II wojna światowa w kolorze

    #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historiajednejfotografii #zdjeciazwojny
    pokaż całość

  •  

    Włoscy partyzanci w Mediolanie, 25 kwietnia 1945 roku. Trochę późno do zabawy się przyłączyli, bo chyba 2 maja Niemcy skapitulują we Włoszech o ile pamięć mnie nie myli.

    #starszezwoje - blog ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #fotohistoria #iiwojnaswiatowa #myrmekochoria pokaż całość

    źródło: romero.jpg

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #iiwojnaswiatowa

0:0,0:2,0:2,0:1,0:1,2:0,0:0,0:1,0:1,0:2,0:1,0:1,1:1,0:0

Archiwum tagów